ODPUSTY.
I.
O ile stosują się do ludzi żyjących, odpusty są to akty jurysdykcyi kościelnej, zmniejszające lub całkowicie odpuszczające kary doczesne, sprawiedliwości boskiej należne od grzesznika żałującego i rozgrzeszonego. O ile zaś są one stosowane do dusz zmarłych, w czyśćcu cierpiących, nie są już aktami jurysdykcji, lecz prośbami i błaganiami zanoszonemi do Boga, aby raczył zmniejszyć lub całkowicie odpuścić kary doczesne, któremi, te dusze są obciążone, i to w tej samej mierze, w jakiej też same kary byłyby przez władzę kościelną odpuszczone poddanym jej zarządowi wiernym, którzy zrzekają się na korzyść umarłych tego osobistego owocu, jaki mieli prawo dla siebie wyciągnąć z przyznanych im i pozyskanych odpustów. Czy więc będą stosowane do żyjących czy do umarłych, odpusty zawsze są aktem macierzyńskiej dobroci Kościoła dla jego dzieci. Atoli, nie są one rozgrzeszeniem czyli czystem i prostem odpuszczeniem: zgodnie z wyrokiem woli Bożej, naruszony przez grzech porządek moralny wymaga expiacyi czyli pokuty, która się dokonywa w pokutującym przez miłość nadprzyrodzoną, albo przez cierpienie nadprzyrodzonym sposobem znoszone. Cierpienie ponosił Odkupiciel w nieskończonym stopniu i doniosłości: toż samo N. M. Panna, święci Pańscy, sprawiedliwi, nie w stopniu nieskończonym wprawdzie, ale bardzo znacznym. Cierpienie to Bogu ofiarowane i ściśle przez Boga brane na uwagę, stanowi skarbiec duchowy zadosyćuczynienia, zostawionego do rozporządzenia Kościoła. Cierpienia te i zadośćuczynienia, zawarte w tym niewyczerpanym skarbcu, można dodać do osobistych cierpień i zadośćuczynień grzeszników: jak się to dzieje przy spełnianiu Sakramentów św, i przy odprawianiu ofiary eucharystycznej, tak, iż w miarę tego dodatku, odpowiednio się zmniejsza dług kar doczesnych, na grzeszniku ciążących. Kościół, na mocy swej władzy, władzy kluczów, jak ją zazwyczaj nazywają, ma prawo czerpać w tym skarbcu duchowym, a zaczerpnięte tam środki stosować jako całkowitą albo częściową spłatę kar, których nawrócony grzesznik jest winnym sprawiedliwości boskiej: jest-to odpust zupełny albo częściowy. Zazwyczaj, aby dostąpić odpustu, spełnić trzeba pewne warunki; jak np. modlitwy, dobre uczynki, umartwienia i t. d.; ale warunkowa ta forma nie należy bezwzględnie do istoty odpustów, które mogły być niegdyś i jeszcze dziś mogłyby być inaczej przyznawane.
II.
Katolicka nauka o odpustach opiera się na fakcie udzielenia hierarchii kościelnej władzy kluczów (Mat. XVI, 19; XVIII, 19); na postępowaniu św. Pawła z kazirodcą z Koryntu (II Korynt. II, 7—9; prw. I Kor. V, 4—6); na teoryi i praktyce Kościoła rzymskiego i innych Kościołów, zwłaszcza Kościoła Afrykańskiego w czasach prześladowania. Opiera się również ta nauka na dogmacie o zadośćuczynieniu powszechnem i nieskończonem, jakie Bogu ofiarował Odkupiciel, na dogmacie o świętych obcowaniu i na tym niezawodnym fakcie, że Najświętsza Panna, święci, sprawiedliwi, cierpieli więcej, i nadprzyrodzonym sposobem odpokutowali więcej, aniżeli osobisty ich stan moralny wymagał. To też sobór Trydencki, odwołując się do powagi wielu soborów bardzo dawnych (Ancyrański, Neocezarejski, Nicejski, Kartagiński IV i t. d.), oraz bardzo sławnych (Olermoncki, Lyoński I, Lyoński II, Vienneński), mógł nazwać odpusty „łaskami duchownemi“ i „niebiańskiemi skarbnicami Kościoła,“ których użycie przynosi korzyść „pobożności. (Sess. XXI, de Reform. c. IX). Mógł też ten Sobór nauczać, że władzę przyznawania odpustów udzielił Chrystus Kościołowi, że Kościół używał jej od najdawniejszych czasów, i że ten zwyczaj jest bardzo zbawienny „dla chrześcijańskiego ludu.“ (Sess. XXV, Deer. de Indulg.). Mógł wreszcie wyklinać (ibid.) tych, którzy uważają odpusty za niepożyteczne, albo którzy przeczą, aby Kościół miał władzę ich udzielania.
