KOŚCIÓŁ. (Wewnętrzna organizacya K’a w I i II w.)
Pytanie o organizacyi władz kościelnych zajmuje zawsze ważne miejsce w systemach racyonalistycznych o początkach chrześcijaństwa. Renan, który streścił te systemy dla ogółu swych czytelników, często o nie zaczepia i oto w jaki sposób streszcza swe pod tym względem przekonanie w dziele Marc-Aurèle, które się zdaje zawierać ostatnie słowo tego racyonalisty: „Można powiedzieć, pisze on, że organizacya Kościołów posiada jakoby pięć stopni rozwoju, z których cztery przebiegły w okresie, objętym tą książką.
Naprzód, Ecclesia (Kościół) pierwotna, w której wszyscy członkowie byli jednakowo natchnieni przez Ducha św. Następnie, starsi czyli Presbyteri zdobywają w tej Ecclesia ważne prawo zarządu i pochłaniają tę Ecclesia. Później zwierzchnik Starszych, Episcopus (biskup) prawie pochłania władzę Starszych, a tem samem i władzę samej Ecclesia. Następnie Episcopi różnych Kościołów, łącząc się z sobą, tworzą Kościół katolicki. Pomiędzy tymi Episcopi jest jeden, biskup Rzymski, który widocznie jest przeznaczony do wielkiej roli w przyszłości. W pomroce dziejowej dali spostrzega się papieża, Kościół Chrystusów przemieniony w monarchię z Rzymem jako stolicą... Pod koniec II wieku episkopat ukazuje się najzupełniej zorganizowanym, papiestwo zaś istnieje dopiero w zawiązku.” (Renan, Marc-Aurele, str. 416).
Tym więc sposobem w ciągu niespełna półtora wieku układ społeczeństwa, rozpowszechnionego po całej ziemi, miał przejść wszystkie odcienia, począwszy od najskromniejszej demokracyi, a skończywszy na monarchii; i rzecz dziwna, wszystkie te przemiany miałyby się dokonać same przez się, bez żadnych wstrząśnień, w jednej, że tak powiem, godzinie i na wszystkich miejscach jednocześnie.
Gdy Renan ogłaszał swą książkę Les Apôtres, przedstawił Kościół pierwotny jako stowarzyszenie „pobożnych cenobitów,” założone na podstawie nawskroś „demokratycznej i równościowej,” ale pełnej mądrości, wzorowanej na instytucyi „demokracyi ateńskiej.” W piętnaście lat potem tenże Renan widział w tym samym pierwotnym Kościele tylko anarchię i zamieszanie: „Na pierwsze wejrzenie, pisze on w książce Marc Aurèle, dzieło Chrystusowe nie miało w sobie zarodku życia, był to chaos...., zgromadzenie galilejskie zdawało się tylko módz się rozpaść w anarchii.” O ileż ten obraz różni się od obrazu, przedstawionego w innej książce Renana Les Apôtres, a i ten przecież daleki jest od rzeczywistości. W książce tej powiedziano, że: „jak wszelkie społeczeństwo teokratyczne, tak samo Kościół pierwotny dążył do zrzeczenia się władzy w ręce duchowieństwa i chętnie delegował swą władzę”,—ale to przecież bynajmniej nie jest anarchią; powiedziano tam dalej, że Dwunastu „tworzyli między sobą rodzaj świętego kolegium czyli senatu”, —to znów nie jest demokracyą, gdyż rzecz niewątpliwa, że dwunastu nie posiadało władzy na mocy delegacyi ze strony ludu; powiedziano tam wreszcie, że „znajdowało się w Jerozolimie wielkie zgromadzenie ubogich, zarządzane przez apostołów, i że wybrani przez Jezusa apostołowie posiadali w małem stowarzyszeniu niezaprzeczone przełożeństwo.”
