GRZECH PIERWORODNY.
Grzech pierworodny, pojmowany w znaczeniu czynnem, jest aktem pychy, nieposłuszeństwa i zmysłowości, przez który Adam i Ewa, pierwsi rodzice rodu ludzkiego, sami tylko tworzący ludzkość całą, dla siebie samych i dla całej ludzkości utracili łaskę nadprzyrodzoną i uświęcającą, w jakiej na krótko przedtem zostali stworzeni, a jednocześnie i trzy przywileje pozanaturalne (praeternaturalia) stanowiące, jakoby orszak i ochronę owej łaski, przywileje, które miały zachować ludzkość: 1-o od nieświadomości, 2-o od pożądliwości, 3-o od śmierci. W tem czynnem znaczeniu grzech pierworodny został popełniony, ale tylko przez pierwszych rodziców.
W znaczeniu biernem grzech pierworodny jest w istocie swej stanem ogołocenia, w jakim pozostawali pierwsi nasi rodzice po swym upadku i pozostają wszyscy ich potomkowie od pierwszej chwili swego istnienia, —stanem ogołocenia z łaski, w której powinni-by oni zaczynać swe istnienie, a której właśnie zostali pozbawieni. Przypadkowo zaś i drugorzędnie grzech pierworodny oznacza w dziecięciu, które istnieć poczyna, brak trzech błogosławionych przywilejów, któremi cieszyłoby się dziecię, gdyby nie wina Adama.
Grzech pierworodny tedy w znaczeniu biernem, albo raczej zmaza pierworodna, labes originalis, jak zwykł obecnie nazywać go Kościół Rzymski, jest następstwem grzechu pierworodnego, pojmowanego w znaczeniu czynnem. Rozszerza się on razem z naturą ludzką, i jeśli jest pierworodnym dla tego, że był popełniony przez pierwszych rodziców w początkach istnienia rodu ludzkiego, to również jest nim i dla tego, że zaciąga się na początku każdego życia indywidualnego. Pan nasz Jezus Chrystus z konieczności był wolny od grzechu pierworodnego, nie tylko z powodu swej boskiej natury i boskiej osoby, lecz także z powodu cudownie dziewiczego początku swego człowieczeństwa. Marya Dziewica była wyjęta z pod prawa grzechu pierworodnego nie na mocy swego pochodzenia, lecz na mocy pochodzenia Tego, któremu ludzkie życie dać miała, Jezusa Chrystusa. (Ob. art. Jezus Chrystus, Niepokalane Poczęcie).
Główną karą za grzech pierworodny jest śmierć wieczna t. j. bardzo słuszne pozbawienie chwały wiecznej, gdyż chwała jest nagrodą i dopełnieniem łaski poświęcającej, która jest życiem nadprzyrodzonem naszej duszy, a której ona zostaje niewątpliwie pozbawiona przez grzech pierworodny. Drugorzędną zaś karą grzechu pierworodnego, jakeśmy już powiedzieli, jest utrata trzech przywilejów, które mieliśmy otrzymać wraz z łaską samą, a których utrata oddaje nas na łup przyrodzonej naszej nieświadomości, nałogowej pożądliwości i śmierci ciała,—dolegliwościom, wynikającym z niedoskonałości natury naszej. Atoli odkupienie, dokonane przez Słowo Wcielone, jeszcze tu na ziemi powraca nam przez chrzest i inne Sakramenta św. łaskę uświęcającą i zapewnia nam w życiu przyszłem, jeżeli doń za tą łaską uświęcającą dojdziemy, całkowity powrót pozanaturalnych (praeternaturalnych) przywilejów przez winę naszego praojca utraconych.
II.
