HYPNOTYZM.
Hypnotyzm w gruncie rzeczy nie różni się od tego, co dawniej zwano mesmeryzmem i magnetyzmem zwierzęcym; ale od jakiegoś czasu stał się on przedmiotem głębszych i liczniejszych badań, które sprowadziły nowe objawy, równie nadzwyczajne jak różnorodne.
Z dwóch stron dotyka hypnotyzm kwestyi religijnych. Po pierwsze, wobec praktyk hypnotycznych moralista chrześcijański stawia sobie pytanie, czy wolno się tym praktykom oddawać; jest to zagadnienie, którem się tu zajmować nie będziemy. Powtóre, uważany z innego względu, hypnotyzm powinien być starannie badany przez współczesnych nam apologetów, gdyż niektórzy szukają w nim zarzutów przeciw wolnej woli człowieka i przeciw cudom. I te właśnie zarzuty zbadać nam tu trzeba.
Naprzód wszakże nie będzie od rzeczy treściwie opisać zjawiska hypnotyczne. Ponieważ mowa tu o faktach poszczególnych i nowych, przeto z najwyższą tylko oględnością przypuszczać możemy ich rzeczywistość i określać ich naturę. Gdybyśmy się tu zajmowali pytaniem o godziwości lub niegodziwości praktyk hypnotycznych, musielibyśmy się w razie wątpliwości przechylać na stronę rygoryzmu, zważywszy, że wystarcza aby czynność jakaś groziła poważnem niebezpieczeństwem, by już tem samem mogła być zabroniona. Ponieważ jednak stoimy na stanowisku apologetycznem, przeto nie wypada nam używać broni, któraby się z czasem mogła okazać niedostateczną. To też przyjmujemy tu za autentyczne tylko fakta dobrze stwierdzone i powszechnie przyjmowane przez badaczów hypnotyzmu. W razie niepewności źródła, z którego te fakta pochodzą, przypuszczać będziemy, że one zostały wytworzone przez siły natury. Skoro zaś dalsze odkrycia wykażą, że fakta, któreśmy dotychczas uważali za wątpliwe, są pewne, zaczniemy badać ich naturę i postaramy się o ich wyjaśnienie. Jeśli poważne dowody wykażą, że pewnych zjawisk, któreśmy próbowali tłómaczyć sposobem naturalnym, nie należy przypisywać siłom natury, to nowy ten argument dorzucimy do szeregu tych, których-eśmy już używali przeciw racyonalistom, przeczącym możliwości istnienia wszystkiego, co nie jest naturalne. Sądzimy więc, że-śmy we wszystkich tego rodzaju zagadnieniach obowiązani postępować z wielką oględnością, przekonani, że źle czyniłby apologeta, któryby przeciwnikom dawał odpowiedzi niebaczne i bezzasadne, zwłaszcza gdy może zarzuty ich rozwiązać bez uciekania się do danych niepewnych.
I. Fakta.
Hypnotyzm jest rodzajem snu sztucznego, otrzymywanego rozmaitymi środkami. Sen ten jest mniej lub więcej głęboki, i tem łatwiej się mu podlega, im się doń więcej bywa przyzwyczajonym skutkiem poprzedniego doświadczenia. Czy wielu jest ludzi, którzy się mogą poddać do pewnego stopnia snowi hypnotycznemu? Czy hypnotyzm jest stanem chorobliwym, czy też snem jakimś nadzwyczajnym, nie mającym w sobie nic patologicznego? Jak trzeba rozróżniać jego fazy czyli stopnie? Wszystko to są pytania bardzo doniosłe, odnośnie do których powstały dwie szkoły hypnotyczne: szkoła Salpêtrière’ska, na czele której stoi Dr. Charcot, i szkoła Nancy, której najpoważniejszym przedstawicielem jest Dr. Bernheim. Ale nie do nas należy je tu oceniać. W tłumaczeniu zjawisk szkoła Salpêtrière’ska przyznaje więcej wpływu przyczynom fizycznym i fizyologicznym, szkoła Nancy zaś — więcej przyczynom psychicznym i suggestyi. Nie można lekceważyć tego rozróżnienia, skoro się przystępuje do głębszego zbadania i szczegółowego wyjaśnienia faktów; lecz ponieważ musimy się zamknąć w ramach bardzo ścisłych, wystarcza sobie przypomnieć, że podług filozofii św. Tomasza z Akw. zjawiska te nie mogą się wytwarzać bez jednoczesnego współudziału ciała i duszy, działających wspólnie i wzajem na siebie oddziaływających.
Opiszmy więc te zjawiska tak jak one się odbywają w najpodatniejszych osobnikach i w najlepszych warunkach. Przebiegniemy naprzód te zjawiska, których rzeczywistość zdaje się być niezawodną. Później zaś powiemy o tych, których rzeczywistość jest mniej lub więcej sporna i wątpliwa.
1-o Fakta, których rzeczywistość zdaje się być niezawodną.
Fakta tego rodzaju polegają na hallucynacyach poddawanych przez hypnotyzera, na poddawanem w ten sam sposób chceniu oraz na zjawiskach nadzwyczajnych i więcej lub mniej stałych, zachodzących w działaniu różnych organów naszego ciała, tych nawet, które w stanie normalnym zdają się być zupełnie od woli naszej niezależne. I jeszcze zauważyć trzeba, że zjawiska te bywają zazwyczaj poddawane w czasie snu hypnotycznego, bądź z zamiarem aby się urzeczywistniły podczas tego samego snu, bądź też aby się urzeczywistniły w czasie więcej lub mniej odległym po przebudzeniu się ze snu osoby zahypnotyzowanej; mogą one być nawet poddane osobom bardzo wrażliwym na jawie po za snem hypnotycznym.
Hallucynacye polegają na widzeniu, słyszeniu, smakowaniu, etc. rzeczy, która została poddana przez hypnotyzera, a w rzeczywistości wcale nie istnieje; albo też przeciwnie, kiedy hypnotyzer poddaje osobie hypnotyzowanej przeciwne przekonanie, aniżeli to, jakie ona w danym razie posiada. Hallucynacya wówczas polega na niewidzeniu, niesłyszeniu, nieodczuwaniu przedmiotów, jakie się ma przed oczyma, dźwięków, jakie się rozlegają, albo nawet bólu, jakiby się powinno odczuwać. Te pozytywne i negatywne hallucynacye bywają często razem pomieszane. Następujące tego przykłady przytacza Dr. Bernheim. (De la Suggestion et de ses applications à la thóurapeutique).
„Leczonemu przezemnie pewnemu choremu, dotkniętemu cierpieniem sercowem, powiedziałem podczas jego snu sztucznego: „Przebudziwszy się, weźmiesz książkę, leżącą na stoliku; otworzysz ją na str. 56, znajdziesz tam twój portret doskonale zrobiony.” Po przebudzeniu się mego chorego, widzę, że bierze on do ręki książkę. Pytam go tedy: „Czego szukasz?” „Powieści, którą wczoraj czytać zacząłem; zdaje mi się, żem się zatrzymał na 56 stronnicy.” „Czy masz znaleść coś szczególnego na tej stronnicy?” pytam go dalej. — „Nie, to tylko dalszy ciąg owej powieści.” Szuka więc stronnicy 56, a znalazłszy ją, zdaje się być mocno zdziwionym. „Patrzcie a to znów co? wszak to portret!” Patrzy nań chwilę i rozpoznaje w nim siebie samego: „To ja jestem.” Szukając stronnicy, nie wiedział, że miał znaleść swój portret: w portrecie tym nie odrazu rozpoznał samego siebie.”
