KULT RELIGIJNY i SAKRAMENTA.
Nieprzyjaciele chrystyanizmu usiłowali pomieszać go z religiami pogańskiemi i zepchnąć go na poziom, jeśli nie niżej nawet tych ostatnich. Utrzymują oni mianowicie, że ceremonie religijne i główne sakramenta chrześcijańskie zapożyczone zostały od innych religijnych kultów. Ponieważ zagadnienie to nie jest bez znaczenia, przeto postaramy się je należycie wyjaśnić.
Uprzednio jednak musimy przypomnieć, a raczej wytłómaczyć pewne rozumowe zasady, których zaciemnienie wytwarza najbłędniejsze sądy i najniesłuszniejsze uprzedzenia. Przeciwnicy nasi rozumują w ten sposób, jak gdyby dla udowodnienia ludzkiego pochodzenia chrystyanizmu wystarczało najmniejsze podobieństwo pomiędzy kultami błędnych religii starożytności, a kultem religii chrześcijańskiej. Zachodzi więc pytanie, czy to prawda, że religia przez Boga objawiona, w swych religijnych obrzędach, w ceremoniach, uroczystościach kościelnych nie może zawierać nic takiego, coby przypominało zwyczaje czysto ludzkich kultów religijnych? Kilka uwag rozumowych wystarczy dla przecięcia tej kwestyi.
Wszelka religia o ludzkim początku polega na przeświadczeniu, wywołanem w człowieku zarówno przez rozum i sumienie, jak przez widok zewnętrznego świata, że po nad tym światem i po nad naturą istnieje jakaś najwyższa potęga, od której człowiek zależy i którą zjednać dla siebie powinien, aby, co najmniej, uniknąć nieszczęść materyalnych. Skutkiem ubogiego i opłakanego błędu rozdzielano tę najwyższą potęgę i zwiększano ilość czynników nadprzyrodzonych; uczucie wszakże pozostało w gruncie to samo. Wszędzie i zawsze wierzył człowiek w istnienie jednej lub wielu istot boskich, całkowicie lub częściowo będących panami jego przeznaczeń.
Wyrzuty sumienia, wykazując mu zbrodniczość pewnych jego czynów, ostrzegały go jednocześnie, że ten lub ci, od których on zależy, na zbrodnie jego są zagniewani i karać je będą. To zaś naturalną prowadziło go drogą do szukania środków złagodzenia tego strasznego gniewu.
I w rzeczy samej, wszędzie i zawsze rozumiał człowiek—mniej lub więcej dobrze, mniej lub więcej dokładnie, że twórcy swemu i panu, albo panom natury, winien jest hołd czci i poszanowania, uznanie najwyższego ich panowania i własnej zależności, że obowiązek jego i własne jego dobro wymagają, aby prosił bóstwo o pomoc i gniew zażegnać usiłował, aby sobie napowrót utraconą przychylność zapewnił.
Skądinąd znów rozumne poczucie człowieka z niemniejszą koniecznością skłania go do używania rzeczy widzialnych i zewnętrznych na wyrażenie tych uczuć, jako też do wybierania z tych rzeczy tego, co najłatwiej ten cel osiągnąć może. Dla wyrażenia czci, poszanowania, człowiek naturalnym sposobem pochyla głowę lub zgina kolana; przy zanoszeniu prośby składa ręce i podnosi je ku niebu. Dla uznania najwyższej zwierzchności pana świata, dla przebłagania za winy własne nie zdaje się być człowiekowi nic bardziej naturalnego nad ofiarowanie w pewien sposób siebie samego, albo też nad ofiarowanie jakiegoś przedmiotu doń należącego.
Nadto człowiek odczuwa w sobie pewne popędy, które sumienie jego potępia, a którym on przecież bardzo często ulega. Pojmuje on, że odbywa się w nim walka pomiędzy dobremi a złemi skłonnościami, pomiędzy ciałem a duchem. Ażeby te panujące w nim i często go przygniatające namiętności osłabić, z natury rzeczy musi on zwalczać w sobie skłonność do uciech ciała przez zwalczanie tegoż ciała i przyzwyczajanie go nawet do cierpienia. Prócz tego, ofiara ta w szczególny sposób zdaje mu się być zdolną złagodzić gniew boski, jaki pewnym jakimś błędem wywołał.
Z chwilą gdy się przypuści istnienie Boga i moralnego prawa, nie można zaprzeczyć, aby te pojęcia, które naturalnym sposobem tworzą się w umyśle człowieka, nie były prawdziwe i słuszne.
Z drugiej zaś strony, gdy Bóg objawia ludziom prawdziwą naukę, gdy podaje im przepisy kultu religijnego, z konieczności musi im dawać przepisy zgodne z naturą rzeczy; a w szczególności musi brać na uwagę warunki natury ludzkiej. Otóż człowiek tak jest utworzony, iż aby bez wielkich trudności dopełnić swego posłannictwa na ziemi i cel swój osiągnąć, potrzebuje kultu zewnętrznego. Musiał Bóg zatem, objawiając się ludzkości, dać jej ten kult zewnętrzny, a kult ten musiał być w zgodzie ze skłonnościami i potrzebami natury ludzkiej.