Powyższy wykład naukowy o grzechu pierworodnym opiera się głównie na postanowieniach Soboru Trydenckiego (Sess. V) i na bulli dogmatycznej Ineffabilis z d. 8 Grudnia 1854 r., ogłaszającej dogmat Niepokalanego Poczęcia. Co zaś do dowodów istnienia i przechodzenia grzechu pierworodnego, to nie należy ich szukać przedewszystkiem w faktach, łatwych zresztą do stwierdzenia fizyczną i moralną nędzą człowieka. W istocie bowiem ani apologeci szkoły Pascal'a, ani więcej lub mniej nowożytni tradycjonaliści nie mogliby dowieść jedynie ze stanu cierpienia i niedoskonałości, w jakim się obecnie ród ludzki znajduje, że był kiedyś grzech pierworodny, a nadewszystko, że wynikająca zeń zmaza moralna jest pozbawieniem życia nadprzyrodzonego.
Niektórzy gorliwi i wymowni pisarze Kościelni dziś jeszcze popełniają w tym przedmiocie często pożałowania godną przesadę, podczas gdy jedynie prawdziwe dowodzenie jest następujące:
- Pismo św. i tradycya wyraźnie uczy, że ludzkość otrzymała dary nadnaturalne i pozanaturalne, które miały być przekazywane drogą rodzenia. 2-o Następnie, też same źródła objawienia wyraźnie nas pouczają, że dary te nie doszły do nas tak, jak dojść były powinny; prawdę tego stwierdza nam jawnie codzienne doświadczenie w zakresie tych rzeczy, które są darami albo przywilejami pozanaturalnymi. 3-o Też same źródła wyraźnie uczą, że zmianę tego stanu zawdzięczamy pierwszym naszym rodzicom. Oto kilka tekstów biblijnych, do których można się odwołać: Gen. III, 16 — 24; VI, 5—7; Job. XIV, 4—5; XV, 14—16; Ps. I, 7; Eccl. XVI; Jan. VIII, 44; 1. P. Rom. III, VII; Gal. III, 22; Eph. II, 1—7. Teksty te, bezwątpienia, wymagałyby licznych objaśnień i uwag egzegetycznych; lecz badając je według prawdziwych zasad wykładu Pisma św., łatwo odnaleźć w nich omawianą tu przez nas naukę. Co się zaś tyczy Tradycyi, to oprócz homilii Ojców Kościoła na przytoczone wyżej miejsca obu Testamentów Pisma św., wskazać możemy na owe polemiki, wszczynane przez pelagianizm, i na owe wyroki potępienia, często nań wydawane: (2 synod w Mileve, syn. w Kartaginie r. 418 i potwierdzający go syn. w Efezie); na owe orzeczenia, wywołane przez semipelagianizm (Celestyn I, drugi sobór w Oranges), na owo potępienie w IX wieku Gotschalka i Jana Scot’a, a w ciągu wieków średnich sekt waldejskich. Luter, Kalwin, Bajus, Jansenius przez swoje na tym punkcie niedorzeczne i niegodziwe egzageracye wywołali nowe orzeczenia biskupów i Stolicy Apostolskiej, nie pozostawiające nic do życzenia pod względem treściwości i jasności. Mało mamy dogmatów tak ściśle zbadanych przez starożytną i nowożytną teologię, jak dogmat o grzechu pierworodnym. Tradycye ludzkie nawet u dzikich ludów i plemion przechowały o tym dogmacie pamięć, wprawdzie może spaczoną grubemi błędami, ale tem pewniejszą, że nie zdaje się ona być wierną kopią, w nowszych czasach dokonaną na wzór wierzeń ludu żydowskiego i chrześcijańskiego Kościoła.
III.