„Pewnemu panu kazałem jeść już-to imaginacyjne wiśnie, już-to gruszki albo winne grona zmyślone; albo znów, gdy był niezdrów na żołądek, kazałem mu wypić butelkę fikcyjnej wody Sedlitz. Bierze on tedy fikcyjną ową butelkę, nalewa do szklanki również nieistniejącej, pije z kolei coś trzy czy cztery takie szklanki imaginacyjne, czyniąc przytem ruchy połykania, uważa, że woda jest gorzka, stawia następnie szklankę na miejscu właściwem i ma niekiedy w ciągu dnia kilka (do czterech lub pięciu) skutków wody gorzkiej, wywołanych tym imaginacyjnym środkiem przeczyszczającym.”
„Pewnej pani G... inteligentnej i wrażliwej, wcale nie hysterycznej... kazałem słuchać muzyki wojskowej, na dziedzińcu szpitalnym grającej... I oto: żołnierze wstępują na wschody, wchodzą do sali, pani ta widzi tamburma, który się wkoło obraca, jeden z muzyków zbliża się do niej, przemawia; ona widzi go pijanym,... woła siostry i infirmerki, te przybiegają, pijanego wyrzucają za drzwi... — Cały ten obraz poddany jej w czasie snu, rozwija się przed nią jasno i wyraźnie... Napróżno ulegała już nieraz takim hallucynacyom..., nie może się od nich uwolnić.”
Pani G... przezemnie leczonej, w obecności dwóch innych pań, z miasta przybyłych, by zwiedzić szpital, poddałem myśl, że po przebudzeniu się już mnie więcej nie ujrzy, że mnie więcej już nie usłyszy, że mnie już tu więcej nie będzie. Przebudziwszy się, zaczęła mnie szukać; napróżno się jej pokazuję, krzyczę do ucha, że jestem, szczypię jej rękę, którą ona raptownie wyrywa, nie domyślając się nawet pochodzenia tego wrażenia; obecne panie mówią jej, że jestem przy niej, że do niej mówię; ona pomimo to mnie nie widzi i sądzi, że osoby te chcą z niej żartować.
Tego rodzaju suggestya może nawet zupełnie ogłuszyć człowieka, albo zupełnie oślepić lub sparaliżować jakiś członek ciała. Mówi się np. do osoby zahypnotyzowanej: „Nie będziesz już mógł poruszać palcem,” i pomimo wszelkich wysiłków woli palec zostaje nieporuszony. Każe jej np. stracić wrażliwość: „Ręka twoja już nie czuć nie będzie,” i odtąd można szczypać, kłuć tę rękę, poddawać prądowi elektrycznemu, a zahypnotyzowany najmniejszego nie zrobi ruchu i nie da najmniejszego znaku bólu. Nawet bez suggestyi hypnotyzm sprowadza znieczulenie i katalepsyę, w której członki ludzkiego ciała bez żadnego utrudzenia zachowują pozycye najbardziej niedogodne. Dowodzi to, że hypnotyzowani nie udają, gdyż podobne znieczulenie trudno byłoby udawać. Dodajmy przytem, że skutki te można otrzymywać innymi środkami, niż za pomocą słowa. Wytwarzają się zgięcia przez naciskanie muskułów, których działania hypnotyzowany nie rozumie. Ponieważ jednak postrzegł to naciskanie i ponieważ mogło mu ono poddać myśl nie działania już więcej tym muskułem tak naciskanym, możliwa rzecz przeto, że zjawisku temu nie obca jest suggestya. Zdaje się jednak, że większy w tem udział mają przyczyny fizjologiczne aniżeli psychiczne.
Suggestya może wmówić w człowieka, że się w pewnej jakiejś danej chwili doświadczyło czegoś, czego się nigdy nie doświadczało, albo najzupełniej każe zapomnieć o tem, co się w rzeczywistości widziało, słyszało i doświadczało. Wmawia się w hypnotyzowanego, że został uderzony, raniony, że był świadkiem zbrodni, popełnionej przez tego lub owego, podczas gdy wszystko to jest imaginacyjne i zmyślone. I przeciwnie, można się w jego obecności oddawać wszelkiego rodzaju zdrożnościom, i następnie kazać mu o tem wszystkiem zapomnieć.
Wreszcie hallucynacye te mogą się odnosić do osoby samego hypnotyzowanego. Skoro się mu odpowiednie myśli podda, będzie się on uważał z kolei za generała, za wielką panią, za mnicha, za sędziego, albo nawet za zwierzę, za konia, kota, psa, i będzie postępował odpowiednio do swego przeświadczenia.
Pośród tych zjawisk hallucynacyjnych, których świadomość znikła, zaznaczyliśmy już kilka, odnoszących się do woli człowieka; ale warto z pośród nich podnieść takie, w których osoba hypnotyzowana chce tego, co jej zostało poddane, przy całem jednak przekonaniu, że działa dobrowolnie i swobodnie, nie przypominając sobie wcale, że czyn, który chce spełnić, został jej poddany w śnie hypnotycznym.
Nie będziemy się zatrzymywali nad temi czynnościami, które są następstwem hallucynacyi, omawianych przez nas powyżej. Z chwilą, kiedy te doświadczane hallucynacye i rzekome owe narzucone wspomnienia pozostają w pamięci danej osoby, tak samo będzie ona postępowała na mocy tych wspomnień chimerycznych, jakby postępowała na mocy wspomnień rzeczywistych; tak samo będzie doświadczała uczuć sympatyi względem tych, do którychby wstręt mieć powinna, a nienawidzieć będzie tych, którzy jej najwięcej wyświadczyli dobrego; będzie ona składała fałszywe świadectwa z najzupełniej dobrą i niezachwianą wiarą.
Chcemy tu tylko zaznaczyć owe chcenia, narzucane same przez się i, że tak powiem, bez żadnych pobudek. Rozróżnić tu jeszcze trzeba to, co nazwaćby można zwichnięciem woli pozytywnem i zwichnięciem woli negatywnem, to jest rozróżnić trzeba wypadki, w których chcenie jakieś bywa osobie hypnotyzowanej narzucone, oraz wypadki, w których chcenie jakieś bywa jej zakazane.
Poleca się np. osobie hypnotyzowanej, aby bezpośrednio po przebudzeniu się ze snu hypnotycznego, albo w pewien czas potem, który nieraz rozciągano nawet do kilku miesięcy, spełniła czynność jaką złą albo śmieszną; hypnotyzowany spełnia ją punktualnie. Tym sposobem zmuszano do popełniania złodziejstwa a nawet zabójstwa na manekinach. Hypnotyzowany działa wówczas nie przypominając sobie nawet, że czynność jego była mu poddana. Zazwyczaj postępuje on jak automat bez żadnego namysłu; nie zdaje się on widzieć świadków, którzy nań patrzą, nie zdaje się czuć tego, co czynność jego zawiera w sobie nagannego.
Podobnego rodzaju spostrzeżenie podaje Liègeois 1: „Muszę się oskarżyć, żem próbował kazać zabić p. P... byłego urzędnika, i rzecz szczególna — w obecności generalnego komisarza z Nancy, był świadkiem czynu, o jakim chcę mówić. Zaopatrzyłem się w rewolwer i kilka kul. Nie chciałem, aby osoba wciągnięta w doświadczenie, — które spełniałem na los szczęścia pomiędzy pięcioma czy sześcioma somnambulikami, jacy tego wieczora znajdowali się u pp. Liébeault — myślała, iż szło tu o żart jakiś tylko. Nabiłem więc pistolet i strzeliłem w ogrodzie. Powróciłem następnie, pokazując obecnym tekturę, przebitą moją kulą. — W parę sekund może potem poddaję pani G... myśl zabicia p. P... wystrzałem z pistoletu. Pani G... z bezwzględną nieświadomością i z najzupełniejszą uległością zbliża się do p. P... i strzela doń z rewolweru. — Zapytana w tej chwili przez komisarza, wyznaje zbrodnię z najzupełniejszą obojętnością. Zabiła p. P..., gdyż się jej nie podobał. Można ją aresztować, doskonale wie, co ją czeka. Jeśli ją na śmierć skażą, pójdzie na tamten świat jak owa ofiara, która przed nią rozciągnięta na ziemi, broczy we krwi własnej. Zapytują tę panią, czy to nie ja przypadkiem poddałem jej myśl spełnionego przez nią morderstwa. Twierdzi, że nie; dobrowolnie się posunęła do tego czynu; sama tylko jest winna; zdaje się na los, bez narzekania przyjmie wszystkie następstwa spełnionego przez się czynu.”
