PROTESTANTYZM (Mniemana wyższość ludów protestanckich).
Wyznawanie wiary prawdziwej musi zapewniać państwu duchową i materyalną pomyślność, gdyż sprowadza błogosławieństwa boże i cnotliwymi czyni obywateli. Tej prawdy zdrowy rozum wymaga, i często ją wygłaszają papieże. Tymczasem rozmaici pisarze z obozu liberalnego przy porównywaniu ludów Europy wysławiają mniemaną wyższość tych ludów, co wyznają protestantyzm, nad tymi, które wyznają katolicyzm. By zaś siebie samych i czytelników o prawdzie swej teoryi przekonać, pisarze ci stawiają po jednej stronie Prusy, Anglię, Amerykę, po drugiej zaś Francyę, Austryę, Hiszpanię; tu wskazują na militarną niemoc, na niestałość rządu, na pogwałcenie zasadniczych praw chrześcijańskiej moralności, tam zaś, przeciwnie, widzą wojskową potęgę, stałość instytucyi rządowych, i poszanowanie prawa ewangelicznego. Z porównania zaś tego wyprowadzają wniosek, że prawdziwa religia chrześcijańska nie znajduje się w katolicyzmie, lecz w religiach po za Kościołem rzymskim stojących, „po owocach ich bowiem poznacie je,” rozumują liberałowie. — Zachodzi tedy pytanie, co wart ten zarzut, tak bardzo dziś rozpowszechniony? Musimy go zbadać szczegółowo, zaznaczywszy naprzód pewne uwagi ogólne.
1-o.
Rzecz pewna, że Bóg wynagradza ludy, prawu Jego posłuszne, i że wyznawanie wiary prawdziwej jest jednym z przykazań, jakie im stawia, ale ostatnie to przykazanie samo jedno nie wystarcza na to, aby lud jakiś uczynić godnym błogosławieństwa Opatrzności bożej. Nadto, i to rzecz zasadnicza, nie wiemy w jaki sposób, jakiemi dobrodziejstwami wynagradza Bóg narody za posłuszeństwo Jego prawom; sposób postępowania Pana Boga z nami jest otoczony nieprzejrzaną tajemniczością; by się o tem przekonać, dosyć spojrzeć na dzieje chrześcijańskiego świata. Są tam narody jakoby jakie patryarchalne rodziny, wśród których dosyć często jednak widzimy, że rodziny cnotliwe upadają lub giną, podczas gdy inne, których nieuczciwość na świat cały znana, istnieją i obfitują w pomyślność. Tajemnicy takiego postępowania Opatrzności boskiej w tych rzeczach najzupełniej zrozumieć nie możemy, z wyjątkiem chyba losu ludu żydowskiego pod panowaniem prawa mojżeszowego. Przypuszczeniem jest tylko i czczą hypotezą dopatrywanie Opatrznościowej nagrody za ten lub ów czyn sprawiedliwy w doczesnej pomyślności rodu. Daleko bardziej też nie wolno sądzić, że pomyślność ta jest nagrodą za wyznawanie tej lub owej religii, zwłaszcza gdy się nie wie, czy ta religia jest prawdziwą lub nie.
2-o.
Pewną jest rzeczą, że wyznawanie religii prawdziwej przyczynia się do pomyślności narodów przez umoralnianie i uzacnianie obywateli kraju. Religia jednak może być tu tylko częściową przyczyną pomyślności i sama przez się nie wystarcza do zapewnienia pomyślności ludu i może być unicestwiona przez przyczyny daleko silniejsze, działające w kierunku przeciwnym. Wszak to rzecz oczywista, że doczesna pomyślność jakiegoś danego narodu po większej części zależy od bogactwa ziemi, od geograficznego położenia kraju, od jego klimatu, od siły ludów z narodem tym współzawodniczących, od szczęśliwego wyniku wojen, od doskonałości formy rządu, od przyrodzonej siły oraz od ilości mieszkańców kraju, od przeszłości jego i od innych bardzo wielu przyczyn. Zdarzyć się przeto może, iż naród jakiś wyznaje religię prawdziwą, a jednak w walce o byt ulega drugiemu, podczas gdy inny naród, błędną religię wyznający, ale strzegący zasad moralności naturalnej i części zasad chrześcijańskich, dochodzi do wielkiej doczesnej pomyślności. Słowem, wyznawanie wiary prawdziwej przyczynia się do pomyślności narodów, ale pomyślność ta zależy także od mnóstwa innych przyczyn, tak iż może ona istnieć tam, gdzie niema wiary prawdziwej i przeciwnie, nie istnieć tam, gdzie wiara prawdziwa rozwija się i kwitnie.
Dalsza część zarzutu wymaga jeszcze większych zastrzeżeń. Zastrzeżenia te mają się odnosić do dwóch punktów, a mianowicie: do religii narodów, zwanych katolickimi, i do pomyślności narodów innych. 1-o Przedewszystkiem trzeba zauważyć, że co do Francyi, religia katolicka już od stu lat przeszło nie ma znaczenia religii państwowej; na mocy prawa państwowego została ona zrównana ze wszystkimi innymi przez państwo uznanymi kultami religijnymi. Powtóre, przepisy religii katolickiej bywają pogwałcone, nauka jej pogardzana lub zwalczana przez wielką część obywateli państwa francuskiego, a działalność duchowieństwa katolickiego najczęściej bywa krępowana; to też Francya pod względem religijnym jest podzielona na dwa wrogie sobie i nieprzejednane stronnictwa, na katolików i niewierzących czyli wolnodumców, i wywiera przeto na świat cały niemal wpływ dwojaki, jeden chrześcijański i katolicki, drugi rewolucyjny. Nierozumne jest przeto uważanie położenia Francyi od lat stu za wynik społecznego wpływu religii katolickiej, do której z imienia należy olbrzymia większość synów Francyi. Cośmy powiedzieli o Francyi, toż samo powiedzieć możemy tem słuszniej o Włoszech, Austryi, Hiszpanii, Portugalii. Dowodem tego jest nieprzerwany prawie szereg skarg i protestów, jakie Stolica Apostolska bezustannie stawiała przeciw praktykom tych krajów, przeciw prawom ich i niegodziwemu postępowaniu względem Kościoła. Niczego zatem nie dowodzi przeciw katolicyzmowi gorszy stan obecny tych krajów, jeśli on w rzeczywistości istnieje; i owszem, dowodzi przeciwnie, jak mądre były przestrogi Kościoła, które to obniżenie się i upadek przepowiadały.
