JUS PRIMAE NOCTIS.

Legenda o t.zw. „jus primae noctis” jest jednym z taranów, którymi biją pewni pisarze w średniowieczny porządek rzeczy, jakiego zresztą bronić tu nie mamy potrzeby, ale co ważniejsza, którymi biją w sam Kościół katolicki; nie będzie przeto bez korzyści rozpatrzyć bliżej tej kwestyi.

Nie potrzebujemy dawać określenia legendy, o której tyle już mówiono, a którą ma być jakoby przywilej uprzedzania praw męża względem nowozaślubionej. Jak utrzymują niektórzy, rzekomy ten przywilej miał istnieć wszędzie po trochu, wszędzie, zdaniem niektórych uczonych, miał on wziąć początek, we Francyi, w Niemczech, w Szwajcaryi, we Włoszech; jedna tylko Hiszpania była szczęśliwie od niego wolna. Pozostawiając tedy na boku wszelkie określenia, zabierzmy się do oceny świadectw, na których się opierają ci, co głoszą istnienie mniemanego prawa.

Oczywiście, świadectwa podobne powinnyby być liczne; trzeba przyznać, że podobne nadużycie praw pana względem poddanego nie weszłoby w życie, a zwłaszcza nie utrwaliłoby się bez żywych protestów, a niekiedy nawet bez gwałtownego oporu; rzeczą jest wprost niemożliwą, aby jedna z najkrwawszych zniewag, jakie godność ludzka rzekomo przez szereg wieków znosić miała, nie odbiła się aż do dnia dzisiejszego jakiemś echem skargi czy to w satyrach średniowiecznych— niekiedy gwałtownych, a szlachty wcale nie szczędzących, czy też w sejmach narodowych, gdzie Stan-Trzeci na zachodzie dopuszczony bywał do wypowiadania swych żalów; a wszakże tego rodzaju świadectw dotychczas nie posiadamy. Obrońcy tego prawa, przez jednego z nowszych pisarzy prelibaryuszami zwani 1, wobec braku poważnych dowodów, ograniczać się muszą na słabych anegdotkach, na podejrzanej wartości świadectwach, na wyrażeniach i tekstach, których nawet pierwszego wyrazu nie rozumieli.

Pomiędzy dziwnemi niekiedy prawami, które za czasów feudalizmu w tak rozmaity sposób określały wzajemny stosunek osób, znajduje się jedno, znane pod rozmaitemi nazwami: jus primae noctis, maritagium, formariage, i pod innemi jeszcze, więcej realistycznemi nazwami. Prawem tem, według świadectwa mnóstwa dokumentów urzędowych, cieszyli się biskupi, kanonicy, panowie świeccy, opaci, a niekiedy nawet opatki. Miałażby atoli w tych dokumentach być mowa o „prawie feudalnego pana” („Droit du Seigneur”) w znaczeniu, jakie temu prawu nadają jego zwolennicy, prelibaryusze? O to właśnie w tem miejscu nam chodzi i na to pytanie odpowiadamy.

Jus primae noctis odnosi się do pewnego przepisu kościelnego, o całe niebo różnego od tak zw. „prawa pana feudalnego.” Kościół katolicki, dbały o rozbudzenie w małżonkach chrześcijańskich ducha wzajemnego poszanowania i czystości, zalecał czy też rozkazywał nowożeńcom zachowanie powściągliwości przez dzień, dwa lub trzy dni po ślubie. Za przykład służył tu Tobiasz. Piękna ta praktyka, zalecana już na Synodzie Kartagińskim w 398, weszła niebawem w powszechny zwyczaj zarówno w Kościele wschodnim jak w Kościele łacińskim, a niektórzy kazuiści aż do Soboru Trydenckiego uważali ją za obowiązującą na sumieniu. Jeszcze po Soborze Trydenckim polecono ją tytułem rady w Pontyfikałach czyli Rytuałach kościelnych. Rytuał rzymski z r. 1624 każe zwracać uwagę małżonkom: „..quomodo (in matrimonio) recte et christiane conversari debeant diligenter instruantur, ex divina Scriptura, exemplo Tobiae et Sarae verbisque Angeli Raphaelis eos docentis, quam sancte coniuges debeant vivere.”