W innych znów razach zahypnotyzowany zdaje się walczyć przeciw suggestyi, która go opanowała jakby idée fixe; zgadza się on na myśl sobie poddaną tylko z wielkiem wahaniem, albo też spełnia ją tylko częściowo, albo nawet wcale spełniać jej nie chce.
„Sposób, w jaki poddają się suggestyom osoby hypnotyzowane, powiada Beaunis, daje cenne wskazówki odnośnie do stanu woli somnambulików. Niema nic ciekawszego ze stanowiska psychologicznego, jak śledzenie na ich twarzach początku i rozwoju poddanej im myśli. Będzie to, naprzykład, pośród banalnej jakiejś rozmowy, nie mającej nic wspólnego z suggestyą. Naraz hypnotyzer, który jest przestrzeżony o tem i czuwa nad swem medium, nie dając mu tego poznać, spostrzega w danej chwili jakby coś w rodzaju zatrzymania myśli, jakiegoś starcia wewnętrznego, objawiającego się jakimś znakiem niedostrzegalnym, spojrzeniem, ruchem, zmarszczeniem oblicza. Rozmowa trwa w dalszym ciągu, ale myśl poddana wraca nanowo, wprawdzie słaba jeszcze i niezdecydowana; jest nieco pomieszania w spojrzeniu; czuje się, że coś niespodziewanego, jak błyskawica przebiega chwilami umysł; niebawem myśl powoli się wzmaga, coraz bardziej opanowywuje umysł, walka zaczęta; oczy, ruchy, wszystko mówi, wszystko zdradza wewnętrzną w człowieku tym walkę; można śledzić zmiany myśli; człowiek ten słucha jeszcze rozmowy, ale pobieżnie, machinalnie; jest on gdzieindziej w tej chwili; cała jego istota wydana jest na łup tej idée fixe, która się coraz bardziej w mózg jego wżera; wreszcie nadchodzi chwila, wahanie się znika, cała postać przybiera znamienną cechę postanowienia i stanowczości; hypnotyzowany wstaje i spełnia myśl sobie poddaną. — Wewnętrzna ta walka bywa mniej lub więcej przeciągła, względnie do natury poddanego czynu, a nadewszystko względnie do stanu samego somnambulika. Jeśli dane medium było często hypnotyzowane, a zwłaszcza przez tę samą osobę, osoba ta nabiera takiej nad niem mocy, że czynności najdziwaczniejsze, najważniejsze a nawet najniebezpieczniejsze, spełniają się bez żadnej pozornie walki i bez próby oporu.” „Mogę się stanowczo zgodzić na spostrzeżenia mego kolegi,” pisze Bernheim, który przytacza słowa Beaunis'a w swem dziele De la Suggestion, str. 52.
„Skutek poddawania czynów po-hypnotycznych nie bywa bezwzględnie fatalistyczny,” dodaje tenże Bernheim; „pewne jednostki mogą mu się oprzeć. Chęć spełnienia czynu nakazanego jest mniej lub więcej narzucona, pewne jednostki opierają się jej do pewnego stopnia. Podajemy niżej niektóre przykłady zupełnego mniej-więcej oporu woli. — Niejaki Dumont przedstawił pewną młodą hysteryczkę w Towarzystwie lekarskiem w Nancy. Podczas wywołanego w niej snu hypnotycznego polecono jej, aby po przebudzeniu się wzięła szkło owalne, otaczające jeden z palników gazu, umieszczonego ponad stołem, aby je schowała do kieszeni i wychodząc zabrała ze sobą. Przebudziwszy się, młoda osoba zbliża się bojaźliwie do stołu, zdaje się być pomieszaną, widząc oczy wszystkich ku sobie zwrócone; następnie po chwili jakiegoś wahania klęka na stole. „Zostaje tam przez jakie dwie minuty z obliczem pomieszanem i zawstydzonem tą jej postawą, spogląda naprzemian to na otaczające ją osoby, to na przedmiot, który ma zabrać, podnosi rękę, następnie ją cofa i raptownie zabiera szkło, kładzie je do kieszeni i prędko się oddala. Na oddanie szkła zgadza się ona dopiero po wyjściu z sali. — Niejakiemu G... poddaje się myśl, aby po przebudzeniu się obszedł trzy razy salę; czyni to jednak tylko raz jeden. — Młodemu G... poddaję, aby gdy się przebudzi, położył się jak długi na stole: przebudziwszy się, spogląda wprawdzie na stół, ale nań nie wchodzi.” 2
Można jednak poddawać nie tylko odrębne jakieś czynności, lecz również, przez często ponawiane suggestye, zmieniać na zawsze nieograniczone usposobienie moralne, zwyczaje i charakter osoby. To też próbowano zastosować ten nowy środek do wychowania i poprawy dzieci zepsutych, i zdaje się, że dochodzono niekiedy do rzeczywistych rezultatów. Nie myślimy, rozumie się, chwalić tego systemu wychowania, przytaczamy tylko fakta tak, jak nam je opowiedziano.
Dr. Bernheim opowiadał na kongresie przedstawicieli francuskiego Stowarzyszenia popierania nauk (w sekcyi pedagogicznej), odbytym w Tuluzie w r. 1887, fakt następujący. „Pewna matka przyprowadziła mi dziecko dziesięcioletnie, niesforne, złośliwe, leniwe; nie chce ono jadać mięsa prawie od czasu, jak jest na świecie; gdy rodzice robią mu za to uwagi, wszystko co ma pod ręką rzuca im w oczy z największem uniesieniem; ostatnie jest w szkole, a prawie trzydzieści razy na miesiąc w szkole wcale nie bywa. Usypiam je tedy z łatwością i po dwóch czy trzech posiedzeniach dziecko to okazuje się zmienionem, jada mięso, staje się pracowitem. Upłynęło odtąd ośm miesięcy, a rezultat utrzymuje się dotąd. Matka. mi mówi, że dziecko jej zupełnie się zmieniło.”
Komunikat ten wywołał Dr. Berillon, naczelny redaktor paryskiego Revue de l'Hypnotisme przez inne opowiadanie, zapisane w protokóle w następujących słowach:
„Na kongresie w Nancy w 1886 r. Dr. Berillon przedstawił ogólne studyum nad suggestyą, rozważaną ze stanowiska pedagogiki. Skutkiem zachęty, jaką z wielu stron otrzymywał podówczas, autor nie wahał się zastosować w wielu wypadkach hypnotyzm. W krótkim czasie zdołał szczęśliwie zmniejszyć a następnie po kilku posiedzeniach hypnozy zupełnie uleczyć: 1-o wielką przewrotność charakteru dziewczynki jedenastoletniej;... 4-o nieprzepartą skłonność do złodziejstwa i kłamstwa w pewnej panience szesnastoletniej; 5-o zastarzały nałóg onanizmu u wielu dzieci. Wszystkie otrzymane rezultaty okazały się trwałymi.
