OPATRZNOŚĆ.
Naukę Kościoła katolickiego o Opatrzności streszcza Sobór Watykański w następujących wyrazach (Constit. Dei Filius. c. I): „Bóg przez swą Opatrzność strzeże i rządzi wszystkiem co uczynił, dosięgając od końca aż do końca mocnie i rozrządzając wszystko wdzięcznie; albowiem wszystko jest wobec niego odkryte, nawet to, co ma się stać skutkiem wolnego działania stworzeń.“
Opatrzność boska jest-to plan, podług którego Bóg rządzi światem i prowadzi go do jego celów. Ale czy istnieje taka Opatrzność? Czy Bóg rządzi światem, gdy go raz stworzył? Te zaś rządy boże nad światem czy odnoszą się tylko do ogólnego celu wszechświata, czy też rozciągają się do każdego gatunku jestestw, do każdego stworzenia, do każdego zjawiska? Jest-to pierwsze pytanie, na które odpowiedzieć musimy.
Mamy wszakże i drugie podobne. Bóg wyprowadził świat z niczego, aby uczynić zadość swej dobroci przez rozlewanie swych darów na stworzenia; taki jest cel wszechświata (ob. art. Stworzenie). A zatem, jeśli Opatrzność istnieje, powinna urządzić wszystko względnie do tego celu, a tem samem w zarządzie światem powinna się objawiać dobroć boża więcej, aniżeli jakikolwiek inny przymiot boży, świat zaś powinien przed oczyma naszemi rozwijać same tylko dobrodziejstwa boże. Jakim więc sposobem znajduje się złe na ziemi? To jest drugie zagadnienie, które rozwiązać nam trzeba.
I. Czy Opatrzność istnieje, czy rozciąga się do wszystkich stworzeń i do wszystkich ich działań?
Wskazawszy naprzód odnośne błędy, wyłożymy i wyjaśnimy naukę katolicką o Opatrzności, udowodnimy jej istnienie, jako też wykażemy, jakim sposobem zgadza się jej działanie z działaniem stworzeń.
I. Błędy.
Ci co odrzucają istnienie Boga, nie uznają tem samem Jego Opatrzności; na ich zarzuty odpowiedzieliśmy w art. Bóg. Opatrzności tej przeczą również ci, co działanie boże uważają za niepotrzebne do rozwoju świata; takimi są przeważnie ewolucyoniści, dla których siły i prawa natury są jedynemi przyczynami działającemi w świecie. Racyonaliści znów, jeśli nie znoszą zupełnie, to przynajmniej bardzo ograniczają Opatrzność, opierając się na zasadzie konieczności praw natury i na niezależności wolnej woli naszej; tym zaś sposobem chcą zwalczyć istnienie lub możliwość cudów, skuteczność modlitwy i współudział Boga w naszych czynnościach.
Przeciwnie znów, inny rodzaj błędów przeczy działania stworzeń w świecie i w samym Bogu tylko szuka jedynej przyczyny wszystkich zjawisk, jakie się dzieją we wszechświecie. Tak sądzą panteiści (ob. art. Panteizm); ale nie oni sami błędowi temu ulegli. Podtrzymywali go również Malebranche i zwolennicy okazyonalizmu. Okazyonalizm bowiem czyni Boga jedyną przyczyną sprawczą wszystkich rzeczy, a stworzenia uważa tylko za okazye, nie zaś za przyczynę prawdziwie sprawczą skutków, jakie tym stworzeniom przypisujemy. Według tej teoryi, gdy robotnik rąbie drzewo siekierą, a następnie je pali, wówczas nie robotnik-to ani jego siekiera, ani ogień sprowadzają te skutki, lecz Bóg sam sprawiałby to pękanie drzewa i zamienianie go na popiół; On-to sam tylko ma być sprawcą tego wszystkiego, co się dzieje na świecie. Zupełnie tak samo niektórzy heretycy, poświęciwszy część należną wolnej woli naszej w czynach zasługujących na zbawienie, mniemali, że sama tylko łaska boża wytwarza w nas te czynności bez żadnego z naszej strony właściwie zwanego współpracownictwa.
II. Wykład i wyjaśnienie nauki katolickiej.
Nauka katolicka przypuszcza we wszystkich czynnościach stworzeń jednoczesne działanie Boga i tychże stworzeń. Stworzenia są prawdziwemi przyczynami swych czynów, ale tylko przyczynami drugorzędnemi; to jest, działają one własną swą mocą, którą im wszakże udzielił i zachował Stwórca i która działa zawsze pod wpływem przyczyny pierwszej.
Stwórca jest przyczyną pierwszą wszystkiego, co się na świecie dzieje. Nie tylko, że przyczyny drugorzędne od Niego otrzymują to wszystko, co stanowi ich siłę, ale nadto od Niego mają one to, co sprawia, że one działają, słowem, pod Jego działaniem przechodzą one od możności do czynu. Tak np. aby ptak jakiś śpiewał, nie tylko trzeba, aby otrzymał od Boga organa ciała, któremi jest obdarzony, ale nadto potrzeba jeszcze, aby Bóg, ta pierwsza przyczyna sprawiła to, żeby ten ptak mógł te organa ciała w ruch wprawić i żeby taż przyczyna razem z nim współdziałała, iżby głos jego był słyszany. Nic na świecie, nawet nasze czyny wolne, nie mogą się uchylić od tego działania bożego, które przenika wszystko!
Dodajmy nadto, że Bóg od wszystkich wieków aż do najdrobniejszych szczegółów przewiduje wszystko, co istnieć będzie w biegu czasów. Otóż, ponieważ wszystkie rzeczy w ten sposób zależą od Boga, i przewidziane przezeń zostały jeszcze przed stworzeniem, przeto Bóg rozłożył wszystko bądź w naturze, bądź w życiu, postępowanie i dzieje pojedynczych ludzi, społeczeństw i całej ludzkości, a w oznaczonym czasie wytwarza i wytwarzać pozwala wszystko, co w planach swych ułożył dla osiągnięcia celów, jakie sobie zakreślił.
Jeśli przeciwnicy nasi z trudnością pojmują tę naukę, dzieje się to najczęściej dla tego, że nie rozumieją tego sposobu, w jaki Bóg działa przez swą Opatrzność. Nie trzeba zapominać, że w Bogu jest tylko jeden akt wieczny, zawsze ten sam, który jednak ma moc dokonywania w stworzeniach — wtedy kiedy chce — wszystkich przewrotów i wszystkich przekształceń, jakie z góry postanowił. Znaczyło by to, że źle rozumie działanie boże, ktoby w Bogu przypuszczał jakieś zmiany, podobne do tych, jakie w nas się dzieją, gdy cokolwiek działamy. Bóg, nie zmieniając się tak jak my, wytwarza w nas wszystkie te zmiany siłą swej woli niezmiennej, wiecznej, nieskończonej.
Nie trzeba sobie wyobrażać następnie, że działanie boże przeszkadza działaniu stworzeń. Wcale nie; stworzenia są prawdziwemi przyczynami wszystkich swych czynności. To ogień się pali, to ptak śpiewa, to wolna wola człowieka swobodnie coś postanawia, ale jednocześnie Bóg skutecznością swych odwiecznych dekretów wytwarza gorąco w ogniu, śpiew w ptaku i wolne postanowienia w naszej woli.
