KONFUCYUSZ. (Kong-fu-Ce)
Najsławniejszy z filozofów chińskich — jeśli filozofem nazwać go można,—urodził się z ubogich rodziców około r. 551 przed Chr. w małem królestwie feudalnem Lu. Już w wieku dziecięcym okazywał szczególne upodobanie do ceremonii i do przedmiotów, używanych przy składaniu ofiar. Od piętnastego roku swego życia oddał się z zapałem nauce; to też niebawem zdobył sobie tak rozległą i tak głęboką wiedzę, że wzbudzał podziw współczesnych. W dziewietnastym roku życia się ożenił, a w dwudziestym miał syna, którego nazwał Li, a którego często wspominają roczniki konfucyańskie. Około tegoż czasu Kong-fu-Ce wstąpił do służby państwowej i otrzymał urząd konserwatora państwowych magazynów zboża.
W owej nieszczęsnej epoce czasu Chiny były podzielone na mnóstwo małych księstw lennych, które przywiodły cesarza chińskiego do stanu króla-próżniaka; na każdym z tych małych królewskich dworów panowało najwyuzdańsze zepsucie i tyrania. Książęta prowadzili między sobą bezustanne walki; zarówno oni jak ich urzędnicy oddawali się wszelkiej rozkiełznanej swawoli i uciskali lud prosty, który także był wpadł w krańcowe zepsucie obyczajów. Konfucyusz, który gruntownie badał czasy starożytne, zapamiętał dobrze obrazy, jakie mu podawali historycy o złotym owym wieku, kiedy cnota panowała i szerzyła szczęście i dobrobyt wśród ludu. Postanowił tedy poświęcić wszystkie swe siły, by wznowić owe czasy niewinności i szczęścia.
W dwudziestym drugim roku życia rozpoczął ten rodzaj apostolstwa, który zgromadził wkoło niego mnóstwo słuchaczów, a sława jego odtąd ustawicznie wzrastała. Od tego czasu życie jego było życiem missyonarza, idącego od królestwa do królestwa i przypominającego królom i ich poddanym wielkie przykłady starożytności. Atoli praca jego nie odniosła skutku 1.
Po spełnianiu w swym kraju nie zbyt wzniosłych obowiązków dozorcy nad magazynami państwowymi a później nad stadami, zmuszony został wskutek rozruchów, jakie niepokoiły królestwo Lu, do przejścia do królestwa Tsi, które porzucił ok. r. 510 po daremnych usiłowaniach rozszerzenia swej nauki w państwach Tehu i Tsin. Wtedy to właśnie napisał on Szu i Szi-King, co mu zjednało mnóstwo zwolenników i uczniów. Następnie został wyniesiony do godności ministra państwowego, ale występki króla Lu skłoniły go do opuszczenia kraju Wei, gdzie nie mógł czy też nie chciał pozostawać czas dłuższy; stąd udał się do Tsao; następnie do Song, gdzie minister wojny Huan-Tui chciał go zabić uderzeniem szabli, i gdzie większość uczniów go porzuciła. Po dłuższej ucieczki z tego kraju ujrzał się Konfucyusz w ostatniej nędzy; przez siedm dni nic nie jadł, a z mnóstwa zwolenników pozostało mu tylko dwóch czy trzech uczniów (493 r.) W 489 r. przyjął go tryumfalnie książę Tchu, ale śmierć tego ostatniego zostawiła Konfucyusza bez żadnej podpory. Wielcy i mali w śmieszność go obrócili, przeciw osobie jego i nauce wyśpiewywali upokarzające pieśni; zmuszony więc został na nowo powrócić do Wei, skąd przeszedł na dwór Tsin, ale tu pomimo wielkiej czci, jaką mu okazywano, nie odniósł żadnych praktycznych rezultatów. Widząc się tu nieużytecznym, powrócił do Wei w 484 r., następnie do Lu (483 r.), gdzie, uważając, że z niewielką niechęcią słuchano jego nauk, podjął na nowo swe prace piśmiennicze i napisał historyę księstwa Lu, celem utrwalenia pamięci tej smutnej epoki, i celem pouczenia o niej przyszłych pokoleń. Umarł w 479 r. a zbrodnie, samowola i wojny domowe nadal panować nigdzie nie przestały.