Zjawiska, jakieśmy badali dotychczas, są przedewszystkiem psychiczne. Teraz zaś przytoczymy niektóre z zakresu fizyologii, oraz takie, które dotyczą nawet czynności i organów ciała, na które wola nasza nie zdaje się wywierać żadnego wpływu w stanie ich normalnym.
Jak suggestya znosi zupełnie albo osłabia wrażliwość, jak sprowadza paraliże, tak samo również w pewnych wypadkach wraca utraconą wrażliwość wzrokowi i słuchowi, leczy zadawnione paraliże, albo przynajmniej znaczne powoduje w nich ulgi. Dr. Bernheim w wyżej przytoczonej swej książce De la Suggestion opisuje mnóstwo różnych uleczeń, jakie tą drogą otrzymał. Powiada on, że otrzymywał pożądane rezultaty nie tylko w hysteryi, w newrozach, w chorobach nerwowych różnego rodzaju, lecz nadto w organicznych cierpieniach systemu nerwowego, w chronicznych reumatyzmach stawowych, w cierpieniach żołądkowych i t. p.
Wszystkie te uleczenia tłumaczy on działaniem wyobraźni na system nerwowy, a za pomocą systemu nerwowego na wszystkie organa ciała.
To też uznaje, że terapia ta jest bezsilna wobec porwanych albo stoczonych tkanek. Wszelako uszkodzenie jakieś może zostawiać w systemie nerwowym pewne zamieszanie, które trwa dalej pomimo, że tkanki zostały naprawione, albo też zostawia pewien nieporządek, nie pochodzący już z samego uszkodzenia, lecz z oddziaływania, jakie ono wywierało na te części, które nie zostały jeszcze uszkodzone. Te właśnie następstwa uszkodzenia bywały leczone przez suggestyę hypnotyczną. Nie do nas należy tu sądzić o znaczeniu i niedogodnościach tej terapii; aleśmy uważali za konieczne wspomnieć o nich, by módz następnie sprawdzać wiele twierdzeń Bernheima, który z wielką dokładnością zapisuje swe doświadczenia.
Niektóre z tych skutków, jakie on otrzymał przez suggestyę otrzymywano przez zastosowanie magnesu. Magnes działa albo wprost na system nerwowy, albo też obecność jego, dopatrzona przez chorego, działa na tego ostatniego przez suggestyę. Dawano oba te wyjaśnienia, i oba mogą być prawdziwe.
Dobrze zresztą będzie zauważyć, że suggestya działa na funkcye organiczne, które w zwykłych warunkach bywają wyjęte z pod wpływu woli. Można przez suggestyę otrzymać przyśpieszenie albo zwolnienie tętna sercowego, albo napływ krwi lub silne zabarwienie w oznaczonym punkcie ciała.
U pewnych osobników, ale u bardzo nielicznych, otrzymano przez suggestyę nietylko zaczerwienienie, lecz nadto pewne wzdęcie na skórze za przyłożeniem zwykłych marek pocztowych, które osoba zahypnotyzowana uważała za wizykatorye. Wreszcie, Bourru de Rochefort sprowadził u pewnego młodego hystero-epileptycznego marynarza upływy krwi w warunkach bardzo szczególnych. Końcem futerału od sztyletu narysował on nazwisko marynarza na obu jego ramionach; następnie pogrążonemu raz w śnie somnambulicznym powiedział: „Dziś o czwartej godzinie zaśniesz, i pójdzie ci krew z ramienia na liniach, jakie zakreśliłem poprzednio, a nazwisko twoje zostanie wypisane na twych ramionach krwawemi literami.” I rzeczywiście, o czwartej godzinie po południu ulega ów marynarz snowi hypnotycznemu. Na lewem jego ramieniu zaczynają występować litery wypukłe i mocno zaczerwienione, a na wielu miejscach występują małe krwi kropelki. W trzy miesiące potem litery były jeszcze widzialne, aczkolwiek z wolna mocno pobladły. (Dr. Bernheim, „De la Suggestion,” str. 107). Też same doświadczenia powtórzono na tymże chorym w schronieniu Lafont blizko Rochelli, gdzie go umieszczono jako chorego.
2. Fakta, których rzeczywistość niepewna, albo których nieprawdziwość udowodniona.
Opisaliśmy powyżej objawy hypnotyzmu, które wydają się być moralnie pewnemi; teraz pozostaje nam powiedzieć nieco o faktach, których rzeczywistości nie wszyscy ci badacze przypuszczają, co je wytworzyć chcieli lub co je sprawdzali.
Ponieważ fakta te są niepewne i kłamliwe, przeto w krótszych słowach o nich wspomnimy, aczkolwiek są one daleko bardziej dziwne, aniżeli poprzednie.
Przypisywano między innemi osobom magnetyzowanym zdolność widzenia rzeczy poprzez ciała ciemne, oraz rozpoznawanie choroby innych osób, o które magnetyzowanych pytano. Zjawiska te opisano w sprawozdaniu o magnetyzmie, złożonem akademii medycznej w Paryżu r. 1831: atoli, aczkolwiek badano licznych magnetyzowanych, sprawozdanie powiada, że pierwsze z dwóch powyższych zjawisk stwierdzono tylko u dwóch somnambulików, a drugie tylko u jednej osoby. „W kilka lat później, w 1887 r., powiada Dr. Bernheim (De la Suggestion, str. 152) pewien magnetyzer, niejaki Berna, wobec nowej komisyi oznaczonej przez akademię, czynił doświadczenia, dotyczące przenoszenia wzroku; doświadczenia te jednak nikogo nie przekonały. Dubois złożył sprawozdanie ujemne. Inny z członków akademii Burdin Starszy, ofiarował nagrodę w kwocie 3000 fr. temu, ktoby okazał zdolność czytania bez pomocy wzroku i światła. Zjawili się wprawdzie kandydaci do nagrody, ale nagrody nie wzięli.” Dzisiejsi zaś lekarze, zarówno należący do szkoły Salpetriere'skiej jak do szkoły Nancy, wszyscy oświadczają stanowczo, że takich zjawisk nigdy nie stwierdzili. „Czy potrzeba mówić, powiada Dr. Bernheim (De la Suggestion, str. 137), żem nigdy nie widział takiego cudu, jak jasnowidzenie. przewidywanie przyszłości, widzenie wewnętrzne, widzeńie na odległość lub przez środek ciał ciemnych, przenoszenie zmysłów, instynkt leczniczy i t. d.” Zdarza się często, że wyobraźnia hypnotyzowanego przekonywa go, że widzi coś własnemi oczyma, co on właściwie tylko odtwarza w swej hallucynacyjnej wyobraźni. Widzieliśmy naprzykład taki wypadek. Pewnemu hypnotyzowanemu pokazano zegarek po za osobą, której on nie widział w skutek negatywnej suggestyi. Zapytano go więc, którą godzinę widzi na zegarku, odpowiada: — jedenastą. Była to rzeczywiście jedenasta godzina. Proszono go dalej, aby opisał łańcuszek: do którego zegarek był przymocowany. Chory waha się przez chwilę, przeciera oczy i odpowiada, że pomiędzy nim a zegarkiem jest jakby jakaś chmura.
Jedenasta godzina rzeczywiście niedawno przed tem wybiła na sąsiednim zegarze, co widocznie poddało myśl choremu, że widział jedenastą godzinę na zegarku. Nie było tam żadną miarą przecież widzenia przez ciało ciemne, lecz hallucynacya zgodna z rzeczywistością. Czyż więc nie należałoby owych analogicznych faktów widzenia nawskroś ciał nieprzejrzystych, w tak nieznacznej liczbie podawanych, przypisać podobnymże złudzeniom? Czy nie stali się przypadkiem ofiarami twierdzeń osób magnetyzowanych owi badacze, którzy uwierzyli byli w rzeczywistość tych złudzeń? Jest to tem prawdopodobniejsze, że w hypnotyzmie raz na pewnym punkcie rozbudzona czujność osób magnetyzowanych odnajduje poszlaki niedostrzegalne dla osób innych, nie będących w stanie magnetyzmu.