3-o.
Żeby sprawiedliwie osądzić wyższość lub niższość dwóch jakichś narodów, trzeba rozważyć całość ich historyi, nie zaś tego lub owego jej okresu. Jakoż historya Francyi, Hiszpanii i Austryi od czasów pseudo-reformacyi w niczem nie ustępuje historyi Anglii, Prus i innych niekatolickich krajów, czy to pod względem sławy oręża, czy pod względem pokoju wewnętrznego, czy wreszcie pod względem moralności. Pod tym ostatnim względem narody katolickie wydały znakomitych świętych, z którymi nic w porównanie iść nie może u narodów protestanckich. Co zaś do cnót naturalnych i chrześcijańskich w massie narodu, to kraje katolickie mogą w dzisiejszej nawet epoce czasu równać się ze wszystkimi nie wiem już jakimi narodami, i to bez żadnego dla siebie uszczerbku, tylko z największą korzyścią i chwałą. A i to zauważyć trzeba, że narody, tak samo jak rodziny i jednostki, miewają okresy swego wzrostu i upadku; że większość europejskich narodów katolickich ma długą przeszłość za sobą, i że niektóre z nich może przyszły do tego krytycznego punktu, w którym pewien przypływ krwi nowej okaże się koniecznym do zapoczątkowania nowego w nich historycznego zwrotu.
Te nasze uwagi powyższe dostatecznie, zdaje się, wykazują, że wniosek, z omawianego zarzutu wyprowadzany, nie ma najmniejszej podstawy. W rzeczywistości też z uwag powyższych wynikają następujące wnioski: 1-o Gdyby nawet narody, katolickimi zwane, prawdziwie i urzędownie wyznawały katolicyzm, i gdyby nawet ich niższość w stosunku do narodów protestanckich była niezaprzeczoną, to i wówczas jeszcze nie możnaby z tego wnioskować przeciw katolicyzmowi, gdyż niższość tę możnaby i powinnoby się tłómaczyć innemi przyczynami pewnemi i oczywistemi. 2-o W rzeczywistości zaś, od stu lat przeszło, narody katolickimi zwane, w prawach swych i obyczajach nie postępują podług zasad katolickich, w rządach tych narodów i w znacznej części jednostek katolicyzm prawie ustawicznie napotyka zaciętych przeciwników; skutkiem tego też względnej tych narodów niższości, gdyby nawet była takowa, żadną miarą przypisywaćby nie można katolicyzmowi. 3-o Wreszcie, skoro się zbliska bada ogół życia narodów, to się tej rzekomej niższości katolickich ludów wcale nie widzi. Znika przeto tem samem stawiany im zarzut. J. Chrz. Jaugey. X. W. S.
PROTESTANTYZM. (Mniemana tolerancya religijna P'ów).
Nieraz słyszeć można hymny pochwalne, wygłaszane na cześć wiecej lub mniej rzeczywistej tolerancyi religijnej protestantów, która ma jakoby przebijać w stosunkach państwa do mniejszości różnowierczych. Powiadają zwolennicy wolnomyślności, że ponieważ niegdyś nietolerancya religijna zakradła się do obyczajów i przeniknęła różne prawodawstwa europejskie, przeto udziałem tych, co jawnie odstępowali od wiary narodowej, musiało być z konieczności prześladowanie, często nawet krwawe. Skoro zaś protestantyzm w wielu miejscach zdołał wyrugować katolicyzm, wprowadził tam natychmiast swe zasady wolności myśli ludzkiej i swobody sumienia. Stąd znów zrodziły się nowożytne pojęcia tolerancyi i wolności wyznań. Przypuszczam, że ci co wygłaszają takie zdanie o tolerancji protestantyzmu, nie dość głęboko zbadali historyę mniemanej reformy protestanckiej i reformatorów, albo przynajmniej w swej ocenie znaczenia protestantyzmu dali się w błąd wprowadzić trudnym do wykorzenienia przesądom. Nowa herezya XVI w. nie tylko nie okazała się przychylną dla zasady wzajemnej tolerancyi, ale nie wahała się samej sobie przypisywać prawa odwoływania się do gwałtu przeciw „papistowskiemu bałwochwalstwu,” albo nawet przeciw sektom, coraz nowym a coraz śmieszniejszym, przez swobodne badania wytwarzanym. Ciekawa byłaby-to praca taka geneza i rozwój idei tolerancyi, ale nie tu miejsce zastanawiać się nad zagadnieniem tak nadzwyczaj zawiłem: w artykule tym ograniczyć się musimy na udowodnieniu faktami bardzo pewnymi, że protestanci, wcale nie więcej aniżeli katolicy, przyznawali każdemu prawo głoszenia nauk błędnych. Przedewszystkiem tedy sposób mówienia t. zw. reformatorów jest tak gwałtowny, że już sam przez się budzi wielką nieufność. Luter, podług wyrażenia teologa protestanckiego, Bullingera, „odsyłał do dyabła tych wszystkich, którzy mu się całkowicie nie oddawali”1. Tenże teolog przewidywał, że ten zupełny brak umiarkowania Lutra w polemice mógł łatwo wywołać wzburzenie ludu i zrodzić