Wreszcie źle-by sądził, ktoby przypuszczał, że Bóg na nasz sposób pojmuje całe mnóstwo zjawisk, jakie następują po sobie tu na ziemi. My, stworzenia ograniczone, nie mogąc myśleć o każdem z tych zjawisk oddzielnie, łączymy je w pewne całości, mające jedne i te same cechy. Tym sposobem rozróżniamy rodziny, gatunki i rodzaje, których poszczególne cechy odnajdujemy w każdem jestestwie, część ich stanowiącem. Tak samo również określamy prawa, których te same zjawiska urzeczywistniają się w tych samych warunkach. Gdybyśmy każdego poszczególnego bytu nie mogli odnieść do jakiegoś gatunku lub rodzaju, każdego poszczególnego zjawiska do jakiegoś prawa, to niepodobna-by nam było w tej nieskończonej rozmaitości wszechświata rozpoznać bytów i zjawisk, niepodobna byłoby zrozumieć rozwoju świata ani przewidzieć wypadków, jakieby się stać powinny w pewnych określonych warunkach. Nie mielibyśmy zatem ani wiedzy, ani sztuki, ani przemysłu, podobni do zwierząt bezrozumnych, albo niżsi nawet, ponieważ nie mamy tych instynktów, jakie im dozwalały unikać niebezpieczeństw, w pośród których żyją. — Każdy byt zatem i każdy fakt musimy odnosić do praw ogólnych, zwłaszcza, gdy chcemy opanować przyrodę naszym przemysłem i zmusić ją do wykonywania naszych zamiarów. Tak np. wzniósłszy się od jakiegoś faktu, do pojęcia praw ogólnych, na podstawie tych praw ogólnych oznaczamy drogi, jakich się trzymają stworzenia w rozmaitych zjawiskach, jakich przyczyną lub świadkami jesteśmy. -- Ale nie, sądzić nam z naszych słabych pojęć o pojęciach Boga! Bóg posiada rozum bez granic. Widzi zatem wszystko jednocześnie, bez zamieszania i bez zmeczenia,—wszystkie stworzenia i wszystkie ich czynności aż do najmniejszych szczegółów; nie ma On potrzeby rozmieszczać je podług rodzajów i gatunków, ani też uprzytamniać sobie praw ogólnych, których wykonywaniem rozrządza. Mógłby Bóg ułożyć świat z wielkiego mnóstwa bytów, z których każdy tworzyłby oddzielny gatunek i byłby poddany prawom zupełnie odrębnym; z tej zaś całości mógłby zapewne wyprowadzić jakieś zdumiewające rezultaty. Podobało Mu się jednak utworzyć świat zupełnie inaczej, stworzyć na nim gatunki, w które wchodzi mnóstwo podobnych do siebie osobników i oznaczyć tym tworom prawa ogólne, które wszystkie jestestwa, obdarzone tymiż samymi przymiotami, zachowują w jednych i tych samych warunkach. Tym przeto sposobem obdarzył wszechświat tą odrębną pięknością, która się rodzi z przedziwnej jedności, urzeczywistniającej się w cudownej różności. Tym sposobem złożył w przyrodzie środki, które dozwalają człowiekowi zbadać jej siły i stać się jej królem.
Atoli jeśli człowiek dla przeprowadzenia rozwoju jestestw musi się uciekać do praw ogólnych, to oczywiście nie tak się dzieje z Bogiem. Zle pojmowałby Opatrzność, ktoby ją chciał ograniczać do wykonywania praw ogólnych, a odmawiałby jej możności spełnienia czegokolwiek, coby tym prawom się sprzeciwiało. Opatrzność odnosi się do szczegółów, i gwoli tych szczegółów właśnie prawa ogólne z woli bożej istnieją.
Pierwszem tych praw następstwem jest to, że Bóg dla wyższego jakiegoś dobra może od czasu do czasu wytwarzać zjawiska, niezgodne z temi ogólnemi prawami. (Ob. art. Cuda).
Innem znów następstwem jest to, że ogólne prawa świata są tylko wyrazem Opatrzności bożej; że Opatrzność objawia się przez samo wykonywanie tych praw ogólnych, i że pomimo to taż sama Opatrzność działa w odrębny sposób w każdem jestestwie, któremu dozwala osiągać swój cel odrębny, a które jednocześnie przyczynia się do ogólnego dobra wszechświata.
III. Udowodnienie istnienia Opatrzności.
Dla istnienia Opatrzności, jakeśmy widzieli, potrzeba i wystarcza, aby nic się w świecie nie działo niezgodnie z planem, jakiego Bóg chciał od wieków mocą swej woli najwyższej, bez względu na to, czy się posługiwał dla urzeczywistnienia swego planu przyczynami drugorzędnemi, czy też okazał swą interwencyę po za temi przyczynami. Otóż, dwa mamy sposoby udowodnienia istnienia tej Opatrzności. Możemy ją wykazać albo na podstawie tego przedziwnego widoku, jaki przed oczyma naszemi rozwija całość wszechświata, albo też na podstawie wiadomości naszych o istnieniu i przymiotach Boga; ale najlepiej się przekonamy o istnieniu Opatrzności, gdy przy dowodzeniu niniejszem zestawimy oba rzeczone sposoby.
Zapewne, że porządek istniejący na świecie wystarcza do udowodnienia istnienia jakiegoś wielkiego rozumu, który to wszystko urządza. Ale granice wiedzy naszej nie dozwalają nam ogarnąć wszystkich zgodności wszechświata, a uczony, który nie zna Boga, nie zawsze może rozróżnić, czy ta zgodność, którą dostrzegamy, z konieczności przypuszcza plan z góry powzięty, czy też jest ona tylko poprostu mechanicznym wynikiem sił przyrody. Niemniej jednakże, świat nam przedstawia jeśli nie w jestestwach prostych, to przynajmniej w jestestwach złożonych, zwłaszcza w organizmach żyjących, pewne kombinacye i pewien porządek, który dąży do celu widocznie z góry powziętego i który przypuszcza, że rozumny jakiś budowniczy wprawia w ruch ślepe siły, będące we wszechświecie. To też apologeci dowodzą istnienia Boga z istnienia nieskończenie mądrej Opatrzności, która przewodniczy światu (ob. art. Bóg).
Również i cuda, proroctwa i wszelki współudział boży, okazujący się po za prawami natury, dowodzi istnienia Opatrzności; stwierdza on bowiem, że Bóg działa w świecie i osiąga w nim swe cele środkami, jakie mu się podobają; aczkolwiek wszakże rzeczywistość tych faktów jest niezawodna, jakeśmy to indziej udowodnili (ob. art. Cuda, Kościół, Proroctwa), to jednak nie uwzględniają jej ci, co odrzucają prawdę, o którą nam tu chodzi.
Dobrze zatem będzie odwołać się nam do przyrodzonej naszej znajomości Boga i Jego przymiotów, aby powyższe dowody uzupełnić i okazać, że Opatrzność rozciąga się do wszystkiego tu na ziemi. I rzeczywiście, nie trudno udowodnić, że wszystko co istnieje, istnieje drogą stworzenia, którego Bóg jest sprawcą; łatwo również stwierdzić, że każde stworzenie zachowuje swe istnienie tylko przez wolę bożą, gdyż do tej woli należy oznaczać zarówno trwanie jak przymioty każdego jestestwa. To też można powiedzieć, że zachowywanie jestestw przez Boga równa się ciągłemu ich stwarzaniu. I istotnie, zależność stworzeń od swego Stwórcy nie jest mniejsza po stworzeniu, aniżeli była w chwili, kiedy one otrzymywały istnienie, a jeden i ten sam akt potęgi i woli bożej wyprowadził je z nicości i utrzymuje przy bycie. To też prawdą jest, że nic rzeczywistego nie wytwarza się w świecie, coby nie było skutkiem woli bożej; Ona to bowiem udziela i ustawicznie zachowuje swym stworzeniom wszystko to, co w nich stanowi siłę i działalność. Bóg zatem wykonywa całą swą zwierzchniczą władzę nad wszystkimi bytami i nad wszystkimi ich czynami, nawet najbardziej wolnymi, i to nie tylko w tem znaczeniu, że zakreśla prawa, jakich te byty trzymać się winny, lecz także w tem znaczeniu, że jest On przyczyną, sprawcą tego wszystkiego, co jest rzeczywiste w tych bytach i w ich czynnościach, i że On ułożył całość świata, włączając te ich czynności do swoich planów. Przy pomocy zatem swej Opatrzności, z pod której się nic nie usuwa, rządzi Bóg jestestwami bezwolnemi i żyjącemi, istotami wolnemi, poszczególnymi ludźmi i całą ludzkością. To też „poznajemy Boga, powiada Bossuet (Traité de Libre Arbitre, ch. III) jako byt, który wie wszystko, który przewiduje wszystko, który opiekuje się wszystkiem, który czyni co chce ze swemi stworzeniami i do którego powinny się odnosić wszystkie wydarzenia świata. Gdyby się zaś w tym porządku Opatrzności bożej nie zawierały stworzenia wolne, to odejmowałoby się jej władzę prowadzenia tego, co jest najznakomitszego we wszechświecie, to jest stworzenia rozumne.“
„Ale czyby nie można powiedzieć, że ta zależność istoty stworzonej powinna się rozciągać do samych tylko rzeczy, które są, nie zaś do sposobu i formy ich bycia?—Żadną miarą powiedzieć tego nie można; gdyż sposoby i formy bycia, w tem co w nich należy do samego bytu, muszą z konieczności pochodzić od pierwszego Bytu. Naprzykład, że ciało jakieś ma taki kształt lub że w takiej znajduje się pozycji, to należy z pewnością do bytu; rzecz bowiem pewna, że ciało to ma taki układ, ponieważ zaś układ ten jest w niem czemś prawdziwem i rzeczywistem, przeto za swą pierwszą przyczynę powinien mieć ogólną przyczynę wszystkiego co jest.
„I gdy się mówi, że Bóg jest przyczyną wszystkiego co jest, to chcąc ograniczyć to zdanie do samych tylko substancyi z wykluczeniem sposobów ich bycia, trzebaby powiedzieć, że w rzeczywistości tylko ciała pochodzą od Boga, ale nie ruchy tychże ciał, ani warunki ich bytu ani ich rozmaite urządzenia, które przecież stanowią cały porządek świata.