Nieliczne lecz głośne i zacięte zarzuty przeciw temu dogmatowi zawdzięczamy głównie filozofii XVIII i racyonalistom XIX wieku. Najważniejsze z nich są następujące: 1-o Historya upadku pierworodnego, zawarta w Księdze Rodzaju, jest mitem, przeznaczonym podobnie jak podania o wieku złotym i srebrnym, do wytłómaczenia a może i do osłodzenia stanu nędzy i cierpienia, w którym wszyscy się rodzimy, oczekując pewnej śmierci. 2-o Jeśli zaś opowiadanie Księgi Rodzaju nie jest mitem, to jest ono historyą osobistego upadku Adama i Ewy, nie pociągającego za sobą żadnych owych tajemniczych następstw, jakie, według mniemania katolików, ludzkość dotknąć miały; 3-o Jak można utrzymywać, aby grzech przechodził na wszystkich potomków tej grzesznej pary ludzi, jak żeby jad fizyologiczny dziwacznej jakiej choroby; 4-o Jak można zgrzeszyć, zanim się zacznie istnieć, pojmować i chcieć, choćby nawet Kościół przypuszczał nie wiem już jaką preegzystencyę i przechodzenie dusz, zebranych niegdyś w osobie Adama? 5-o Albo-li też przypuścić wypadnie wraz z niektórymi teologami, że grzech pierworodny stał się jakby istotną częścią naszej natury. 6-o Nawet w tem jego haniebne okrucieństwo i potworną niesprawiedliwość; po co było stwarzać rodzaj ludzki, jeśli on miał od samego początku żyć w stanie takiej nędzy? Za co karać wiecznemi mękami niezliczoną ilość dzieci, nie mających innej winy prócz tej, że urodziły się z ojca winowajcy? 7-o Objawy patologiczne, w porządku materyalnym lub moralnym, które uważamy za następstwo grzechu pierworodnego albo zmazy pierworodnej, znajdują nierównie pewniejszą i właściwą przyczynę, w psychologii i fizyologii, do których byłby czas, aby teologia odnosić zaczęła to, co nazywa grzechem pierworodnym. 8-o Napróżno od lat niewielu ucieka się teologia do nowego tłómaczenia; które ma mieć tę wyższość nad teoryami dawnemi, że zmniejsza ich ogrom, sprowadzając grzech pierworodny do zwykłego ogołocenia; lecz na nieszczęście, umniejszenie to równa się ostatecznemu zniesieniu grzechu pierworodnego, — co właśnie stanowi jeden więcej powód do przyjęcia nakoniec w tym przedmiocie pomocy nauk filozoficznych i przyrodniczych.
IV. Rozwiązanie powyższych zarzutów:
1-o Jedynym pozornym powodem do mitycznego wyjaśniania historyi grzechu pierworodnego, zawartej w Księdze Rodzaju, jest udział, jaki ma wąż w tej znanej scenie. Lecz już z samego tekstu dostatecznie widać, że wąż służył szatanowi i przemawiał jedynie pod jego wpływem pozanaturalnym: był to cud dyabelski. Temu sposobowi tłómaczenia rzeczy Pismo św. i Tradycya, zarówno chrześcijańska jak żydowska, nadają istotną powagę. Ze szatan mógł i chciał użyć tego pośrednika i zdziałać ten cud morderczy, że Bóg dopuścił, by szatan tego chciał, by tego dokonał, że mężczyzna i niewiasta pomimo łaski i przywilejów, jakimi byli uposażeni, okazali się ułomnymi i dostępnymi tego rodzaju pokusie, pobudzającej ich próżność i zmysłowość, wszystko to są rzeczy, które nie mogą zanadto dziwić poważnego filozofa. Mity pogańskie, do których chcianoby tę scenę przyrównać, mogły ją mieć za swój początek i za swą przyczynę, ale z pewnością nigdy—za skutek. Łatwo odróżnić zwykłe baśnie od opowiadania cudownego, lecz poważnego i stwierdzonego najpewniejszemi jakie tylko być mogą rękojmiami, — przez objawienia i tuż za niemi idące objaśnienia ze strony samego Boga (Ob. art. Protoewangelia).
