KOŚCIÓŁ KATOLICKI I REWOLUCYA.

Wroga Kościołowi dwujęzyczność nowożytnego liberalizmu rzuciła w świat jakby jednem tchnieniem dwa wręcz sobie przeciwne kłamstwa historyczne: jedno, że Kościół katolicki, z natury swej bezwzględny i despotyczny, okazuje się wszędzie zapalczywszym wrogiem swobód narodowych, drugie, że tenże Kościół, hołdując stanowczo demokratycznym dążnościom, jest nieprzyjacielem panujących, a poplecznikiem rewolucyi.

Kłamstwo to, co prawda, nie nowe. Już boskiego Założyciela Kościoła oskarżano jako nieprzyjaciela cesarza rzymskiego, i jako uwodziciela ludu, a wierność pierwszych chrześcijan dla wiary świętej karano śmiercią jako zdradę stanu i obrazę najwyższego majestatu. Wprawdzie kłamstwo to coraz bardziej milknąć musiało, gdy chrystyanizm i Kościół w coraz dalszym zwycięskim pochodzie okrążał świat a ludy czynił wielkimi i szczęśliwymi, ale bezczelnie podniosło głowę, gdy herezya XVI w. rozerwała jedność chrześcijańskiego Zachodu i wywołała rewolucyę ludów przeciw powadze Kościoła, gdy protestanccy książęta i ich rządy wyszukiwały „przyczyn” dla upozorowania swego odstępstwa od Rzymu, pożądliwości dóbr kościelnych i prześladowania poddanych, pozostałych Kościołowi wiernymi. Odtąd rósł coraz bardziej kłamliwy ten zarzut, że Kościół katolicki jest wrogim państwu, że schlebia rewolucji, i, jak ów wypchany słoń królowej Semiramidy, wytaczany bywał we wszystkich prawie walkach, celem przerażenia jego ogromem prostodusznej publiczności.

Moglibyśmy i my zostawić w spokoju to śmieszne a nieszkodliwe straszydło, gdyby nie pewni przeciwnicy Kościoła, skądinąd czcigodni mężowie, poważni historycy, prawnicy, filozofowie a nawet politycy, którzy je starannie uzbroili i na widok publiczny wyciągnęli.

Pierwszeństwo w rzędzie tych przeciwników naszych należy „weteranowi niemieckiego dziejopisarstwa,” Leopoldowi von Ranke, który naprzód w czasopiśmie swem „Historisch-Polit-Zeitschrift” (II, 607), a następnie w swej Historyi papieży1 podaje, jako wynik swych naukowych badań, że począwszy od XVI w. okazywał się katolicyzm względnie do potrzeby, w teoryi i w praktyce, rewolucyjnym i buntowniczym. Naukowe to odkrycie Rankego zostało wlot pochwycone przez przywódcę pruskich konserwatystów, Stahl'a, przez innych zaś uogólnione, bywało złośliwie przeciw Kościołowi katolickiemu obracane2, a nawet przez ludzi skądinąd godnych, jak np. przez filozofa Trendelenburga wyzyskiwane, a przynajmniej nie dosyć zbijane3).

Zdaniem Rankego (l. c. str. 121), głównie jezuici byli czynni w rozszerzaniu i bronieniu zasad rewolucyjnych.