III.
Przeciw tej nauce i przeciw udzielaniu odpustów liczne podnoszono zarzuty. Podajemy tu główniejsze niektóre:
- Odpusty nie mają określonego przedmiotu: grzesznik skruszony i rozgrzeszony nic więcej nie potrzebuje.
- Ponieważ one są tylko odpuszczeniem kar kanonicznych, dziś już wyszłych z użycia, przeto nie mają żadnego znaczenia w oczach bożych.
- Śmieszna-to rzecz do tego zniesionego prawodawstwa używać form przestarzałych w rodzaju tych np.: odpust 40 lub 100 dniowy, odpust 7 lat i 7 kwadragen, zupełny lub częściowy, dla żywych lub dla zmarłych! Czyż-to umarli potrzebują odpustu, albo czyż mogą zeń korzystać?
- Odpusty są zachętą do grzechu, a nie do pokuty.
- Sprzedawano je przez licytacye publiczne, i one stanowiły przedmiot gorszącego handlu, przeciw któremu trzeba było wmieszania się protestantyzmu.
- Kościół znajduje w nich jedno z najlepszych źródeł dochodu i dla tego właśnie ich podtrzymuje, aczkolwiek wie dobrze skądinąd, że w podobnym przedmiocie jego władza rozgrzeszenia i odpuszczenia jest żadna.
- Zresztą, dziwnie zmienił się Kościół w rozdzielaniu tych mniemanych przywilejów, które ani są podobne dziś do tych, jakie były w średnich wiekach i w pierwotnym Kościele.
- Co się tyczy skarbnicy odpustów, to dobrze wykazali protestanci, że niemasz innej nad tę, którą te odpusty napełniają dzięki łatwowierności ludu.
- Sam Rzym musiał się zgodzić na to, że do tej sprawy wdarło się dużo oszustwa, zabobonów i nadużyć, i sam on pracuje dziś jeszcze nad tem, aby w przedmiocie odpustów zaprowadzić więcej nieco przyzwoitości i prawidłowości.
- Najsumienniejsi teologowie, nie mogąc usunąć odpustów, próbowali przynajmniej zmniejszyć i udoskonalić ich używanie; przypominali papieżom i biskupom, że aby udzielać odpustów, trzeba ważnych rzeczywistych pobudek, odpowiednich przywilejowi, o jaki tu chodzi. wiernemu zaś ludowi przypominali, że nie mógł pozyskać odpustów bez uprzedniego spełniania z wielką żarliwością osobistych czynów pokutniczych.
- Ołtarze uprzywilejowane, obrazki z odpustami, zbiorki modlitw odpustowych, heroiczny akt ustąpienia odpustów duszom czyścowym i t. p. rzeczy tak dalej nie mogą być cierpiane, że synod w Pistoi, odbywany pod kierunkiem pobożnego biskupa Ricci, a przy pomocy wielu uczonych i pobożnych katolików, nie mógł się wstrzymać od ich zwalczania.
IV.
Odpowiedź, jaką na te zarzuty podamy, dokładniej określi i żywiej wyjaśni ten przedmiot, tak mało znany a złośliwie przekręcany.