Dr. Cullére (Magnétisme et hypnotisme) podaje, że pewna hypnotyzowana, pozostając nieruchomą przed nieprzejrzystym kartonem papieru, widziała jak w zwierciadle i opisywała rozmaite przedmioty, jakie pokazywano po za jej plecami. Dr. Bernheim czynił też doświadczenia i otrzymał też same skutki; ale dostrzegł przecież, że hypnotyzowani z rozmaitych poszlaków, niedostrzegalnych dla nikogo innego, odgadywali przedmioty, które im się zdawało i przekonani byli, że widzą. Tych zatem zjawisk, aż do czasu póki lepiej nie będą zbadane i opisane, nie można przyjąć jako ostatni wyraz prawdy.
Dr. Bourru de Rochefort i Dr. Luys, oparci na różnych doświadczeniach utrzymywali, że substancye trujące, hermetycznie zamknięte w rurce szklanej, mogły z pewnej nawet odległości działać na osoby hypnotyzowane i nie będąc przez nie zażywane, wywołać w nich objawy zatrucia. Dla zbadania tej sprawy Akademia medyczna wyznaczyła komisyę. Po szczegółowem zbadaniu rzeczy komisya ta przez usta D-ra Dujardin-Beaumetz'a w sprawozdaniu, czytanem na posiedzeniu dnia 9 Marca 1888 roku zawnioskowała, że żaden ze stwierdzonych w tych doświadczeniach skutków nie miał łączności z naturą substancyi, zamkniętych w rurkach szklan-nych, i że tem samem, należało przyjąć jako rzecz pewną, że niepokój okazywany przez chorych miał swe źródło w ich fantazyi lub we wspomnieniach przeszłości.
Wreszcie, zjawiskiem jeszcze bardziej nadzwyczajnem, aniżeli wszystko, cośmy wyżej powiedzieli, jest t. zw. poddawanie myślne (suggestion mentale). Niektóre osoby hysteryczne miały być uśpione i przebudzone samym tylko wewnętrznym, bynajmniej na zewnątrz nie ujawnionym, aktem woli ich hypnotyzera, którego one widzieć nie mogły i który znajdował się nawet od nich oddalony na wiele kilometrów. Miały one świadomość rozkazów, jakie im myślnie narzucał, jak gdyby suggestye żywym głosem czynione a przez nie słyszane. Zdaje się rzeczą nie łatwą zaprzeczać poprostu tych faktów, które starannie badali pp. Ochorowicz, Gibert i Piotr Janet. Niemniej jednak wymagają one jeszcze potwierdzenia, albowiem wszyscy ci panowie, co się nimi zajmują, nie mają zupełnego przeświadczenia, a skądinąd wiemy, że doświadczenia, prowadzone przez Dr. Luys'a, a które niemniej zdawały się być pewnemi, i które dokonywano na znacznie większej ilości osób, okazały się w końcu niedokładnemi.
Przedstawiwszy w ten sposób fakta, postaramy się teraz odeprzeć zarzuty, jakie niektórzy wyprowadzają z tych faktów bądź przeciw wolnej woli człowieka, bądź przeciw cudom.
II. Zarzuty przeciw wolnej woli człowieka
Zarzuty te dają się sprowadzić do dwóch głównych: pierwszy, wzięty z całkowitego ale przejściowego automatyzmu somnambulików zupełnie zahypnotyzowanych; drugi — ze zmian głębokich i stałych, jakie może wytworzyć suggestya w zwyczajach naszych moralnych.
1. Zarzut zaczerpnięty z przejściowego automatyzmu osób zahypnotyzowanych.
Zarzut ten w następujący sposób wypowiada Beaunis (Le Somnambulisme provoqué, str. 188): „Mogę powiedzieć hypnotyzowanemu podczas snu jego: Za dziesięć dni uczynisz to a to, o tej a o tej godzinie, i mogę zapisać na papierze datowanym i opieczętowanym to, com mu polecił. W oznaczonym dniu o umówionej godzinie akt się dokonywa, hypnotyzowany słowo w słowo spełnia to, co mu zostało poddane; spełnia on to w przekonaniu, że jest wolny, że czyni to dla tego, iż tak chce, i że gdyby chciał mógłby uczynić inaczej; a jednak, jeśli mu każę otworzyć zapieczętowaną kopertę, znajdzie on tam na dziesięć dni przedtem zapowiedziany czyn, przed chwilą dopiero przezeń spełniony. Możemy więc uważać się za wolnych, a nie być wolnymi. Czyż więc możemy polegać na świadectwie naszego sumienia, i czy nie mamy prawa odrzucić tego świadectwa, które nas mylić może w ten sposób? A wobec tego w cóż się obraca dowód wolnej woli naszej, wzięty z przeświadczenia, jakie o niej mamy?”
Zanim odpowiemy na tę trudność, trzeba nam sobie zdać sprawę ze sposobu, w jaki wola hypnotyzera narzuca się osobie hypnotyzowanej. Przypuszczają niekiedy, że na to potrzeba, aby ta ostatnia uczyniła rodzaj zrzeczenia się swej woli. Tak nie jest. Istnieje sposób przemienienia snu zwykłego na sen hypnotyczny bez wiedzy osoby hypnotyzowanej, która jednak przez to nie mniej zostaje pod wpływem hypnotyzera. Skądinąd znów, by zostać zahypnotyzowanym w stanie czuwania, nawet wtedy gdy się nie zna stanu zależności, o jaki się przez zahypnotyzowanie przyprawiamy, wystarcza się dać uśpić lub wprawić w otrętwienie. Hypnoza jest odrębnego gatunku snem sztucznym. W śnie naturalnym ustaje działanie władzy myślenia, oczy się przymykają, zmysły tracą wrażliwość, a władza poruszania jest jakoby unicestwiona. Stąd wniosek, że żyjemy tylko w naszych władzach roślinnych i w zostawionej samej sobie wyobraźni. Według filozofii św. Tomasza z Akwinu (IV Sent. D. A. art. 4, q. 1; De Veritate, q. XXVII, art. 3), w stanie somnambulizmu sen nie znosi zdolności postrzegania pierwszych zasad. To też człowiek uśpiony otrzymuje natchnienia i suggestye i zatwierdza takowe jako prawdy niewątpliwe. Atoli, według tegoż samego Doktora, sen nasz wprawiając w otrętwienie zmysły, nie dopuszcza rozumowania, sądzenia, i co zatem idzie, wolnej woli, albo też jeśli coś z tego wszystkiego zostawia, to chyba w chwilach snu bardzo lekkiego. Otóż ponieważ somnambulizm i hypnoza podobne są do snu naturalnego przeto pozostajemy w posiadaniu władzy poruszania się, podczas gdy inne władze nasze sen mniej lub więcej znieczula. W zupełnej hypnozie różne władze nasze ulegają jakby pewnemu rozprzężeniu i działanie ich jest albo skrępowane albo wolne podług upodobania hypnotyzera. Tylko że, ponieważ suggestye te bywają poddawane i ponieważ one paraliżują działanie wszystkich tych władz naszych, które w stanie normalnym mogłyby owe suggestye kontrolować i wartość ich oceniać, przeto z tego wynika, że to co nam bywa poddane, staje się jakby jakąś idée fixe, z której w żaden sposób wydobyć się nie możemy i względem której jesteśmy bezwolni; albowiem tam tylko bywa wolność, gdzie bez przeszkody działa władza rozumowania. To też w zupełnej hypnozie osoba hypnotyzowana bywa pozbawiona wolności, a jednocześnie rozumowi jej odbiera się sposób poznania tego zniknięcia jej woli. A zatem pozostaje ona w złudzeniu co do moralnego charakteru swych czynności, które uważa za samodzielne i wolne, podczas gdy je spełnia z konieczności. Jest to złudzenie, zupełnie podobne do tego, jakiegoby doświadczał ubogi żebrak, który trzyma kij, a któremuby poddano myśl w hypnozie, że jest królem i dzierży złote berło w ręku. Czyż więc te hallucynacye dowodzą, że prawdziwy król błędnie jest przekonany, że jest królem, albo że myli się ten, co widzi rzeczywiste berło? Żadną miarą! gdyż hallucynacye należą do stanu osoby hypnotyzowanej, która ich po za hypnozą doświadczać nie będzie. Tak samo się rzecz ma ze złudzeniami co do rzekomej wolności naszych czynów. Wcale one nie dowodzą, aby świadomość naszej wolnej woli była na jawie imaginacyjna i nierzeczywista. Argument D-ra Beaunis'a polega na zdaniu, wyrzeczonem po zniesieniu wolności osoby hypnotyzowanej: „Oto patrzcie: ludzie nie mają wolności woli, wyobrażają sobie tylko, że ją posiadają.” Znaczy to tyle, co gdyby ktoś wskazywał na człowieka umysłowo chorego lub we śnie pogrążonego i mówił: „Oto patrzcie: ludzie chorują umysłowo i żadnego nie posiadają rozumu.”