Odkrycie Rankego nabierało podwójnego znaczenia w czasie, gdy chodziło o obronę zagrożonych Niemiec od wroga ze wszystkich wrogów najstraszniejszego, od jezuitów. Tak np. w siódmym dziesiątku lat bieżącego wieku, gdy powódź „Kulturkampfu” zalała świeże wówczas cesarstwo niemieckie, rozległ się aż po krańce państwa dziki wrzask o wrogim dla cesarstwa i niebezpiecznym dla państwa rzymskim Kościele i o rewolucyjnych jezuitach. Sam nawet osławiony ówczesny „katolicki” minister oświaty w katolickiej Bawaryi, Lux, odważył się „Kościół katolicki” nazwać „bardzo niebezpiecznym” dla państwa. Ten sam zarzut podniósł w tymże czasie sławny angielski mąż stanu, stary Gladstone, i to w formie tak ubliżającej, że zmusił dawnego przyjaciela swego, łagodnego kardynała Newmana, do energicznego protestu przeciw niesłusznemu oskarżeniu4). I w nowszych też czasach spotykano się nieraz po pismach z tym samym kłamliwym zarzutem, dla tego też uważamy za konieczne i my także przeciw niemu zaprotestować i tu pokrótce wykazać, że Kościół katolicki nie był nigdy rewolucyjny, ani w starożytności, ani w średnich wiekach, ani w XVI stuleciu, a już najmniej chyba w czasach obecnych, że Kościół nie przemawiał nigdy za rokoszem, ani żadnego nie dawał poparcia przeciw prawowitej zwierzchności, lecz przeciwnie, że stale potępiał i zwalczał wszelkie nieprawe przeciwpaństwowe działania.

Bo i jakżeby to wreszcie być mogło, aby ta władza najdawniejsza, w swym organizmie najwspanialsza i najbardziej zachowawcza, aby ten, bardziej aniżeli inna jakakolwiek w świecie instytucya, na powadze oparty i siłą powagi działający i żyjący katolicki Kościół, żywić miał demokratyczne, antypaństwowe i rewolucyjne dążności, i to jeszcze tam, gdzie się cieszy swym wpływem, w ziemiach katolickich, aby miał wywołać i popierać ruchy powstańcze i zwierzchności wrogie?! Taki zarzut — to contradictio in adjectis, absurd pod względem logicznym! Kościół katolicki nie może być rewolucyjny, albowiem sam przeciw sobie walczyłby wtedy, zaprzeczałby w takim razie i niszczył własną naukę, byt swój cały i istotę. Nigdy też nie był rewolucyjnym, i kłamstwo historyczne popełnia ten, kto go takim nazywa.

Nauka Kościoła katolickiego, od początku aż do dziś, pozostaje po wsze czasy zawsze ta sama: nakazywała ona zawsze posłuszeństwo względem prawowitej zwierzchności świeckiej i potępiała wszelki przeciw niej opór i rokosze. Pierwszy papież, Piotr Św., w pierwszym swym liście do wiernych (2, 18 nst.) nie dwuznacznie im przypomina obowiązki poddanych względem zwierzchności: „Bądźcież tedy poddani wszelkiemu ludzkiemu stworzeniu dla Boga: chociaż królowi, iako przewyższaiącemu, chociaż książętom iako od niego posłanym ku pomście złoczyńców, a ku chwale dobrych: bo taka iest wola Boża, abyście dobrze czyniąc usta zatkali niemądrych ludzi głupstwu. Jako wolni, a nie iakoby mając wolność zasłoną złości, ale iako słudzy Boży.”

Podobnież pisze św. Paweł do Rzymian (12, 1 nst.): „Wszelaka dusza niechay będzie poddana wyższym zwierzchnościom. Abowiem niemasz zwierzchności iedno od Boga: a które są od Boga są postanowione. Przeto kto się zprzeciwia zwierzchności, zprzeciwia się postanowieniu Bożemu, a którzy się zprzeciwiają, ci potępienia sobie nabywają... bo nie bez przyczyny miecz nosi (władza zwierzchnicza). Abowiem jest sługą Bożym, mścicielem ku gniewu temu, który złość czyni.”

Klasyczne te miejsca zawierają in nuce naukę katolicką o stosunku poddanych do swej zwierzchności; wszyscy egzegeci katoliccy zawsze w ten sam sposób je wyjaśniali, a starzy Ojcowie Kościoła, wielcy średniowieczni doktorowie, tak samo jak nowsi teologowie — nie wyłączając jezuitów, uważali słowa te bez żadnych restrykcyi za punkt wyjścia i główną podstawę swych zasad o obowiązkach poddanych. Wreszcie, każdy nawet najmniejszy katechizm katolicki powołuje się na te miejsca Pisma św., by młodzieży wyjaśnić i udowodnić naukę katolicką o wierności poddanych dla prawowiernej władzy.