nienawiść, kłótnie i zabójstwa. Przykładem takiej gwałtowności Lutra są choćby takie wyrażenia: papież — to „maciora dyabła,” biskupi — to „małpy głupie,” teologowie Lowańscy—to „brzuchate próźniaki,” Sorbona — „synagoga szatana” i t. d. i t. p. Przyzna każdy, że człowiek ten — w słowach przynajmniej — nie odznaczał się tolerancyą (ob. art. Papież i antychryst). A może bardziej umiarkowany był Kalwin? Wcale nie. Otwórzcie, proszę, książkę przezeń napisaną p. t. Instructio adversus libertinos, a znajdziecie w rozdz. IX następujące określenie ministra Quintin’a: „Porcus ille” (Ten wieprz). Z pierwszego rozdziału tegoż dzieła dowiadujemy się, że sekta libertynów w zbrodniczości i zwierzęcości przewyższyła wszystko, co się dotychczas w świecie ukazało (scelerata longe magis belluina). Co się zaś tyczy Michała Servet'a, to gdy się rozeszły wieści, że ma on przybyć do Genewy, by dalej prowadzić rozpoczętą walkę dogmatyczną z Kalwinem, ten ostatni oświadczył, że gdy Servet przybędzie, żyw z miasta nie wyjdzie (Si veniret, modo valeat mea auctoritas, vivum exire nunquam patiar)2. Gdy książęta protestanccy zasięgali rady teologów reformowanych w przedmiocie tolerancyi, ci ostatni wyraźnie się oświadczyli przeciw samej zasadzie tolerancyi. Tak np. gdy Karol V-ty zażądał od księstw luterskich tolerancyi względem katolików, elektor saski zwrócił się do swych teologów, którzy odrzekli, że książęta powinni usunąć Msze katolickie3. Zdaniem Lutra, w obronie papistów żadne prawo nie przemawia, ani boskie, ani ludzkie4. Gdy w r. 1537 zebrali się książęta protestanccy w Schmalkaldzie, Karol Piąty za pośrednictwem delegata swego zaprotestował przeciwko ich postępowaniu. Wówczas książęta posłali cesarzowi wyjaśnienia, napisane przez Melanchtona, Bucera i innych teologów. W akcie tym powiedziano między innemi, że panujący jest odpowiedzialny za tolerowanie w granicach swego terytoryum zepsutej i błędnej czci bożej i że słusznie zagarniać może dobra klasztorne; zaś wolne miasta czynią bardzo dobrze, gdy wypędzają prześladowców czystej Ewangelii i zagarniają posiadłości kościelne. I rzeczywiście, jeden z artykułów wiary reformowanej orzeka, że proboszczowie i mnisi dzierżą dobra kościelne jako rozbójnicy i złodzieje (Janssen, t. II, str. 333). Z drugiej znów strony, gdyby panujący pozwalali mnichom odprawiać msze święte, stawaliby się uczestnikami ich nadużyć i ich bluźnierstw. Na tym punkcie kalwini są tak samo otwarci jak lutrzy. Farel i Kalwin ułożyli dla Genewy swoje wyznanie wiary, gdzie czytamy następujące wyrazy: „Utrzymujemy skądinąd, że wszyscy zwodziciele, fałszywi prorocy, którzy, zarzucając czystość Ewangelii, skłaniają się do własnych wymysłów, jakichkolwiek używaliby tytułów pasterzy, żadną miarą nie powinni być cierpiani lub popierani, lecz raczej jako wilcy drapieżni powinni być wypędzani i z niczem odprawiani przez lud boży.” Przywołany r. 1541 do Genewy, Kalwin nadaje miastu temu nową organizacyę kościelną. Małżeństwa mieszane były nietylko wzbronione, ale nawet unieważniane. Niechby zechcieli przeciwnicy nasi dobrej woli, którzy dobrodusznie podnoszą czyniony Kościołowi katolickiemu zarzut nietolerancyi, porównać to prawodawstwo z prawodawstwem Soboru Trydenckiego, i niechby osądzili, które z nich jest bardziej nietolerancyjne. Zresztą, bezwzględne wzbronienie małżeństw mieszanych wypływało logicznie z prawa bannicyi, wydanego przez Kalwina przeciw „papistom.” Artykuł 63 znanych Ordonnances ecclésiastiques orzekał jak następuje: „Żaden akt religii papistowskiej nie ma być spełniany, ani do spełnienia dopuszczany, czy to ubocznie i pod pokrywką, czy jawnie i wyraźnie, przez wzgląd na wielkich lub na maluczkich tego miasta lub skądinąd przybyłych, jakiegokolwiek ci byliby stanu i pochodzenia, ani w mieście samem, ani w ziemiach doń należących pod grozą ciężkich kar, w poprzedzającym edykcie naszym i zawartych.”
Z osnowy przytoczonych dokumentów wynika, że główni reformatorowie XVI w., że sami twórcy protestantyzmu nie zgadzali się nigdy na zasadę wolności sumienia, i że w rozmaitych okolicznościach uroczyście zatwierdzali zwyczaj odwoływania się do pomocy władzy świeckiej przeciw swoim dyssydentom. Ale może stosowali oni swe teorye oględnie, może w praktyce stosowali do inowierców znakomite jakie ulgi i złagodnienia? Wcale nie! Zaraz to zobaczymy.