Ale czyż Bóg, objawiając ludzkości ten kult zewnętrzny, musiał go utworzyć z nowych wyłącznie zwyczajów i praktyk, i żadnej nie zwracać uwagi na zadawnione zwyczaje, na sposoby oddawna przez ludzi używane przy spełnianiu obowiązków religijnych? Krzywdę wyrządzałby Bogu, ktoby Mu przypisywał podobną zazdrość dziecinną. Oczywiście, to co człowiek sam mógł był wynaleść (po za objawieniem pierwotnem), odpowiadało najlepiej jego potrzebom, wywierało nań wrażenie najżywsze, najgłębsze, najtrwalsze. Czyż to nie było właściwe dobroci bożej, aby pozostawiła stworzeniu te właśnie sposoby, jakie najlepiej mogły mu ułatwić spełnienie obowiązków?
Pan Bóg tedy, ustanawiając religię pozytywną, mógł był, a nawet w pewnej mierze był obowiązany liczyć się z przeszłością ludzkości i z jej religijnymi zwyczajami.
Ale zejdźmy na grunt praktyczny. Pan Bóg, przepisując Mojżeszowi obrzędy i ceremonie pierwszego prawa objawionego, dobrze uczynił, że nie zmuszał ludu swego do całkowitego zmienienia zwyczajów religijnych w tem, co one miały dobrego; postąpił w tem sobie jako ojciec, miłosierdzia i przezorności pełen. To też na wdzięczność z naszej strony i na uwielbienie zasłużył sobie Kościół, gdy naśladując w tem postępowanie Opatrzności, używał najwłaściwszych, aczkolwiek oddawna znanych, sposobów zbliżenia swych dzieci ku Bogu, ku rzeczom duchowym, ku cnocie.
Klękać przed bóstwem — rzecz-to doskonała sama w sobie; jakkolwiek niegdyś człowiek padał na kolana przed stworzeniem, które uznawał za boga, nie mniej jednak ten sposób oddawania czci należnej jest dobry sam w sobie, a skoro człowiek przychodzi do uznania swego błędu, to słuszna, aby przywrócił ten naturalny sposób składania czci temu, kto sam tylko ma doń słuszne prawo. Tak samo też płomień, dymiące i wznoszące się ku niebu kadzidła w oczach czcicieli prawdziwego Boga, są naturalnie bardzo odpowiednie do przywoływania na pamięć obowiązku wznoszenia duszy swej ku Bogu, zwracania swych spojrzeń i swych pragnień ku niebu. Dla czegoż-by więc one nie miały stanowić cząstki chrześcijańskiego kultu?
Post, umartwienie, cierpienie — to w rzeczywistości najlepsze sposoby uczynienia duszy panią ciała, zdolną do opanowania dzikich namiętności. Bóg więc powinien je był zachować pomiędzy praktykami religijnemi, jakie światu objawił.
Zauważyć należy, że druga religia objawiona musiała mieć na uwadze tę, którą zastępowała; że chrystyanizm musiał się liczyć z prawem mojżeszowem, którego jest udoskonaleniem.
Chrystus Pan nie chciał sam urządzać szczegółów nowego kultu. Kościołowi swemu pozostawił prawo i obowiązek oznaczać praktyki religijne, od sakramentów świętych różne. Kościół zaś katolicki przy określaniu takowych praktyk musiał się liczyć i z nowemi zasadami, które wymagały nowych przepisów liturgicznych, i z uprawnionymi zwyczajami swych wyznawców, bądź do judaizmu bądź do poganizmu należących.
Postępowanie takie nie zawierało żadnej zmiany w zasadach wiary; gdyż ceremonie chrześcijańskie nie są prawdami teoretycznemi, lecz czynnościami, które w pewnej mierze uważać można za obojętne same w sobie, choć zawsze dobre i zdolne osiągnąć cel kultowi religijnemu właściwy, to znaczy, zdolne podnieść człowieka ku Bogu, wspomódz go w walce duszy z namiętnościami ciała, w walce cnoty z występkiem. Kościół, jakeśmy rzekli, zapożyczył w części te ceremonie od prawa mojżeszowego. Drugą ich część mógł Kościół doskonale naśladować z religii ludzkich, ponieważ religie te miały praktyki same w sobie dobre, odpowiednie do celu religii w ogólności, a wadliwe jedynie pod względem przedmiotu swego kultu. To też Kościół, spotykając takiego syryjczyka, palącego kadzidła przed Baalem, bardzo słusznie mógł mu powiedzieć: dobrze czynisz, że palisz kadzidła na cześć bóstwa; czyń dalej toż samo; ale wiedz, że Baal nie jest bóstwem, któreby zasługiwało na twe hołdy; ofiaruj twe kadzidła Bogu prawdziwemu, którym jest Bóg chrześcijański, a On ci błogosławić będzie.
Toż samo również mógł powiedzieć Kościół do bramina: Pościsz, umartwiasz twe ciało, podejmujesz surowe praktyki pokutnicze; dobrze czynisz; wszystko to są środki pokonania namiętności i zbliżenia się do bóstwa. Ale bóg, którego praktykami twemi osiągnąć pragniesz, jest czczem tylko imieniem; on niema oczu, by ciebie dojrzał; na nic ci się nie przydadzą twe pobożne praktyki. Owszem, prowadź je dalej, ale prowadź w imię Boga prawdziwego, żyjącego i osobistego.
