KONSTANTYN W. (Widzenie Konstantyna Wielkiego).
Widzenie, jakie miał Konstantyn W., opisują dwaj współcześni pisarze kościelni: Euzebiusz i Laktancyusz. Euzebiusz (Vita Constantini, lib I. cap. 27, 28 nst.) opowiada o niepokojach, jakim podlegał bohater jego dzieła podczas wojny z Maksencjuszem. Mianowicie zaś mówi, że Konstantyn bardzo starannie poszukiwał sposobów, którymiby mógł zniweczyć dyabelskie czary swego przeciwnika. „Rozumiał dobrze Konstantyn, powiada Euzebiusz, że aby opanować te czary, potrzeba innej pomocy, aniżeli miecze jego żołnierzy; szukał też bóstwa, do któregoby się zwrócił o pomoc. Zastanawiało go to zwłaszcza, że z pomiędzy cesarzy jego poprzedników wszyscy, co najbardziej zaufali mnóstwu bogów, ofiarom i wyroczniom, wszyscy nędznie pomarli. Sam tylko ojciec jego Konstancjusz, który nie podzielał ich błędów i który całe swe życie czcił jednego Boga najwyższego, doznawał Jego pomocy i względów. Postanowił przeto zwrócić się do Boga ojca swego... i zaczął Go bezustannie prosić, aby mu się dał poznać i aby rozciągnął nad nim swą przyjazną prawicę. Tak serdecznie błagał Boga ten cesarz, iż wreszcie ukazał mu się cudowny znak, pochodzący od Boga. Gdyby ktoś inny rzecz tę opowiadał, trudno byłoby mu wierzyć; lecz ponieważ opowiedział nam ją sam Wiktor August, i to znacznie później, w czasie gdyśmy należeli do jego zaufanych, któżby śmiał przeto powątpiewać o prawdzie całej tej historyi, którą nam cesarz przysięgą potwierdził? Było to w porze popołudniowej, słońce już zaczęło się pochylać; upewniał nas Konstantyn, że widział własnemi oczyma na niebie ponad tarczą słoneczną świetlany znak krzyża z następującym napisem: „ΕΝ ΤΟΥΤΩ ΝΙΚΑ” (In hoc signo vinces). Na ten widok zdziwili się niepomiernie i on sam i jego żołnierze, towarzyszący mu w pochodzie, będący tak jak on świadkami tego cudu; zaczął się tedy dowiadywać, co miało znaczyć to zjawisko. Gdy zaś noc zapadła, bardzo się nad niem zastanawiał. Wtedy to we śnie ukazał mu się Chrystus ze znakiem, który był cesarz widział na niebie, i polecił mu uczynić z tego znaku sztandar wojskowy i jako opiekuńczego znaku używać podczas bitew. Za pierwszym dnia brzaskiem podniósł się cesarz i objawił tajemnicę przyjaciołom. Kazał następnie przywołać złotników i jubilerów, żywem słowem opisał im znak widziany i rozkazał im przygotować podobiznę ze złota i drogich kamieni; oto jego kształty.
Krócej ten sam fakt opowiada Laktancjusz w następujących słowach: „Commonitus est in quiete Constantinus, ut coeleste signum Dei notaret in scutis atque ita proelium committeret. Fecit ut jussus est et transversa X littera, summo capite circumflexo, Christum in scutis notat.” (De Mort. Persecutorum cap. XLIV.)
Po Euzebiuszu i Laktancyuszu jedynem starożytnem świadectwem, które nie zdaje się być wprost zaczerpniętem ze wspomnień dwóch autorów, jest świadectwo Sozomena (Hist. eccl, I. cap. III.): „Postanowiwszy uderzyć na Maxencjusza, powiada rzeczony historyk, zaczął się (Konstantyn) zastanawiać nad sobą, nie będąc pewnym wyniku wojny. Gdy był tak tą myślą przejęty, ujrzał we śnie krzyż jaśniejący na niebie. Przerażony tem widzeniem, spostrzegł aniołów bożych, którzy doń rzekli: „Κονσταντίνε, ἐν τούτῳ νίκα.” Mówią, że Chrystus mu się objawił, że mu ukazał chorągiew krzyża i polecił mu wykonać podobnąż, aby używał jej w bitwach i zwycięstwo sobie zapewnił.” Sozomen żył w sto lat po Konstantynie.
Pisarze pogańscy nie wiedzieli nic o widzeniu Konstantyna, albo jeżeli o niem wiedzieli, to nigdzie wyraźnie o niem nie wspominają; niektórzy wszakże z nowszych historyków mniemali, że napis na łuku tryumfalnym Konstantyna w Rzymie, oraz pewien ustęp panegiryku Nazaryusza zawierają lekką do tego widzenia alluzyę. Tak brzmi ów napis: „Imperatori Flavio Constantino Maximo Pio Felici Augusto Senatus Populusque Romanus, quod instinctu Divinitatis mentis magnitudine cum exercitu suo tam de Tyranno quam de omni eius factione, uno tempore iustis rempublicam ultus est armis, arcum triumphis insignem dicavit.” W stylu pogańskiego senatu, który był wzniósł ten łuk tryumfalny, wyrazy instinctu Divinitatis mogły były w istocie służyć jako zasłona, ukrywająca wypadek, którego następstw senat nie był świadom. Co więcej, wyrazy te wprowadziły w kłopot niektórych późniejszych pisarzy, widzeniu Konstantyna przeciwnych (ob. Henzen, Inscript. latin.), którzy też przypuszczali, że wyrażenie instinctu Divinitatis było chrześcijańską poprawką, podstępnie wstawioną w miejsce dawnego np. wyrażenia numinis Jovis. Bezzasadne to przypuszczenie zwycięsko zostało odparte przez Rossi'ego w jego Bulletino archeologico z r. 1863.