Przenieśmy się na chwilę do Szwajcaryi, do początków tamtejszej rzekomej reformy. Reformator zurychski, Zwingliusz, prześladuje katolików Zurychu; każdy ksiądz, w odprawiania Mszy świętej recydywista, bywa z miasta wyganiany; każda osoba, nosząca na sobie szkaplerz, podlega karze dziesięciu florenów, a co do obrazów i posągów świętych, to rozprawia się z nimi dziki iście wandalizm. Posągi złote i srebrne przetapiano, a pieniądz otrzymywany z tej zarówno subtelnej jak korzystnej operacyi, przelewano do skarbu państwa (Janssen, t. II, str. 86 --- 89). Zresztą Oekolampadyusz nie robił sobie z tego skrupułów i za rzecz naturalną uważał zabór kościołów i klasztorów (Janssen, 89—92). W 1535 r. Berneńczycy posyłają do Genewy ministra Forel'a; ten, przybywszy do miasta, łupi kościoły, a popierany przez pięćdziesięciu zbrojnych, których Berno trzymało załogą w Genewie pod pozorem obrony miasta przeciw księciu Sabaudzkiemu, opanowywa miastem na rzecz swych kazań i swego kultu z zupełnem usunięciem kultu katolickiego. Rada Sześćdziesięciu konfiskuje kielichy kościelne, puszki od najśw. Sakramentu i monstrancye5. Kapłanów katolickich wypędzają z miasta, katolików uznają prawnie za niezdatnych do pełnienia służby państwowej i politycznej. (Janssen. 208—209). Reformatorzy wyrywają z ołtarzy kamienie z relikwiami świętemi i obracają je do celów świeckich. Z najcenniejszych i najpiękniejszych marmurów ołtarzowych zbudowano szafot do zabijania skazańców, a pierwszym skazańcem, który zginął na tej gilotynie, był ksiądz katolicki. Jednego z poważniejszych mieszczan, Girardina de la Rive, skazano na wygnanie za to, że kazał ochrzcić swego syna księdzu katolickiemu. W 1537 r. Wielka Rada wypędza z miasta dwóch cudzoziemskich anabaptystów i ich zwolenników, oraz zabrania im powrotu pod karą śmierci (Janssen. str. 232 — 250). Stronnictwo „libertynów” trzymało ministrów w szachu. Kalwin uzyskał przyzwolenie Wielkiej Rady, aby całą ludność miasta zwoływano tuzinami celem składania przez nich przysięgi na nowo sporządzone wyznanie wiary. Ceremonia ta odbywała się dnia 29 Lipca 1537 r. w starożytnej katedrze św. Piotra. Wielu mieszkańców opierało się temu; na żądanie ministrów Wielka Rada wydała wyrok wygnania na tych opornych; wykonaniu wyroku stanęła na przeszkodzie jedynie ilość i wpływ tych ostatnich na ludność. W dwa lata potem wszystkie osoby, podejrzane o przywiązanie do dawnej swej wiary katolickiej musiały złożyć wyznanie wiary i powiedzieć wobec sądu, co myślały o Mszy św. (Janssen, str. 271).
Kalwin nie wzdrygał się przed żadnem okrucieństwem, by zgubić swych przeciwników. Gdy wywieszono przeciw niemu gwałtowne plakaty, posądzono o nie jednego z pierwszorzędnych libertynów, Jakóba Gruet'a; w papierach jego znaleziono list niekorzystny dla reformatora i kilka stron napisanych w duchu wolnomyślnym. Skutkiem tego poszukiwania stosowano do nieszczęśliwego torturę dwa razy dziennie w ciągu miesiąca, aby zmusić nią podsądnego do zwalenia całej winy na niejakiego Franciszka Favre, którego Kalwin chciał się pozbyć za wszelką cenę. Nieszczęśliwy Gruet błagał na klęczkach swych sędziów albo raczej swych oprawców, aby go przez śmierć uwolnili od tortury, ale ledwie po miesiącu uczyniono łaskawie zadość jego błaganiom. Próżno by szukać w dziejach okrzyczanej przez protestantów inkwizycyi przykładu podobnego okrucieństwa6.
Więcej znana jest sprawa Michała Servet'a. Michał Servet był lekarzem hiszpańskim, który dał się uwieść zasadzie wolności badań religijnych i na swój sposób tłómaczył Pismo św. Zawiązał korespondencyę z Kalwinem i przedstawił mu rozmaite trudności, z któremi połączył żywą krytykę dzieła genewskiego reformatora, Institutions chrétiennes. Ten znów ze swej strony wystarał się o książkę p. t. Christianismi restitutio, którą Servet potajemnie kazał drukować w Viennie w Delfinacie, i zaskarżył o nią zarówno drukarza jak Michała Servet'a. Obydwóch tych aresztowano, ale urzędnik, któremu Servet uleczył był córkę, ułatwił mu ucieczkę. Servet był tak nieroztropny, że wrócił do Genewy; wówczas pochwyciła go inkwizycya genewska i obchodziła się z nim tak barbarzyńsko, że tęsknić zaczął za więzieniem w Viennie. Sędziowie chcieli w ten sposób zastosować doń torturę, aby w niej umarł; jeden z radców jednak oparł się temu dzikiemu projektowi zabójstwa, i trybunał sądowy miał z nim postąpić w sposób mniej bezprawny. Ponieważ Servet przeczył wielu prawd chrześcijańskich, które Kalwin w swem wyznaniu wiary umieścił, przeto reformator genewski zaczął z nim spór o teksty Pisma św., które Servet przytaczał na poparcie swej herezyi. Servet pozostał niewzruszonym i za to żywcem spalony został. Kalwin był obecny przy egzekucyi, a ministrowie szwajcarsy na uroczystem zebraniu dali swe wyraźne przyzwolenie na przymusową śmierć Serveta.
Przy tej sposobności napisał Kalwin dziełko p. t. Fidelis expositio errorum Michaelis Serveti et brevis eorum refutatio, ubi docetur, jure gladii coercendos esse haereticos. Także i Teodor Beza wierny uczeń genewskiego reformatora i kontynuator jego reformacyjnego dzieła w Genewie ułożył traktat naukowy pod tyt. De haereticis puniendis. Wysokie uznanie, jakiego przy tej sposobności doznał Kalwin ze strony innych reformatorów, umacniało go w przekonaniu, że kara Michała Servet'a odpowiadała najzupełniej ich usposobieniu; Melanchton, Bullinger i Bucer gorąco winszowali władzom genewskim i Kalwinowi tej zbawiennej surowości, jaką zastosowali względem tego „bydlęcia”7.
I czy myślicie, że to już wszystko? Niestety, ledwie rąbek odsłoniliśmy tej smutnej sprawy. Musimy tu przemilczeć dwieście pięć procesów kryminalnych z r. 1558, i dwieście dziewięć takichże procesów z r. 1559 wytoczonych przeciwko stronnictwu wolnomyślnemu; pominąć musimy niczem nieusprawiedliwione gwałty, do jakich uciekali się Berneńczycy, aby zaszczepić reformacyę w kantonie Vallis, zachowanie się Bazylejczyków względem katolików, uparty ostracyzm Stanów genewskich przeciw „papistom.” „Wszelkie publiczne wyznawanie katolicyzmu karano śmiercią w Genewie, zanim jeszcze rozpoczęła to samo postępowanie rewolucya francuska,” powiada Magnin, (str. 369). Przytoczone wszakże fakta aż nadto wystarczają do nacechowania tolerancyi protestanckiej w Szwajcaryi. Po pierwszym pokoju Cappel'skim (1529 r.) rząd Berneński zwracał uwagę obywateli zurychskich, że do środków propagandy religijnej nie trzeba zaliczać halabardy.