Wierni chrześcijańskiej zasadzie, wypowiedzianej jasno i niedwuznacznie w przytoczonych słowach obu apostołów, przedstawiciele i nauczyciele Kościoła po wsze czasy otwarcie i bez ogródek uważali wszelki rokosz i rewolucyę przeciw prawowitej zwierzchności za rzecz karygodną i śmiertelnie grzeszną. Tak naprzykład św. Tomasz z Akwinu, — ten „książę i mistrz wszystkich scholastycznych nauczycieli,” ta „wyjątkowa podpora i ozdoba katolickiego Kościoła,” jak go nazywa Leon XIII pp. w encyklice z dn. 4 Sierpnia 1879 r. — naucza, że rokosz (sedittio) jawnie sprzeciwia się zarówno sprawiedliwości jak powszechnemu dobru, t.zn. pomyślności społeczeństwa ludzkiego, że przeto już sam w sobie jest grzechem śmiertelnym, i to tem cięższym, im wyżej stoi dobro publiczne przez rokosz zwalczane, od dobra prywatnego, przez kłótnie i niezgodę zagrożonego. Zaś grzechu rokoszu i niepokojów winni są przedewszystkiem ci, co rokosz wywołują, i ci najbardziej grzeszą; następnie zaś i ci także, co im ulegają i dobro publiczne niweczą5).

Tego samego zupełnie uczą tak źle rozumiani i niesprawiedliwie przez Rankego, Gervinus’a i Stahla oskarżani jezuiccy pisarze XVI i XVII ww.6): Bellarmin, Suarez i in., odnośnie do których Stahl nie wstydził się wypowiedzieć następującego paradoksalnego zdania: „W katolickim Kościele przeważnie jezuici nauczają o prawie rokoszu.” (Rechts und Staatslehre, § 151). A tymczasem tenże Bellarmin w swej drugiej obronie przeciw książce Jakóba kr. Angielskiego pisze co następuje7): „Skoro raz została utworzona zwierzchność, lud żadnej nie ma władzy nad nią, lecz ona, a mianowicie król ma władzę nad ludem, i nie wolno prawowitych książąt odstępować albo rokosz przeciw nim podnosić bez ściągnięcia na się winy najcięższej zbrodni.”

Nie można wyraźniej i surowiej potępić rokoszu i rewolucji.

Ale czy nie zmienił swego zdania Kościół katolicki w dzisiejszych czasach, gdy rządy państwowe zachodnio-europejskie przeważnie wrogo przeciw niemu występują, a rewolucya nieoszczędziła samych nawet krajów katolickich? Czy może wiedziony duchem „mądrej polityki” zawarł Kościół ugodę z coraz potężniejszemi rewolucyjnemi ideami i państwami? Już samo to pytanie, gdyby poważnie było postawione, zawierałoby złośliwe niezrozumienie i grubiańskie pokrzywdzenie zawsze niezmiennego w swej nauce katolickiego Kościoła.

Owszem, właśnie w ostatnich czasach papieże więcej aniżeli kiedykolwiek ostrzegawczy przeciw niej głos podnosili, a błędne pojęcia i czyny głośno i uroczyście potępiali: tacy np. papieże jak Klemens XII, Benedykt XIV, Pius VI, Pius VII i Leon XIII. — Ostrzegał też i Grzegorz XVI w encyklice „Mirari” z 15 Sierpnia 1832 r. przed rozpowszechnionemi między ludem złemi pismami, w których się „rozszerzają zasady, wstrząsające należną panującym wiernością i uległością, zapalające wszędzie pochodnie rokoszu.” Ukazując na chrześcijańską starożytność, przypomina ten papież „świetne przykłady niewzruszonej uległości dla panujących, które to przykłady „wynikały z najświętszych przepisów religii chrześcijańskiej” i które „potępiają niecne zuchwalstwo i bezbożność tych, co porwani przewrotną a nieokiełznaną żądzą wyuzdanej wolności, wytężają wszystkie swe myśli i starania, by wstrząsnąć i zburzyć prawa panujących, a ludom pod pozorem wolności narzucić jarzmo niewoli. ”