2-o Już sam tekst mojżeszowego opowiadania wyraźnie nam okazuje, że grzech naszych pierwszych rodziców powinien był mieć następstwa powszechne, nie zaś ograniczone tylko do Adama i Ewy: „Położę nieprzyjaźń pomiędzy tobą i niewiastą, pomiędzy nasieniem twem i nasieniem jej.” — Objawienie nas uczy, że Odkupiciel powszechny zstąpił na ziemię dla naprawienia powszechnego upadku, spowodowanego przez szatana, a św. Paweł oświadcza, że śmierć stała się prawem ogólnem, ponieważ wszyscy mieli udział w grzechu Adama, „in quo omnes peccaverunt.” Nie inaczej też rzecz tę pojmowała Synagoga i Kościół św. — Trudność objaśnienia przechodzenia tego grzechu początkowego albo naturalnego nie jest jeszcze dostatecznym powodem przeczenia jego istnienia.
3-o Nie należy porównywać grzechu pierworodnego do jadu lub zarazy cielesnej, przechodzącej z pokolenia na pokolenie, do nie wiem już jakiej substancyi albo chorobliwej własności, zawartej we krwi człowieka i razem z nią przechodzącej z ojca na dzieci. Aczkolwiek tłómaczenie to podobało się dawniej niektórym uczonym, szczególnie dawnym protestantom, my go wszakże bynajmniej nie przyjmujemy i nie mamy ani obowiązku, ani żadnego wyrachowania stawać w jego obronie.
4-o Grzech pierworodny w znaczeniu czynnem jest dziełem wyłącznie tylko Adama i Ewy; potomkowie ich nie są zań odpowiedzialni. A zatem, by wytłómaczyć, jakim sposobem grzech pierworodny w nas się znajduje, nie mamy żadnej potrzeby uciekać się do jakiejś fizycznej wyraźnej lub domyślnej preegzystencyi naszej duszy i naszej woli w duszy i w woli Adama. Nie możemy przyznać żadnej powagi tego rodzaju mrzonkom, wymyślonym przez niektórych teologów nie mających uznania w Kościele.
5-o Tem bardziej dalecy jesteśmy od błędu protestanckiego i jansenistowskiego, który grzech pierworodny ściśle łączy z naszą naturą; i byłoby rzeczą nader pożądaną, by znikły nareszcie z wszystkich dzieł katolickich niektóre wyrażenia nazbyt sprzyjające błędnej tych heretyków opinii.
6-o Już przez to samo, że Bóg chciał stworzyć istoty wolne, a nie chciał stworzyć ich odrazu w stanie łaski stałej albo chwały niepostradalnej, istoty te wolne, ograniczone, niedoskonałe były narażone na błądzenie. Byłoż to więc okrucieństwem, brakiem mądrości ze strony Boga, że stworzył je w takich warunkach? Bynajmniej, cierpieć złe, nawet wielkie złe, dla otrzymania dobra i bardzo wielkiego dobra, jest tylko mądrością i dobrocią. (Ob. art. Piekło, Wolna wola, Opatrzność). Odkupienie bezzwłocznie po pierwszym upadku obiecane a w części udzielone, upoważnia nas do powtórzenia z Kościołem Rzymskim: „O! felix culpa, któraś nam dała takiego Odkupiciela. Dzieci zmarłe zanim zostają przez chrzest św. odrodzone, bywają wprawdzie pozbawione chwały nadprzyrodzonej, która stanowi szczęście dusz odkupionych i zbawionych, atoli nic nas nie obowiązuje a nawet nic nas nie upoważnia do uważania ich za poddane karom piekielnym; według wszelkiego prawdopodobieństwa, nie są one pozbawione pewnej szczęśliwości, tak iż niepotrzebujemy niepokoić się ich losem.