Skądinąd znów zauważyć trzeba, że stan hypnotyczny trwa nietylko wtedy, gdy się ktoś zdaje być w uśpieniu, lecz za każdym razem, kiedy się wykonywa szczegółową suggestyę hypnotyczną, choćby to było nawet w siedm miesięcy po dokonaniu suggestyi. Istotnie bowiem, rzecz jasna, że podczas wykonywania tej suggestyi znajduje się człowiek w tym samym albo w podobnym stanie hallucynacyi, co przed siedmiu miesiącami i że nawet wtedy, gdy się zdaje być rozbudzonym, czuwanie jego jest tylko pozorne. To też Bernheim zasadza hypnozę na tym stanie uległości dla suggestyi. Tak więc w chwili, gdy się spełnia suggestya, na jakiś czas przedtem poddana, ten kto ją wypełnia, wpadł w stan hypnotyczny. Poddać hypnotyzowanemu to, co ma uczynić w oznaczonym czasie, znaczy tyle co mu powiedzieć: „W tej a tej chwili ulegniesz hypnozie i uczynisz rzecz tę a tę.” W oznaczonej chwili suggestya, przechowywana dotychczas w stanie nieświadomości, budzi się przez czyn zewnętrzny, do którego była przywiązana, medyum zasypia snem hypnotycznym i dopełnia suggestyę. Dziwne to zjawisko nie trudno będzie zrozumieć skoro się zważy, że dla zahypnotyzowania jakiejś osoby, bardzo do tego podatnej wystarczy powiedzieć: „zaśniesz, ujrzawszy ten a ten przedmiot, usłyszawszy ten a ten dźwięk,” i że dana osoba rzeczywiście zaśnie w oznaczonej godzinie, albo na widok oznaczonego przedmiotu lub dźwięku.
Ale nie wszyscy wpadają w hypnozę zupełną: stan ten miewa różne stopnie i może być mniej albo więcej głęboki, jak bywa sen naturalny. Z tego wynika, że suggestye poddawane bywają mniej albo więcej, czyli że paraliżują one nasze władze duchowe i cielesne mniej albo więcej i że mogą nam pozostawić pewien rodzaj woli połowicznej. Warto byłoby zbadać również i ten stan hypnotyzmu niedoskonałego. Widać w nim pewien opór suggestyom pochodzący z woli, ale z woli przeszkodzonej, paraliżowanej, jak się to dzieje niekiedy w półsennem marzeniu.
Bywają jednak wypadki, w których ów opór suggestyom nabiera takich samych cech zewnętrznych, a jednak bywa tylko oporem czysto pozornym, albowiem jeśli istnieje jakiś opór, to raczej przeciw snowi hypnotycznemu, któremu się ulega i z którego się wychodzi, aniżeli przeciw suggestyi, która się spełnia automatycznie, skoro tylko hypnoza zostaje dokonana. Wypadki te zdarzają się u somnambulików zupełnych. Niekiedy ci somnambulicy spełniają tylko część tego, co im zostało poddane, — zazwyczaj początek, a następnie powracają do swego normalnego stanu; w innych znów razach, jeśli suggestya spełnić się miała w chwili po ich przebudzeniu się ze snu, za nadejściem tej chwili wahają się z początku, a następnie dają się zupełnie pociągnąć. Otóż skąd pochodzi ten pozorny opór suggestyom? Pochodzi on stąd, że stan hypnotyczny danej osoby nie jest całkowity, albo też stąd, że stan ten już ustąpił. Dziecko, któremu poddano myśl, aby za przebudzeniem się weszło na stół, albo żeby trzy razy obeszło salę, rade spogląda na stół zamiast nań wskoczyć, albo raz tylko zamiast trzech razy obchodzi salę. Dziecko nie dość długo było zupełnie zahypnotyzowane, aby dokonało suggestyi do końca. Ono się nie opiera suggestyi, ono się wyrywa ze snu hypnotycznego. Przypominamy sobie tę panienkę, której polecono wziąść szkło od lampy i która po przebudzeniu waha się razy kilka zanim to uczyni. Przypominamy sobie również osoby zahypnotyzowane, które opisuje Dr. Beaunis, a którym poddano suggestye, mające być dokonanemi pośród zwykłych ich zajęć. Za nadejściem oznaczonej chwili zdają się one walczyć przeciw jakiejś myśli, która je prześladuje i która wciąż nanowo i z coraz większą siłą powraca dopóki nie zapanuje nad niemi i nie pociągnie ich zupełnie. Wszystkie te osoby walczą raczej ze snem, który je opanowywuje, aniżeli z suggestyą; gdyż skoro poddadzą się zupełnie, dokonają suggestyi fatalistycznie i automatycznie. A zatem powoli tylko wpadają one w hypnozę całkowitą; lecz skoro tylko znajdą się w stanie całkowitego uśpienia, wolność ich będzie skrępowana. Są to osobniki, których rozkaz hypnotyzera nie usypia w jednej chwili i które tylko stopniowo dają się wciągnąć w stan letargiczny, podobni w tem do duszy cnotliwej walczącej przeciw pokusom, albo do poważnego męża, któremu trudno się poddać śmiesznym jakimś rozkazom. Dowodem, że tak bywa zazwyczaj, gdy opór ten zdaje się istnieć, jest to, iż opór ten zależy przeważnie od więcej lub mniej głębokiego snu hypnotycznego. W istocie, podług świadectwa Dra Beaunis'a potwierdzonego przez Dra Bernheima, „wewnętrzna ta walka bywa mniej lub więcej przeciągła względnie do natury poddanego w suggestyi czynu, a przedewszystkiem, względnie do stanu somnambulika. Gdy medium było często hypnotyzowane, a zwłaszcza przez tę samą osobę, osoba ta zdobywa sobie taką nad niem władzę, że najdziwaczniejsze, najważniejsze a nawet najbardziej niebezpieczne czynności spełnia ono bez pozornej walki i bez poważnego usiłowania oparcia się.”