Następca jego, Pius IX pp., który sam stał się ofiarą przymierza, zawartego między ukoronowaną i nieukoronowaną rewolucyą, wielokrotnie powtarzał tę samą prawdę w swych Encyklikach (z dn. 9 Listop. 1846 r. i z 8 Grudnia 1849 r.), w Allokucyach (3 Paździer. 1847 r.) i w Brewiach (26 Marca 1860 r.), jak również potępił rewolucyę szczegółowo w 63 zdaniu sławnego Syllabusu, (patrz art. Syllabus „Można odmawiać posłuszeństwa prawowitym monarchom, a nawet przeciw nim się buntować,” a w konstytucyi „Apostolicae Sedis” z dn. 12 Października 1869 r. wydanej przeciw członkom wszystkich sekt, związków i spisków, czy to jawnie, czy tajemnie przeciw prawowitej władzy działających, rzucił wielką ekskomunikę, a moc uwolnienia od niej zastrzegł samej Stolicy Apostolskiej.

Papież Leon XIII, naprzód zaraz „na początku Naszego Pontyfikatu, spowodowani najwyższem, jakie zagraża, niebezpieczeństwem,” by „książętom i ludom, szalejącą burzą miotanym, ukazać ochronną przystań,” następnie po okropnym zbrodniczym zamachu 13 Marca 1881 r. w Petersburgu, i znów w kilka lat potem, gdy nowe doświadczenia dowiodły, że „wielu nie chce uznać za normę i prawidło społecznego porządku życia tych zasad, które Kościół katolicki uznaje za słuszne."

Tak więc pp. Leon XIII, „najwyższy nauczyciel i rządca Kościoła” oraz „powszechny ojciec wszystkich wiernych,” potępia wszelką rewolucyę w swych urzędowych encyklikach, wysyłanych do „wszystkich patryarchów, prymasów, arcybiskupów i biskupów katolickiego Świata.” Jeśli więc z tej najwyższej urzędowej strony, jeśli w tak uroczystej formie, w tak bardzo stanowczy, niedwuznaczny sposób, wszelki opór przeciw prawowitej zwierzchności, wszelkie zaburzenie, wszelki w teoryi lub w czynie rokosz i rewolucya, są uważane, potępione i napiętnowane jako przeciwne prawu bożemu i ludzkiemu, rozumowi i ogólnemu dobru społeczeństwa, —to już tylko chyba złośliwy nierozum i najprostsza żądza potwarzy może się trzymać dawnego kłamstwa, że Kościół katolicki był niegdyś, albo jeszcze jest dzisiaj, przyjacielem i poplecznikiem rewolucji. X. W.S.

Footnotes

  1. Papstgeschichte. Leipzig, 1885, str. 121, 8 wyd.

  2. Prw. Stahl. Rechts -und Staatslehre, § 48, 151.

  3. Trendelenburg. Naturrecht, § 154 Note.

  4. Gervinus utrzymuje także, iż „jezuici uczyli zasad demokratycznych w sprawach państwowych.” (Prw. Einleitung in d. Geschichte d. XIX Jahrhunderts, str. 101).

  5. List otwarty do księcia Norfolk pod tyt. „Czy Kościół katolicki jest niebezpieczny dla państwa.” Tłómaczenie niemieckie: „Ist d. kath. Kirche staatsgefährlich?” Freibg. 1875.

  6. S. Thom. Summa theolog. II — II, qu. 42, art. 2.

  7. Ob. Stimmen aus Maria-Laach. II, 378, 384 nst.