„Skoro zaś trzeba, aby istniał jakiś twórca tych warunków i tego urządzenia pewnych ciał, które tworzą gwiazdy i żywioły, to jakże można myśleć, żeby nie było potrzeba do tegoż samego twórcy odnosić warunków i urządzeń, które się dostrzega między ludźmi, to znaczy: ich towarzystwa, ich państwa, ich wzajemnych zależności, na czem przecież polega cały porządek rzeczy ludzkich?
„Tak więc sam rozum okazuje, że nie tylko każde jestestwo samo przez się istniejące, ale i cały porządek jestestw musi pochodzić od Boga, i że, tem bardziej jeszcze, porządek rzeczy ludzkich musi od Boga pochodzić, ponieważ bowiem stworzenia wolne są bezwątpienia najszlachetniejszą cząstką wszechświata, przeto najbardziej na to zasługują, aby Bóg niemi rządził.“
Tak więc, wszystko: zarówno prawa świata fizycznego, podług których gwiazdy poruszają się w przestrzeni, jak prawa rządzące tymi ruchami, przemiany i chemiczny skład ciał fizycznych, prawa rządzące rodzeniem się, rozwojem i zanikiem jednostek i gatunków w królestwie roślinnem i w królestwie zwierzęcem, instynkta, jakie podziwiamy w owadach, w ptakach i we wszystkich istotach żyjących, rozum ludzki, prawa, według których tworzą się nasze myśli i nasze wolne czyny, nasza wiedza, wynalazki, sztuka, nasze postępowanie, porządek społeczeństw, życie jednostek i stowarzyszeń, rozwój ludów, przechodzących po scenie świata, wyniesienie ludzkości do porządku nadprzyrodzonego, wcielenie Chrystusa Pana, Odkupienie nasze, postępowanie Kościoła przez wszystkie wieki, wieczna szczęśliwość wybranych, — słowem, wszystko jest na swój sposób spełnieniem najwyższej woli Wszechmocnego.
„Nie mówmy przeto, powiada Bossuet (Discours sur l'histoire universelle, liv. III, ch. VIII), nie mówmy już więcej o przypadku, o losie, albo też mówmy o nim tylko, jako o nazwie, którą pokrywamy naszą niewiadomość. To co jest przypadkiem wobec naszych niepewnych zamiarów, jest uporządkowanym planem w zamiarze wyższym, to jest w tym zamiarze wiecznym, który ogarnia wszystkie przyczyny i wszystkie skutki w jednym i tym samym porządku rzeczy. Tym sposobem wszystko zmierza do jednego i tego samego celu.“
Wszędzie, gdzie tylko nie bierze udziału jakiś byt wolny, wszystko podlega prawom natury, a prawa te są tylko pewnym planem, jaki Bóg zakreślił światu materyalnemu. Wola uchyla się od tego tak bezwzględnego determinizmu; nie mniej jednakże w najbardziej nawet wolnych swych czynach tak dalece ulega ona skutecznemu wpływowi Boga, że wreszcie niechybnie czyni to, co Bóg przewidział.
Posłuchajmy jeszcze Bossuet'a, który był jakby opanowany myślą o Opatrzności (ibid): „Ten długi łańcuch poszczególnych przyczyn, który tworzy i rozbija państwa, zależy od tajemnych rozkazów boskiej Opatrzności. Z wysokości niebios dzierży Bóg wodze wszystkich królestw; wszystkie serca trzyma w swem ręku; raz wstrzymuje namiętności, to znów popuszcza im wędzideł i tym sposobem działa na cały rodzaj ludzki. Jeśli chce czynić zdobywców, strachowi każe biedz przed nimi, a im samym i ich żołnierzom udziela ducha niepokonanej odwagi. Jeśli chce czynić prawodawców, posyła im ducha swej mądrości i przezorności; każe im zapobiegać nieszczęściom, państwu zagrażającym, i zakładać podwaliny publicznego spokoju. Zna mądrość ludzką nie daleko sięgającą; oświeca ją tedy, rozszerza jej widnokręgi, a potem pozostawia ją jej niewiadomości; zaślepia ją, wywraca i miesza: wtedy ona, miesza się i gubi w swych własnych subtelnościach, a własne jej ostrożności bywają nieraz jej matnią. Tym sposobem wykonywa Bóg swe straszne sądy podług zasad nieomylnej zawsze swej sprawiedliwości, On to przygotowywa skutki w przyczynach bardzo odległych i działa tak silnie, że skutki tego działania idą nadzwyczaj daleko! Taż sama też Opatrzność rozdziela ludziom łaski nadprzyrodzone, które ich do zbawienia prowadzą, wykonywa względem nich swą dobroć, miłosierdzie lub sprawiedliwość, a gdy przejdzie czas próby, karze grzeszników i wiecznie nagradza zasługi świętych. Ona to codziennie słucha modłów naszych, a swe zamiary i swe rozkazy objawia przez proroctwa, objawienia i cuda.“
IV. Jakim sposobem działanie Opatrzności zgadza się z działaniem stworzeń.
Zachodzi pytanie, czy to działanie boże, które wszystkie rzeczy świata prowadzi, znosi tem samem działanie stworzeń? Powiedzieliśmy wyżej, że wielu tak sądziło. Niektórzy racyonaliści są zdania, że Opatrzność nie działa wówczas, gdy stworzenia działają; przeciwnie znów okkazjonaliści utrzymywali, że w dziele, gdzie działa Opatrzność, przyczyny drugorzędne wobec niej znikają. Zwolennicy tych systemów, wyobraziwszy sobie rodzaj zatargu pomiędzy Bogiem a stworzeniami, przed sąd swój powołali obie strony i wydali wyrok, na mocy którego: racyonaliści zamknęli Opatrzność w ciasne granice i sprowadzali ją najczęściej do zupełnej niemocy, okkazjonaliści zaś obdzierali stworzenia z wszelkiej przyczynowości.
Dla odparcia tych teoryi dosyć będzie zauważyć, że Opatrzność objawia się zarówno w działaniu przyczyn drugorzędnych naturalnych, jak w dziełach nadprzyrodzonych, i że zatarg, jaki sobie wyobrażają niektórzy, wcale nie istnieje i istnieć nie może.
I rzeczywiście, w świecie rozróżnić możemy pięć rodzajów faktów: 1-o fakta naturalne, niezależne od wolnej woli stworzeń, 2-o fakta naturalne, zależne od wolnej woli każdej poszczególnej jednostki; 3-o zjawiska społeczne i wydarzenia historyczne, w których bierze udział wiele oddzielnych wól wolnych i przyczyn bezwolnych, 4-o skutki modłów, wysłuchanych przez Boga, 5-o cuda, objawienia i inne dzieła, których stworzenia nie mogą naturalnym sposobem wytworzyć, a których Bóg jest jedynym sprawcą.
1-o Działanie Opatrzności w wydarzeniach naturalnych, które nie zależą od wolnej woli stworzeń.
Zagadnienie to jest najłatwiejsze odnośnie do skutków naturalnych, nie podlegających wolnej woli stworzeń. Wszystkie te skutki wytwarzają się w sposób stały i zgodny z pewnemi określonemi prawami. Nauka przypisuje te skutki stworzeniom bezwolnym, których współudział jest koniecznym warunkiem urzeczywistnienia tych skutków.
Wprawdzie Malebranche i okazjonaliści przeczyli, aby stworzenia były rzeczywiście przyczynami tych skutków, ale błąd ten już dawno przed tem odparł św. Tomasz z Akwinu. Ponieważ substancya stworzeń posiada istnienie rzeczywiste, aczkolwiek od Boga; ponieważ stworzenia te działają tylko przez tę siłę, jaką otrzymują od Boga i przez Jego współudział, nadto jeszcze, ponieważ wszystkie czynności stworzeń wchodzą w zakres planu, jaki Bóg od wieków powziął i jaki przez te stworzenia i razem z niemi urzeczywistnia, przeto też i działalność ich nie mniej jest rzeczywista i skuteczna.
Po tem wszystkiem zaś niepodobna zrozumieć, jak można w tych prawach przyrody szukać zarzutu przeciw Opatrzności boskiej, prawa te bowiem są wyrazem pewnego opatrznościowego planu, zakreślonego jestestwom, od praw tych zależnym. Niepodobna zrozumieć, jak można sądzić, aby nauka nasza nie zgadzała się z odkryciami nowożytnej wiedzy, wówczas gdy rzeczone odkrycia mogą nas tylko jeszcze bardziej wtajemniczyć w znajomość tego przedziwnego planu.
Napróżno również przeciwstawiają nam ryzykowne teorye ewolucyonizmu i transformizmu (ob. te art.); albowiem gdyby one nawet były udowodnione, to i w takim razie jeszcze znaczyłoby to tylko, że one wyrażają pewne prawa, jakie Bóg wszechświatu zakreślił.