Jak Szwajcarya tak samo i protestanckie Niemcy nie znały tolerancyi religijnej. W 1529 r. Rada miasta Strassburga, wówczas jeszcze niemieckiego, za wpływem reformatora Bucera, wzbroniła bywania na Mszy św. i przyjmowania Sakramentów św.; którzy się temu sprzeciwiali podlegali karze grzywien i więzienia. Z rozkazu tejże Rady w kawałki porąbano „bałwany,” to znaczy krzyże i posągi kościelne (Janssen, t. II, str. 92 — 94). Wilhelm, książę wirtemberski, oświadczył r. 1534, że poczytuje sobie za „obowiązek sumienia” konfiskatę majątków kościelnych; to też nie omieszkał ulżyć „swemu sumieniu” przez dopełnienie tego korzystnego dla siebie „obowiązku:” ministrowie protestanccy przez jedenaście lat nękali pozbawione Mszy św. i Sakramentów ubogie klarysski w Pfullingen, aby je tym sposobem przywieść do odstępstwa; próżno jednakże, bo w wierze wytrwały w wierności zasadom katolickim, ale kościółek ich został zburzony, a jedenaście zakonnic pomarło bez sakramentów świętych (Janssen. t. II, str. 281—285).
Anabaptyści czyli nowochrzczeńcy, którzy w heretyckim ruchu XVI w. są przedstawicielami pojęć skrajnych, zakładają swe panowanie r. 1534 w Monastyrze w Westfalii. Tłuką oni posągi, burzą kościoły, a katolików wypędzają. Majątki prywatne oddają na wspólną własność wszystkich i uprawniają wielożeństwo. „Prorok” Jan z Leydy pojmuje szesnaście żon dla siebie; jedna z nich epileptycznem szaleństwem nękana, żąda pozwolenia na opuszczenie miasta Monastyru; Jan publicznie ścina jej głowę. Cudzoziemiec pewien, udający się do Komunii św., ścięty został własną ręką proroka. Każdy, ktokolwiek występował przeciwko wspólności majątków i przeciw wielożeństwu, karany był śmiercią. Książęta zarówno duchowni jak świeccy, z wyjątkiem tylko Landgrafa Hesskiego, mieli być wytępieni (Janssen. str. 306—311).
Deputowani wolnych miast: Lubeki, Bremy, Hamburga, Lüneburga, Stralsundu, Rostocku i Wismaru złączyli się razem w r. 1535, by jak najsurowsze obmyślić środki przeciw nowochrzczeńcom. Prócz tego jednak w obwodzie tych miast żaden katolik nie miał być cierpiany (Janssen. str. 321). Widać przeto, że i miasta nie były bardziej tolerancyjne od protestanckich reformatorów i książąt. Sejm Augsburski zobowiązał się wobec Karola Piątego do nieprzedsiębrania żadnych środków przeciw swobodzie wiary i kultu katolickiego. Tymczasem w kilka lat potem, w 1537 r. rozkazał zaniechać kultu katolickiego, a wszystkich kapłanów katolickich poddał pod wyłączną zależność od władzy świeckiej. Którzyby się wyrokowi temu poddać nie chcieli, otrzymywali tydzień czasu na opuszczenie miasta i zabranie ze sobą swojej własności. Ktoby zaś przeciw edyktowi temu cokolwiek mówił, pisał lub działał, miał być surowo i niemiłosiernie karany (Janssen. str. 336, t. II). Podobnym też sposobem zostały sprotestantyzowane — w 1539 r. księstwo Saskie, a w 1540 elektorat Brandenburski (Janssen, t. II, str. 397—408). Sam Luter przed śmiercią pracował usilnie nad wypędzeniem Żydów, którzy się zgodzić nie chcieli na przyjęcie chrztu świętego (Janssen, t. II, str. 549).
Po strasznej wojnie domowej, zakończonej zwycięstwem Karola V pod Mühlbergiem, Interim Augsburskie z r. 1548 uświęciło zasadę wdawania się władzy świeckiej w sprawy kościelne: „Zamiast nieomylnego Kościoła sprawami kościelnemi rządziła władza świecka” (Janssen, t. II, str. 621—633). Ale tu właśnie nadeszła chwila stanowcza: skoro na sejmie Augsburgskim (1555) Ferdynand, król Rzymski, zaprojektował, aby na przyszłość świeckie stany państwa przyznały swym poddanym wolność religijną i nie mieszały się już więcej w sprawy kościelne, wolne miasta protestanckie i protestanccy elektorowie na projekt cesarski przystać nie chciały. Miasta oświadczyły, że środek ten byłby przeciwny ich sumieniu i chwale Bożej. Zaś ze swej strony książęta protestanccy, którzy ze swych granic wypędzili byli wiernych katolików, żądali teraz od sejmu, aby państwa katolickie w granice swe przyjęły protestantów wyznania augsburskiego (Janssen, II, 732 nst.).
W 1556 r. Otton-Henryk, elektor palatynatu, wprowadza luteranizm do swego księstwa. Pomimo silnego oporu ludności, o jakiem mu donieśli posłowie elektoratu, każe zburzyć posągi i witryny kościelne, znosi klasztory, a majątki ich konfiskuje. Następca jego, Fryderyk III, z taką gwałtownością występuje przeciw katolikom, że teolog protestancki, Hesshus, obawia się rokoszu ludu8. Ministrowie protestanccy, którzy nie zgodzili na formułę Melanchtona w przedmiocie Komunii św., zostali złożeni z godności. (Janssen, t. IV, 39—47).