Często też wiele czynności błędnego kultu religijnego mogło być zachowanych przez Kościół bez zmian widocznych, z zamianą wszakże błędu na teoretyczną prawdę.
Niekiedy także, celem wykorzenienia złego i zgubnego jakiegoś zwyczaju, Kościół zastępował święto jakieś pogańskie uroczystością chrześcijańską, nic więcej wspólnego z tamtem nie mającą, prócz tej samej daty czasu i pewnych zewnętrznych ceremonii. Wszelako, starannie odróżnić tu trzeba od obrzędów Kościoła pewne ludowe zwyczaje, których Kościół nigdy powagą swą nie potwierdzał, owszem, przeciw którym po wiele kroć napróżno walczył.
Niechaj nam wystarczą te krótkie uwagi w odpowiedzi na krytykę ogólnikową i na ataki ze strony naszych przeciwników. Dobrze je zaś będzie zastosować teraz do kilku punktów szczegółowych, pozostawiając resztę sądowi naszych czytelników.
Posty.
Hindus praktykuje post i wstrzemięźliwość od mięsa, ale sposób odprawiania tych postów nie ma nic wspólnego ze zwyczajami chrześcijańskimi. To też podziwiać nam przychodzi ciekawe zestawienie naszych postów z postami Hindusów, uczynione w dziele Marius'a p. t. La personnalité du Christ: „Hindusi zachowują post ścisły jedenastego dnia miesiąca Sravanna, Bhadra i Kartika. Tak samo katolicy poszczą przed zmartwychwstaniem Chrystusa.”
„Wisznu śpi od połowy Grudnia aż do połowy Kwietnia; kładzie się spać pierwszego dnia ze wskazanych dni postnych, drugiego dnia odwraca się na drugi bok, a trzeciego dnia się przebudza.” (Wisznń jest to słońce, które zachodzi pod równik i śpi podczas zimy). Tymczasem, z tego taki wyprowadza Marius wniosek:
„Tak również biblijny Chrystus leży dwa dni w grobie, i przebudza się dnia trzeciego.”
Aby lepiej uwydatnić niemądrość tego zestawienia, zauważymy tutaj, że wierzenia i praktyki religijne hinduskie, jeśli one rzeczywiście istnieją, są daleko późniejsze od Ewangelii.
Sakramenta św.
Utrzymywano w pewnych kołach pseudo-uczonych, że nasze Sakramenta święte są poprostu kopiami tylko rzekomych sakramentów hinduskich lub perskich. Przeważnie Jacolliot (La Bible dans l'Inde) i Marius bronili tego założenia, tysiące razy potem wznawianego; pierwszy z nich przypisywał Indyom, drugi — Persyi pierwszeństwo pod tym względem. Podług Jacolliota, mianoby znajdować sakramenta nasze w Prawach Manu. Pisze on o tem długi rozdział (str. 307—313) i odsyła czytelnika do przekładu tego kodeksu praw, dokonanego przez Loiseleur’a des Longchamps. Prawda, że tłómacz ten używa wyrazu sakramenta, ale popełnia przez to największe nadużycie. Sami możemy to osądzić z tekstu i z uwagi, jaką Loiseleur do niego dodaje:
„26. Razem z przepisanemi przez Vedy obrzędami przebłagalnymi powinny być dopełnione sakramenta (Sanskaras), które oczyszczają ciało.
Wszystkie zmazy, jakie mogło pozostawić zetknięcie nasienia albo macicy, są całkowicie zgładzone przez ofiary składane ogniowi w celu oczyszczenia płodu, przez ofiarę łuczywa (Homa, Karma) i przez ofiarę nałożenia świętego sznura.
Uwaga. Sakramenta (Sanskaras) są to ceremonie oczyszczające, właściwe trzem pierwszym kastom. Główniejsze z nich wyliczone są w strofie 27; małżeństwo jest ostatnim sakramentem.
I niech mi też kto powie, jaki stosunek może zachodzić pomiędzy temi ceremoniami oczyszczającemi a naszemi Sakramentami? Również źle jest przetłómaczona ostatnia ta nazwa przez wyraz Sanskrta, który oznacza poprostu tylko oczyszczenie, ceremonie, dosłownie zaś — dopełnienie.
Chrzest.
Wszelako nie same tylko Indye dostarczyć miały chrystyanizmowi części jego sakramentów; większą jeszcze jego mistrzynią miała być Persya. Chrzest, msza, spowiedź i inne sakramenta mają być pochodzenia parsyjskiego, zapożyczone od zwolenników Awesty. Mniemanie to wszakże, powtarzane aż nazbyt często po dziennikach, przeglądach naukowych a nawet w poważnych historycznych dziełach, najmniejszej nie wytrzymuje krytyki.