Uznawał więc Renan, że apostołowie przez wkładanie rąk na dyakonów, „przekazywali im część swej władzy.” (Apôtres 79, 82). Nie ma nic—aż do prymatu św. Piotra—czegoby nie dostrzegł Renan w łonie tego równościowego Kościoła: „Piotr, powiada on, posiadał między doktorami pewne naczelnictwo..... miał on z pośród wszystkich apostołów najwięcej powagi w sprawach ogólnych... Paweł uznawał jego powagę i, tak jak wszyscy, nazywał go imieniem Kepha, opoka” (Apôtres 119). Widać z tego, jak daleki jest Renan od owego pierwotnego Kościoła, w którym wszyscy członkowie jednakowo byli natchnieni przez Ducha św. I w samej rzeczy, historya apostołów, nawet historya przyjęta przez szkołę racyonalistyczną, ukazuje nam apostołów, tych, których św. Paweł filarami nazywał (Gal, I, 9), jak się zgromadzają w Jerozolimie i z najwyższą powagą orzekają w sprawach pewnej doniosłości, naprzykład w sprawie o zachowywanie przepisów prawa mojżeszowego, albo też jak biorą udział w sprawach, odnoszących się do poszczególnych Kościołów, wydając rozkazy lub odpowiadając na wątpliwości i zapytania. Przeciw pojęciu o Kościele, w którymby wszyscy członkowie byli równie natchnieni przez Ducha św., przemawiają Dzieje Apostolskie, Listy św. Pawła i innych apostołów. Rzecz to tak oczywista, iż nie warto się nad nią dłużej zatrzymywać.
Aby módz jednakowe wszystkich natchnienie przypisać Kościołowi pierwotnemu, jako właściwą jego cechę, zmuszony był Renan uogólniać wypadki wyjątkowe, zdarzające się w historyi Kościoła czasów apostolskich. Często się zdarzały w pierwotnym Kościele dary proroctwa, dary języków, dary natchnienia bożego, słowem Charismata święte; w pewnych miejscowościach, w Koryncie naprzykład, były one nawet bardzo liczne, co już w książce Les Apôtres dało Renanowi sposobność do porównywania pierwszych zgromadzeń chrześcijańskich z sektami Illuminatów, Kwakrów i Irwingianów, spotykanych się w Anglii i w Ameryce. Ale nie mógł on gorszego wybrać argumentu na udowodnienie, że w pierwotnym Kościele wszyscy jego członkowie byli równie natchnieni przez Ducha św., gdyż charismata były poddawane próbie ze strony władzy hierarchicznej, o czem przekonać się łatwo z pierwszego listu św. Pawła do Koryntyan (I Cor. XII, 28, 29).
Nie będziemy śledzili za Renanem po wszystkich manowcach, po jakich się błąka jego subtelna krytyka, chcąca udowodnić, że Presbyteri czyli Starsz powoli zawładnęli pierwotną Ecclesia, że Episcopus ze swej strony zawładnął presbyterami, i że wreszcie miejsce tych Episcopi zajął, albo przynajmniej władzę ich ograniczył Kościół katolicki. Błędna jest ta metoda Renana i nie prowadzi do niczego. Odnośnie naprzykład do Presbyterów, pocóż dochodzić, jak to czyni Renan, czy oni byli wcześniejsi lub późniejsi od biskupów? Wszak gdyby nawet ta wcześniejszość była wykazana, to czegożby ona dowodziła? Niczego, bardzo bowiem możliwa, że apostołowie początkowo w zakładanych przez się Kościołach ustanawiali tylko presbyterów, zachowując episkopat na koniec swego apostołowania. Atoli jeszcze prościej daleko rozwiązać można tę kwestyę. W istocie bowiem, jedyną rzeczą, którą warto byłoby wiedzieć, jest ta, czy biskupi i kapłani zostali ustanowieni przez apostołów i czy w episkopacie należy widzieć instytucyę współzawodniczącą z instytucyą kapłanów. Popierana przez Renana hypoteza racyonalistowska utrzymuje, że episkopat na mocy tego, co nazywają, instynktem twórczym, w ciągu niewielu lat wszędzie zastąpił pierwotne korporacye Starszych czyli kapłanów, i dziać się to miało w epoce śmierci św. Jana. My zaś utrzymujemy, że przypuszczenie to jest błędne.
Jedna przedwstępna uwaga odsłoni nam odrazu niedostateczność racyonalistowskiej hypotezy. Ogólnem prawem wszelkich rewolucyi ludzkich jest to, że zazwyczaj wszelka zmiana w tem, co dotyczy posiadania władzy, nie odbywa się bez gwałtownych więcej lub mniej przeciągłych wstrząśnień. Gdyby więc biskupi pozbawili byli kapłanów i starszych władzy, należałoby się spodziewać w piśmiennictwie kościelnem II w. jakiegoś odgłosu walk, „jakieby podobna rewolucya wzniecić musiała. Tymczasem przeciwnie, cała starożytność chrześcijańska świadczy o najzupełniejszej zgodzie pomiędzy kapłanami i biskupami; mogły wprawdzie tu i ówdzie wyniknąć jakieś odosobnione wypadki zaburzeń, ale nigdzie nie widzimy walki instytucyi biskupów z instytucyą Starszych.
