PIELGRZYMKI.
I.
Nazwą tą oznaczamy podróże, przedsiębrane w duchu religijnym, a za cel mające jakieś miejsce lub przedmiot szczególnie święty.
II.
Dawny jak ludzkość sama, ten rodzaj pobożności opiera się na zasadach następujących, przez Kościół katolicki nauczanych. Cześć boska zewnętrzna jest rozumna, pożyteczna, konieczna. Pielgrzymki są jedną z form tej czci zewnętrznej, i słusznie odprawiać je można w duchu czci i uwielbienia, przebłagania lub dziękczynienia, pokuty lub zbudowania bliźnich. Bóg niekiedy wybierał pewne miejsca, pewne świątynie, pewne przedmioty, jak np. posągi, obrazy, relikwie, jako narzędzia swych objawień i swego miłosierdzia; i najzupełniej wypada, aby człowiek liczył się z tym bożym wyborem. Bóg często nagradzał pobożność pielgrzymów bardzo znacznemi łaskami. Chrystus Pan dla uczczenia swych świętych, swych aniołów, a zwłaszcza swej Matki Najświętszej chciał, aby ich pamięć i wstawiennictwo i ich skuteczność była związana z pewnemi pielgrzymkami. Jednakże, ponieważ w Kościele katolickim wszystko powinno być religijne, przyzwoite, właściwe, przeto też tenże Kościół przypominał często, zwłaszcza na Soborze Trydenckim (Sess. XXV, decret. 2), ostrożność i czujność, jaką biskupi rozciągać powinni nad tym rodzajem pobożności.
III.
Zarzucają pielgrzymkom: 1-o pochodzenie ich, które nazywają świeckiem, zabobonnem, śmiesznem, pogańskiem; 2-o uderzające w nich nadużycia, jak sprzedajność rzeczy religijnych, lekkość i światowość obyczajów, a niekiedy niemoralność postępowania; 3-o zasadnicze rzekomo błędy, jak np. przyobiecywane odpuszczenie wszystkich grzechów i wszelkich kar, jakie pielgrzymowi groziły, cudowna skuteczność, przypisywana pobożnym praktykom i modłom a mającym uwalniać dusze zmarłych z czyśca; 4-o nieopisane sceny egzaltacyi, fanatyzmu, łez i wołania, głośnych modłów połączonych z dziwnymi jakimiś gestami, łatwo udzielających się innym hallucynacyi, mniemanych wreszcie uzdrowień, jak to się aż nadto ich widzi od lat dwudziestu w Lourdes.
IV.
Że w pielgrzymkach religijnych mogą być nadużycia i że one rzeczywiście się czasem zdarzają, tego bynajmniej Kościół nie ukrywa. Dziesięć wieków temu synod w Chalon przepisywał już na to środki zaradcze; pięć wieków temu autor Naśladowania Chrystusa doradzał wielką w pielgrzymkach ostrożność; trzy wieki temu Sobór Trydencki (loc. cit.) wydawał odnośne do tego przedmiotu przepisy. Ale stąd daleko jeszcze do zakazu odbywania pielgrzymek, jakiegoby mądrość Kościoła nigdy wydać nie mogła.
1-o.
Pielgrzymki mogły wejść w życie albo celem zastąpienia przez nie uroczystości pogańskich i zupełnego zniesienia czci zewnętrznej pewnych pogańskich bóstw1, albo też dla popierania pewnych stosunków kupieckich i przemysłowych. Ale gdyby nawet tak było, to cóż w tem, pytam, byłoby nagannego? Być może nawet, że ta lub owa osobistość podejrzana, że jakaś relikwia zmyślona, lub fakt jakiś legendowy zyskał sobie tu lub owdzie przychylność opinii publicznej, ale wiemy skądinąd, że władza kościelna używała wszystkich środków, jakie jej wskazywała roztropność, by naprawić błędy tego rodzaju, jak to widzimy np. w historyi św. Marcina, który przez pogardę wywrócił ołtarz wzniesiony nędznemu jakiemuś łotrowi. Gdyby zaś wbrew zakazom władzy kościelnej, istniały jakie fałszywe pielgrzymki, w takim razie zabobonnego tego uporu nie należałoby przypisywać Kościołowi. (Ob. art. Cuda, Obrazy cudowne Matki Boskiej, Matka Boska Cudowna).
2-o.