Być może, iż autorowie napisu na łuku tryumfalnym mieli na względzie fakt, przytoczony przez Euzebiusza; ale nic więcej nad proste przypuszczenie powiedzieć się tu nie da. W rzeczywistości wyrazy instinctu Divinitatis mogą mieć znaczenie pogańskie. O ile znamy styl napisów, tak często w epoce Konstantyna wystawianych na cześć panujących, z łatwością możemy przyznać wyrazom powyższym znaczenie wcale nie chrześcijańskie, zwłaszcza że pisarze pogańscy bywają skłonni do przypisywania czynów monarszych siłom nadprzyrodzonym.
Taką samą ostrożność zachować trzeba przy tłómaczeniu ustępu panegiryku Nazaryusza. „Cała Gallia, powiada on, mówi o hufcach niebiańskich, które głosiły, że były posłane cesarzowi na pomoc przeciw Maxencjuszowi. Flagrabant verendum nescio quid umbone corusci et coelestium armorum lux terribilis ardebat..... Haec ipsorum sermocinatio, hoc inter audientes ferebant: Constantinum petimus, Constantino imus auxilio.”
Pomiedzy opowiadaniami Euzebiusza, Laktancyusza i Sozomena zachodzą różnice godne zaznaczenia. Dwaj ostatni mówią o ukazaniu się krzyża podczas snu Konstantyna. „Commonitus est in quiete” (Lakt.), „Vidit in sommiis” (Sozom.). Podług zaś Euzebiusza, Konstantyn wśród białego dnia spostrzegł krzyż na niebie, a towarzyszący mu żołnierze na równi z nim mieli być świadkami widzenia. Co się tyczy czasu i miejsca zjawiska, zdania również nie są jednakowe; zkądinąd brak im ścisłości. Podług Laktancyusza widzenie to zdarzyło się w przeddzień bitwy pod Pons Milvius. Euzebiusz nie zaznacza szczegółowo ani miejsca ani czasu; podług obliczeń wszakże Tillemont'a, wypadek ten zaszedł w Galii zanim jeszcze Konstantyn wyruszył przez Alpy na wojnę z Maxencjuszem, Sozomen ze swej strony upewnia, że na ten ostatni szczegół wszyscy się zgadzają. „Ale niema potrzeby, dodaje Tillemont, żądać bliższych szczegółów; nie podobna bowiem coś pewnego dopatrzyć w domysłach pisarzy, utrzymujących, że omawiany wypadek zaszedł w Besançon lub w Sinzie nad Renem w pobliżu Kolonii, albo w Numajen, mieście, położonem nad Mozelą o trzy mile powyżej Trewiru 1.”
Obok powyższych zagadnień powstaje nowe pytanie, w jakim języku ułożony był ów napis, w greckim czy w łacińskim? Baroniusz urzędownie oświadczył, że napis był grecki; Euzebiusz nic o tem nie mówi, ale pozwala się również domyślać, że napis był w języku greckim, podczas gdy Filostorgiusz, Nicefor i Zonaras twierdzą, że napis ów był łaciński. Na monetach Magnencjusza i Konstancjusza Mł. znajduje się napis: „Hoc signo victor eris.” Językiem Konstantyna był język łaciński, ale nie mógł on nie znać również języka greckiego. Sprawa to zresztą małego znaczenia, tem więcej, że wszystkie formuły napisu, czy to łacińskie, czy greckie, najzupełniej zgadzają się na jedno. — In hoc signo vinces — w tym znaku zwyciężysz.
Dla wyjaśnienia tego zjawiska, będącego jednym z najbardziej znanych wypadków w historyi Konstantyna, potworzyło się wiele systemów. Uciekano się między innymi do złudzeń optycznych 2, do opatrznościowych urojeń, (Schaff), do oszustwa wreszcie historyków kościelnych. Na ten ostatni sposób tłómaczenia zgadza się także autor dzieła Histoire des Romains, Duruy 3. Z uporem, tak przeciwnym zwykłemu tego pisarza spokojowi, Duruy sili się na wykazanie wiarołomstwa Euzebiusza, dworackiego i płaszczącego się wobec Konstantyna charakteru jego, zapominając przy tem, że książka Euzebiusza Vita Constantini, gdzie opowiedziany jest cały ten wypadek, napisana została po śmierci Konstantyna. Więcej pojednawczym dla osób, występujących w tej sprawie, a w gruncie rzeczy więcej pomysłowym okazał się Renan; próbował on wykazać na licznych dowodach, że omawiane widzenie wcale nie istniało, i że ani Konstantyn ani Euzebiusz kłamstwa nie popełnili.
Źródła.
Euzebiusz, Vita Constantini; Laktancjusz, De mortibus persecutorum; Sozomen, Historia Eccles. miejsca przytoczone; Tillemont, Histoire des Empereurs, t. IV, str. 128; Palma, Praelectiones in Hist. Eccl. I. p. 2. cap. IV. Lazari, De Monogr. Chr. Constant. Roma, 1776. (O. Guilleux).