MISSYE.

W artykule niniejszym niema mowy o owych czynnościach religijnych, zmierzających do nawrócenia lub moralnego udoskonalenia ludów już katolickich; pod nazwą missyi rozumiemy tu owe dzieła opowiadania słowa bożego, nauczania i miłosierdzia, jakie podejmuje po całym świecie Kościół katolicki celem nawracania niewiernych i heretyków. Dzieła tego rodzaju są dalszym ciągiem posłannictwa, spełnionego przez Jezusa Chrystusa na ziemi, a następnie w całości powierzonego przezeń apostołom. Dzieła te są jednym z najwidoczniejszych objawów apostolskości, katolickości i świętości Kościoła. W apologetyce zatem missye posiadają szczególną doniosłość i niezwykłe znaczenie, które wrogowie Kościoła starają się obniżyć przez następujące uwagi.

II. Zarzuty.

  1. Żarliwość o missye bywa przejściowa w Kościele.
  2. Żarliwość ta bywa wynikiem pewnych wypadków społecznych, politycznych, umysłowych lub moralnych, które nic wspólnego nie mają z nadprzyrodzonością.
  3. Żarliwość ta bywa w pewnych okolicznościach jednakowa zarówno u pogan, buddystów, mahometan, chińczyków, protestantów, jak u chrześcijan-katolików.
  4. Środki, jakimi się ta żarliwość posługuje, nie zawsze bywają bardzo czyste, ani w ich doborze nie bywają lepsi od innych wyznań.
  5. Skutki tej żarliwości bywają niekiedy dobre, często mierne, często nawet bardzo szkodliwe, jakich ani zdrowa filozofia, ani teologia chrześcijańska pochwalićby nie mogła; w czem znów położenie missyi katolickich nie bywa ani lepsze ani gorsze od innych.
  6. Sami nawet missyonarze, do jakiejkolwiek należeliby religii, bywają jednakowo pozbawieni w ogólności przynajmniej dostatecznego przygotowania i dostatecznej bądź moralnej bądź też umysłowej powagi.
  7. Z wykonywania tej mniemanej żarliwości apostolskiej może wprawdzie ciągnąć zyski polityka ludzka, ale też ona sama tylko na tej żarliwości korzystać będzie; słowem, lepiej byłoby się ograniczyć na zwykłych naukach zdrowego rozsądku i oświaty naturalnej, aniżeli pod płaszczem zbawienia dusz albo wzmacniania zachwianej apologii wywoływać opłakane zmiany w obyczajach, w wierzeniach i w urządzeniach społecznych.

III. Odpowiedzi.

  1. Żarliwość apostolska nie była i nigdy nie będzie przejściowa w Kościele katolickim; może ona tylko być mniej lub więcej gorąca, mniej lub więcej pozbawiona zewnętrznych objawów i swej działalności, mniej lub więcej w dążnościach swych popierana lub tamowana. Ale historya świadczy, że od powrotu Chrystusa do nieba, żarliwość ta nigdy nie przestała rozszerzać królestwa Chrystusowego. Co w niej było przejściowem, to współudział, jakiego ona potrzebuje ze strony możnych i potężnych tego świata; a ci, przyznać to trzeba, nie zawsze się przedstawiali w miarę konieczności do umożebnienia i uowocnienia ewangelicznego opowiadania. Ich to przedewszystkiem wina, że ziemia cała nie jest dotychczas chrześcijańska. Ich walki wewnętrzne, chwiejność, gnuśność, a częstokroć bezbożny opór „zatrzymały prawdę w niewoli niesprawiedliwości.”

  2. Mogą wprawdzie czynniki polityczne i społeczne, jak np. odkrycie i podbój krajów nieznanych, ciekawość i zamiłowanie do badań naukowych, przyczyniać się do rozszerzania się apostolstwa katolickiego, ale tylko w bardzo nieznacznej mierze. Głównem źródłem i istotnym zasiłkiem tego apostolstwa jest wpływ Ducha św., assystencya, jaką Zbawca przyobiecał dać swemu Kościołowi, biskupia lub kapłańska konsekracya z właściwemi jej łaskami, miłość wreszcie Boga i dusz ludzkich zbawienia.