- Przedmiot odpustów jest bardzo realny. Grzesznik w buncie przeciw Bogu, nietylko zasługuje na piekło; zanim się tam dostanie, nie ma on prawa do dóbr i przyjemności doczesnych; a jeśli Bóg pozwala mu ich używać, to jedynie przez swą opatrzność i miłosierdzie. Podług ścisłej sprawiedliwości, grzech śmiertelny zasługuje na wszystkie kary doczesne i na karę wieczną. Zapewne, rozgrzeszenie sakramentalne odpuszcza razem z grzechem karę wieczną; nadprzyrodzona miłość skruszonego grzesznika dla Boga może mniej lub więcej, a niekiedy nawet całkowicie — znieść dług kar doczesnych; pokuta sakramentalna ma również szczególną skuteczność pod tym względem; wreszcie nawet dobrowolne lub chętnie przyjęte zadośćuczynienia i pokuty penitenta samego oraz innych, którzy je nań podejmują, z pewnością zmniejszają dług jego. Ale ileż-to razy się zdarza, iż niedostateczna jego miłość dla Boga, niedostateczna sakramentalna lub osobista pokuta, brak pomocy bratniej w tem trudnem dziele pokuty, przywiązanie człowieka do grzechu powszedniego aż do śmierci trwające, tak wielkim ciężarem przygniatać go będą, że odeń będzie się mógł uwolnić dopiero po wielu latach pobytu w czyśćcu! Celem właśnie tego zmniejszenia albo całkowitego usunięcia tego ciężaru udziela Kościół odpusty żyjącym i umarłym.
- Wierne dopełnianie kar kanonicznych w dawnej karności kościelnej miało rzeczywistą wartość w oczach bożych: a gdy Kościół ówczesny zmniejszał ich wielkość, często przygniatającą słabość grzeszników, ofiarowywał Bogu za nich odpowiednie zadośćuczynienie, zaczerpnięte ze skarbnicy duchowej; bez tego zaś zadośćuczynienia poświęcałby się człowiek niechybnie na daleko dłuższy i daleko straszniejszy czyściec. Macierzyńska ta względem grzesznika pobłażliwość była już wówczas duchowym i teologicznym odpustem, którego pojęcie już wyłożyliśmy. Dziś pokuta kanoniczna jest już zniesiona, i oczywiście dzisiejsze odpusty odnoszą się do niej tylko przypadkowo i zupełnie zewnętrznie; nie łączą się też one z pokutą sakramentalną, którą Kościół utrzymuje po za i po nad odpustami; te ostatnie bywają udzielane w imię Odkupiciela przez całkowite lub częściowe skreślenie kar doczesnych, jakich sprawiedliwość wieczna ma prawo żądać od grzesznika, dopuszczonego do pokuty. W tych zaś warunkach jakże można powiedzieć, że odpusty mają znaczenie tylko ceremonialne albo nawet czysto archeologiczne?
- Wiele formuł, w jakich odpusty bywają udzielane, pochodzi z czasów, kiedy karność pokuty kanonicznej była w pełnym rozwoju; ale niema się prawa temu dziwić albo z tego szydzić. Te same bowiem formuły jasno i doskonale wypowiadają rozległość przyznanego w odpuście przywileju: tak więc wyrażenie „sto dni odpustu“ oznacza, że Kościół rzeczywiście i wobec Boga odpuszcza pewną ilość kar doczesnych, równą tej, jakąby się zyskiwało, gdyby się dziś pokutowało przez sto dni podług dawnej surowej karności pokutnej pierwszych wieków Kościoła; siedm lat i siedm kwadragen odpustu równa się odpuszczeniu tej ilości kary doczesnej, jakąby się uzyskało, pokutując dziś podług tejże karności przez siedm lat i przez siedm Wielkich Postów, w czasie których zwiększano zwykłą w ciągu roku surowość pokuty; odpust zupełny jest odpuszczenie wszystkich kar doczesnych, jakich kto jest winien na sumieniu; odpust za zmarłych jest ustąpieniem na korzyść dusz czyśćcowych tych zadosyćuczynień czyli pokut, jakie zyskało się dla siebie samego, a jakie Kościół w ten sposób przenieść pozwala na dusze, trzymane zdala od nieba przez długi, tu na ziemi zaciągnięte, czy to przez grzechy śmiertelne już odpuszczone, czy też przez grzechy powszednie przebaczone lub nie przebaczone. Nic nad to rozumniejszego, jaśniejszego.