Można więc powiedzieć: 1-o że suggestye bywają spełniane bez żadnego oporu, ile razy poddane hallucynacye przyjęte są bez najmniejszej wątpliwości, to znaczy ilekroć bywa zupełna hypnoza; 2-o opór suggestyom bywa najczęściej pozorny wtedy, gdy osoba hypnotyzowana przechodzi ze stanu czuwania do stanu hypnozy zupełnej, albo też ze stanu hypnozy zupełnej do stanu czuwania, zważywszy, że w tych razach nie tyle oporna wola oddziaływa przeciw czynom poddanym w suggestyi, ile raczej człowiek, który walczy ze snem, by powrócić do stanu czuwania; 3-o wreszcie, że w hypnozie niezupełnej osoba zahypnotyzowana zachowuje połowiczną wolność i że jej wola rzeczywiście się opiera, ale opiera się słabo. Do takich osób, znajdujących się na tym stopniu niezupełnej hypnozy, można zastosować to, co mówią starożytni pisarze a w szczególności św. Tomasz z Akw. (m. p. oraz l-a 2-ae 4. 84, a. 8 ad 2) o tych, którzy śpią snem lekkim. Dodajmy nadto, że taka suggestya, która działa przeciw nawyknieniom osoby zahypnotyzowanej, może usunąć hypnozę, zwłaszcza hypnozę niezupełną, czyli raczej, że narzucenie suggestyi może się stać rzeczą niemożliwą, jak to pewne przykłady zdają się tego dowodzić.
Krótko mówiąc, podobieństwo, jakie niektórzy chcą zaprowadzić pomiędzy człowiekiem zahypnotyzowanym a człowiekiem swobodnie działającym, najmniejszej nie ma podstawy; cechy bowiem obu stanów psychicznych, które usiłują niektórzy do siebie zbliżyć, są bezwzględnie ze sobą sprzeczne. W rzeczy samej, to co sprawia, że jesteśmy wolni, jest to właśnie możność wyboru postanowienia pośród wielu skłaniających nas na wsze strony pobudek; gdy przeciwnie znów, to co wywołuje hypnozę, jest to, że władze nasze są związane względem wszystkiego, co istnieje po za czynami albo obrazami poddanymi nam w suggestyi. Prawdą jest więc, że zarzut wzięty z automatyzmu osób zahypnotyzowanych, zasadza się, naprzód na zniesieniu wolności tych osób, a później na przedstawieniu ich za typy człowieka wolnego. Tym samym sposobem z łatwością możnaby dowieść, że żaden ptak nie posiada skrzydeł. Dosyć byłoby wziąć jednego, któremu obcięto skrzydła, a później przedstawić go jako typ wszystkich ptaków.
2. Zarzut wzięty z wielkich i stałych zmian, jakie suggestya zdolna wytworzyć w naszych nawyknieniach moralnych.
Widzieliśmy, że suggestye hypnotyczne często ponawiane, zmieniały stale a może i ostatecznie pewne skłonności moralne. Czyż to więc nie dowód, że nie istnieje żadna wolność w osobach zahypnotyzowanych, których skłonności dały się zmienić w ten sposób? Z tego zaś można zawnioskować, że wolności tej nie masz także i u innych ludzi zważywszy, że skłonności moralne, wynikające z ich przyrodzonego temperamentu i z ich nawyknień, podobne są do skłonności wytworzonych przez hypnotyzm.
Zanim damy odpowiedź na ten zarzut, zauważymy, iż rzeczona więcej lub mniej stała zmiana skłonności moralnych w osobie hypnotyzowanej może się tłumaczyć w dwojaki sposób. Może ona bowiem pochodzić albo stąd, że osoba ta pozostaje w ciągłym stanie szczególnej hypnozy, którą chciano nazwać czuwaniem somnambulicznem lub stanem drugim wywołanym (Liegeois, op. eit. TX), albo też stąd, że działa ona mocą nawyknień, wytworzonych w czasie stanu hypnotycznego, a trwających w dalszym ciągu, gdy stan hypnotyczny już przeminął. Nie wiemy, które z tych dwóch wyjaśnień będzie prawdziwe, lecz którekolwiekbyśmy przyjęli, to pewna, że wytworzone w śnie hypnotycznym skłonności moralne niczem nie upoważniają do powątpiewania o wolności woli tych osób, które nie poddawały się hypnotyzmowi.
Jeśli się powie, że ten, którego charakter zmieniono w ten sposób przez suggestye hypnotyczne, pozostaje w stanie ciągłej hypnozy, albo też, jak powiada Dr. Azam i Liegeois, — w stanie drugim wywołanym, że niektóre z tych władz, te naprzykład, które czyniły charakter wadliwym, pozostają przeszkodzone i jakby sparaliżowane, podczas gdy siła innych władz jest wzmocniona, — to w takich razach trzeba będzie człowieka tego zahypnotyzowanego przyrównać do maniaka, ulegającego jakiejś idée fixe, do idyoty ulegającego suggestyi, albo do zwierzęcia dobrze tresowanego. Człowiek ten nie będzie się cieszył wolnością swych czynów, albo przynajmniej nie będzie jej posiadał w całej jej pełni. Ale czyż to będzie postępowanie logiczne wnioskować z tego cośkolwiek o wolnej woli tych ludzi, którzy nie poddali się owej hypnotycznej tresurze, i którzy pozostali panami siebie samych?
Jeśli znów kto powie, że ten co stale ulega skłonnościom, wytworzonym przez suggestye hypnotyczne, nie znajduje się w hypnozie ciągłej, że on tylko przechowuje nawyknienia, wytworzone w nim przez hypnotyzera, jak dziecko ulegające zwyczajom, urobionym w niem przez wychowawcę, to takie wyjaśnienie sprawy nie wyjaśnia pewnych faktów, których coprawda autentyczność nie została dotąd należycie udowodniona. Niektórzy, w rzeczy samej, twierdzą, że suggestya, poddana leniwemu uczniowi na jeden rok szkolny, zmieniła go tylko na ten rok jeden, i że po tym czasie uczeń ten był tak samo leniwy jak dawniej, co właśnie miałoby dowodzić, że w ciągu roku, w którym ten uczeń był pracowity, znajdował się w hypnotycznym stanie drugim. Postępowanie jego w drugim roku dowodziłoby w istocie, że w pierwszym roku nie działał on na mocy nawyknienia, jakie w nim wytworzono i jakie powinno było w nim zostać, lecz skutkiem przymusu, który przejściowo tylko paraliżował leniwe jego skłonności. Cokolwiekbądź, jeśli się przypuszcza, że hypnotyzm wytwarza nawyknienia podobne do tych, jakie nam daje wychowanie, to nawyknienia te nie dostarczają żadnego nowego zarzutu przeciw wolności woli, gdyż hypnotyzm nie więcej pozbawia nas wolnej woli, aniżeli samo wychowanie.
Jeśli jeśli kto myśli, że dwie te przyczyny łączą się w jednę, by wyjaśnić omawiane przez nas zmiany moralne, powiemy mu na to, że osoby zahypnotyzowane mają wolność niezupełną i że trzeba je przyrównać do osób bardzo słabego charakteru czyli do osób działających machinalnie, bez namysłu, rutynicznie, a nie do ludzi rozważnych i silnej woli, którzy się wyrabiali i wyrabiają w ogóle. Mamy więc prawo zawnioskować, że zjawiska hypnotyczne nie przedstawiają żadnego poważnego zarzutu przeciw istnieniu wolnej woli człowieka.
III. Zarzut przeciw cudom
Zarzut ten może być sformułowany w ten sposób: „Przy pomocy hypnotyzmu dokonywamy tych samych uzdrowień i nadzwyczajnych zjawisk, jakie Kościół uważał za cuda; ponieważ zaś to, czego dokonywamy, jest naturalne, zatem uzdrowienia i nadzwyczajne owe zjawiska przez Kościół uważane za cuda, były naturalne; a więc nigdy cudów nie było.”