Podobieństwo pomiędzy chrztem a ceremoniami parsyjskiemi polega na tem, że dziecko parsyjskie natychmiast po urodzeniu powinno być całe obmyte wodą a następnie wykąpane w urynie wołowej, jak również polega i na tem, że dziesiątego dnia po narodzeniu, („przy wejściu jego do gminy,” jak błędnie dodaje Marius), dziecku temu wlewają w usta nieco soku owocowego, zwanego Homa. „Stąd zwyczaj wkładania soli do ust ochrzczonego dziecka!” dodaje Marius. Zabawny przytem bardzo popełnia się błąd chronologiczny. Sam Marius przyznaje, że Awesta przepisuje tylko obmycie ciała nowonarodzonego dziecięcia, a czynność ta nosi cechę czynności zupełnie świeckiej; jest to zwykłe obmycie gwoli czystości ciała. Ponieważ Awesta panowała jeszcze w siódmym wieku ery chrześcijańskiej, przeto ceremonie, które do jej przepisów zostały dodane, są tem samem pochodzenia późniejszego od ogłoszenia Ewangelii; przepisów tych zatem nie można brać na uwagę — chyba aby udowodnić, że parsowie zapożyczyli je od chrześcijan, a nie odwrotnie.
Zauważmy przytem, że chrześcijański chrzest św. początkowo był ustanowiony nie dla dzieci świeżo narodzonych, lecz dla ludzi każdego wieku; że w ciągu długich stuleci był zwyczaj pozostawania długi czas neofitą i późnego przyjmowania chrztu św. Chrzest ten zatem nie ma żadnego koniecznego stosunku z urodzeniem, jest to godło i narzędzie odrodzenia duchowego, jakikolwiek byłby wiek człowieka odrodzonego; tym wiec sposobem upada wszelkie podobieństwo z obmywaniem dziecka parsyjskiego.
Odrodzenie.
Tez same uwagi stosują się do odrodzenia bramińskiego. Wprawdzie, prawa bramińskie mówią o podwójnem narodzeniu, i człowieka wiernego ich religii nazywają dvija, dwukrotnie narodzony, a podwójne te narodziny nazywają dvijanman. W szczególe tym chciano dopatrywać odrodzenia, głoszonego przez Chrystusa Pana, a ceremonia, która je wytworzyła, miała być naszym chrztem chrześcijańskim.
Atoli, podwójne to narodzenie, rzeczywiście znane od czasu starożytnych Indów, bynajmniej nie jest owem wskrzeszeniem, ani nawet owem odrodzeniem, o konieczności którego Chrystus Pan mówił Nikodemowi. Jest-to drugie narodzenie dodane do pierwszego, ale wcale nie owo zawarunkowane śmiercią duchową odrodzenie, jakiego wymaga chrystyanizm.
Pojęcie podwójnego narodzenia (dvijanman) odnajduje się już w Vedach. Stosuje się ono naprzód do bożka Agni (ogień), który się rodzi dwojako: na niebie przez błyskawicę, a na ziemi przez tarcie dwóch drewien. Podobnie też bogowie, albo pewni przynajmniej bogowie są raz nazwani dvijanmanos, mający dwa narodzenia. Są to prawdopodobnie bogowie światła. Tytuł dvija, dwa razy urodzony, jest raz nadany pewnemu kapłanowi w hymnie jednym z hymnów najnowszych (X, 71, 19). Tekst tego hymnu dosyć jasno wskazuje, że kapłan ten dlatego jest uważany za podwójnie narodzonego, iż oprócz narodzenia cielesnego, miał drugie narodzenie jako kapłan, albo też jako człowiek poddany pewnemu prawu religijnemu. Hymn ten wkłada w usta tych, co go mają odmawiać, następujące wyrazy: „My, co jesteśmy dvijas-prathamajńs rtasya, to znaczy: pierworodni rytualnego kultu.”
Drugie narodzenie duchowe (nie zaś wskrzeszenie) jasno jest wytłómaczone w Prawach Manu, — narodzenie zresztą zupełnie zewnętrzne i bez żadnego stosunku z odrodzeniem duchowem, jakiego wymaga Chrystus.
Z tego wynika, że hinduski dvijanman, jeśli jest dawniejszy od chrystyanizmu, mógłby może poddać Chrystusowi myśl odrodzenia duchowego, jakkolwiek olbrzymia przestrzeń dzieli dwa te pojęcia, które prócz pozoru nie wspólnego ze sobą nie mają, ale nigdy nie mógłby wytworzyć historyi o rzeczywistej męce, śmierci i zmartwychwstaniu.
Dodajmy nadto dla całości obrazu krótki wykład ceremonii wtajemniczenia u Hindusów, ceremonii takich, jakie nam opisuje prawo Manu, to jest takich, jakie były w użyciu jeszcze na trzysta przynajmniej lat po narodzeniu Chrystusa Pana, i takich, jakie większość braminów do dziś dnia zachowuje. Mowa tu o Hindusach trzech kast wyższych: bramińskiej, wojskowej, szlacheckiej czyli mieszczańskiej.