  3. Ów szał najazdów i dzikich podbojów, jaki się niekiedy objawiał u ludów pogańskich, najzupełniej się różni od żarliwości missyonarzy katolickich. Szał ten bywał tak dalece przejściowy, że nieraz zupełnie zanikał, jak np. u braministów, mahometan i chińczyków; posiadał on charakter i cel polityczny, działał za pomocą siły fizycznej, za pomocą gwałtów i zepsucia; nie bywał ani owocem jakiejś czystszej nauki i cnoty, ani przyczyną jakiegoś niezaprzeczonego umysłowego i moralnego polepszenia: przedewszystkiem zaś nie posiadał posłannictwa bożego i nadprzyrodzonej powagi. Protestanci znów, rozpocząwszy tak samo jak albigensi i waldejczycy od ogłoszenia swej nauki albo raczej od fanatycznych rozruchów, wstrzymali się potem prawie zupełnie od wszelkiego prozelityzmu; następnie zaś, chcąc sobie zjednać sławę apostolstwa, zorganizowali—w niektórych krajach przynajmniej, takich jak Anglia naprzykład—towarzystwa biblijne, oraz missye, bardzo odmienne od metody, jakiej się trzymał Chrystus i apostołowie. Sam tylko nasz Kościół jest missyonarzem, i to missyonarzem na sposób Chrystusa i Apostołów.

  4. Słowo tylko wspominamy — i to wystarcza — o sposobach propagandy, jakich używano w najazdach pogańskich, oraz w walkach sekciarskich średniowiecza i XVI wieku. Ogółem biorąc, rzeczone sposoby propagandy złagodniały w dzisiejszych missyach angielskich, ale rzecz to stwierdzona, że męczeństwo i bohaterstwo charakteru, w czystości życia, są sposobami apostolstwa, przez Chrystusa Pana pozostawionymi naszym tylko missyonarzom katolickim. Jeśli zaś niektórzy z tych ostatnich mogli się dać wciągnąć do czynów gwałtu, starannie podnoszonych przez ich przeciwników, to przyznać trzeba, że są-to plamy niesłychanie rzadkie, nic nie znaczące w tej olbrzymiej i świetlanej całości wszystkich cnót, jakich nauczał i jakie polecał Chrystus i Jego uczniowie. Kategoryczne pod tym względem świadectwa oddają naszym missyonarzom podróżnicy i sami nawet protestanccy predykanci.

  5. Roczniki dzisiejszych missyi, jako też poświęcone rozwojowi tych ostatnich prace historyczne i statystyczne dowodzą, że postęp działalności katolickiej na polu missyjnem zaznacza się i wzrasta bezustannie. W chwili kiedy to piszemy, około pięćdziesięciu towarzystw missyjnych obsługuje więcej niż sto siedmdziesiąt krajów missyjnych. Samo tylko towarzystwo missyi zagranicznych w Paryżu stoi na czele dwudziestu pięciu missyi olbrzymich, zaludnionych 204 milionami niewiernych, a 900,000 katolików; w roku 1887 rzeczone towarzystwo missyjne ochrzciło 22,000 dorosłych pogan, a 172,000 dzieci pogańskich im articulo mortis, nie licząc 38,000 dzieci chrześcijańskich; posiada ono 2,500 kościołów i kaplic, 1500 seminarzystów, 50,000 wychowańców lub sierot. I któż powie, że rezultaty takie są mierne? Wiem ja o tem dobrze, iż długich lat nieraz potrzeba, a nawet długich wieków pracy, cierpienia i męczeństwa, aby obrobić ziemię niewdzięczną, która się wydaje być własnością szatana; ale czyliż cierpliwość apostołów nie jest najlepszym dowodem boskości ich apostolstwa? Wiem również, iż nawróceni poganie odrazu nie pozostawiają swych braków i słabości w wodach chrztu św.; ale cóż to może znaczyć przeciw Ewangelii? Któżby śmiał dziś utrzymywać to, co z całym cynizmem utrzymywali filozofowie ostatniego stulecia, zwłaszcza uczniowie Rousseau, że połowiczna cywilizacya, zaprowadzona razem z wiarą chrześcijańską pomiędzy barbarzyńcami i dzikimi, mniej warta od stanu natury, albo raczej od stanu upadku, w jakim te ludy zastali nasi missyonarze? Jeśli zaś u pewnych plemion do dawnych występków przyłączyły się nowe, to z ręką na sercu nie obawiamy się twierdzić, że wina-to heretyków, złych katolików, apostatów, którzy umieli znaleść sposób gorszenia samych i nawet dzikich, — ale nigdy nie jest-to winą biskupów i księży katolickich.