Praktyka ta wydała się niektórym wiernym za zbyt surową, zwykle też mogli byli prosić o pozwolenie zastąpienia jej dobrym jakimś uczynkiem, np. jałmużną; tej to właśnie zamiany pieniężnej wymagali niekiedy biskupi z tytułu Juris primae noctis. Stąd też następnie wywiązały się sprawy sądowe, jak np. proces biskupa z Amiens, o którym zaraz mówić będziemy: ale nigdzie nie ma mowy ani nawet wzmianki o tem, żeby owa jałmużna, podobna do tej, którą dziś niekiedy zastępujemy post lub wstrzemięźliwość od potraw mięsnych, była kiedy uważana za równoznaczną z „Prawem Pana,” ustanowionem na korzyść sług Kościoła.

Co się tyczy Jus primae noctis, jako prawa kościelnego według błędnego rozumienia wyrazów, to na potwierdzenie jego istnienia w średnich wiekach przypuszczają przeciwnicy nasi nie więcej nad trzy fakta, które tu zbadamy.

W szeregu dowodów, mających rzekomo dowodzić istnienia „prawa panów” stawiają zawsze na pierwszem miejscu prawo biskupów z Amiens. Biskup i proboszczowie z Amiens wymagali istotnie czynszu od nowożeńców, co dawało powód do procesów sądowych, a parlament paryski widział się nieraz zmuszonym do wydawania wyroków przeciw biskupom i proboszczom, zwłaszcza w latach 1393, 1401, 1409, 1501. Otóż osnowa tych wyroków sądowych nie dopuszcza najmniejszej wątpliwości co do rodzaju prawa, wymaganego przez duchowieństwo z Amiens. „Zakaz biskupom i proboszczom z Amiens wymagania pieniędzy od nowożeńców za udzielone im pozwolenie dormiendi cum rebus prima, secunda et tertia nocte post nuptias. quisque supradictorum incolarum poterit cum uxore sua dormire prima nocte post nuptias bez pozwolenia biskupa i jego urzędników, jeżeli niema między małżonkami przeszkody kanonicznej. Quoad non dormiendum cum uxore sua tribus prioribus noctibus post matrimonium initum, proszący będą mieli w czasie trwania procesu zupełną swobodę et conjuges habebunt ius dormiendi cum uxoribus suis tribus prioribus noctibus...” Mowa tu przeto o czynszu, ustanowionym wzamian za powściągliwość tribus prioribus matrimonii diebus, który to czynsz stał się prawem w niektórych prowincyach. Czynsz ten ówczesny ma podobieństwo do taksy, jaką dziś pobierają biskupi od tych, co proszą o dyspensę od zapowiedzi.

Wydarzenie z Kantorem katedralnym z Macon wskazują również niektórzy jako rzekomy dowód istnienia „prawa pana.” Powiadają, że arcybiskup Lyoński ograniczył nadmierne wymagania tego dygnitarza kościelnego, zabraniając mu pobierać od nowożeńców więcej nad sześć groszy. Ale przeglądając decyzyą arcybiskupią, którą w całości przytacza du Cange, taką jej treść widzimy najwyraźniej: że mieszkańcy z Macon, obecni i przyszli, będą mogli swobodnie otrzymywać błogosławieństwo ślubne bez proszenia czy to o pozwolenie (licentia) czy też o świadectwo (carta) rzeczonego Kantora, albo innej jakiejkolwiek osoby w jego imieniu działającej, ze względu na prawa i korzyści, jakie rzeczony Kantor miał zwyczaj z tytułu rzeczonych dyspens (ratione dictarum cartarum) pobierać od tych, którzy chcieli się żenić; każdy obywatel, chcący otrzymać błogosławieństwo ślubne, będzie obowiązany płacić „sześć groszy na rzecz prawa kantoryi, mówiąc publicznie: oto sześć groszy paryskich na rzecz prawa Kantora kościoła z Macon.” Pomimo że dziś nie można dostatecznie usprawiedliwić tego prawa Kantora z Macon, rzecz to jednak najwidoczniejsza, że prawo to nie ma nic wspólnego z owem „Droit du Seigneur.”