7-o Zdrowa teologia, o którą jedynie dbamy, zawsze o tem wiedziała, że wewnętrzne i zewnętrzne warunki, w jakich nasze ciało i nasza dusza naturalnie się znajdują w ciągu naszego ziemskiego życia, aż nadtoby wystarczyły do wytłómaczenia naszej przyrodzonej niewiadomości, naszych pokus i walk, naszych cierpień i naszej śmierci. To też ona nie szuka w tych warunkach dowodu grzechu pierworodnego i nie zakłada tego grzechu na całości wszystkich tych smutnych zjawisk naszego życia. Wie ona, że wszystkie te zjawiska były naturalnym sposobem możliwe. Ale wie ona również, że sposobem pozanaturalnym powinniśmy ich byli uniknąć, gdyby człowiek był chciał dobrze używać danych mu od Boga przywilejów, a zwłaszcza gdyby był chciał utrzymać się w nadprzyrodzonym stanie łaski, w jakim Adam został stworzony i w jakim myśmy wszyscy rodzić się byli powinni. Zdrowa teologia bynajmniej nie przecenia szczęśliwości stanu, w jakimbyśmy byli zostawali, ani nie utrzymuje, żeby świat zewnętrzny był wówczas istotowo różny od tego, jakim on jest obecnie dla nas; nie myśli ona zatem doświadczalnie dowodzić prawdziwości chrześcijańskiego dogmatu o grzechu pierworodnym, a nawet uznaje, że takowy znajduje silne oparcie jedynie w danych objawienia.
8-o To co nazywają „nowym wykładem” tego dogmatu, jest w rzeczywistości tylko dawnem podaniem, wolnem od przesadnej niewiadomości, a pozbawionem od wskazanych powyżej błędów. Ojcowie Kościoła, Sobory, św. Paweł, a za nimi i my także uznajemy istotę grzechu pierworodnego w pozbawieniu łaski uświęcającej, która niegdyś udzielona była ludzkości, i która powinna była znajdować się w każdym z jej członków od chwili połączenia jego duszy z jego ciałem. Pozbawienie to nie jest zwykłą tylko nieobecnością; jest-to ogołocenie, zniszczenie, jest-to śmierć duchowa razem ze śmiercią cielesną, będącą tamtej śmierci karą. To też dziecko, które zaczynając żyć życiem ludzkiem, nie zaczyna żyć zarazem życiem nadprzyrodzonem, jak to miało być według pierwotnego zamiaru Bożego, jest dzieckiem gniewu i przekleństwa, dopóki nie stanie się sakramentalnie uczestnikiem odkupienia Zbawicielowego. Aczkolwiek nie jest ono osobiście odpowiedzialne za zmazę, jaką dusza jego zaciągnęła, nie mniej jednak zostaje sprawiedliwie wydziedziczonem z Królestwa niebieskiego, z góry obiecanego całemu pokoleniu Adama, a następnie utraconego przez toż pokolenie w Adamie, który był jego naczelnikiem i razem z Ewą stanowił jego całość. Jest-to jakoby roztrwoniony przez przodków majątek rodzinny, którego utrata pozbawia potomstwo licznych korzyści, jakich majątek ten byłby dla niego źródłem albo warunkiem. Bóg, stwarzając dusze według pierwotnego prawa rozmnażania się rodzaju ludzkiego, nie udziela już tym duszom darów nadnaturalnych i pozanaturalnych, jakie powierzył Adamowi, ponieważ ten je utracił dla siebie i dla swojego potomstwa. Jest on owym ojcem, który zmarnował majątek, jaki miał przekazać swym dzieciom. Udziela im się tylko sama jego natura za współdziałaniem Boga-Stworzyciela duszy, a ta jego natura, powtarzam, z własnej jego winy jest pozbawiona łaski uświęcającej i prawie anielskich przywilejów. —Czyż to wytłómaczenie grzechu pierworodnego i jego przechodzenia na innych jest grzechu tego negacyą? Nie, zaiste, i zdaje nam się nawet, że dogmat ten w należyty sposób przedstawiony, zyskuje serdeczniejsze i zupełniejsze uznanie ze strony filozofii i rozumu.
Prw. Kteutgen. „Theologie der Vorzeit,” t. II. str. 10; Scheeben. „Dogmatik,” t. II; Palmieri. „De Deo Creatore” etc.
(Dr. J. Didiot).