LIGA ŚW. i STOLICA APOSTOLSKA.

Ponieważ liga była związkiem katolików, mającem na celu obronę przeciw protestantyzmowi, oraz nadanie polityce państwa francuskiego kierunku całkowicie katolickiego, przeto w zasadzie była zatwierdzana przez papieży. Lecz Liga dążyła do swego celu wśród niesłychanie chaotycznego zamieszania, które nieraz musiało popychać ligistów bądź do gwałtów, bądź do wymagań prawom królewskości przeciwnych, bądź wreszcie nawet do aliansów, z niezależnością narodową niezgodnych; stąd dla polityki papieskiej wynikało niebezpieczeństwo wciągnięcia się do współudziału w czynach kompromitujących. Jakie było stanowisko papieży wobec czynów Ligi? Oto, co chcemy tu pokrótce wyłożyć.

Liga trwała blisko lat dwadzieścia, ale prawdziwie czynne i wpływowe jej znaczenie przypada na dziesięć ostatnich lat jej istnienia (1585—1595). Aż do śmierci księcia d'Anjou, brata i spadkobiercy Henryka III, zdarzały się tu i owdzie we Francyi związki więcej lub mniej potężne, zawierane celem obrony wiary katolickiej przeciw Hugonotom; lecz ze śmiercią tego księcia doszły one do najściślejszego ze sobą zjednoczenia. W historyi tych lat dziesięciu trzeba rozróżnić Ligę za Henryka III od Ligi za Henryka IV-go, a w tych dwóch różnych okresach jej istnienia dostrzec będzie można również odmienne fazy, w których polityka Stolicy Apostolskiej miała możność uwydatnienia się.

Rok 1585 jest czasem wielkich nadziei dla przywódców Ligi. Książe Gwizyusz, rzeczywisty jej przywódca, zawarł z królem Hiszpanii traktat odnośnie do króla Nawarry, orzekający w zasadzie, że korona Francyi nie powinna zdobić skroni heretyka; nominalny przywódzca Ligi, stary kardynał de Bourbon, ogłasza manifest w Peronne: „stek ludu prosty, powiada Palma Cayet, zaciągnął się w regiestra.” Nuncyusz papieski chłodno ruch ten traktował: „Wielu zwolenników Gwizyuszów, pisze on, chwieje się, widząc ich, jak z dnia na dzień zajmują coraz więcej miejscowości ufortyfikowanych, i wprowadzają do kraju obcych żołnierzy, przyczyniających ludowi ciężkich udręczeń; lud się obawia, aby nie szło tu raczej o pozbawienie króla władzy, aniżeli o obronę religii.” Henryk III zrozumiał położenie. Ligisci posiadali twierdze i własną armię; nie było więc innego sposobu zachowania swego wobec nich stanowiska, jak albo ich zwalczyć w otwartem polu, albo ich opanować, czyniąc z nich sobie sprzymierzeńców; wybrał ten drugi sposób i zawarł przymierze w Nemours, które go czyniło panem Ligi. Ale Henryk III nie dorósł do wysokości zadania: będąc panem kraju, wyszedł w rzeczywistości na więźnia Ligistów.

Świeżo wybrany na Stolicę Piotrową Sykstus Piąty, podobnie jak przed rokiem poprzednik jego Grzegorz XIII, był gorąco proszony o udzielenie Lidze swego apostolskiego zatwierdzenia. Ale, podobnie jak Grzegorz XIII, tak samo Sykstus V odmówił żądanego poparcia, ograniczając się tylko na ogólnikowem udzieleniu pochwały katolikom za ich gorliwość dla spraw religijnych. Pragnąc zaś uniknąć najmniejszego nawet podejrzenia o brak szacunku przeciw prawowitemu królowi, kazał zaprzeczyć wieściom, jakoby sprzyjał Ligistom, i napisał do kardynała Bourbon'a, że „z niewypowiedzianą przykrością dowiedział się o rozruchach, wywołanych we Francyi.”

Zmienił nieco swe postępowanie Sykstus V po zawarciu traktatu w Nemours. Skoro przyłączenie się Henryka III do Ligi odjęło jej cechę buntowniczej fakcyi, papież rzucił ekskomunikę na króla Nawarry, jako na heretyckiego pretendenta do katolickiego tronu Francji.