Wszelako przyznać trzeba, że sprawa proboszcza z Bourg, na którą także powołują się przeciwnicy, jeśli jest autentyczna, wcale nie jest tak jasna, jak sprawa powyższa.

Pewien jurysta XVI w., Mikołaj Bohier, w swoich Decisiones in Senatu Burdigalensium przytacza osobiste podobno wspomnienia: „Et ego vidi in curia Bituricensi processum appellationis, in quo rector seu curatus parochialis praetendebat ex consuetudine primam habere carnalem sponsae cognitionem, quae consuetudo fuit annullata et in emendam condempnatus” (C. IX, p. 118).

Dwaj francuscy badacze: L. Veuillot i A. de Foras, którzy ten ustęp starannie zbadali, odmówili mu autentyczności i oto dlaczego: Decisiones Bohier'a zostały ogłoszone w ośmnaście lat po śmierci autora. Współczesny Bohier’owi, jeden z najsławniejszych jurystów swego czasu, Dumoulin, mówi, że większa część decyzyj Bohier'a, wciągniętych do jego książki celem powiększenia jej rozmiarów, bynajmniej nie jest wynikiem przekonania osłabionego już wiekiem Bohiera, ale dodatkiem uczynionym przez młodzieńców... „Sed allegationes iuvenum.” Wesołe te młokosy, powiada A. de Foras 2, wtrąciły może bez wiedzy biednego prezesa, albo może nawet po jego śmierci, ową tłustą historyjkę o proboszczu z Bourges. Co zaś jest rzeczą pewną, to, jak uważa tenże autor, że Bohier w ogłoszonym za życia swego traktacie de Consuetudinibus matrimon. żadnego nie wspomina zwyczaju odnośnie do tego rzekomego prawa primae noctis, pomimo, że dotyka w swem dziele takich np. punktów, jak ten: an statim quod uxor cum viro suo etc., gdzie rozwija to zdanie: quod pro morturis vel benedictionibus nubentium non solvatur nisi certum quid. „Jeżeli ten proboszcz istniał kiedy, powiada dalej de Foras, — Bohier bowiem, który wspomina o tym procesie, nie podaje ani imienia tego proboszcza, ani czasu jego życia, — musiał być chyba z rozumu obrany. Ten co ma pretensyę, że to widział, na pewno krzywo rzecz widział, a kto krzywy sposób widzenia przyjmuje i nań się zgadza, powinienby jeszcze pójść na ławę szkolną. Istotnie, żaden proboszcz nie był nigdy panem feudalnym; przypuśćmy jednak, że nim wyjątkowo był proboszcz z Bourges, to przecież nie wytaczałby skargi podobnej przed sądem kościelnym, lecz przed trybunałem feudalnym. Każdy świeżo obeznany z prawem średniowiecznem wie, że granice jurysdykcyi świeckiej i duchownej były najdokładniej określone i odrębnie działające. Już sama ta racya mogłaby nas uwolnić od przytaczania innych, by wykazać największe nieprawdopodobieństwo istnienia podobnego proboszcza, upominającego się wobec swoich kościelnych przełożonych o prawo do świętokradztwa i do cudzołóstwa. Trzeba mieć chyba bardzo chorobliwe oczy, żeby widzieć podobną potworność. Najmniejszej niema wątpliwości, mowa tu o prawie primae noctis, — prawie, którego istnienie przyznajemy i którego ducha ku większej chwale Kościoła bronimy, ale nic więcej nadto.” (Tamże str. 88).

Po sprawie biskupa z Amiens, kantora z Macon i proboszcza z Bourges, bywają pociągani do odpowiedzialności używania „prawa pana:” duchowieństwo, zakonnicy, klasztory, występujący w tym razie już nie jako pasterze względem swych owieczek, lecz jako panowie świeccy względem swych wasalów, a pod tym względem mają oni zasługiwać na to, aby ich włączono do kategoryi powyższych uprzywilejowanych okrutników, którzy tak długo poniewierali uczciwość biednych poddanych.