Jakikolwiek przeto byłby rozwój zjawisk tego świata, Opatrzność jest dogmatem, który koniecznie przyjąć trzeba; albowiem rozwój rzeczony zależy od wolnych postanowień, jakie Bóg od wieków wydał, a jakie stworzenia, z wszelkiego rozumu obrane, bezwiednie wykonywają.
2-o Działanie Opatrzności w wolnych postanowieniach jednostek.
Wolne czyny ludzkie również ulegają Opatrzności boskiej i wchodzą w odwieczny plan, jaki Bóg sobie zakreślił. Z tego zaś rozmaici heretycy wnioskowali, że czyny te nie są wolne; atoli, nauka katolicka zawsze utrzymywała, że współudział Boga i wiecznych Jego wyroków pozostawia albo raczej daje tym czynom ludzkim całkowitą wolność. „Nie, powiada Bossuet (Traité du libre arbitre ch. IV), nie może nas upoważniać do powątpiewania o tych dwóch ważnych prawdach, gdyż i jedną i drugą udowadniają takie dane, którym przeczyć nie możemy. Ktokolwiek bowiem zna Boga, nie może wątpić, aby Opatrzność Jego, zarówno jak wszechwiedza, nie rozciągała się do wszystkiego; i ktokolwiek zastanowi się nieco nad sobą samym, z taką widocznością pozna swą wolność, że nic nie zdoła przyćmić pojęcia i uczucia, jakie o tej wolności swej posiada; i jasno widzieć będzie, że dwie te rzeczy: wolność woli i Opatrzność Boga, na tak koniecznych przyczynach oparte, nie mogą jedna drugiej niweczyć. Zamiast zatem niweczyć jedną przez drugą, powinniśmy tak prowadzić nasze myśli, aby nic nie zaciemniało odrębnego bardzo pojęcia, jakie o każdej z nich posiadamy. I nie należałoby się dziwić, gdybyśmy ich nie umieli bardzo dobrze godzić ze sobą. Pochodziłoby to bowiem stąd, że nie znalibyśmy sposobu, w jaki Bóg prowadzi wolność naszą,—rzecz, która nie nas, lecz Jego dotyczy, i której sekret mógł Pan Bóg sobie zastrzedz, nie czyniąc nam przez to krzywdy.“
Sekret ten jest tajemnicą, na którą starały się rzucić pewne światło dwa sławne systemy teologiczne: Tomistów i Molinistów. Podług Tomistów, Bóg porusza naszą wolę w czynie wolnym, nie czyniąc go wszakże koniecznym; podług molinistów zaś, Bóg, aby osiągnąć swe cele, przy zarządzie wszystkiemi rzeczami świata bierze na uwagę usposobienie naszej woli, które zna, i wolne tej woli postanowienia, które od wieków przewiduje, sam bowiem zostaje po za granicami czasu, a przyszłość, obecność i przeszłość są dlań czemś jednem i tem samem.
Wszelako ani jeden ani drugi system nie rozwiązuje trudności całkowicie:
Uznajemy więc, że trudność ta istnieje, ale wcale nie mówimy, aby nauka o Opatrzności sprzeciwiała się nauce o wolności; mówimy, że nie wiemy, jak się te dwie nauki ze sobą zgadzają, a tajemnicę tę zaliczamy do rzędu tych, które nas wstrzymują, gdy chcemy powiedzieć ostatnie słowo o prawdach najbardziej udowodnionych.
Bossuet, wyliczywszy mnóstwo prawd, których pewne strony są oczywiste i w pełnem przedstawiają się świetle, a z których inne pozostają w cieniu, w ten sposób kończy: „Kiedy się zabieramy do rozumowania, powinniśmy naprzód przyjąć za rzecz niewątpliwą, że możemy w sposób bardzo pewny poznać wiele rzeczy takich, w których jednak nie rozumiemy wszystkich wzajemnych zależności i wszystkich następstw. Stąd- to idzie owa pierwsza nauka, że nigdy nie trzeba porzucać prawd raz już poznanych, jakakolwiek zdarzałaby się trudność przy ich godzeniu ze sobą; ale przeciwnie, trzeba zawsze, że tak powiem, silnie dzierżyć jakoby dwa końce łańcucha, aczkolwiek nie zawsze dostrzega się dokładnie którędy pośrednie ogniwa jego przechodzą.“ (Ibid).
3-o Działanie Opatrzności w zjawiskach społecznych i wypadkach historycznych, w których zbiega się mnóstwo wolnych przyczyn.
Skoro Bóg może wpleść wolne czyny każdej poszczególnej jednostki w swój plan opatrznościowy, który kieruje rozwojem wszechświata, to o ileż Mu jest możliwsze wciągnięcie w tenże plan wszystkich wypadków i wszystkich zjawisk społecznych, tworzących wątek historyi ludów i ludzkości! Wszak nawet politycy ludzcy, których wzrok w porównaniu z nieskończoną wiedzą bożą tak niedaleko sięga, też same wypadki umieją przewidzieć i takowe prowadzić! Zaś przyczyną tych wypadków bywa zazwyczaj wielka ilość wól wolnych, a w tłumie największa ilość składających go jednostek niewątpliwie ulegnie namiętnościom, jakie tym tłumem miotają, albo jakie umiano w sercu tych jednostek rozbudzić.
Niesłusznie zatem przeciwnicy nasi oskarżają historyków katolickich o fatalizm historyczny dla tego, że ci pragmatyczni historycy widzą w dziejach narodów spełnienie się zamiarów bożych. Niesłusznie również przypuszczają niekiedy, że katolicka nauka, która Bogu przypisuje kierownictwo państw i narodów, wymaga aby Bóg w każdej chwili współdziałał celem nadania wypadkom innego biegu, niż ten, jaki-by one miały wskutek połączonego działania wolnej woli ludzkiej i warunków, w jakich się ta wola dokonywała, jako też, aby Bóg sprowadzał z drogi osobistości historyczne i ludy, którymi wypadki te rządzą. Bóg, który od wieków zna usposobienie ludzi i najtajemniejsze ich myśli, dla którego najbardziej powikłane rachuby polityków są prostą igraszką, Bóg ten, powiadam, może urzeczywistniać w dziejach swe plany, dozwalając ludziom działać podług ich namiętności i upodobań, i prowadząc ich nieomylnie do swego celu po tych drogach, na które sposobem naturalnym wprowadzają ich wypadki. Opatrzność zatem nie więcej zmusza Boga do bardziej bezpośredniego wdawania się w rozwój ludzkości, aniżeli w rozwój systemu słonecznego. Wszak Bóg nadał prawa ludzkości tak samo, jak je nadał gwiazdom; tak samo rozłożył wszystkie okoliczności, w których miał kazać rodzić się, żyć i umierać zdobywcom, prawodawcom, filozofom, uczonym, tym wszystkim, którzy mieli wejść do łona społeczeństw i utworzyć ludy, mające się spierać o posiadanie ziemi, jak przygotował wszystkie żywioły, które miały dostarczyć materyi ciałom niebieskim, i planet systemowi słonecznemu. Nic więc nie przeszkadzało Bogu oznaczyć już zgóry rozwoju ludzkości i pochodu planet. Ludzie tylko sami wykonywają plany boże swobodnie, podczas gdy materya spełnia je bezwolnie. To też, jakkolwiek niekiedy inaczej wdaje się Bóg w rozwój świata, to przecież najczęściej rządzi On narodami przez prawa raz tylko ustanowione. Nikt się temu dziwić nie będzie, gdy przeczyta to, cośmy powiedzieli o sposobie, w jaki Bóg zwykł wysłuchiwać nasze modły (ob. art. Modlitwa), i gdy sobie przypomni, że podług nauki katolickiej Bóg udziela Kościołowi najprzedziwniejszy z jego przywilejów, przywilej nieomylności, nie przez żaden cudowny współudział, lecz przez prostą tylko asystencyę, dozwalającą działać przyczynom naturalnym, wszystko urządzającą w ten sposób, aby niedopuścić błędu w nauczaniu papieża i ogółu biskupów. Ci co badają filozofię historyi, ekonomię polityczną i nauki społeczne, mogli odkryć pewne prawa życia społeczeństw, plemion, ludów i ludzkości całej; a te właśnie prawa były tylko wyrazem opatrznościowego planu bożego.
4. Opatrzność boża i skuteczność modlitwy.
Wszystkie nasze prośby bierze Bóg na uwagę w planie, podług którego świat się rozwija. Zarzuty podnoszone w przedmiocie skuteczności modlitwy podajemy w oddzielnym artykule Modlitwa.