Zwycięstwo Konfucyusza zaczęło się dopiero po jego śmierci. Książę Lu, który go za życia jego wcale nie słuchał, umieścił go po śmierci w świątyni, którą wzniósł na cześć jego. Cesarze Han odbywali pielgrzymki do jego grobu i nadawali mu liczne tytuły pośmiertne. W r. 57 przed Chr. wzniesiono na cześć jego ołtarz w kollegium cesarskiem i w główniejszych kollegiach prowincyonalnych. Począwszy od r. 628 zwyczaj ten upowszechnił się po wszystkich kollegiach. Każdego pierwszego dnia miesiąca na ołtarzach tych składają się ofiary, a dwa razy do roku odbywają się na cześć Konfucyusza ofiary uroczyste. Cesarz udaje się do głównej świątyni w stolicy, tam sześć razy pada na twarz, a dwa razy przyklęka; następnie wywołują ducha wielkiego człowieka i wypowiadają hymny pochwalne.
Kong-fu-ce nie pozostawił żadnych pism filozoficznych; uczniowie jego wszakże zebrali jego nauki, jego słowa, jego odpowiedzi, i ułożyli z tego trzy księgi, zwane Ta-hio, wielka nauka, Czong-Yong, równowaga duszy, i Lun-yu, rozmowy. Z tych to ksiąg można poznać naukę filozofa.
Z hołdów, jakie mu bywają składane od czasu jego śmierci, widać, jak olbrzymi wpływ wywarł Kong-fu-ce na Chiny, na polityczne i społeczne ich życie. Można powiedzieć, że urobił on je na podobieństwo swoje. Całe wychowanie chińczyka odbywa się podług przykazań i zasad mędrca. Warto więc je poznać choćby w ogólnym zarysie.
Kong-fu-ce w rzeczywistości nie jest właściwie zwanym filozofem. Jest-to moralista raczej, pragnący uporządkować polityczne i społeczne życie narodu, nie pogłębiając ani nawet nie badając żadnej zasady. Ma on na względzie dostarczenie państwu mądrej administracyi, cnotliwych i oświeconych książąt, ludu spokojnego i we wszystkich swych czynach dobrze urządzonego. Po za to ani na krok nie idzie dalej.
Co do pochodzenia wszechrzeczy, co do sposobu ich powstawania i t. d., Konfucyusz zdaje się wcale o tem nie myśleć. W zakresie religijnym zajmuje się wyłącznie ofiarami, a w szczególności ofiarami składanemi przodkom. W jego oczach podstawą cnoty jest miłość synowska, a powodem jej jest to, że rodzicom zawdzięczamy nasze istnienie.
Odnośnie do bytów wyższych nad człowieka, Konfucyusz wierzy w nie, ale się nimi wcale nie zajmuje. Powiada o nich, że „trzeba szanować duchy, ale je trzymać od siebie jak można najdalej.” Nie chce, aby je proszono o uzdrowienie; nie można być im pożytecznym. (Lun-Yu, V, 20, VII, 34, XI) 2.
Raz tylko jeden znajduje się w słowach, przypisywanych Konfucyuszowi, wzmianka o bóstwie. Nieco częściej, choć wogóle rzadko, mówi on o „niebie;” powiada nawet, że jeśli przedsięwzięcie jego zostało mu natchnione przez „niebo,” to ono się uda. Ale co rozumie przez „niebo,” trudno orzec na pewno. Konfucyusz uznaje dwie potęgi: „niebo” i „ziemię,” z których wszystko pochodzi; co jeszcze wszakże niewiele daje pojęcie o jego ideach. Człowiek w jego rozumieniu jest trzecią potęgą, stanowiącą razem z niebem i z ziemią tryadę. Pomimo to jednak zależy on od nieba i nie powinien szemrać przeciw niemu. Niebo nie mówi, ale daje poznać swą wolę przez wypadki i przez pragnienia ludu. Człowiek jest utworzony przez niebo; natura jego jest ustanowiona przez niebo; natura ta dobra jest sama przez się, ale niektórzy tylko ludzie zachowali ja w czystości, i to są święci; inni zaś wszyscy namiętnościom pozwolili ją zepsuć. Człowiek ma jedno przeznaczenie ustanowione przez niebo; ale może swego przeznaczenia nie osiągnąć i zatracić je skutkiem win swoich.
Wszystkie te zasady podane w formie pewników; Konfucyusz nigdy nic nie udowadnia, nigdy nic nie zgłębia; wszak był on człowiekiem świętym i posiadał wiedzę wrodzoną! Zapytany o stan człowieka po śmierci, nie chciał dać odpowiedzi. Wszystkie inne nauki Konfucyusza odnoszą się do moralności i do rządu.
Pojęcie o pierwotnej dobroci natury ludzkiej prowadzi chińskiego filozofa do następującego błędu: że znajomość praw moralnych i przykłady cnoty wystarczają do poprawienia człowieka, narodów i panujących, oraz do utrwalenia panowania pokoju i sprawiedliwości.