Nie przeczę, że bywają nieraz nadużycia, ale dobrze byłoby zbadać je zbliska, by uniknąć bardzo niewłaściwego faryzajskiego zgorszenia: prawda, że bywają zwyczaje pospolite, ale niewinne i nieszkodliwe, które roztropny umysł będzie tolerował, a niespokojny i swarliwy niesprawiedliwie powiększał. Nie należy też mieszać ofiar pobożnych ze świętokupczym handlem; nie zawsze też można przeszkodzić ludziom mniej lub więcej delikatnego sumienia i uczuć próbować wzbogacić się nieco przy sposobności pielgrzymek: duch czasu zresztą zanadto wielką w tem odgrywa rolę. Światowość też w pielgrzymkach pochodzi najczęściej ze strony łączących się z wiernymi turystów, którzy się też odznaczają zazwyczaj lekkością obyczajów, za co znów Kościół nie może odpowiedzialności ponosić; gdyby mógł, chętnieby takich pielgrzymów wykluczył ze świątyń swoich.
3-o.
Przez pielgrzymki pokutne, zwłaszcza w średnich wiekach, otrzymywano często — i słusznie — rozgrzeszenia i odpusty, których ważność nie dziwi nikogo, kto choćby trochę jest obznajmiony z ówczesnymi zwyczajami w zakresie ekskomunik, interdyktów i pokut publicznych; co najwyżej możnaby się skarżyć na zanadto małą emfazę w niektórych formułach, dotąd zachowanych przez poszanowanie tradycyi. Wielokrotnie już Stolica Apostolska — a i świeżo nawet — przeglądać kazała te szumne katalogi łask i odpustów, oraz wykreślać z nich to wszystko, co mogła do nich przez wieki wprowadzić wyobraźnia.
4-o.
Prawda, że silne zdziwienie ogarniać może człowieka, gdy nie mając dostatecznych wiadomości historycznych, widzi takie szczególne pielgrzymki jak owa „procesya tańcząca” w Echternach; ale przyglądając się im zbliska, rychło przekonywamy się o mądrości Kościoła w poszanowaniu starych zwyczajów i tradycji, które początkowo nie raziły nikogo, a dziwnemi się stały jedynie wskutek swej starożytności i wskutek zmian, zaszłych w pojęciach i obyczajach ludów; zmiany zaś te nie zawsze są warte, aby im poświęcać całą czcigodną nieraz przeszłość. Czyż mamy im np. poświęcić gorliwość i prostotę naszych przodków w odbywanych publicznie i głośno modlitwach? Czyż mamy im poświęcić głębokie wzruszenie, jakie duch boży, „który tchnie gdzie chce,” może zarówno dziś jak niegdyś wywołać w tłumach, zgromadzonych pod chorągwią pielgrzymów? Czyżbyśmy mu poświęcili entuzyazm, z konieczności wywołany świetnemi i cudownemi łaskami, udzielanemi z wysokości wielu chorym i tym, którzy się za nich modlą? Bynajmniej, nic nas nie zobowiązuje do składania tego wszystkiego w ofierze nowoczesnym wymaganiom i względom ludzkim. Czujność zaś episkopatu francuskiego nad głośnemi pielgrzymkami narodowemi do Lourdes jest najlepszą rękojmią, że takowe nie przekraczają granic zdrowego rozsądku i poczucia chrześcijańskiego. Roztropność znów i niezwykła sumienność, z jaką się odbywa urzędowe badanie tak licznych w tem świętem miejscu faktów nadzwyczajnych, jest nam również pewnem poręczeniem, że wszystko to nie jest hallucynacyą i suggestyą, a tem mniej jeszcze zabobonem i oszustwem.
Gwałtowne wyrażenia, jakich przeciwnicy nasi używają przy wykazywaniu tego wszystkiego, co sami w tych nadzwyczajnych faktach uważają za przesadne, są oczywiście niesłuszne i ze spokojem, w nauce koniecznym, niezgodne. Jeśli bywają w Lourdes jakie nadużycia, Ja, pierwszy je ganię i potępiam; ale konieczny na ich stwierdzenie i ocenę sprawdzian znajduje się w ręku Kościoła: do niego należy badać i sądzić. To tylko mogę tu powiedzieć, że akta urzędowe, a zwłaszcza ostatnia z odnośnych odezw odezwa biskupa Tarbes, do którego dyecezyi należy Lourdes, pozwalają nam wierzyć, że Kościół nic tam nie gani i nic nie potępia. (Prw. art. Lourdes, Loretto, Mrg. Germain. Le Mont Saint-Michel; Hilaire. Notre-Dame de Lourdes). (Dr. J. Didiot). X. W. S.
Footnotes
-
Prw. Bergier. Dict. de Theol. Pélerinage. ↩