Pomiędzy pierwszym a trzecim rokiem życia golą dziecku głowę, zostawiając na wierzchu kosmyk włosów. W ósmym, jedenastym lub dwunastym roku, względnie do kasty, otrzymuje się wtajemniczenie (poświęcenie) przez wkładanie wstęgi świętej, na krzyż złożonej, i pasa, zrobionego z trzech sznurów lnianych lub konopnych. W szesnastym, w dwudziestym drugim lub dwudziestym czwartym roku życia poznaje się pewną modlitwę, świętą i tajemniczą, zwaną Savitri, na cześć Słońca. Wówczas młody wtajemniczony uzbraja się w kij, zrobiony na pewien z góry przepisany sposób, siada naprzeciw Słońca, obchodzi ogień w około i idzie żebrać pożywienia u krewnych. Jedzenie spożywa sam jeden, w skupieniu ducha, czcząc otrzymane potrawy. Spełnia następnie ceremonię cuda karma (obcięcie koniuszczka włosów), poczem jest on już wtajemniczony, otrzymuje drugie życie. — Prawda, że trudno dopatrzyć w tem wszystkiem ceremonii chrześcijańskich?
Spowiedź.
Wyznawanie win bywa w zwyczaju u Parsów, ale zwyczaj to późniejszy od Awesty. „Spowiedź nazywa się po zendsku paitita,” powiada Marius; i rzeczywiście, Parsowie mają ogólne formuły spowiedzi, które się zowią Paterz. Ale unikniętoby nowej przykrej pomyłki, gdyby sobie zadano nieco trudu w rozróżnieniu czasu. Prawda, że Awesta używa wyrazu paitita, ale wyraz ten żadnej nie ma łączności z wyznaniem grzechów. Aby określić prawdziwe jego znaczenie, trzeba nam się uciec do samego tekstu.
Podług zasad Awesty, człowiek, któryby sam jeden niósł trupa, choćby to nawet był trup człowieka wiernego, staje się winnym wielkiej zbrodni; powinien być zamknięty w odosobnionem więzieniu aż do wieku zgrzybiałości. Wówczas należy go zaprowadzić na górę, uciąć mu głowę, a ciało jego rzucić na pożarcie sępom, mówiąc przytem: „Człowiek ten paitimithnditi, wszystkie jego czyny są złe popełnione myślą, słowem, czynem. Jeśli inne jeszcze popełnił czyny grzeszne, niechaj to będzie dlań przebłaganiem (paitita); jeśli innych czynów żadnych nie popełnił, są one dlań paztita na zawsze.” Czy można zaś yazi he anga adha skyao-thna fravars’ta, paitita he przełożyć przez: „Oto wyznana pokuta?” Oczywiście, że nie. Skądinąd zaś widać, że wcale niema tu mowy o spowiedzi. W innem miejscu jest mowa o odpuszczeniu grzechów, udzielonem przez jakiegoś kapłana zoroastrowego. Awesta zaś wyraża się w ten sposób: „Pan prawa jako ofiarę może złożyć trzecią część pokut przebłagalnych.” Zarówno tu jak w innych miejscach niema mowy o spowiedzi, ani nawet o właściwem odpuszczeniu grzechów. Mowa tu tylko o odpuszczeniu kary. Napróżno zaś czegoś innego szukanoby w Aweście.
Vendidad (VII, 180 i XIII, 19) powiada o tym, co zburzył część dakma (cmentarz), albo zabił żółwia, że umysł jego, jego słowa i czyny są paitita. — Abstrakcyjny rzeczownik paztitis użyty jest w następującem zdaniu: „Jeśli człowiek popełni zbrodnię nieczystości, jaka jest za to paititis? Niech zato ofiaruje tysiące baranów, niech uczyni 10,000 baresma itd. itd. A zatem paitita i paititis oznaczają tylko przebłaganie przez pokuty czyli ofiary, bynajmniej zaś nie oznaczają spowiedzi.
Niektórzy znów chcą widzieć spowiednika w ministrze mazdejskim Sraoshavareza. I w tem także popełniają szczególną omyłkę, nie mogącą nie być dobrowolną. Sraoshavareza, jak nazwa powiada, jest-to ten, który nakazuje spełniać czynności przepisane, pokuty i ofiary, nakazane akty pokutnicze. Można powątpiewać, czy ktokolwiekby znalazł w całej Aweście choćby jeden wyraz, któryby oznaczał jakąkolwiek łączność pomiędzy Sraoshavareza a spowiedzią uszną.
Jeśli zaś później Parsowie przyjęli w pewnym stopniu ten rodzaj pokuty przebłagalnej, dowód to, że go zapożyczyli od chrześcijan. Wniosek przeciwny byłby w najwyższym stopniu niedorzeczny. Nadto jeszcze zauważyć musimy, że spowiedź Parsów nigdy nie miała cechy osobistej. Spowiadają się oni ogólnikowo, bez osobistego wyznawania grzechów i ich okoliczności, jak to przekonać się można z formuły paterz, którą każdy zoroastra często powinien odmawiać, a której pewne ustępy tu przytaczamy:
- Chwalę wszystkie dobre myśli, słowa i czyny; potępiam zaś wszystkie złe.
- Przyjmuję wszystkie dobre myśli i czyny, wyrzekam się zaś wszystkich złych, to jest chcę spełniać wszystko dobre, a unikać wszelkiego grzechu.
- Pochwalam świętość, a potępiam szatanów, dzięki składam stwórcy Ormazdowi za wszystkie jego dary, odrzucam zaś Arymana; wierzę w prawo święte i chcę je zachować.
- Żałuję za wszystkie grzechy, jakie od urodzenia mego przenikają mą naturę, wielkie i małe, jakiegokolwiek byłyby rodzaju, którebym popełnił na korzyść kogoś innego, albo któreby ktoś inny popełnił na korzyść moją...