Ten sam Fryderyk III w 1563 r. zwraca się całkowicie ku kalwinizmowi, a żarliwość jego w szerzeniu tej herezyi nie zna żadnych granic (str. 189—195). Zwrot ten nie podobał się luteranizmowi; to też stany Wyższego Palatynatu, popierane przez Ludwika, starszego syna elektora, w r. 1566 energicznie zaprotestowały przeciw postępowaniu tego księcia w przedmiocie religii. Elektor odpowiadał, że gdzie idzie o reformy konieczne i o zniesienie nadużyć, tam on nie chce się niczem krępować. Nie wolno było w niczem odstępować od urzędowej wiary tego księcia; Silwanus, predykant protestancki w Ladenburgu, za to, że wszczął herezyę aryańską, oddał głowę pod miecz katowski; dwaj jego wspólnicy, Neuser i Seidel, ucieczką ratowali się od takiejże kary (Janssen, IV, 329 — 347). Jednakże gdy tenże Ludwik zajął tron swego ojca, wprowadził nanowo luteranizm; ministrowie duchowni, którzy się wzbraniali odwołać publicznie w świątyniach dawne swe nauczanie z okresu kalwińskiego, bezzwłocznie bywali z kraju wywołani, jak również ludzie świeccy, nie chcący przyjąć luteranizmu (Janssen, IV. 476).
Jakkolwiek kalwini powtarzali teraz to, co mówili niegdyś lutrzy, że „Zmiany religijne odbierają wiarę ludowi,” to jednak zmian tych wcale nie zaniechano; w 1583 r. Ludwik umiera, a następca jego Jan-Kazimierz ponownie wprowadza kalwinizm, a ministrów luterskich całemi setkami wypędza (Janssen, t. V, str. 60 —63). Następca jego Fryderyk IV, tęż samą uprawia politykę i usiłuje gwałtem narzucić kalwinizm (Janssen, 132).
Wiatr religijny zwraca się w stronę kalwinizmu, a protestanci wyznania augsburskiego zaczynają na sobie doświadczać nieszczęść, jakie sami spowodowali katolikom. Landgraf Hesski, Maurycy, wprowadza w ziemiach swoich r. 1604 kalwinizm, niszczy obrazy i wypędza predykantów luterskich (Janssen, V, 482—487). Ten piękny przykład naśladuje Jan Zygmunt, elektor Brandenburski, a sejmowi swemu tłómaczy, że pierwotne jego obietnice pozostaną na przyszłość bez żadnego znaczenia (Janssen, V, 494—498).
Nie chcemy tu wyprowadzać przed oczy łaskawych czytelników wszelkich okropności, jakie zohydziły wojnę Trzydziestoletnią, gdyż postanowiliśmy ograniczyć się w tej pracy do środków prawnych, jakimi się posługiwali reformatorzy i książęta protestanccy. Wojna, a zwłaszcza wojna domowa, nie może się obejść bez nadużyć i gwałtów, i niesprawiedliwością byłoby zasadom stron wojujących przypisywać nadużycia, których pobudki szukać należy raczej w chciwych i krwawych instynktach żołdactwa; ale niemniej zauważyć trzeba; że ta przerażająca wojna, która na długo do ruiny doprowadziła Niemcy, wybuchła wskutek brutalnej nietolerancyi protestantów, którzy z okien zamku praskiego na bruk wyrzucili posłów cesarskich. Wojnę tę oddawna przygotowywał elektor Palatynatu, który pragnął zniszczyć w Niemczech powagę i władzę katolickiego domu Austryackiego. Traktat Westfalski zawarował swobodę wyznań: katolickiego, luterskiego i kalwińskiego w rozmaitych prowincyach cesarstwa rzymskiego, i gwałtowność walk religijnych powoli się uciszyła. Pomimo to jednak nie trudno byłoby jeszcze wytoczyć wiele skarg przeciw protestantom, jak np. sprawę arcybiskupa Kolońskiego, Klemensa Drost - Vischeringa w 1837 r. i niedawny Kulturkampf, którego smutną widownią były sprotestantyzowane Niemcy.
Wiadomo powszechnie, pod czyją protekcyą rozpoczęła się reformacya w Anglii. Henryk VIII, zniechęcony do swej prawej żony, Katarzyny Aragońskiej, chciał wyjednać u papieża zezwolenie na zawarcie nowego małżeństwa; papież, rozumie się, odmówił, a król angielski zemścił się zaprowadzeniem herezyi. W porozumieniu z parlamentem ustanowił prawa, które uznawały za heretyków i na stos skazywały tych, którzy się ściśle nie stosowali do wiary i kultu, przez króla świeżo wymyślonego i do praw państwowych wprowadzonego na mocy władzy, jaką mu nadawał tytuł najwyższego zwierzchnika Kościoła anglikańskiego9. Poprzednio jeszcze, skutkiem rzekomej uchwały rządu, zniesiono katolickie klasztory a dobra ich skonfiskowano10. Kardynał Fisher i kanclerz Tomasz Morus, którzy mieli odwagę oprzeć się samowoli króla, zginęli z ręki kata; Jan Houglton, przeor Kartuzów Londyńskich, żywcem porąbany został. Wspominam niektóre tylko przykłady, ale ilość egzekucyj doszła do olbrzymiej wysokości.