Ale dajmy już bezpośrednią na powyższe pytanie odpowiedź.
Próżno przechwala się Renan, że „posiada żywą intuicyę tego, co jest pewne, prawdopodobne, pozorne, głębokie poczucie ὦν σωτηρίας przemian” (Marc Aurèle, Introd. III); w sprawie, dotyczącej Kościoła pierwszego wieku, przekładać należy opinię ludzi współczesnych, takich Klemensów Rzymskich, Ignacych Antyocheńskich, Polikarpów i innych pisarzy, po nad wszelką inną opinię, choćby nawet tak subtelnego krytyka jak Renan. Tych właśnie świadków apostolskiego wieku zapytać nam trzeba o organiczny rozwój Kościoła w ciągu pierwszego wieku po Chrystusie.
Jakoż, naprzód św. Klemens, uczeń św. Piotra i Pawła, świadczy, że w organizacyi Kościoła nic nie było pozostawione jakiemuś instynktowi twórczemu: „Bóg, powiada on, nadto zarządził swą najwyższą władzą, w jakich miejscach i przez jakie osoby miały być wykonywane święte czynności” (Epist. XL). „Bóg posłał Chrystusa Pana, Chrystus zaś posłał swych apostołów...; wierni ci słudzy, otrzymawszy rozkaz z ust swego mistrza, przekonani zmartwychwstaniem Pana Naszego Jezusa Chrystusa i umocnieni w wierze słowem bożem i pełnością darów Ducha św. w sobie, głosili wszędzie przybliżenie się królestwa bożego; a każąc w ten sposób: po wsiach i miastach, wybrali pierwociny tych rodzących się Kościołów i doświadczywszy je światłem Ducha św., którym byli napełnieni, ustanowili je biskupami i dyakonami nad tymi, którzy uwierzyć mieli słowu” (Epist. XLII). Z tego widać, że podług myśli św. Klemensa, organiczny układ Kościoła sięga bezpośrednio samego Chrystusa Pana; a w słowach tego pisarza dopatrzeć się nie można żadnego pochłonięcia pierwotnej Ecclesia przez presbyterów, jak również żadnego pochłonięcia władzy presbyterów przez owych renanowych Episcopi.
Nic to nie znaczy, ze św. Klemens nie zaznacza w liście swym różnicy pomiędzy nazwami biskup i kaplan; pomieszanie nazw bynajmniej nie oznacza pomieszania urzędów. Aczkolwiek św. Klemens kapłanom dawał niekiedy nazwę ἐπίσκοπος nie mniej jednak odróżniał jednych od drugich, tak jak my odróżniamy biskupów, kapłanów i dyakonów.
Wprawdzie Presbyteryanie i Kalwini skorzystali z powagi św. Klemensa by utrzymywać, że episkopat nie należał do instytucyi apostolskiej; oparli zaś swe zdanie na przytoczonym powyżej ustępie, w którym jedynie owi ἐπίσκοποι (tu można ten wyraz przełożyć przez kapłani) i dyakoni wymienieni są jako składający całość hierarchicznego ciała. Ale bardzo być może, iż w tem miejscu św. Klemens nie uważał za potrzebne podawać wyczerpującego wykazu wszystkich urzędów kościelnych, albo też że chciał poprostu tylko wskazać zwykłe postępowanie apostołów, którzy, podług tego pojmowania rzeczy, święciliby samych tylko kapłanów, samych siebie zaś uważając za biskupów założonych przez siebie Kościołów. W każdym jednak razie w innem miejscu (c. XLVI) mówi św. Klemens o tych, których apostołowie wybrali na swoich następców, a których w tem miejscu nazywa biskupami i kapłanami. Wreszcie, gdy porównywa organizacyę Kościoła żydowskiego z organizacyą Kościoła chrześcijańskiego, wymienia trzy urzędy u żydów, które miały najwięcej podobieństwa do urzędów przyjętych u chrześcijan: biskupa, kapłana i dyakona. „Arcykapłan ma czynności, powiada on, kapłani i lewici również mają swoje czynnosci, a nawet i świeccy mają swe do spełnienia zobowiązania” (Epist. XL).