- Wobec stwórcy Ormazda..., wobec świętych Nieśmiertelnych, wobec Mithra, Sraoszy i Rasznu (duchy, sędziowie umarłych), wobec ognia, Baresma (pęk gałęzi rośliny tamaryszku), i Hóma (roślina święta), wobec kapłana prawa, wobec każdego wiernego tu przybyłego, żałuję za wszystkie te grzechy, za każde uchybienie myślą, słowem lub czynem cielesnym lub duchowym, żałuję za nie, przebacz mi, o Panie. Za wszystkie grzechy, jakie popełniłem przeciwko ojcu, matce, siostrze, bratu, kobiecie, dziecku, żonie, przełożonemu, krewnym, współobywatelom, sąsiadom, rówiennikom, służącym...
- Żem zjadł rzecz nieczystą, albo z materyi obumarłej, żem je zwilżał, do ognia przybliżał itd. itd....
Powyższe ustępy paitit w Aderbat’a (imię ich autora) dostatecznie wykazują, jaka jest różnica pomiędzy uszną spowiedzią chrześcijan, a spowiedzią ustanowioną przez Parsów na podobieństwo spowiedzi chrześcijańskiej.
Jacolliot ze swej strony utrzymuje, że Prawa Manu przyznają braminowi prawo rozpoznawania grzechów ludzi wiernych i odpuszczenia ich po ich wyznaniu. Tymczasem Kodeks Manu ani słowa pod tym względem nie zawiera, ani nawet nic, coby tę władzę przypominało.
Msza św.
Po spowiedzi — Msza. „Księża, powiada Marius, okradli Parsów; zabrali im zwyczaje, ofiary jakie w codziennych modłach składali, a mianowicie małe chleby okrągłe i ciasto i sok z rośliny Hóma. Przekształcili je w chleb-hostyę i w wino, a następnie utrzymywali, że to było samo ciało i krew jakiegoś Jezusa, który nigdy nie istniał.”
Muszą to być prawdziwi cudotwórcy i pierwszej wody czarnoksiężnicy ci księża, którzy tak odrazu i bez przygotowania rzeczy podobne zmyślają, głoszą i we wszystkich wmówić umieją. Ale nie warto zwracać uwagi na tę niedorzeczność; zbadajmy rzecz zasadniczo. Pytamy tedy, czy ceremonie parsyjskie były tej natury, iżby mogły dostarczyć przedmiotu do ceremonii, jakie chrystyanizm miał sobie wytworzyć? Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy w kilku wyrazach przypomnieć szczegóły ofiary mazdejskiej, jak ją opisuje Awesta w trzeciej swej księdze zw. Yasna.
Ofiara spełnia się zazwyczaj przed ołtarzem ognia, na którym płomień nieustanny płonie; ogień ten jest Duchem, synem Ahura Mazdy, potężnym bogiem. Znajdują przytem następujące przedmioty i narzędzia: baresma, czyli wiązka gałęzi tamaryszku, woda czysta, naczynia różne, w które się składają ofiary, moździerze z tłuczkami i t. d.
Głównym i istotę ofiary stanowiącym czynem ofiarnym jest przelanie soku rośliny Hóma, rośliny o żółtych liściach, sękatej łodydze, rosnącej w górach Ghilan. Wszystkie zaś czynności tej ceremonii tak się pokrótce przedstawiają:
- Celebrujący zwiastuje rozpoczęcie ofiary i wzywa wszystkie duchy, jakie Mazdejczyk uznaje i do jakich się modli. Są to: Ahura Mazda, Ameshas spentas, dusza byka, pierwszej istoty żyjącej stworzonej, ogień, prawo, Sraosza (posłuszeństwo), Mithra (światło), duchy pewnych części dnia i politycznych stronnictw, Fravasze (Manes) pomyślne zwycięstwo, słońce, księżyc, pory roku, gwiazdy, wody, ziemia, góry Aszi wanuhi (świętość) i t. d.
- Poświęca następnie baresma i wodę czystą, potem ofiary, składające się z mięsa, mleka, drónas (chleb?), ryżu, owoców, kosztownego drzewa, przeznaczonego na ołtarz ognia.
- Kosztuje ofiar. Poczem następuje wzywanie błogosławieństw na obecnych i zaklęcie przeciw szatanom.
- Po uprzednich rozmaitych hymnach na cześć Hóma, następuje najważniejsza czynność ofiarnicza; przewodniczący obrzędowi bierze kilka kawałków gałęzi, tłucze je w moździerzu i nalewa na nie sok do umyślnie na ten cel przygotowanego naczynia, następnie bierze nieco tego soku i daje swemu towarzyszowi.