Cała moralność Konfucyusza, jak tośmy wyżej powiedzieli, opiera się na wzajemnych obowiązkach rodziców i dzieci. Względnie do poszczególnych wypadków, obowiązki te rozciągają się do stosunków pomiędzy panującym a jego poddanymi, pomiędzy mężem a żoną, pomiędzy młodzieżą i osobami niżej w ogóle postawionemi, — a osobami starszemi, przełożonymi, przyjaciółmi i stowarzyszonymi.
Człowiek drogą nauki może dojść do poznania rzeczy, samego siebie i swych obowiązków; tą drogą powinien się nauczyć rządzić swemi myślami i swem sercem, utrzymywać to ostatnie w równowadze, ażeby nie postradał panowania nad sobą samym, ażeby zawsze był panem swych słów i ażeby zachował kierunek swych czynów. Są cztery cnoty główne: mądrość, nieustraszoność, obawami lub przeszkodami nie dająca się nigdy zatrzymać, ludzkość, obejmująca wszystkie obowiązki względem innych ludzi i wreszcie prawość, zamykająca w sobie prawdomówność i ufność.
Dziecko należy całkowicie do swoich rodziców; nie powinno ono w niczem naruszać swego życia lub całości swego ciała, gdyż powinno je zachować dla swych rodziców. Posłuszeństwo dziecka nie zna granic odnośnie do przedmiotów, do których się rozciąga. Zasady te stosują się z zachowaniem pewnej miary do poddanych, do żon, do braci młodszych i do osób niższych; obowiązek wierności stosuje się do przyjaciół. Poszanowanie jest również obowiązkiem ogólnym, dającym się stosować wszędzie, względnie do kategoryi osób. Mniej ścisły jest obowiązek zachowywania rytuału, to jest wszystkich zasad postępowania, bez względu na przedmiot czynów człowieka.
Człowiek może popełniać błędy, powinien przeto je uznać, poprawić się i pozwolić, aby go o nich ostrzegano. Co Konfucyusz rozwijał najczęściej w swych naukach, to zasady rządzenia, które trudno byłoby tu wszystkie wyliczać.
Z tego, co się rzekło przed chwilą, można sądzić, jakie były dodatnie i ujemne strony Konfucyuszowego dzieła, oraz jaki wpływ ono wywarło na przyszłość jego ojczyzny. Bez wahania tedy twierdzimy: wpływ ten był najokropniej złowrogi. Kong-fu-ce był wcieleniem ducha Chin; były to Chiny ze wszystkiemi właściwemi im cechami. Tem się tłumaczy ów nadzwyczajny wpływ, jaki on po wsze czasy wywierał na kraj swój rodzinny. Ubóstwiając Konfucyusza, chińczyk tem samem ubóstwiał samego siebie. Ale przez to właśnie, że Konfucyusz obniżał pojęcia swych rodaków i czynił ich niedostępnymi dla pojęć wyższych, wyrządził swej ojczyźnie niczem niepowetowaną krzywdę.
Religijnemu również duchowi Chin zadał Konfucyusz cios śmiertelny. Odrywając myśl od bóstwa, nie stawiając człowiekowi innego celu nad cnotę ludzką i spełnianie czysto ludzkich obowiązków, tem samem odwrócił on lud od tego wszystkiego, co mogło myśli jego podnieść i zwrócić ku Bogu; odjął mu przez to siłę modlitwy, która serce ludzkie przykuwa do bóstwa i umacnia je w walce przeciw złym skłonnościom. Odzierając miłość cnoty i obawę występku z wszelkiej poważnej i pewnej pobudki, pozostawiając dobro i zło bez żadnej sankcyi poza życiem obecnem, stwarzał Konfucyusz moralność bez podstaw, mogącą raczej tworzyć hypokrytów, aniżeli ludzi szczerze cnotliwych.
Do tych ogólnych błędów możnaby dorzucić mnóstwo innych braków. Tak np. Kong-fu-ce pozostawił w całości wszystkie wierzenia i wszystkie praktyki dotyczące politeizmu, poligamii, wszelkiego rodzaju zabobonów, a kobietę i dziecko skazał na stan prawdziwie niewolniczy. Wreszcie nauka jego pozostawia ubogiego bez żadnej nadziei i bez żadnej pociechy, a tym sposobem niszczy pojęcie o Opatrzności. Jeśli chińczycy prawie całkowicie zatracili uczucia religijne, jeśli się stali egoistami, czcicielami siebie samych, jeśli się stali przewrotnymi, szukającymi pozorów a nie istoty cnoty, jeśli zabobony rozwinęły się u nich w sposób przerażający i otworzyły na rozcież wrota buddyzmowi, wszystko to w znacznej części przypisać trzeba Konfucyuszowi. (Hamard).