- Odpusty są, bez żadnej wątpliwości, ulgą i macierzyńską pobłażliwością. Ale bardzo przypominają one grzesznikowi jego grzechów, surowość sprawiedliwości bożej, kary czyśćcowe, czystość duszy, wymaganą do osiągnięcia nieba, potęgę i dobroć Zbawcy oraz Jego Kościoła, olbrzymią korzyść ze świętych obcowania, zacność czynów miłosierdzia, wykonywanych na korzyść dusz czyśćcowych i t. d. Są one przeto wielką praktyczną zachętą do życia dobrego i dobrej śmierci. Jeśli zaś gnuśni i nieoświeceni chrześcijanie nadużywają odpustów, aby więcej grzeszyć, to na nich samych spada odpowiedzialność za to.
- Historycy protestanccy przesadzają ilość nadużyć, których powodem były odpusty, a my moglibyśmy dać na to poważniejsze dowody. Niemniej jednak przyznajemy, iż rzeczywista była liczba nadużyć pod tym względem, które Sobór Trydencki nie wahał się stwierdzić i nadzwyczaj energicznie napiętnować (loc. cit.). Nie czekano zresztą Lutra i jego towarzyszy, aby ogłosić i zreformować opłakane zboczenia, jakim ulegli niektórzy kwestarze i głosiciele odpustów: nie omieszkały karcić ich sobory Lateraneński, Lyoński, Vienneński, aczkolwiek nie mogły im całkowicie zapobiec. Sobór Trydencki był pod tym względem szczęśliwszy a może energiczniejszy. Ale czyż można z powodu nadużyć zewnętrznych jakiejś rzeczy wnioskować iż rzecz ta jest wewnętrznie zła sama w sobie? Oczywiście że nie.
- Mówić, że odpusty są najlepszym dochodem Kościoła, jest to nie wiedzieć, co się w rzeczywistości dzieje. Rzecz dziś możliwa, a odnośnie do średnich wieków pewna, że wiele świątyń oraz instytucyi miłosierdzia i nauczania w znacznej części zawdzięcza swe powstanie i utrzymywanie się odpustom, udzielanym ich dobroczyńcom. Ale stąd jeszcze daleko do sprzedaży i do świętokupczego wyzysku jaki Kościołowi zarzucają. Jeśli Kościół używa tu władzy kluczów, to znaczy, że ją posiada i że jej nie może posiadać bezużytecznie. Używał jej wpierw jeszcze, zanim przy wykonywaniu tej władzy wmieszały się jakiekolwiek kwesty. Używa zaś odpustów nieskończenie częściej, gdy ta przymieszka kwesty nie istnieje wcale, aniżeli kiedy ona istnieje. Po tem zaś wszystkiem któż będzie strofował Kościół za to, że uznaje i nagradza, nie mówię, że kupuje lub płaci—przywilejami duchownymi objawy synowskiego przywiązania i szlachetności swych dzieci? Może to dowcipnie, ale z pewnością bardzo kłamliwie—przypisywać papiestwu i episkopatowi jakieś nadużywanie władzy i handel, będące w wyraźnej sprzeczności z ich rzeczywistym charakterem, i jeśli z zewnątrz Kościoła można się mylnie na tę sprawę patrzeć, to nigdy z jego wnętrza.