Elżbieta okazała się godną córą swego ojca; po bezskutecznem usiłowaniu Filipa II blokady wybrzeży angielskich, zrozpaczona królowa straciła wszelkie umiarkowanie; książę Norfolk został ścięty; każdy ksiądz, pochwycony na odprawianiu Mszy św., był karany śmiercią. Nic to nie pomagało, że najgorliwsi katolicy składali dowody szczerych uczuć patryotycznych, chętnie chwytając za broń przeciw królowi Hiszpańskiemu; ale chciano ich jeszcze zmusić do odwiedzania świątyń anglikańskich. Wielu oparło się temu prawu, a nieposłuszeństwo swe opłacić musiało olbrzymiemi grzywnami. Jeśli dochody podsądnych nie wystarczały na ich spłacenie, rząd sprzedawać kazał ich majątki na pokrycie grzywien. Przestała też istnieć nietykalność katolickiego domu i rodziny; o każdej godzinie dnia i nocy wystawieni byli katolicy na brutalne napaści emisaryuszów herezyi, przetrząsających wszystkie kąty w poszukiwaniu przedmiotów kultu katolickiego lub kapłanów, których znaleźć się spodziewano w ukryciu. Wreszcie, ustanowiono odrębny trybunał sądowy, który miał czuwać nad przekonaniami ludzi, należących do wszystkich słojów społecznych, a winnych ścigać i nękać wszelkiemi i karami, jakie za stosowne uważał, z wyjątkiem tylko kary śmierci. Szczególniej ścigano Jezuitów i z dziwnym nadmiarem okrucieństwa skazywano ich na śmierć. Bł. Edmundowi Campian'owi oprawca serce wyrwał z piersi za życia. Ale nikt nie przewyższył w nienawiści i okrucieństwie samej królowej Elżbiety, a spostrzeżono się dopiero wówczas, gdy Szkocka królowa, Marya Stuart, wstąpiła na szafot. To też nie można się zbytecznie dziwić, że rozpacz niektórych katolików przebrała wszelką miarę oporu, zakreśloną przez moralność chrześcijańską; katolicy angielscy, ufni w dojście do władzy Jakóba I, następcy Elżbiety, ujrzeli naraz, jak znów zacieśniły się nieznośne więzy, jakimi skuwało ich okrucieństwo heretyków. Niektórzy z katolików dali się porwać niegodziwemu uczuciu i postanowili porwać za broń po uprzedniem wysadzeniu w powietrze króla i parlamentu. „Bywają kary bardzo sprawiedliwe, powiada Józef de Maistre, których jednak twórcy są bardzo winni,” a zdanie to doskonale streszcza w sobie sąd, jaki trzeba było wydać na spisek prochowy, gdyby się on nieszczęściem był powiódł. Zamiar atoli się nie udał, a zbrodnia uczyniła położenie katolików jeszcze nieznośniejszem11. Kodeks karny odbierał im prawo głosowania, nakładał na nich podwójną taksę, nie licząc w to grzywien dwudziestu lirów miesięcznie; za żadne orzekał wszelkie akta prawne lub kontrakty, podpisane przez tych nieszczęśliwych paryasów katolickich, i na potrójną karę: szubienicy, ćwiartowania i wyrzucenia wnętrzności skazywał każdego księdza, który, stawiając nogę na terytoryum angielskiem, nie wyrzekłby się swej wiary w ciągu dni trzech, każdą osobę, któraby nawróciła do katolicyzmu, albo któraby doń przywiodła kogoś innego12. Egzaltacya wszakże religijna, wybujała pod wpływem kazań szkockich predykantów kalwińskich, zakończyła się ruchem purytańskim, który wywrócił monarchię angielską i o śmierć przyprawił Karola I na szafocie w Whitehall. Wśród tej zawieruchy zginął anglikański Kościół episkopalny i zastąpił go szkocki system presbyteryalny. W 1660 r. przywrócił go Karol II; położenie katolików pogorszyło się jeszcze bardziej. gdy parlament postanowił wprowadzić przysięgę wierności; każdy katolik, który pragnął objąć jakikolwiek urząd cywilny lub wojskowy, musiał naprzód przysięgać, że uznaje najwyższą władzę króla nad Kościołem. Niemniej jednak Karol II był dobrze usposobiony dla swych katolickich poddanych, a ci wiele się spodziewali po bracie jego i następcy Jakóbie II; ale rewolucya z r. 1688 wszystkiemu przeszkodziła. Edykt tolerancyjny Wilhelma Orańskiego zabronił publicznego wykonywania kultu katolickiego, katolikom zabronił otwierać i prowadzić szkoły, oraz przeciął im drogę do wyższych stanowisk państwowych.
W szczególny jednak sposób zaciął się protestantyzm angielski przeciw katolickiej Irlandyi. Żadnemu księdzu nie wolno było pozostawać w tym kraju bez urzędowego zameldowania się u władzy państwowej; obiecywano wielkie wynagrodzenie tym, którzyby donieśli do władzy księży temu prawu opornych. Małżeństwa mieszane były przez prawo z góry uznane za żadne, a kapłani, którzy je błogosławili, bywali wieszani. Natomiast, każdy kapłan odstępca otrzymywał pensyę dożywotnią dwudziestu funtów szterlingów. Z katolikami obchodzono się, jak z rasą niższą; tak np. jeśli katolik uprawiał rolę na fermie, z której dochody przewyższały więcej, niż o jedną trzecią wydatki dzierżawne, wówczas katolika tego mógł według wszelkiego prawa wywłaszczyć każdy protestant, któryby chciał przyjąć koszta dzierżawy na siebie. Tak samo również, jeśli katolik posiadał konia, którego wartość przewyższała pięć funtów szterlingów, był obowiązany ustąpić go każdemu protestantowi, któryby chciał go kupić, byleby mu ten ostatni naprzód zapłacił rzeczone pięć funtów. Można było na potrzeby wojskowe zabierać konie, należące do katolików, którzy prócz tego płacili podwójną taksę na koszta wojenne. Gdy jaki protestant bezpośredniemi spadkobiercami miał katolików, dziedzictwo jego przechodziło do najbliższego spadkobiercy protestanckiego.
Prześladowania te wszakże, jakkolwiek były przykre, niczem były w porównaniu z nienawistnem gwałceniem wolności sumienia i władzy ojcowskiej, zastosowywanem przeciw wiernym katolicyzmowi Irlandczykom. Gdy dziecko katolika, jakkolwiek małoletnie i młode, oświadczało, że chciało zostać protestantem, porywano je własnemu jego ojcu i oddawano najbliższemu z krewnych protestantowi. Trudno pomyśleć, na jaką straszną samowolę bezbożne to prawo wystawiało spokój i szczęście irlandzkich rodzin katolickich! Jakimże sposobem sumienie małoletniego dziecięcia, jakim sposobem nierozwinięty jego umysł mógł zawsze uniknąć szkopułów i opierać się pokusom? Ale, wszak szło tylko o katolików i irlandczyków, a przeto angielscy protestanci uważali, że mają wszelkie prawo poniewierania najświętszemi dobrami i nieprzedawnioną nigdy swobodą sumienia. Taką tedy była tolerancya protestancko-anglikańska w Irlandyi13.