Chcąc dać do zrozumienia, ze ambicya Rzymu nie była obca wyrobieniu się hierarchii, twierdzi Renan, iż wyrazy „biskup, kapłan, dyakon w Rzymie otrzymały po raz pierwszy określone znaczenie." Tymczasem, niemasz nic bardziej nieprawdziwego. W dziele Hermasa p. t. Pastor, napisanem w Rzymie pod koniec II w., nie mają jeszcze te wyrazy stałego znaczenia, podczas gdy we wschodnich Kościołach bardzo ściśle łączą się one z rzeczami, które oznaczają. I w istocie, episkopat albo przynajmniej działalność episkopatu wyróżnia się od działalności presbyteratu daleko lepiej na Wschodzie aniżeli na Zachodzie, gdzie (w Rzymie) presbyterat spełniał przeważnie działalność zbiorową bardzo rozległą pod kierunkiem biskupa.
Najdokładniej mówić o hierarchii kościelnej w pierwszym wieku mógł biskup wschodni, śród Ebionitów syryjskich, którzy odrzucali episkopat. To też nic dokładniejszego nad słowa św. Ignacego Antyocheńskiego w przedmiocie godności biskupa, kapłana i dyakona. Nazywa on św. Polikarpa „biskupem Smyrnian, którzy za biskupa mają raczej Boga Ojca i Pana Naszego Jezusa Chrystusa” (Epist. ad Polyp. 1); zachęca go do spełniania wszystkich obowiązków swego urzędu, jako posiadającego zarząd Kościoła;— do czuwania, by się nic bez jego woli nie działo w Kościele, tak samo jak sam nie powinien czynić nic niezgodnego z wolą Bożą (Ibid. IV). „Bądźcie dobrzy dla swego biskupa, odzywa się do ludu smyrneńskiego, aby Bóg był dobry dla was. Oby to Bóg dał, iżbym się mógł poświęcić tym, którzy są poddani biskupowi, kapłanom, dyakonom.” Ludzie szanować powinni dyakonów, jako ustanowionych na rozkaz Jezusa Chrystusa: naprzód biskupa, jako tego, który jest obrazem Ojca, a kapłanów jako dostojny senat Boga” (Ad Trall. III). „Jako Chrystus Jezus, życie nasze, z rozkazu Ojca ustanowiony został nad całym Kościołem, tak również biskupi z rozkazu Jezusa Chrystusa ustanowieni zostali po różnych częściach ziemi” (Ad Ephes. III).
Kilku tym tekstom, których liczbę można zresztą łatwo powiększyć, Renan przeciwstawić może tylko próżne hypotezy i „żywą swą intuicyę tego, co jest pewne, prawdopodobne, pozorne;” wszelako, jeśli Renanowi to wystarcza, innym wolno być bardziej wymagającymi.
Ale nawet po za świadectwami św. Klemensa i Ignacego spotykamy fakta, których racyonalistowska krytyka udaje że nie dostrzega, a które nie mniej przecież potwierdzają apostolskie pochodzenie organizacyi Kościelnej. „W Ebionityzmie, pisze Mgr. Ginoulhiac, znajdujemy hierarchię kościelną, złożoną z biskupów, z kapłanów, z dyakonów, święcenia udzielane bywają przez wkładanie rąk i przez modły, towarzyszące tej ceremonii. Urzędy i obowiązki są te same, co w Kościołach apostolskich. Ustanowienie episkopatu uważa się tam nie za nowożytne, lecz za pierwotne. Tak więc Jakób przedstawiony jest jako pokonsekrowany na biskupa Jerozolimskiego, Piotr święci Zacheusza, a przy tem święceniu świadczy, że działa z rozkazu czyli z ustanowienia samego Jezusa Chrystusa.” (Les origines du christianisme, t. II. str. 305).