- Teologowie nowożytni doskonale rozróżnili trzy okresy w dziejach odpustów; początkowo były to przedewszystkiem rozgrzeszenia, następnie zamiany, a począwszy od wieków średnich odpusty rozgrzeszające i zamieniające. Ale równocześnie ciż sami teologowie udowodnili, że istotowe pojęcie odpustów, takie jakieśmy na początku podali, pozostało zawsze toż samo pod rozmaitemi formami: odpust był zawsze i zawsze pozostanie odpuszczeniem ze strony Kościoła kar doczesnych, jakich sprawiedliwość Boża wymaga od nawróconego grzesznika. Protestanci naśmiewali się bardzo ze skarbnicy odpustów albo raczej zadosyćuczynień Chrystusa Pana i świętych: nie udowodnili oni jednak tego ani nie udowodnią nigdy, aby Zbawiciel nie uczynił zadość nieskończenie więcej, aniżeli potrzeba było dla zbawienia świata; aby święci nie czynili więcej pokuty, aniżeli było potrzeba dla odpokutowania za ich własne grzechy; aby Bóg zapomniał lub bezużytecznem uczynił jakiekolwiek z tych nadmiernych i zbywających zadośćczynień i pokut; aby władza związywania i rozwiązywania, zatrzymywania lub odpuszczania grzechu lub następstw tego, nie rozciągała się aż do kar doczesnych, na grzesznika zsyłanych. Otóż, skoro ani jednego z tych zdań przeczących nie udowodnili, przeto nie mają żadną miarą prawa przeczyć tradycyjnej nauki Kościoła o skarbnicy odpustów; nie mają prawa kuć z niej pojęć śmiesznych i przypisywać ich Kościołowi, który ich nigdy nie miał.
Powiedzieliśmy, co trzeba sądzić o rzekomych nadużyciach wcześniejszych od Soboru Trydenckiego i reformy, dokonanej przez to zarówno uczone jak pobożne zebranie. Ze niektóre z tych nadużyć — mniej krzyczące a najjaskrawsze — z trudnością znikały lub łatwo odżywały, nic nadto naturalniejszego, zważywszy przywiązanie natury ludzkiej do złego i skłonności do powrotu do grzechu. Stąd idzie ciągła praca św. Kongregacyi Odpustów w Rzymie nad usuwaniem wszelkiego błędu i wszelkiego nadużycia, a także nad poprawianiem prawodawstwa, w którem Ojcowie Trydenckiego Soboru zalecili pewne zmiany (Sess. XXV. loc. cit.). Wnioskować z tego o błędności omawianej tu nauki, byłoby to prowadzić najbłędniejsze rozumowanie.
-
Niegodną przypisuje się myśl niektórym nadmiernie surowym teologom, jak np. Cajetano'wi lub Euzebiuszowi Amort'owi, gdy się im podsuwa zamiar zniesienia odpustów, z powodu że pragnęli więcej oględności w ich udzielaniu i więcej utrudnień w ich pozyskiwaniu. Autorów tych wyparła się Szkoła; rygorystyczne ich żądania odepchnięto, jako nie dość faktycznie i prawnie uzasadnione, zważywszy, że Kościół nie jest znów tak dobroduszny, aby im wierzył, i że odpusty nie są, jakby oni chcieli, prostym tylko dodatkiem do starań i do osobistej pokutniczej żarliwości wiernych. Ci wszakże teologowie bynajmniej nie zasługują na potwarcze miano odgłosu Wikleffa, Husa, Piotra z Osma i Lutra.
-
Co zaś do jansenistowskiego Scipiona Ricci i jego zuchwałego synodu w Pistoi, to niestety, nie mamy potrzeby go bronić od zarzutu jansenizmu, aż nadto uzasadnionego własnemi jego słowami i czynami. Również nie potrzebujemy mówić, że następcy ich w walce z odpustami nie byli wcale katolikami z przekonania, lecz więcej lub mniej wyraźnymi jansenistami lub racyonalistami: że książki, obrazki, katalogi odpustów lub praktyki pobożne, przez Stolicę Apostolską zatwierdzone, są najzupełniej bez zarzutu.
(Prw. znakomity art. „Odpust“ w Encyklop. Kośc. X. bpa Nowodworskiego, t. XVII, art. Odpust).