Ten czyn papieża był zadosyćuczynieniem, danem raczej królowi Henrykowi III aniżeli Ligistom, aczkolwiek ci ostatni oddawna żądali ekskomuniki na Henryka króla Nawarry. Względności papieża dla monarszego tronu dowodzi choćby ta okoliczność, że gdy Henryk III tracił nadzieję opanowania Ligi i szukał sposobu porozumienia się z ekskomunikowanym Henrykiem Nawarskim (Grudzień 1586), Sykstus V, błagany przez samego księcia Gwizyu-sza, stanowczo odmówił mu zanadto wielkiego zaszczytu maszerowania pod sztandarem Kościoła,” a nowemu nuncyuszowi swemu, Morosini'emu, dał polecenie, „aby skłonił wszystkich poddanych Henryka III, a głównie przywódców Ligi” do oddawania należnej czci i posłuszeństwa królowi. Taka jest, wnioskuje z tych faktów H. de l'Epinois, polityka papieża: sprawiedliwa, bo była przejęta miłością dla katolików, zręczna, bo usuwała przyczyny nieporozumień, przypominając każdemu spełnienie obowiązku: księciu Gwizyuszowi— posłuszeństwo, królowi—rządzenie1.

Dwa lata następne przeszły na gwałtownych intrygach, zakończonych barykadami i krwawą tragedyą w Blois, gdzie padli zamordowani Henryk Gwizyusz i brat jego kardynał, Gwizyusz. Z jednej strony przywódzcy Ligi, wyciągający rękę do Hiszpanii i do rokoszu, z drugiej—król, niezdecydowany, obiecujący to, czego później nie śmie dopełnić, i mszczący się za swą słabość wstrętnemi zabójstwami.

W ciągu całego tego okresu nie ustawała działalność nuncyusza, idąca wprawdzie bez wielkiej korzyści, ale z niezmordowaną wytrwałością w kierunku pojednania i wzajemnego porozumienia pomiędzy królem a Ligą. Rozumie się, że nikt z tego nie był zadowolniony. Henryk III odezwał się po dniu barykad: „Sądzę naprawdę, że Jego Świątobliwość nie pojmuje doniosłości tych wypadków i następstw ich dla sprawy całego chrześcijaństwa.” W rzeczywistości papież tak dobrze rozumiał te wypadki, że wskutek nich ani spać ani jeść nie mógł, ale to czego żądał Henryk III, było w istocie urzędowem potępieniem Ligi, a tymczasem papież, aczkolwiek nadzwyczaj zajmował się sprawami Francyi, nie mógł przecież sam pracować świadomie nad zniszczeniem ostatniego szańca katolicyzmu w tym kraju; ostatecznie stan rzeczy był taki, że w razie rozbicia Ligi król wpadłby w ręce protestantów. Co gorzej, stanowisko to zajął nuncyusz Morosini. Na nieszczęście tego rodzaju traktaty tyle tylko znaczą, ile szczerości w nie wnoszą ci, co je podpisują. Obecny traktat był bardzo prędko zbroczony krwią Gwizyuszów.

Gdy wiadomość o zamachu doszła do uszu Morosini’ego, zawołał zrozpaczony nuncyusz: „płaczę nad nieszczęściem tego księcia i proszę Boga, by ta śmierć nie przyniosła więcej szkody temu królestwu.”

Henryk III nie dosyć, że umył ręce od mordu Gwizyuszów, ale nadto, widząc zwiększającą się z dniem każdym oppozycyę przeciwko Lidze, przechylił się na stronę króla Nawarry; wtedy Sykstus Piąty ogłosił upomnienie, w którem wzywa Henryka, by przybył do Rzymu w ciągu dni sześćdziesięciu, celem zdania sprawy ze śmierci kardynała Gwizyusza i ze swego przymierza z heretykiem (5 Maj 1589). Termin przez papieża naznaczony od tygodnia był już minął, gdy mnich fanatyczny, Jakób Clement, zadał śmiertelny cios Henrykowi III.