Działanie Opatrzności w cudach, w objawieniach, w proroctwach i w tym podobnych nadprzyrodzonych dziełach. — Dzieła te wytwarza Bóg bez żadnego współudziału przyczyn drugorzędnych. W innych miejscach „Słownika“ udowadniamy (ob. art. Cuda), że nadprzyrodzone te dzieła są możliwe i że się doskonale zgadzają z przymiotami i z innemi dziełami bożemi.
Przeto ograniczymy się tu tylko na zaznaczeniu, że dzieła nadprzyrodzone wchodzą w plan opatrznościowy, jaki Bóg powziął od wszystkich wieków. Nawet pierwsze miejsce zajmują w nim one, gdyż Bóg powołał wszystkich ludzi do celu nadprzyrodzonego. To też podług słów św. Pawła, Bóg czyni wszystko dla swoich wybranych. Dla tego to naród żydowski i Kościół katolicki pomimo maluczkich środków materyalnych, zajmują tak wielkie miejsce w dziejach świata. Nie dziwnego przeto, że podług objawień, uczynionych prorokom, wyniósł Bóg a potem zdruzgotał olbrzymie monarchie, aby zachować lud izraelski i aby przygotować pod zasiew Ewangelii kraje, które tęż Ewangelię naprzód przyjąć miały.
II. Czy niema nic dobrego na tym świecie i jakim sposobem istnienie złego zgadza się z działaniem najlepszej Opatrzności?
1. Zagadnienie o istnieniu złego na świecie.
Nic uchylić się nie może od działania Opatrzności, jakeśmy to wyżej okazali. Nadto, Pan Bóg stworzył i zachowuje świat jedynie dla zadośćuczynienia swej dobroci i dla udzielenia stworzeniom skończonym czegoś z tych dóbr, jakie się znajdują w Jego nieskończonej istocie (ob. art „Stworzenie“). Zdaje się zaś, że z tych zasad wnioskować można, iż tu na świecie wszystko jest dobre, i że złe istnieć tu nie może.
Na nieszczęście, dane doświadczenia nie zgadzają się z wnioskiem tego rozumowania. Złe pod tysiącznemi postaciami istnieje na świecie. Nie mówimy tu o złem, które nazwano metafizycznem i które polega na braku doskonałości bezwzględnej u stworzeń: ale brak ten nie jest złem w stworzeniach, z natury swej ograniczonych, byłby on złem tylko w Bogu. To też zdrowy rozum ludzki złego metafizycznego nie zalicza do nieszczęść prawdziwych. Ale złe, które jest prawdziwym brakiem, którego rzeczywistość cały świat uznaje, przedstawia się nam pod bardzo wielu i rozlicznemi postaciami. Złem tem są u wszystkich jestestw niedoskonałości, które im nie dozwalają odpowiadać ich celowi; u jestestw obdarzonych wrażliwością jest-to boleść; u jestestw rozumnych i wolnych jest-to grzech czyli pogwałcenie obowiązku; złem tem jest bardziej jeszcze pewien rozdział zadowolenienia lub cierpienia, nieodpowiednich do zasługi jednostek, społeczeństw i narodów.
II. Błędne rozwiązania powyższego zagadnienia.
Ten widok złego, które przeszkadza szerzeniu się dobrego w świecie, był powodem do myślenia wielu sektom, że Bóg nie jest jedynym pierwszym początkiem wszystkich rzeczy. Po za Bogiem przeto wytworzyły one jakiś pierwiastek wieczny, któremu przypisywały wytworzenie się złego. Do takich teoryi należy dualizm wyznawany przez manichejczyków.
Poczucie niezliczonych cierpień, przepełniających istnienie zwierząt i ludzi, dało początek innemu dziwaczniejszemu jeszcze błędowi, pessymizmowi. Nauka ta, oddawna sformułowana przez buddyzm, znalazła zwolenników pomiędzy współczesnymi filozofami w Niemczech. Poświęcamy mu też artykuł odrębny. (Ob. art. „Pessymizm“). Tu zaś wystarczy powiedzieć, że teorya pessymizmu uważa, iż ogół cierpień, doświadczanych w świecie, jest nieskończenie większy, aniżeli ogół pomyślności, stanowiących wątek istnienia bytów. A zatem, zdaniem pessymistów, istnienie ma być złem, a pierwiastek wszechrzeczy miał dać to istnienie dla unieszczęśliwienia tych bytów, nie zaś dla okazania im swej dobroci.
Przeciwnie znów, podług zdania optymistów, świat ma być możliwie dobry, ze względu na to, że mądrość Boga skłania Go do włożenia we wszechświat wszelkiej doskonałości i wszystkiego dobra, jakie stworzenia przyjąć są zdolne. Naukę tę wygłaszał Leibnitz, a i pomiędzy współczesnymi filozofami znajdujemy jej zwolenników: Franciszek Bouillier, napisawszy poprzednio jej obronę w Dictionnaire des sciences philosophiques, art. Optimisme, takie daje jej streszczenie: „Jako w najwyższym stopniu mądry, a jednocześnie w najwyższym stopniu potężny, Bóg nie może nie czynić najlepiej; świat przeto, jako dzieło rąk Jego, powinien być najlepszy ze wszystkich możliwych światów. Ale ten najlepszy ze światów, względem którego Bóg swą wolę objawia, jest najlepszy pod względem całości rzeczy, a nie pod względem szczegółów tychże, najlepszy z względu na wszechświat, nie zaś ze względu na oddzielne światy lub na oddzielne gatunki bytów; jest on najlepszy nie w odniesieniu do stworzenia takiego, jakiem ono jest, lecz do takiego, jakiem ono bezustannie się staje, łącznie ze wszystkiemi nieokreślonemi postępami, których zarodek świat ten w sobie zawiera. Uważać dzisiejszy świat za najlepszy, stały i nieporuszony, byłoby-to kłaść granice wszechmocy Bożej; Boga godzien jest jedynie ten tylko najlepszy ze światów, którego żaden stopień doskonałości, żaden stopień czasu lub przestrzeni nie ogranicza.“
Również i Malebranche sądził, że świat stworzony przez Boga, powinien być możliwie najlepszy, ale ten oratoryański filozof wyprowadzał tę najwyższą doskonałość z wcielenia Syna Bożego, to znaczy ze źródła nadprzyrodzonego.
III. Prawdziwe rozwiązanie powyższego zagadnienia.
Powiedzieliśmy już indziej (ob. art. Bóg, Stworzenie), że wieczny pierwiastek rzeczy jest jedyny, i że tem samem odrzucić trzeba dualizm manichejczyków; do tego jeszcze dodajemy, iż powszechnie przyjęta w Kościele katolickim nauka powiada, że w rzeczywistości świat jest dobry, ale że nie jest możliwie najlepszy, a zwłaszcza, że Bóg, gdy postanowił go stworzyć, w mnóstwie stworzeń możliwych miał wolność wyboru tych, które Mu się podobało powołać do bytu.
IV. Dowody, że świat nie musi być możliwie najlepszy.
1 dowód.
Udowadniamy w artykule Stworzenie, że Bóg wyprowadził świat z nicości, nie będąc do tego żadną koniecznością zmuszonym, i że dla wytłómaczenia aktu stworzenia wystarcza, aby stworzenie otrzymało cząstkę jakąś bytu stworzonego..., powiedzieliśmy bowiem, że każda cząstka bytu stworzonego jest sama w sobie dobra.
2. Zarzut optymistów.
W imię optymizmu Leibniza, Franciszek Bouillier stawia taki zarzut nauce o zupełnej wolności Boga w wyborze jestestw mniej lub więcej dobrych, jakie stworzyć postanowił. „Nauka ta, rzecze on, (ibid.), formą tylko się różni od indyferentnej wolności Duns Scota, i do tych samych zupełnie dochodzi wniosków. I istotnie, niemasz środka pomiędzy optymizmem, a wolnością indyferentną ze wszystkiemi jej nadużyciami. Jeśli nie istnieje świat lepszy ze stanowiska woli bożej, to stąd bezpośrednio wynika, że wola boża jest obojętna wobec wszelkich pobudek, i że przy każdej sposobności może ona się jednakowo decydować za lub przeciw. A zatem, wszelki wzgląd na przyczynę celową, na porządek i mądrość, musi bezwzględnie ustąpić nietylko w fizyce, ale także w metafizyce, albowiem nic nas nie zapewnia, że Bóg przełożył to, co mądrzejsze, nad to co mniej mądre, i porządek nad nieporządek. Trzeba będzie wierzyć, że Pan Bóg mógł i że jeszcze może czynić coś wręcz przeciwnego temu, co czynił, zmieniać złe w dobre i błąd w prawdę.“
3. Odpowiedź na zarzut optymistów.
Odpowiadamy tedy, że aczkolwiek Bóg podług swego upodobania stworzył wszystkie jestestwa, nie mógł przecież uczynić tego, co jest samo w sobie niemożliwe lub sprzeczne; a tem samem że są pewne prawa, od których nie mógł uwolnić stworzeń; są to zaś te prawa, które wynikają z samej istoty boskiej, z zasady, że jedna i ta sama rzecz nie może jednocześnie być i nie być.