Wiemy wszyscy, że poddany w średnich wiekach był przywiązany do ziemii stanowił cząstkę pańskiej własności, na równi też z nią bywał innym przekazywany. Poddawał się zaś tym warunkom w zamian za pewne korzyści, za użytkowanie ziemi lub nieruchomości, co prócz tego opłacał pańszczyzną, ofiarami w naturze lub pieniędzmi. Dopóki trwał taki stan poddaństwa, panowie usilnie starali się o to, aby należący do nich ludzie nie porzucali ich feudalnych majątków, jak również przywłaszczali sobie prawo niepozwalania obcym wprowadzania się bez ich zezwolenia na terytoryum tychże majątków. Stąd wywiązało się, że małżeństwa zawierane między poddanymi nie należącymi do jednego i tego samego majątku, podlegały prawu pańskiego pozwolenia (licentia). W takich warunkach zawierane małżeństwa były niekiedy w pewnych stronach poddawane opodatkowaniu z tytułu prawa formariage'u, foris maritagium 3. W niektórych majątkach małżeństwo zawierane między poddanymi tegoż samego nawet zwierzchniczego pana, dawało sposobność do pobierania od nich podatku. Prawo to, które sobie przywłaszczał pan nad swoimi poddanymi wyrażało się niekiedy przy sposobności zawieranego małżeństwa znakami symbolicznymi, stanowczo przeciwnymi naszym obyczajom i w wysokim stopniu nasz smak rażącymi; ale w ogóle podobne uroszczenia panów sprowadzały się do jakiegoś lekkiego podatku, do ciast np., solonego prosięcia, kilku butelek wina i t. p. Podatek ten bywał nieraz zastępowany czem innem. Nowi mężowie np. w najbliższą po ślubie niedzielę biegali do mety, lub dla zabawy publiczności wykonywali pewne sztuki, świadczące o ich sile fizycznej i zręczności. W opactwie Saint-Georges de Rennes, małżonkowie, którzy nie opłacili przedślubnego czynszu, byli obowiązani udać się do Saint-Helier, a młoda małżonka musiała, skacząc przez kamień, śpiewać: „Jestem sobie mężateczka, wiecie o tem dobrze, czy będę szczęśliwa, nic o tem nie wiecie.” Wszystko to, co prawda, było bardzo upokarzające dla tych osób, ale tym razem nie idzie nam wcale o ocenę wartości tych zwyczajów.

Otóż wskutek nierozumienia właśnie tych średniowiecznych zwyczajowych praw matrymonialnych, wielu nowszych pisarzy ośmieliło się zabrać głos w przedmiocie „prawa pana feudalnego.”

Bezwzględni zwolennicy istnienia prawa primae noctis, pojmowanego w znaczeniu naszemu rozumieniu przeciwnem, czepiają się wielu wyrażeń, używanych w historycznych pisanych dokumentach, i lubią chełpić się tem, że w pojmowaniu rzeczy zajmują stanowisko niezależne. Naprzód tedy rozpowiadają w sposób rzekomo naukowy jaki miało początek „prawo pana feudalnego.” Hektor Boéthius, szkocki doktór z Aberdeen (1516) w swej Historyi Szkocyi opowiada następującą anekdotę: Pewien król szkocki imieniem Evenus, żyjący na wiele wieków przed Malkolmem, ustanowił szkaradne prawa, przyznające między innemi panom feudalnym możność posiadania kilku żon i uprzedzania praw męża względem nowozamężnych. Prawo to zapuściło tak głębokie korzenie, że aby je usunąć, trzeba było całej energii Malkolma, popieranego w tem dziele przez królowę, jego żonę. Udało się przecież dobremu królowi zastąpić to prawo opłatą pieniężną, składaną feudalnemu panu jako okup rzeczonego prawa (Marquette). (Nummum aureum „Marchettam” vocant).