A teraz obaczmy, jak tłómaczy Renan utworzenie się Kościoła katolickiego. W połowie II w. heretycy się mnożą i rozdzierają łono swej macierzy. Biskupi nigdy nie mieli lepszej nad tę sposobności do pokazania się. Heretycy podali sobie ręce; to też i biskupi poczuli lepiej, aniżeli kiedykolwiek, konieczność zjednoczenia się, skupienia się wokoło sprawy wspólnej obrony; wchodzą więc tedy ze sobą w stosunki. Podług Renana, „ci episcopi rozmaitych Kościołów, jednoczący się ze sobą, tworzą Kościół katolicki.” (Marc Aurèle, str. 416). Co do nas, nie przeczymy bynajmniej tych stosunków w duchu podtrzymania jedności między biskupami, ale czyż za czasów Apostołów stosunki jednego Kościoła z drugim nie były ciągłe? Wówczas podtrzymywała je pobudka miłości, gdy zaś powstały herezye, oddzielne Kościoły podały sobie ręce do wspólnej obrony wiary. Wszak byłoby dziwnem, gdyby Kościoły łączyły się przeciw herezyom, zanim jeszcze te herezye powstały!
Przypuszczamy, że idea katolickości musiała wyjść wzmocniona z tych walk, w których tyle poszczególnych Kościołów walczyło za wspólną sprawę i zawdzięczało zwycięstwo swemu zjednoczeniu; według uwagi Klemensa Aleksandryjskiego (Strom. VII, 5), nazwa katolicki została nadana Kościołowi πρὸς διαστολήν, dla odróżnienia go od herezyi. Idea przeto katolickości służy za punkt środkowy dla chrześcijan, otoczonych heretykami; wyraźniej i powszechniej okazała się ta idea w epoce herezyi, lecz tylko jako logiczny i konieczny rozwój wiary poprzedniej i wszędzie przyjętej. Wcale nie wyrobiła się ta idea w Rzymie, jak utrzymuje Renan (Marc-Aurele, 202), który przez to pragnie okazać jakim sposobem tworzenie się Kościoła katolickiego miało służyć biskupom rzymskim za szczebel do wzniesienia się na szczyt całego episkopatu. Aby udowodnić, że biskup rzymski z umysłu pracował nad zapewnieniem sobie przewagi, nie dość stwierdzić, że zajął przednie stanowisko między biskupami; naturalniej byłoby przypuścić, wtedy nawet, gdyby nie znano tytułów do tej wyższości biskupa rzymskiego, że zajął on to pierwszorzędne między biskupami stanowisko dla tego, iż miał doń prawo, i że prawo to jego uznawano powszechnie.
Wszelako Renan przypisuje papiestwu w owym czasie skromne jeszcze stanowisko: „Pod koniec II w., powiada on, papiestwo istnieje w zawiązku.”
Czyż to takie być powinno dokładne określenie papiestwa w II w.?—Ale trzeba nam unikać gry wyrazów. Jeśli przez papiestwo rozumie się władzę centralną, wdającą się administracyjnie i stale w zwykłe i, że tak powiem, w codzienne sprawy poszczególnych Kościołów, władzę taką, jaką widzimy później, to istotnie papiestwo w drugim wieku istniało tylko w zawiązku. Ale już w owej epoce czasu następca św. Piotra przewodniczył Kościołowi rzymskiemu i prawnie posiadał wszystkie przywileje i własności papiestwa; tylko że nie spełniał swej władzy w tych formach, jakie widzimy w epokach następnych, gdy wrócono pokój i swobodę Kościołowi i gdy zewnętrzne okoliczności zupełnie się zmieniły.
Skądinąd wszakże Renan zmuszony jest na tym punkcie uznać fakta, które zadają kłam jego teoryi o papiestwie w zawiązku. Przytacza on list Polikratesa, biskupa Efezkiego, w którym ten ostatni powołuje się przeciw papieżowi Wiktorowi na odrębną tradycyę swego Kościoła w przedmiocie sławnego sporu o dzień Wielkiejnocy. „Że papiestwo było zrodzone i dobrze zrodzone, powiada Renan, dowodzi tego ów nie do uwierzenia zamiar, jaki powziął niebawem po tym liście papież Wiktor. Zamierzał on ekskomunikować, odepchnąć od Kościoła powszechnego najświetniejszą prowincyę kościelną dla tego, że nie chciała ugiąć swej karności przed karnością rzymską.” (Marc-Aurèle, 417).