Na mocy tej zasady wszystkie stworzenia powinny się znajdować w zależności od Boga; albowiem być stworzonym, znaczy tyle, co otrzymać istnienie, zależne od woli bożej. Na mocy tejże samej zasady przeciwieństwa, wszystkie stworzenia powinny posiadać cząstkę istnienia czyli dobrego; to bowiem, co nie jest czemś, istnieć nie może. Wreszcie, zawsze na podstawie tejże samej zasady, każde stworzenie powinno dopóty zachować swe istotowe własności, dopóki mu Bóg zachowuje istnienie; nie może ono bowiem postradać tych przymiotów, nie przestając jednocześnie istnieć. Dla tego to właśnie Bóg w stworzeniu rzeczy nie może zmieniać złego w dobre, ani błędu w prawdę.
Te są więc prawa, jakich Bóg, nawet zdaniem Duns Scota, z konieczności trzyma się w wytwarzaniu i w zachowaniu świata. Ale prawa te stosują się jednakowo do wszystkich bytów możliwych, do lepszych zarówno jak do mniej dobrych, a tem samem wolno było Bogu pozostawić lepsze byty w nicości, a dać istnienie bytom mniej dobrym. Mógł zatem Pan Bóg wytworzyć świat, na którym byłoby mniej bytów, a tem samem i mniej doskonałości, aniżeli na naszym dzisiejszym świecie. Pan Bóg nie potrzebuje stworzeń, albowiem w pełni swej własnej istoty znajduje On wyraz i zaspokojenie wszystkich swych przymiotów.
Mądrość Boga okazuje Mu wszystkie światy możliwe; wszechmoc dozwala Mu urzeczywistnić te, które chce; z pomiędzy wszystkich światów podobało mu się stworzyć świat nasz. Nie sądźmy atoli, aby zewnętrzne dzieła boże dawały nam miarę mądrości i potęgi bożej, gdyż to, co skończone, nie może stanowić miary tego, co nieskończone. Jednakże, gdyby nasz świat był możliwie najlepszy, gdyby on się w taki sposób narzucał twórczej woli bożej, że ona-by nie mogła stworzyć lepszego odeń świata, wówczas świat dzisiejszy dawałby miarę mądrości i potęgi bożej; takie zaś twierdzenie prowadziłoby nas do zdania, że świat dzisiejszy nie jest mniej nieskończony ani mniej konieczny, niż Bóg; tak rozumiany optymizm otwierałby wrota panteizmowi.
Dla tych samych właśnie względów nie narzucało się Bogu wcielenie, jako nieodzowne uzupełnienie doskonałości stworzeń; to też optymizm Malebranche'a sprzeciwia się nauce teologii katolickiej.
V. Dowody, że świat jest dobry, pomimo złego, jakie się na nim spotyka.
1. Pierwsze źródło doskonałości: rozmaitość i wzajemna zależność jestestw.
Bóg mógł stworzyć jeden tylko byt nie podlegający zmianom; mógłby również stworzyć jestestwa bez wzajemnego oddziaływania jednych na drugie. W takiem stworzeniu nie byłoby wcale porządku, gdyż porządek przypuszcza jedność w rozmaitości; ale też nie byłoby i nieporządku, gdyż nieporządek bywa tylko tam, gdzie powinien istnieć porządek. Bóg atoli postanowił wytworzyć swe stworzenia w innych warunkach: chciał mianowicie udzielić nietylko bytu, ale nadto zdolności rozwijania się i oddziaływania na inne byty. Jednocześnie zaś chcąc udzielić stworzeniom bardzo tylko ograniczony współudział w swych doskonałościach i w swej władzy, rozmnożył je aż do wyrobienia wielu rozlicznych gatunków, a każdy gatunek ubogacił mnóstwem osobników, które w jestestwach żyjących przechodzą przez szereg przemian. W ten sposób, gdy każde jestestwo przedstawia nam cośkolwiek z doskonałości i mocy bożej, to rozum i mądrość boża objawiają się przedewszystkiem w cudownych skutkach, wynikających ze skombinowanych działań tych jestestw rozlicznych. Brak nam tu miejsca na uwydatnienie wszystkich zgodności stworzenia. Dobrze jednak będzie przypomnieć niektóre przynajmniej z tych cudów, a później wyjaśnić, skąd pochodzi złe na tym świecie.
Stworzenia, przed naszemi oczyma rozrzucone, tworzą cztery królestwa, jedne względem drugich podporządkowane, i w ten sposób zgodnie zestawione, że jestestwa wyższe ze swemi odrębnemi własnościami łączą własności, wspólne wszystkim przedstawicielom królestw niższych. Cztery te królestwa są-to: królestwo mineralne, złożone z jestestw, pozbawionych władzy rozwijania się, a tem samem i życia; królestwo roślinne, złożone z jestestw żyjących, które się rozwijają, ale są obrane z wszelkiego czucia; królestwo zwierzęce, złożone z istot żyjących i czujących, ale nie mających rozumu i wolności; królestwo ludzkie, złożone z istot żyjących, czujących, rozumnych i wolnych; przedstawiciele tegoż królestwa obdarzeni są władzą, rozciągającą się do wszystkiego: rozporządzają oni siłami natury prawie podług swego upodobania; zdolni są poznać Boga i Jego nieskończone przymioty, mają nawet moc uchylenia się od praw sprawiedliwości i cnoty, jakie im są nadane, tak iż działając swobodnie, są prawdziwą przyczyną tego dobrego, jakie czynią. Nadto, wiara nas uczy, że ponad tem królestwem ludzkiem istnieją hierarchie anielskie, z duchów czystych złożone. Taż sama wiara nam mówi, że stworzenia rozumne i wolne, ludzie i aniołowie, powołane są do życia nadprzyrodzonego, będącego pewnym tajemniczym współudziałem w życiu samego Boga, i stanowiącego odrębny porządek po nad porządkiem rzeczy naturalnym.
Otóż wszystkie jestestwa, wchodzące w skład wzmiankowanych wielkich podziałów, w ten sposób oddziaływają wzajemnie jedne na drugie, że stworzenia, które się zdają być więcej wydziedziczonemi, biorą udział w dziełach tych stworzeń, które zajmują pierwszy szereg, jako też, że istoty najdoskonalsze mogą się rozwijać tylko przy współudziale istot najmniej doskonałych. Tak więc roślina może żyć tylko przyswajając sobie substancye roślin i innych zwierząt; człowiek potrzebuje ciała, podobnego do ciała zwierząt, aby dusza jego rozumowała i swobodnie coś postanawiała; nadprzyrodzone życie łaski zaszczepia się na przyrodzonem życiu naszem i życia tego pierwiastki przekształca, wcale ich nie niwecząc. Światło, nie będące samo z siebie substancyą, lecz zwykłą przypadkową własnością porządku materyalnego, działa na wzrok nasz i stawia nas w pewnej łączności z gwiazdami, krążącemi w nieskończonej odległości od ziemi. Tym więc sposobem, jestestwa i przyczyny najbardziej nieznaczne zajmują przez skutki swe doniosłe miejsce w największych dziełach stworzenia; i pomimo ich gry nieustannej i bardzo urozmaiconej, wszystkie te przyczyny z przedziwną jednością harmonizują ze sobą, tak iż sprowadzają rzeczy dziwne, których my sami świadkami jesteśmy.
W planie tym jestestwami, wytwarzającemi bezpośrednio dzieła najdoskonalsze, są te jestestwa, które spożytkowują współudział największej ilości przyczyn drugorzędnych, a ponieważ rzeczone dzieła najdoskonalsze są celem tych jestestw, przeto jestestwa wyższe znajdują w tych przyczynach drugorzędnych liczne nieodzowne dla siebie środki osiągnięcia swego celu. To też nie bez podstawy sformułowali filozofowie pozytywistowscy to prawo: że jestestwa są doskonałe ze względu na rozliczność ich zdolności, władz i organów ciała. Wprawdzie doskonałość działań, jakie jestestwa stworzonego, nie wynika jeszcze z samego faktu złożoności tych działań, gdyż najdoskonalsze nasze działania, jak np. nasze sądy i nasze czyny wolne są bardzo proste, i wytwarzają się tylko przez rozumną stronę naszej duszy; ale świat nasz tak już jest urobiony, że wielka ilość przyczyn przygotowuje działania najdoskonalsze i działań tych bywa warunkiem: stąd wynika, że jestestwa najdoskonalsze bywają zazwyczaj w ten sposób zorganizowane, że ulegają działaniu największej ilości przyczyn. Innemi słowy, ponieważ cel stworzeń wyższych w świecie widzialnym jest doskonalszy, przeto Bóg dał im większą ilość środków do osiągnięcia tego celu; dla tego też musiał Bóg uzbroić je w liczniejsze zdolności. To też człowiek, który jest na ziemi królem stworzenia, znajduje w rozumie swym wszelkie środki, dozwalające mu spożytkować wszystkie siły, jakie nasza ziemia w sobie ukrywa. Stąd bierze ów nieustanny a wciąż wzrastający postęp w zakresie przemysłu i wynalazków.