Co teraz mieli czynić Ligiści? co miał czynić papież? Henryk Nawarski przechodził odrazu z roli pretendenta wyczekującego do roli pretendenta faktycznego, był człowiekiem obrotnym, dzielnym, z pojęciami popularnemi, obdarzony przymiotami, zdolnymi go uczynić panem okoliczności. Ligisci, silni liczbą, ale skompromitowani stałym aliansem z Hiszpanią, w te pędy oddali koronę Francji staremu kardynałowi de Bourbon, królowi bez uroku i bez przyszłości. Dla papieża również położenie było krytyczne. Ligisci pragnęliby go zjednać wyłącznie dla siebie samych. Prosili usilnie o przesłanie im legata. Sykstus Piąty dał im Caetani'ego, człowieka bardzo skłonnego do oddania się na oślep Ligistom.

Caetani otrzymał instrukcyę, by rozpoznał usposobienie starego króla Karola X, by się obchodził z Ligistami, jako z obrońcami religii katolickiej, ale jednocześnie, by uważał na wzajemne stosunki stronnictw, by czuwał nad usposobieniem Henryka kr. Nawarry względem myśli nawrócenia się do katolicyzmu, którego to nawrócenia możliwość przewidywać był pozwolił. Słowem, Sykstus Piąty chciał, żeby nuncyusz jego przybrał postawę wyczekującą, obliczoną wyłącznie na widoki pokoju i na religijną przyszłość Francyi. Zgadzał się w tem po części z pewną liczbą rojalistów katolików, którzy, ufając obietnicom nawrócenia się Henryka Nawarry, dostarczali mu moralnego poparcia.

Podług Jory'ego, Sykstus Piąty nie zgodził się na żądanie legata, który proponował wojskową interwencyę papiestwa na korzyść Ligi, jako jedynego sposobu wyjścia z kłopotliwego położenia. Papież stał i zarzucać legatowi, że chce posunąć odpowiedzialność Kościoła zanadto daleko: „Nie mamy wcale zamiaru, mówił, wyłączać króla Nawarry. Jeśli zostanie katolikiem, naród napewno wybierze go królem, a wtedy nikt nie będzie mógł przeciw niemu wystąpić.”

Kardynałowie nie zupełnie pochwalali postępowanie Sykstusa Piątego, to też skoro kardynał Sfondrati włożył tyarę papieską pod imieniem Grzegorza XIV, wojska papieskie oddane zostały do rozporządzenia Ligi. Grzegorz XIV obiecał nadto zasiłki pieniężne. Z dwóch armii, które był posłał do Francyi, jedna zaraz po przybyciu stopniała pod wpływem chorób i wyniszczenia, druga przyłączyła się do wojsk księcia Mayenne’y i księcia Parmy, i przyczyniła się do odstąpienia przez nieprzyjaciół od oblężenia miasta Rouen. Dużo zachodu, a mało korzyści. Walcząc w ten sposób i trzymając swój opór, Liga miała osiągnąć cel, dla którego Francya poświęciła swój pokój i spokój. Henryk IV wyrzekł się protestantyzmu dnia 15 Lipca 1593 r. i został królem całej Francyi. Liga nie miała już racyi bytu. Ligiści otrzymali zadosyćuczynienie religijne, a nie szło im o zadosyćuczynienie monarchiczne. Z chwilą osiągnięcia głównego celu przez Ligistów, ambitne zamiary Hiszpanii w tak rażący wystąpiły sposób, że oburzyły przeciw sobie narodowe uczucia Francuzów. Młody książe Gwizyusz oświadczył, że nie chce być ani Pigmejem, ani hiszpanem, że raczej stanie po stronie Henryka kr. Nawarry w razie, gdyby ten został katolikiem.

Z radością przyjął Klemens VIII pp. nowinę o nawróceniu się Henryka IV. Jeśli przy rozgrzeszeniu go okazał pewną sztywność i obojętność, to z pewnością nie dla tego, by budzić nadzieje w królu Hiszpanii, który z powodów czysto politycznych czynił wszystko, by przeszkodzić rozgrzeszeniu ekskomunikowanego. Postępowanie Stolicy Apostolskiej w pewnych szczegółach może być rozmaicie tłómaczone, ale widoczną jest rzeczą, że papieże mieli zawsze na widoku przedewszystkiem sprawy Kościoła i świętej wiary.

(Prw. Henri de l'Epinois. Le Saint-Siége et la Ligue, Controverse i Contemporain. 15 Sept. i 15 Oct. 1884).

(BGs) X. | Wass

Footnotes

  1. Controverse i Contemporain. 15 Września 1884 r.