Daleko nam jeszcze do końca wszystkich opłakanych i zliczyć się nie dających skarg ludności katolickiej przeciw prześladowczym protestantom. Nic-eśmy jeszcze nie powiedzieli o smutnych czynach Chrystyana III i jego doradcy, Bugenhagen'a, w Danii, o postępowaniu Gustawa Wazy w Szwecji, o gwałtach popełnianych przez protestantów w Hollandyi, o wandalizmie i samowoli Hugenotów we Francyi. Ale przytoczone powyżej a niezaprzeczone fakta aż nadto dowodzą historycznej kłamliwości założenia, przypisującego protestantom zaprowadzenie tolerancyi społecznej w przedmiocie religii. Pożyteczniej będzie poszukać rozumnego uzasadnienia protestanckiej nietolerancji.
Tu właśnie widać zasadniczy błąd całego systemu. Kościół katolicki naucza, że posiada bezwzględną prawdę religijną, że nie błądzi się, gdy się wierzy w jego dogmata, gdy się jest wiernym jego moralności; Kościół sobie samemu zastrzega prawo ostatecznego orzekania bez apelacyi o znaczeniu dogmatycznych i moralnych ustępów Pisma św., którego dowolnie tłómaczyć zabrania. To też Kościół był przynajmniej logiczny, gdy ramieniu świeckiemu czyli władzy świeckiej oddawał tych poddanych swoich, którzy się okazali upartymi rokoszanami przeciw jego nauce.—Ale protestantyzm odrzuca zasadę powagi, oddaje na łup dowolnego badania i wszelkich przywidzeń osobistej egzegezy ten sam tekst Pisma św., którego najwyższą głosi powagę i z którego chce uczynić podstawę wiary. Odrzuca to znaczenie Pisma św., jakie w niem widzieli mężowie nadzwyczajnej świętości życia i głębokiej nauki, ludzie żyjący na wiele wieków przed ukazaniem się luterskiej i kalwińskiej herezyi; protestantyzm każdemu z wiernych przyznaje prawo sądzenia, czy nauczanie duchownego nauczyciela zgadza się z Pismem św., a jednocześnie przyznaje władzom świeckim prawo wyrokowania w ostatniej instancyi o rzeczach wiary. Cóż to za dziwna sprzeczność! I jakże się tu dziwić, że samo już poznanie tego wewnętrznego niedostatku protestantyzmu sprowadziło Papin'a do religii katolickiej? Uderzony przeciwieństwem pomiędzy protestancką zasadą o wolności badania i sądu, a pomiędzy praktyczną nietolerancyą protestantów, wielki ten, prawy i szczery umysł przyszedł do takiego rozumowania: „Jeśli droga powagi, której się rzekomo trzymają, jest niewinna i prawa, to już tem samem potępia ona początek protestantów, gdyż nie chcieli oni się poddać pod władzę Kościoła katolickiego; jeśli zaś przeciwnie, droga swobodnego poszukiwania, na którą protestanci w początkach swego istnienia wstąpili, była prosta i właściwa, w takim razie to samo wystarczy, by potępić drogę powagi, którą sobie przyswajają protestanci, by zapobiedz nadużyciom; i istotnie, otworem stała droga do największych nieporządków, wyrastających z bezbożności.”
Nie trzeba zresztą sądzić o protestantach ówczesnych z protestantów dzisiejszych. Począwszy od dwóch wieków z górą, racyonalizm w ich szeregach sprowadził olbrzymie spustoszenie, tak, iż powoli miejsce fanatyzmu zajęła obojętność religijna. Prawda, że zasada swobodnego badania sama przez się sprowadziła protestantów do tego indyferentyzmu, który logicznie wynika z ich doktryn, i w tem znaczeniu protestantyzm był bezpośrednią przyczyną, albo raczej jedną z przyczyn zaprowadzenia tolerancyi w zakresie religii. Atoli, dobrze zauważyć tu trzeba, że tolerancya rzeczona odczuwać się dawała tylko powoli i w miarę ciągłego osłabiania się wiary chrześcijańskiej w protestantyzmie; słowem, tolerancya religijna, w dzisiejszem znaczeniu tego wyrazu, jest owocem doktrynalnego rozkładu wielkiej herezyi XVI wieku.
Bibliografia:
Janssen, Geschichte des deutschen Volkes, t. II, III, IV i V. Döllinger, Die Reformation, ihre innere Entwickelung und ihre Wirkungen, 3 tom. Audin, Histoire de Luther. Audin, Histoire de Calvin. Magnin, Histoire de l’établissement de la réforme à Genève. Albert de Boys, Catherine d’Aragon et les origines du schisme anglican. Cobbett, Lettres sur l'histoire de la réforme. Lingard, History of England (tłóm. franc.). Gasquet, Henri VIII and the english Monasteries. Bellesheim, Kircheng. v. Schottland. De Beaumont, L’Irlande. Prampain. La conspiration des poudres, w czasop, Révue de questions historiques, 1887. E. Hervé, Les origines de la crise irlandaise w Révue des Deux Mondes, 1880. Duval, Le cathol. et le protest. devant les faits.
(J. Souben). R. P. K.
Footnotes
-
Janssen. Gesch. d. deutschen Volkes. t. II, str. 8. ↩
-
List Kalwina do ministra Forel’a. ↩
-
Janssen. Gesch. d. deutsch. Volkes. t. II, str. 189 i 190. ↩
-
Loc, cit. str. 220. ↩
-
Magnin, Histoire de l’établissement de la réforme à Genève, Paris, 1844, str. 165—193. ↩
-
Galiffe, Notices généalogiques sur les familles genevoises t. III, art. Gruet. ↩
-
Magnin. Op. cit. str. 358—371. ↩
-
Hesshus, Kirchengeschichte, t. IV, str. 39—47. ↩
-
Cobbett. Lettres sur l'histoire de la réforme, lettre IV. ↩
-
Gasquet O. S. B. Henry VIII and the english Monasteries. London, 1890. ↩
-
Prampain. La conspiration des poudres, w Revue des quest. hist. 1887. ↩
-
Duval. Le catholicisme et le protestantisme devant les faits. Str. 280—284. ↩
-
Duval, loc. cit. 280—284. ↩