2-o. Drugie źródło doskonałości: stałość praw natury.
Innem źródłem doskonałości dla naszego świata, świata takiego, jaki Bóg stworzył, jest stałość praw natury w jestestwach pozbawionych rozumu.
Dzięki tej stałości jesteśmy pewni, że wszędzie i zawsze w tych samych okolicznościach powtórzą się te same zjawiska. Stałość ta daje nam możność przewidzenia tych skutków, jakie się zrodzą z pewnych sił w grę wprowadzonych przez przyrodę albo przez naszą pomysłowość; stałość ta dozwala nam uniknąć grożących nam niebezpieczeństw i podbić wszystkie żyjące i nieożywione jestestwa pod naszą wolę.
Stałość ta również nie jest bez pewnej korzyści dla życia i zachowania zwierząt; jakkolwiek bowiem ślepy instynkt niemi rządzi, i jakkolwiek ulegają one tylko podnietom przyjemności lub cierpienia, to jednak pamięć ich przypomina im wygody, jakie ta lub owa przyczyna im przyniosła. Uciekają więc lub unikają tej przyczyny, względnie do tego, czy ona im przyniosła cierpienie lub przyjemność; otóż, ponieważ prawa natury są stałe i ta sama przyczyna wytwarza zawsze te same skutki, przeto zwierzęta rzeczone w tych czysto zmysłowych poddawaniach ze strony pamięci i w nawyknieniach, jakie te ponawiane poddawania w nich wytworzyły, znajdują bardzo poważne środki zachowania siebie samych i swoich gatunków.
Również łatwo zrozumieć, że ponieważ rośliny przymocowane są do ziemi, z której wyrosły, i że tem samem nie mogą iść gdzie indziej szukać pomyślniejszych dla swego życia i rozwoju warunków, przeto niemniej od innych stworzeń potrzebują one, aby te pomyślne warunki zapewniała im stałość naturalnych własności środowiska, w jakiem się one rozwijają.
Tak więc stałość praw natury, nie mniej jak rozmaitość jestestw, przyczynia się do omawianej doskonałości świata; dzięki bowiem tej rozmaitości i tej stałości, jestestwa wyższe znajdują w jestestwach niższych liczne i bardzo potężne pomoce do osiągnięcia swego celu.
3-o. Trzecie źródło doskonałości: uczuciowość człowieka i zwierzęcia.
Oprócz złożoności organów ciała i ich środków poznawania, potrzeba było tym jestestwom wyższym pewnej odrębnej zdolności, któraby je skłaniała do unikania tego, co je oddala od ich celu, i do poszukiwania tego, co je do celu rzeczonego zbliża. Tą odrębną zdolnością jest u zwierząt wrażliwość albo czucie, (appetitus sensitivus), które im pozwala doświadzcać przyjemności lub boleści w miarę, jak przedmioty, z którymi te zwierzęta mają jakąkolwiek łączność, odpowiadają lub nie odpowiadają ich potrzebom.
4-o. Czwarte źródło doskonałości: rozum i wolna wola człowieka.
Do wrażliwości czyli czucia dołącza się u człowieka rozum i wolna wola. Wolna wola stawia nas ponad podnietami naszej wrażliwości i dozwala nam działać podług danych naszego rozumu. Dzięki wolnej woli naszej unikamy determinizmu, ciążącego nad wszystkiemi jestestwami; zmuszamy je do służenia naszym celom podług własnego upodobania, i wreszcie sami działamy z tą całkowitą niezależnością, która wszystkim czynom naszym nadaje wartość moralną, jakiej nigdy posiadać nie będą dzieła, wynikające z fatalistycznej gry ślepych sił natury. Tak więc nasze czyny cnotliwe stają się zasługującymi, i dają nam prawo do szczęścia. Z tego wynika, że błogosławiona nieśmiertelność, jaką cieszyć się będą święci, będzie nie tylko nadprzyrodzonem wynagrodzeniem od Boga, ale dziełem rąk ich własnych i koroną należną ich cnocie.
5-o. Zło rodzi się głównie z tych czterech źródeł doskonałości świata.
Doskonałość zatem rozmaitych jestestw, z których świat jest urobiony, z czterech głównie pochodzi przyczyn: 1-o z różnorodności i wzajemnej zależności jestestw; 2-o ze stałości praw natury; 3-o z czucia czyli wrażliwości zwierząt; 4-o z rozumu i wolnej woli człowieka. Ze stałości-to praw natury i z wzajemnej zależności stworzeń wynikają zarówno owe potworności, niekształtności, choroby, wytwarzające się w niektórych jestestwach, jak trzęsienia ziemi, wylewy, burze, pożary i wszelkiego rodzaju katastrofy, w których życie człowieka i jego szczęście bywa składane w ofierze działaniu sił ślepych którym tenże człowiek oprzeć się nie może. Wrażliwość czyli czucie zwierząt jest źródłem boleści, bez której sama śmierć nawet musiałaby być uważana jako zakończenie się dóbr życia, nie zaś jako zło we właściwem jego znaczeniu. Wreszcie, wyższa to część duszy, sądami swymi, źle rozjaśnionymi i postanowieniami zanadto niezależnemi, wtrąca nas w błędy i w grzechy.
Ponieważ więc te przyczyny są źródłem doskonałości świata, a zwłaszcza człowieka, będącego najszlachetniejszym jego mieszkańcem, ponieważ przyczyny te wytwarzają dobra bez porównania większe, aniżeli zło jakie z nich wynika, przeto, chcieć te przyczyny ze świata usuwać znaczyłoby to olbrzymio temuż światu szkodzić.
Dobrą się zatem okazuje Opatrzność, że je podtrzymuje nawet wówczas, gdy skutki ich są szkodliwe niektórym poszczególnym jestestwom.
6-o. Zło jest źródłem wielu dóbr wielkich.
Zresztą, wszystko na świecie jest tak zgodnie ułożone, że niemasz jednego odrębnego złego, z któregoby nie wynikało jakieś dobro większe aniżeli to, którego to zło jest brakiem. Niewiadomość nasza nie dozwala nam często tego zrozumieć, ale jasno to dostrzegamy wszędzie tam, gdzie naukowe badania rzuciły jakiekolwiek światło.
Niepodobna wątpić o tem w odniesieniu do świata materyalnego. Widzieliśmy wyżej, że bez stałości praw natury zarówno człowiek jak zwierzęta żyćby nie mogły. Gdy nieubłagane skutki tych praw gubią jakieś jestestwo żyjące, gdy pozbawiają je jakiegoś organu ciała albo jakichkolwiek pociech, to pozbawiają one to jestestwo tylko dóbr, jakie ono zawdzięczało tym samym prawom. Dodajmy nadto, że strach przed niebezpieczeństwami, jakiemi natura fizyczna nam grozi, bywa jedną z najskuteczniejszych podniet wiedzy i przemysłu ludzkiego. Gdyby Bóg chciał od dziś przerobić nasz świat, gdyby w ten sposób obliczał skutki praw przez się ustanowionych, aby człowiek z ich strony nie miał nic do cierpienia, wówczas człowiek otoczony wszelkiem bezpieczeństwem, nie omieszkałby postradać wszystkich zysków, jakie zawdzięcza działaniu swego rozumu, a niebawem ujrzanoby całą ludzkość pogrążoną w najzupełniejszej niewiadomości, w najbezwstydniejszej gnuśności i w najbardziej upokarzającej niemoralności.
Tak samo również i dla tych samych powodów boleść, połączona z pozbawieniem dóbr porządku zmysłowego, bywa przyczyną naszej działalności i naszej duchowej wielkości. To też nawet wówczas, gdy ogół cierpień jestestw żyjących był większy, aniżeli ogół ich przyjemności, byłaby jeszcze dobra, gdyż ona jest warunkiem dóbr wyższych, aniżeli dobra porządku zmysłowego. Ale przyjemność zajmuje we wszystkich istnieniach miejsce daleko znaczniejsze, aniżeli boleść (ob. art. Pessymizm). Prócz tego u człowieka boleść, znoszona przez cnotę... otrzymuje z tego tytułu taką wartość, która z boleści tej czyni jedno z największych dóbr tego świata.