Zarzut ten zamyka w sobie trzy twierdzenia, które nam roztrząsnąć trzeba: 1-o Czy prawda, że dokonywane przez hypnotyzm zjawiska są naturalne? 2-o Czy prawda, że dokonywane przez hypnotyzm zjawiska naturalne były przez Kościół uważane za cuda? 3-o Czy prawda, że nigdy nie bywało innych cudów nad fakta podobne do zjawisk hypnotycznych?
1. Czy zjawiska dokonywane przez hypnotyzm są naturalne?
Podzieliliśmy te zjawiska na dwie kategorye: jedne, których rzeczywistość zdaje się moralnie być pewną, a drugie, których prawdziwość bywa w ogóle wątpliwa. Te ostatnie zaś, jeśli i były prawdziwe, w szczególności zaś suggestya na odległość, nie mogłyby się zaliczać do rzędu zjawisk naturalnych, gdyż nie są to tylko fakta jakieś nieznane, ale są to fakta, spełnione, jak się zdaje, przeciw znanym prawom natury. Jednem właśnie z tych praw jest prawo, że jedynie przy pomocy zmysłów możemy odgadnąć to, co się dzieje po za nami, a nadewszystko, że myśl i wolę innych ludzi możemy poznać tylko za pomocą znaków zewnętrznych, które nam je okazują. Tymczasem, w zjawiskach suggestyi na odległość prawo to zdaje się być pogwałconem, gdyż wszystkie dotychczasowe wyjaśnienia, któremi próbowano udowodnić, że jest inaczej, okazały się niedostatecznemi. Jeśli tedy fakta te i tym podobne, jakieśmy w tym rzędzie umieścili, istnieją, jak mniemają niektórzy, to zdają się one być ponad siły natury naszej i należą do tejże samej kategoryi, co zjawiska spirytyzmu. (Ob. ten art.). Atoli, jak-eśmy widzieli, udowodniono kłamliwość wielu z tych faktów, które początkowo przedstawiano za pewne, a niedostatecznie jeszcze udowodniono prawdziwość i rzeczywistość innych.
Co się tyczy zjawisk, któreśmy uważali prawie za autentyczne, to niektórzy pisarze sądzą, że one przewyższają siły natury. Nam się zaś zdaje, o ile sięgają nasze najrozleglejsze informacje, że nic nie dowodzi, aby zjawiska te nie były naturalne. Wszak podobne do zjawisk hypnotycznych skutki sprowadzają także substancye narkotyczne, choroba hysteryi (ob. ten art.) i somnambulizm. Wprawdzie ta zachodzi między nimi różnica, że w hypnotyzmie wyobraźnia hypnotyzowanego nie bywa pozostawiona sama sobie, jak się to dzieje w hysteryi lub w somnambulizmie naturalnym, i że jest kierowana przez suggestye hypnotyzera, ale ten stan suggestyjności, wyróżniającej hypnotyzm, nie zawiera w sobie, zdaje się, nic przeciwnego prawom natury. Polega on istotnie na tem, że dozwala nam się komunikować z jedną lub wieloma osobami, wówczas, gdy pewne władze nasze są przytłumione. Otóż, to przypuściwszy, łatwo pojąć, że osoba zahypnotyzowana miewa hallucynacye i chcenia, jakie jej zostały poddane. Można wytłómaczyć pewne uzdrowienia przez oddziaływanie wyobraźni osoby hypnotyzowanej na własny jej system nerwowy, zwłaszcza jeśli ta osoba jest hysteryczna. (Ob. art. Hysterya). Można aż do pewnego stopnia wytłómaczyć nawet u osobników wyjątkowych, zajmujących odrębne miejsce w rzędzie hysteryków, owe upływy krwi oraz owe nabrzmienia na skórze, które niesłusznie przyozdobiono szumną nazwą stygmatów. (Ob. art. Franciszek z Assyżu. Stygm. św. Fr.).
2. Czy zjawiska naturalne, których dziś dokonywa hypnotyzm, były w przeszłych wiekach uważane przez Kościół za cuda?
Zjawiska dokonywane przez hypnotyzm, które my się skłaniamy uważać za naturalne, mogły być niegdyś za jedno brane z cudami przez ludzi nieoświeconych; ale Kościół nigdy ich za cudowne nie uważał, czego dowodem jest nietylko historya, lecz także zasady rozróżniania prawdziwych cudów, spisane przez Benedykta XIV w dziele De canonizatione sanctorum, streszczającem całą tradycyę rzymskich kongregacyi i cieszące się niezrównaną w tym przedmiocie powagą. I w istocie, faktami nadprzyrodzonymi, zbliżonymi do zjawisk hypnotycznych, są: ekstaza, uzdrowienia i stygmaty. Otóż radzibyśmy, aby nam ukazano choćby jeden z faktów tej natury, któryby był uważany przez Kościół za cudowny, a któryby w rzeczywistości był tylko naturalnem zjawiskiem hypnotycznem. Nie należy zapominać, że aby ekstazę uważać było można za cudowną, według Benedykta XIV trzeba, aby towarzyszyły jej zjawiska same przez się nadprzyrodzone; otóż zjawiska te nigdy się nie zdarzają obok hallucynacji osób hypnotyzowanych. (Ob. art. Ekstaza). Aby uzdrowienia można było zaliczyć do cudów, trzeba aby ich nie można było przypisać wyobraźni, na której oddziaływanie Benedykt XIV każe zwracać szczególną uwagę. (Ob. art. Cuda § VIII cuda świętych). Wreszcie stygmaty, które uważano w Kościele za nadprzyrodzone, w szczególności stygmaty św. Franciszka z Assyżu, nie zasadzały się na zwykłym upływie krwi; były to grube gwoździe, które się zdawały jak gdyby z żelaza wyrobione, a przebijały ręce i stopy na obie strony, albo też były to inne tego rodzaju formacye, jakich hypnotyzm na żadnym osobniku nigdy nie wykazał. Otóż, wskutek tych właśnie szczególnych formacyi, nie zaś wskutek upływu krwi, stygmaty owe, zgodnie z zasadami Benedykta XIV, były uważane za cudowne. (Ob. art. Stygmaty św. Franciszka z Assyżu). Wreszcie, choćby nawet kiedy udowodniono, że w procesach kanonizacyi świętych Pańskich, lub w innych dokumentach tej samej doniosłości, wzięto zjawiska hypnotyczne za cuda, nie stanowiłoby to, jeszcze żadnej dla nas trudności, zważywszy, że Kościół nie przypisuje sobie nieomylności w czynach, w których ocenia cuda.
3. Czy wszystkie cuda są podobne do zjawisk hypnotycznych?
Bynajmniej. Większość najznakomitszych cudów nie ma najmniejszego podobieństwa do zjawisk hypnotycznych. Bywają między nimi takie, które się zdarzyły w świecie czysto materyalnym, gdzie hypnotyzm jest zupełnie bezsilny. Mnóstwo uzdrowień następowało wskutek raptownego zniknięcia uszkodzeń i nabrzmienia ciała, albo wskutek raptownej zmiany żywych tkanek: to znaczy—zjawisk, jakich niezdolne są sprowadzić suggestye hypnotyczne, jak to oświadcza Dr. Bernheim, który zasady terapii wyjaśniał przez hypnotyzm. Wreszcie, mnóstwo zmarłych zostało w ciągu wieków przywołane cudownym sposobem do życia. Liczne tego rodzaju wskrzeszenia przytaczamy w art. Cuda. (§ VIII Cuda świętych).
A zatem, zjawiska, otrzymywane za dni naszych przez hypnotyzm, żadną miarą nie dowodzą, aby cuda w Kościele były tylko pozornie nadprzyrodzone, czyli innemi słowy, aby cuda wcale nie istniały. (J. M. A. Vacant).