Nadto, dla czegóż to w wieku, którego płodność umysłową tak wysoko ceni Renan, wszystkie walki gnostycyzmu, wszystkie walki Justyna i Tacyana, wszystkie spory, które rozdzierały sumienie chrześcijańskie, kończyły się w Rzymie? Jakże inaczej wytłómaczyć ten fakt ogólny, jak nie owem przeświadczeniem, jakie wówczas istniało, że wygrać sprawę w Rzymie znaczyło zapewnić swym przekonaniom zwycięstwo wszędzie? „Sławni nauczyciele uważali sobie za pewien obowiązek dla swej nauki odwiedzać ten Kościół, w którym od czasu rozproszenia pierwszego Kościoła Jerozolimskiego wszyscy odczuwali urok starożytności.” (Marc-Auréle, 170). Ale to czego szukano w Rzymie, powiada Renan, „był to sąd polubowny, a nie rozwiązanie trudności.” (Ibid. 418). Jednakże, powiemy tu od siebie, czyż to nie było zasadnicze „rozwiązanie trudności” takie odłączenie od Kościoła tych, którzy nie przyjmują orzeczeń Kościoła rzymskiego w przedmiocie obyczajów lub wierzeń?
Inne zdania są również znaczące: „Niesłusznie utyskują biedni Artemonici (rodzaj uprzednich aryanów) na niesprawiedliwość losu, który czyni ich heretykami, podczas gdy aż do Wiktora cały Kościół rzymski wierzył tak jak oni. Już wówczas Kościół rzymski stawał po nad historyą. Po pewnych znakach już wówczas dawał się poznać ów duch, który w r. 1870 miał ogłosić nieomylność.” (Ibid. 415—416). „Dzieło stanowiące fragment znany pod nazwą Kanonu Muratori'ego, napisane w Rzymie ok. r. 180 po Chr. okazuje nam Rzym, stanowiący prawa dla innych Kościołów. Św. Ireneusz oświadcza, że Rzym jest Kościołem największym, najdawniejszym, najsławniejszym, -- Kościołem, który skutkiem nieprzerwanego następstwa biskupów posiada prawdziwą tradycyę apostołów Piotra i Pawła, — Kościołem, do którego z przyczyny jego prymatu wszelki Kościół uciekać się powinien.” (Ibid. 414). Cóż więcej przeto potrzeba było temu Kościołowi, aby przestał być w zawiązku? Pod koniec drugiego wieku papiestwo nietylko było zrodzone i dobrze zrodzone, jak powiada Renan, lecz zdaje się nadto, że jego wyłonienie się było już dosyć mocno zaawansowane.
Pozostaje nam szczegółowo odeprzeć uwagi Renana, któremi ten pisarz stara się wykazać nieprawność prymatu Kościoła rzymskiego, albo przynajmniej wytłómaczyć go przyczynami zewnętrznemi i przypadkowemi.
„Cesarstwo rzymskie, podług Renana, było jakby formą, w której się skrzepła nowa religia.” (Marc-Aurele, 412). Hierarchia zatem kościelna urobiła się na administracyi państwowej, a przez to pojmuje się dobrze, jaką korzyść odnieść musiał biskup rzymski ze swego najwyższego w świecie stanowiska, by założyć swe panowanie nad tym קהל.
Najchętniej sami uznajemy; ile korzyści dla jedności kościelnej przedstawiało istnienie takiego centrum politycznego jak Rzym, do którego miały przystęp wszystkie sprawy, i z którego wychodził impuls życiowy ku wszystkim krajom cywilizowanego świata. Ale to, co ułatwia wykonywanie pewnego prawa, nie tworzy tego prawa; aczkolwiek polityczna wielkość Rzymu służyła za podstawę dla supremacyi Kościoła rzymskiego, to jednak o tej supremacyi mówi już starożytność kościelna, tak samo jak mówi o tem, że władza biskupa rzymskiego pochodzi stąd, iż on jest następcą św. Piotra. Otóż, niema ani jednego śladu, ani jednego tekstu, któryby można przytoczyć na poparcie tego przypuszczenia, ani jednego niema dowodu, z któregoby można wnioskować, że biskupi rzymscy zamierzali osiągnąć w kierunku duchownym to, co w kierunku doczesnym osiągnęła polityka cezarów rzymskich. Renan ani jednego świadectwa nie przytacza na poparcie swego mniemania, ale za to najrozmaitszych hypotez podnosi bez liku.