Taka jest oto awestyczna czynność ofiarna. Powiedzcież więc teraz, jakaż analogia istnieć może pomiędzy temi ceremoniami a chrześcijańską Mszą św.? Każdy człowiek dobrej wiary powie zapewne, że żadna. Jeden tylko może się znaleść szczegół analogiczny, to jest dróna, której kształt u Parsów bardzo jest zbliżony do kształtu hostyi u katolików. Wszelako, podobne zestawienie tych dwóch rzeczy dosyć dziwną zawierałoby pomyłkę i błąd podwójny. Dróna i późno dopiero nabrał kształtów naszej św. Hostyi. Niegdyś awestyczny dróna z pewnością nie był tem, czem jest obecnie, gdyż, jakeśmy to widzieli, ofiara z jednego tylko dróna mogła dać odpuszczenie trzeciej części wszystkich zasłużonych pokut. Skądinąd znów powiedziano w Yasna XI, 20: ukrój jeden dróna z wołowego mięsa. Dróna Hóma jest to język i prawe oko ofiary bogom złożonej. Dróna zatem nawet nie jest chlebem, jest-to tylko ofiara i nic więcej. To też Spiegel nie waha się dzisiejszej formy Dróna uważać za naśladownictwo kształtu hostyi katolickiej. A zresztą, i sama ta hostya dzisiejsza początkowo nie była taka, jaką dziś używamy, gdyż zgodnie z licznemi świadectwami Pisma św., był to chleb, który dzielono podczas Mszy św. pomiędzy licznych obecnych.
Wreszcie, czyż-to rzecz rozumna przypuszczać, że żydzi nawróceni, pierwszych chrześcijan stanowiący, szukali przedmiotu do swych ofiar aż w odległej Persyi, po za górami Libanu, po za Syryą i wielkiemi rzekami, a to wszystko w epoce Arsacydów, kiedy religia Zaroastra była w głębokiej pogardzie, podczas gdy kraj ich własny i ich religia dawała im pojęcie o zastosowaniu chleba i wina do ofiary ołtarza, przedstawiając im chleby pokładne, chleby przaśne, tyle sławną ofiarę Melchizedecha, ukazując im liczne ustępy Pisma św., mówiące o kielichu i winie i t. p.? Z tego przekonać się możemy, jak płocho postępują ci, którzy z namiętnością i nienawiścią uderzają na nas, i którzy bez skrupułu czynią sobie broń ze wszystkiego, co im wpadnie pod rękę.
Zwyczaje religijne.
„Parsowie, powiada Marius, mają zwyczaj zawierania małżeństw przez podanie ręki. Małżeństwo jest dla nich rzeczą religijną. W cztery dni po jakiejś śmierci składają ofiarę z chlebów darun, a trzydziestego dnia po śmierci obchodzą ceremonię t. zw. Strozża.”
„Afrygany odbywały się w pierwszą rocznie, ku czci umarłych przypomina katolicką uroczystość Wszystkich Świętych.”
„Święty sznur Parsów jest to pas księży rzymskich. Parsowie używają również wody święconej i kadzideł, śpiewają też pieśni święte, przy akompaniamencie narzędzi muzycznych.”
„Z tego wszystkiego obdarł ich katolicyzm, a jeśli tego nie spostrzeżono, to dla tego, że złodziej zawsze zręcznie rzecz skradzioną ukrywa.”
Naśladować zwyczaje jakiegoś obcego narodu jest-to czynić mu zaszczyt, a nie pozbawiać go dobra. Skądinąd znów, przypuszczać, że nowo-powstający Kościół, chcąc pozyskać żydów i pogan, okazywał im obrzędy religijne Parsów, a pomimo to nikt tego nie spostrzegł, i plagiat nie obrócił się na zawód dla plagiatora, podającego się za istotę natchnioną; przypuszczać to wszystko, powiadam, znaczyłoby przypuszczać hypotezy, których bezpodstawność najprostszy umysł odrazu dostrzega.
Zresztą, cały ten traktat Marius'a jest jedną tkaniną błędów. Wprawdzie zwyczaje, o których on opowiada, są-to zwyczaje dzisiejszych Parsów, ale Awesta wie o nich bardzo niewiele. Niema w niej najmniejszej wzmianki o ceremoniach zaręczyn lub zawierania małżeństw, o świętym charakterze małżeństw, o modlitwach za umarłych i t. d. Zuchwalstwem tedy trąci przypuszczenie, że to wszystko jest wcześniejsze od chrystyanizmu, i że zatem wszystko to musi być źródłem zwyczajów i praktyk chrześcijańskich.
Czyż to nie dzieciństwo przypuszczać, że pierwsi chrześcijanie aż w Persyi szukali tego, co mieli u siebie lepiej obmyślane i lepiej urządzone? Wszak zaręczyny, małżeństwo religijne i święte było w zwyczaju u Żydów; modlitwy za umarłych, w znaczeniu, jakie im nadaje katolicka nauka, były w użyciu co najmniej już za Machabeuszów: „Święta i zbawienna jest myśl, czytamy w księdze II Machabejskiej (XII, 46), modlić się za umarłych, aby byli od grzechów rozwiązani.” Możnaby myśleć, że się w tych słowach czyta odpowiedź, wyjętą z dzisiejszych naszych katechizmów. W Persyi żadnego nawet pojęcia pokrewnego temu nie miano. Modlono się wprawdzie po śmierci człowieka, ale nie za dusze zmarłych, tylko na cześć duchów Fravaszi'ów czyli Manes, aby je dla siebie zjednać. Można się o tem przekonać z XXIII i XXVI rozdz. Yasna i Vendidad. Święto Gatha odprawiano na cześć duchów Fravaszi, które pod koniec roku przybywały na ziemię, aby się przekonać, czy je tu czczono, czy krewni ich i przyjaciele zasługiwali na ich łaskę, gniew lub na pomstę (ob. Yeszt XIII, rozdz. XII), zresztą Marius, który te zarzuty podnosi, zdaje się nie wiedzieć, że była nie jedna lecz pięć uroczystości Gatha, rozmieszczonych w ciągu roku w długich odstępach czasu.