Błąd jest tak samo jak boleść źródłem dobrego. Obawa pomylenia się pobudza uwagę naszą i podnieca nas do poszukiwania prawdy.
Sam tylko grzech czyli zło moralne nie może nam bezpośrednio dostarczyć żadnych korzyści; ale taki jest warunek dobra największego ze wszystkich, albowiem możność grzeszenia jest następstwem wolnej woli naszej, dzięki której najlichszy z ludzi jest panem swych czynów, spełnia cnotę, zasługuje na życie wieczne i przyczynia Bogu więcej chwały, aniżeli wszystkie razem stworzenia bezrozumne. Zresztą, grzech może być w nas źródłem cnót odrębnych, jak np. pokuty, oraz bodźcem do spełniania zaniedbywanych dotąd obowiązków. Jeśli grzech ten jest rokoszem przeciw Bogu, to przecież daje Bogu sposobność okazania swej sprawiedliwości, a nadewszystko miłosierdzia. To też dobroć boża, zwłaszcza gdy rozważamy nasze odkupienie przez Chrystusa Pana, zdaje się nam więcej podziwu godna odnośnie do człowieka-grzesznika, aniżeli odnośnie do niewinnego. I tu więc jeszcze umiał Bóg wydobyć dobre ze złego. (Ob. art. Zło).
7-o. Wnioski: Zło nie niweczy doskonałości ogółu świata.
Zło zatem nie przeszkadza dobru i doskonałości ogółu świata. I owszem przeciwnie, niedoskonałości, jakie nam przeciwnicy nasi przeciwstawiają w pewnych szczególnych wypadkach, wynikają właśnie z wypełniania się praw, stanowiących piękno wszechświata. Niedoskonałości te są złem w odniesieniu do jakiegoś poszczególnego jestestwa, jakie rozważamy, ale nie w odniesieniu do całości stworzenia. Jest-to złe dla drobnego zwierzęcia, ginącego w zębach lwa; ale trzeba-ż, aby i lew znalazł pożywienie dla siebie. Jest-to dla człowieka złe straszne wpaść w grzech śmiertelny; ale dla rodu ludzkiego jest - to wielkość posiadanie owej wolności, która zawiera w sobie zdolność uchylenia się od praw moralności.
Moglibyśmy jeszcze dodać, że nawet u swych ofiar zło istnieje zawsze tylko jako przypadek w dobrem; że ponieważ Bóg jest twórcą tego tylko, co w nas jest rzeczywiste, przeto zło będące tylko brakiem bytu, nie może być przypisywane Bogu, zwłaszcza w czynach wolnych, które są panami wyboru pomiędzy dobrem i złem; ale metafizyczne uwagi są zbyteczne w naszem udowodnieniu, a to cośmy powiedzieli dostatecznie dowodzi, że zło wcale nie niweczy doskonałości świata, i że się wyjaśnia samemi tylko cechami tejże doskonałości, bez żadnej potrzeby uciekania się dla zrozumienia jego istnienia aż do jakiejś przyczyny od Boga niezależnej.
8-o. Odpowiedź na pewne odrębne trudności.
Pomimo wszystkiego jednak pozostaje nam jedna jeszcze trudność, na którąśmy dotąd nie dali odpowiedzi. Podług tego, cośmy wyżej powiedzieli, wszystkie wypadki, i te, które się wydarzają zgodnie z prawami, jak również te, które się tym prawom sprzeciwiają, słowem wszystkie—dzieją się podług pewnego opatrznościowego planu. Czy wszakże Bóg, który chce brać na uwagę wszystkie zasługi i który pragnie zbawienia wszystkich synów Adama, czy ten Bóg, mówię, rzeczywiście w ten sposób uszykował wypadki, aby otrzymać ten cel podwójny? Fakta nie zdają się tego dowodzić. Boć cóż widzimy w rzeczywistości? O szczęście uśmiecha się tym, co żyją w zbrodni, podczas gdy ból otacza życie człowieka cnotliwego. Łaska wiary i łaska pokuty, które niebo otwierają, bywają często udzielane tym, co się ich okazali niegodnymi, podczas gdy zdaje się, że są odmawiane tym, którzy w ciągu całego swego życia zachowywali przykazania moralne naturalnej.
Gdy znów od życia jednostek przejdziemy do historyi społeczeństw, podobnyż widok roztoczy się przed naszemi oczyma. A gdy się zastanowimy nad rozwojem całej ludzkości, to czyż będziemy mogli powiedzieć, że wypadki historyczne zwracają ludy ku Kościołowi Chrystusowemu? Od początku świata, a nawet od narodzenia Chrystusa Pana największa część ludzi żyła bez znajomości religii prawdziwej, a obecnie racyonalizm zalewa massy ludowe, które wiara zdawała się najlepiej chronić od jego zalewu.
Oto w paru słowach nasza odpowiedź:
Co się tyczy jednostek, to Bóg w swem miłosierdziu nie karze wszystkich zbrodni, jak-by miał po temu prawo; i któżby za to śmiał Mu czynić wyrzuty? Ale też wynagradza wszystkie zasługi. Wszelako, życie wieczne dopiero jest czasem wielkich nagród. Z tego zatem, co tu widzimy, niepodobna nam ocenić postępowania Boga, tem więcej, że przyznaje On niekiedy na tym świecie bogactwa, poszanowanie ze strony ogółu ludzi i inne dobra naturalne tym, co nie będą zbawieni, a to w celu wynagrodzenia ich cnót naturalnych. Co się zaś tyczy dóbr nadprzyrodzonych, jakiemi są np. wiara i łaska nawrócenia, to żaden akt cnoty ziemskiej wysłużyć ich nie może. Dóbr tych darmo udziela Bóg tym, których wybrać raczy; ale wybór Jego pada najczęściej na tych, którzy się ich okazali najmniej niegodni, teologowie zaś nauczają, że Bóg tym, co spełniają swe obowiązki, nigdy nie odmawia łask nadprzyrodzonych, które otwierają niebiosa. Więcej zatem mają Bogu dziękować ci, co należą do liczby wybranych, aniżeli inni; ale nikt nie ma prawa narzekać.
Co się zaś tyczy narodów i społeczeństw, to ponieważ one nie żyją w wieczności, u tronu bowiem Boga wybrani stanowią jedną tylko rodzinę, przeto, właściwie mówiąc nie można utrzymywać, aby one otrzymywały karę lub nagrodę w innem życiu. Nie trzeba wszakże sądzić, aby dobra materyalne były jedynemi dobrami, jakie Bóg przyznaje jakiejś rodzinie lub narodowi. Jedną z największych nagród dla nich jest chwała i zaszczyt służenia za narzędzie do przeprowadzenia wielkich celów i zamiarów bożych. Zresztą, rodziny i narody są ustanowione dla wygody poszczególnych osobników. A największem dla nich dobrem jest wytwarzać ludzi cnotliwych, a nadewszystko świętych. Wreszcie, jeśli bywają jeszcze od tej zasady wyjątki, co trudno odgadnąć, to nie mniej wszakże prawdą pozostaje, że narody, szanujące i spełniające cnoty religijne, sprawiedliwości, umiarkowania i t. p., w samych tych cnotach daleko więcej znajdują sił moralnych odnośnie nawet do samego porządku materyalnego, aniżeli w bezbożnych wyrachowaniach i w brutalnej sile. Co się znów tyczy ogółu ludzkości, to przyznać trzeba, że aż do dnia dzisiejszego większość stanowiących ją narodów żyła zdaleka od prawdy. Jakież mogą być tego przyczyny? Trzeba ich szukać przedewszystkiem w grzechu, którym ludzkość cała oddaliła się od Boga w osobie pierwszego naszego rodzica. Odkąd krew Chrystusowa odkupiła wszystkich, których był Adam zatracił, większa ilość ludów poznała prawdę i wstąpiła na drogę zbawienia. Ale czemuż to zwycięstwo religii prawdziwej nie było prędsze i zupełniejsze? Tego wiedzieć nie możemy, gdyż nie znamy tajemnic przeznaczeń, jakie Bóg zachowuje dla ludzkości. Możemy jednak zauważyć, że Opatrzność zarówno tu jak wszędzie, więcej dopuszcza działać przyczynom drugorzędnym, aniżeli sama się miesza przez pośrednictwo cudów. Nie wątpimy zatem, żeby Bóg nie miał kiedyś wydobyć dobrego ze złego i wyprowadzić światła z ciemności. Po upadku herezyi, racyonalizm dziś zanadto wiele wydziera dzieci z rąk matki ich, Kościoła św.; ale Bóg sprawia, że jednocześnie w oddalonych gdzieś krajach rodzi się codziennie tyleż, a może i więcej Kościołowi dzieci, aniżeli kłamstwo i błąd zdoła ich porwać z pośród nas dla siebie. (J. M. A. Vacant).