  6. Dopuszcza się pewnej niedokładności, kto twierdzi, że nasi missyonarze wcale nie są przygotowani do prowadzenia missyi. I owszem, przechodzą oni wszyscy przez specyalne seminarya czyli nowicyaty, których pierwowzorem jest sławna Propaganda w Rzymie, albo też przez pewne zakłady wychowawcze lub seminarya, założone niedaleko od krajów przyszłej ich działalności: w tych to właśnie zakładach oswajają się oni z klimatem, z językiem, obyczajami i rozmaitemi trudnościami swych missyi. Z tem poważnem bardzo przygotowaniem łączą powagę modlitwy, pracy i całkowitego zaparcia się siebie. Tego wszystkiego zaś nie można powiedzieć o missyach protestanckich, którym, jak to łatwo dostrzegają i bardzo głośno wypowiadają sami nawet tuziemcy, nazbyt często niedostaje tego przygotowania i tej powagi życia wyłącznie poświęconego religii.

  7. Jednem z głównych zleceń, jakie Stolica Apostolska udziela missyonarzom, jest to, aby unikali wszelkich spraw politycznych, i żałuje, że państwa zachodnie pod pozorem popierania missyi używają je niekiedy jako działaczy kolonizacyjnych czyli przygotowawców anneksyi. Wiedzą doskonale missyonarze, iż nie takie jest ich zadanie; wstrzymują się też od naśladowania protestanckich pastorów, których główną missyą bywa najczęściej służenie sprawom państwowym albo kupieckim. Jeśli niekiedy katoliccy missyonarze uczą kochać i czcić swą ziemską ojczyznę, pracując jednocześnie nad rozwojem Kościoła, ojczyzny dusz, to w każdym razie są-to drugorzędne tylko usiłowania. Ani ich wyłącznie za to chwalić, ani też potępiać nie można. Głównem ich zadaniem pozostaje zawsze zbawienie dusz ludzkich i umożebnienie poznania Jezusa Chrystusa; ażeby się zaś módz wyśmiewać z takiej ich ambicyi, trzeba naprzód stracić wszelkie nawet elementarniejsze pojęcie o wierze, że misyonarze katoliccy bywają głównie powodowani pragnieniem wzmocnienia chwiejącej się apologetyki, — znaczy to nie znać ich zupełnie. Dodają oni wprawdzie nowego blasku apostolskości, katolickości i świętości Kościoła, ale zanadto wysokie mają serce i umysł, aby tylko o tem jednem marzyć mogli. Jeśli rezultatem ich apostolstwa bywa zmiana obyczajów a niekiedy i urządzeń społecznych, którą to zmianę zwracają ku chwale bożej, to cieszą się z tego serdecznie, a któż im to brać za złe będzie? Jeśli zaś usiłowania pozostają bez skutku, nikt nad tem bardziej od nich nie boleje, i nikt nie ma prawa o te nieudane rezultaty pomawiać Ewangelii i katolickiego apostolstwa, którego dobre lub złe skutki zależą od dobrej lub złej woli człowieka.

Zawnioskujmy przeto, że nie odmawiając bynajmniej istnienia i pewnych dobrych skutków missyi protestanckich, przyznać wszakże trzeba, że pod względem rezultatów religijnych i moralnych missye protestanckie daleko niżej stoją od missyi katolickich, i że te ostatnie, aczkolwiek nie są pierwszorzędnym dowodem apologetycznym, stanowią przecież niezbite świadectwo życia nadprzyrodzonego, przez Chrystusa Pana Kościołowi udzielonego.

Prw. Marshall, Hist. des missions catholiques. Perrone. De Missions catholiques comparées aux missions protestantes; Annales de la propagation de la foi, jak również: Les Missions catholiques, dwa bardzo ważne czasopisma, wydawane w Lionie. O. Werner S.J. Atlas des Missions catholiques. Dr. Isaac Taylor, artykuły jego o angielskich missyach protestanckich w czasop. „Fornigthly Rewiew” z r. 1889 i t. d. i t. d.

(Dr. D.).