Prawda, że zwyczaje i wierzenia parsyjskie zbliżone są do naszych; ale stało się to wtedy dopiero, gdy chrystyanizm był już w stanie rozkwitu, a zatem jest-to skutek wpływu chrystyanizmu. Persowie zapożyczyli mnóstwo szczegółów od Kościoła Syryjskiego, którego język stał się prawie narodowym językiem w ich kraju. -- I jeszcze jedno błędne mniemanie: Strozah jest modlitwą na cześć trzydziestu duchów opiekuńczych trzydziestu dni miesiąca, i nie ma żadnej łączności z obrzędami pogrzebowymi. Awesta ma te modlitwy ułożone w dwóch sposobach, bez najmniejszej wszakże alluzyi ani do tych obrzędów, ani do umarłych, ani do Fravaszi. Zwyczaj stosowania Strozah w modlitwach umarłych pochodzi z czasów późniejszych od ustanowienia chrystyanizmu i przezeń tylko mógł być podyktowany.
Pozwolimy sobie tu przytoczyć pewien rys zwyczajów parsyjskich, który wykaże całą olbrzymią różnicę, jaka rzeczywiście zachodzi pomiędzy pojęciami parsyjskiemi a naszemi.
Według najpóźniejszej Awesty, dusza po śmierci przez trzy dni wystawiona bywa na ataki ze strony szatanów. Z brzaskiem dnia trzeciego ukazuje się jej prawo pod postacią młodej dziewicy, która objawia stan jej sumienia i pociąga ją albo do nieba albo do piekła. W ciągu tych trzech dni trzeba się modlić gorąco, aby szatani nie szkodzili duszy zmarłego. Po tem już modlitwa staje się zbyteczną, gdyż losy są już ostatecznie ustalone. Nawet i ta trzydniowa modlitwa jest naleciałością średniowieczną, gdyż Awesta nie przypuszcza możliwości upadku duszy, oczekującej na ustalenie się jej przeznaczeń w innym świecie.
Dzieciństwem jest prawdziwem utrzymywać, że pas, jaki noszą księża katoliccy na sutannie, jest naśladownictwem kosti, czyli sznura parsyjskiego.
Kadzidło nie było w użyciu u Parsów; używali oni tylko drzewa wonnego, jakie składali na ołtarzu ognia celem uczczenia potężnego ducha tego żywiołu.
Śpiew religijny Parsów jest rodzajem mruczenia bez żadnych intonacyi ani urozmaiceń; zresztą, Awesta mówi tylko o głośnem odmawianiu, nigdy zaś o śpiewaniu, nawet odnośnie do hymnów rytmicznych. Wszystko to są późniejsze naleciałości. Z drugiej zaś strony, kadzidła, śpiewy, muzyka, wspaniałość ceremonii religijnych i t. d., były używane w świątyni prawdziwego Boga w Jerozolimie, i od tego to właśnie Kościoła żydowskiego, jedynie prawdziwego przed przyjściem Chrystusa, Kościół katolicki je zapożyczył. Fakt-to tak pewny, że tylko uprzedzenie może go nie uznawać.
To, co Marius powiada o czci relikwii, przechodzi najśmielsze nawet zarzuty:
„Do jakiego stopnia niedorzeczności dochodziła cześć relikwii, i w jak bezwstydny sposób wyzyskiwała ją chciwość księżowska, przekonać się możemy z pewnych faktów, w których Kościół głosi się posiadaczem niemożliwych relikwii.”
„Pokazywano pióro Michała archanioła, cząstkę tchu Chrystusowego, zawartego w butelce, naczynie pełne ciemności egipskich, nieco dźwięku dzwonów, słyszanych przy wejściu Chrystusa do Jerozolimy, promień betleemskiej gwiazdy Magów, jakieś westchnienia św. Józefa, kawałek drabiny Jakóbowej.” — Z tego powodu rzuca Marius obelgi na księży katolickich. Jakże nam nazwać podobne cytaty Mariusa? Sam on zapewne nie wierzył w to, co nam zarzucał, inaczej bowiem przypuszczaćby w nim należało najoczywistsze zboczenie umysłowe.
Często również mówiono o tonsurze braminów, i to aby dać do zrozumienia, że księża katoliccy, nosząc tonsurę, naśladują braminów. Tymczasem, tonsura Hindusów polega na goleniu całej głowy z wyjątkiem jej wierzchu, gdzie się pozostawia kosmyk włosów. Obowiązek-to włożony na kastę wojowników i na vaissya (stan kupiecki), tak samo jak na Braminów, a czynność ta spełnia się na dzieciach, od jednego roku do trzech lat wieku mających. Nazywa się ta operacya Chudń-Karma: robienie kosmyka. — Trudno, każdy chyba zgodzić się musi, że to wcale nie podobne do tonsury katolickiego księdza!
(Ob. art. Religia Rzymska). (Harlez). X. Woks