„Do przodownictwa, powiada Renan, jakie wszystkie Kościoły przyznawały Kościołowi rzymskiemu, bardzo dużo się przyczyniła sprawa materyalna. Kościół ten był olbrzymio bogaty; dobra jego, dobrze administrowane, były dla innych Kościołów źródłem zapomogi i propagandy. W Rzymie był w pewnem znaczeniu wspólny skarb wiernych.” (Marc-Auréle, 73).
Dyonizy z Koryntu, na którym sie Renan tu wspiera, powiada istotnie w swym liście do Rzymian, że od początku Religii było w zwyczaju Kościoła rzymskiego posyłać jałmużnę innym Kościołom, jak również świętym, skazanym do ciężkich robót. Przypomina, że pap. Soter przyjmował braci w potrzebie będących a do Rzymu przybyłych z czułością ojca (Euzeb. IV—XXIII) Zresztą Dyonizy z Koryntu podaje bardzo rzewny obraz powszechnego miłosierdzia Kościoła rzymskiego, które promienieje daleko na uciśnione Kościoły, albo na wyznawców, żywcem pogrzebanych w podziemiach. Ale dla czegóż temu miłosierdziu podsuwać zamiary ambicyi? W jakiemże poszanowaniu mieć będziemy najszlachetniejsze skłonności, najdelikatniejsze uczucia, jeśli po za sercem wydanem na miłosierne uczynki dopatrywać będziemy — bez dowodów — samolubnej i chciwej ambicyi? Nie, jałmużny Kościoła rzymskiego nie były dziełem ambitnej propagandy; Dyonizy z Koryntu powiada, że jałmużny biskupów rzymskich miały swe źródło w ojcowskiej miłości, jaką ci biskupi otaczali swe Kościoły i wszystkich chrześcijan; a skoro przyjmujemy za prawdziwy fakt, który ten pisarz przytacza, to nie mamy prawa odmawiać wiary w pobudki, jakie mu on przypisuje.
Renan tłómaczy jeszcze rozwój przewagi Kościoła rzymskiego dążnościami apokryficznej literatury klementyńskiej, której kolebkę umieszcza w Rzymie, jak również wiarę, przez tę literaturę rozpowszechnioną, że św. Piotr założył Kościół rzymski. Odpowiedź na oba te mniemania znajdujemy w artykułach, omawiających pobyt św. Piotra w Rzymie. Tu zaś musimy tylko zaznaczyć, że tłumaczenie to wywraca z gruntu całą racyonalistyczną teorye o organizacji pierwotnego Kościoła; albowiem, skoro przypuszczamy, że do utworzenia supremacyi Kościoła rzymskiego przyczyniła się wiara w przyjście św. Piotra do Rzymu, to przyznać trzeba, że do tej wiary można było przyjść tylko skutkiem tego, że sama ta supremacya św. Piotra była w umyśle chrześcijan faktem powszechnie znanym i niewątpliwym.
Wszystkie te błędne teorye o organizacyi Kościoła pierwotnego z dwóch wypływają źródeł: z nadużycia i z przesady w krytyce. Zazwyczaj wyjaśniają prawo faktami, —i to jest nadużycie, gdyż prawo bywa wcześniejsze od faktu, który się tem prawem rządzi. Racyonaliści mierzą prawo faktycznem wykonywaniem tegoż prawa, albo też formułami, które je wypowiadają—i to jest przesada. Dokądżeby się zaszło, gdyby się chciało pisać podług formuł historyę stosunku biskupów do papiestwa? Tak np. dopiero pod koniec XII i w ciągu XIII w. biskupi mianować się zaczęli biskupami z bożej i stolicy apostolskiej łaski. A przecież zarówno przedtem jak potem bywali wybierani i sprawowali władzę podług praw kościelnych. Zarówno przed XII w. jak później biskupi bywali przez papieży ekskomunikowani i z godności deponowani. Formuła ta nic a nic nie zmieniła w hierarchii, a przecież nieoględny krytyk mógłby przypuszczać, że wprowadziła ogromną zmianę. W rzeczywistości zaś była ona tylko protestem przeciw uroszczeniom książąt panujących do nadawania duchownym inwestytury kościelnej. (Guilleux).
X. W. S.