Cóż to był za Evenus, co zacz był Malkolm i jego prawa reformacyjne? Dla rozwiązania tego pytania wystarcza przytoczyć historyka Roepsaeta: „Jeżeli istniał kiedy w Szkocyi, powiada ten poważny historyk, król Evenus, to żył podług Boéthiusa, longa saecula, na wiele wieków, przed Malkolmem.

Czterech było królów szkockich Malkolmów z imienia, pierwszy zmarł w 958 r., a czwarty w 1165. A zatem, gdyby się nawet przypuściło, że Boéthius mówi o ostatnim z tych czterech i gdyby się sprowadziło te longa saecula do jednego tylko wieku, to epoka panowania Evenusa wypadłaby nie dalej jak na wiek XI.

Ale znów faktem jest niezaprzeczenie pewnym, że Wilhelm Zdobywca wprowadził do Anglii prawa i terytorya feudalne nie wcześniej niż w latach 1066—1087 i, że dopiero z Anglii przejęli je Szkoci. Jakimże więc sposobem mógł Evenus przyznać to prawo loci dominis, panom majętności, kiedy sam jeszcze nie istniał przed sprowadzeniem feudalizmu do Szkocji?

Z drugiej znów strony, gdyby było prawdą, co utrzymywał Boéthius, że szkockie te prawa pochodzą, jak głosi ich nazwa, od Malkolma II, to wtedy baśń ta byłaby jeszcze większym absurdem, albowiem Malkolm II umarł w r. 1033, to znaczy na pół wieku przed tem, zanim Anglicy poznali prawa feudalne i feudalne terytorya.

Ale już uczeni zauważyli, że prawa te są błędnie przypisywane Malkolmowi II, synowi Kenneta, a to dla tejże samej przyczyny, dla której omawiane tu prawo nie może pochodzić od króla Evenusa. Z tego, że prawa te wspominają o hrabiach i baronach terytoryalnych, nie wahają się ci uczeni wnosić, iż twórcą ich nie mógł być Malkolm II, albowiem tytuły te nie wcześniej były poznane w Szkocyi jak za Malkolma III, który wstąpił na tron w roku 1057, a poległ w bitwie r. 1093. Słowem, pierwsze ogłoszenie praw szkockich jest późniejsze od wprowadzenia do Anglii zwyczajów normandzkich, czyli praw feudalnych, a nawet późniejsze od panowania króla Dawida I, który umarł 24 Maja 1153 roku; a zatem wszystko to, co Boéthius opowiada o tych prawach Malkolma II, o tem prawie pierwszej nocy, jest tem więcej bajeczne, że za Malkolma II nie znano w Szkocyi ani panów feudalnych, ani majętności feudalnych, ani marchetta.” Tak dowodzi historyk Roepsaet.

Ale idźmy dalej. Mniemane prawo Malkolma II, stanowiące część tych praw, które rzeczywiście ustanowione zostały za Malkolma III po śmierci Dawida I, częścią pod fałszywym tytułem Leges Malcolmi Mac Kennet eius nominis secundi, a częścią pod tytułem Regiam Majestatem, gdzie napis „Marchettae” znajduje się w lib. IV, cap. XXII, — brzmi jak następuje:

  1. „Trzeba wiedzieć. że podług assyzów 4 Szkocyi marchetę 5 każdej kobiety, czy to szlachetnie urodzonej, czy służebnej, czy najemniczej, stanowić będzie jałowica albo trzy solidy 6, oraz trzy denary 7 wzamian za prawa sądowe.”

  2. „A jeżeli ta kobieta jest córką człowieka wolnego, a nie pana jakiejkolwiek miejscowości, jej opłata (marchetta) wynosić będzie jednę krowę, albo sześć solidów oraz sześć denarów na prawa sądowe.

  3. „Item marchetta córki thana 8 albo ochierna 9, stanowić będzie dwie krowy i dwanaście solidów, a za prawa sądu dwanaście denarów.

  4. „Item, marchetta córki hrabiego należy do królowej i stanowić będzie krów dwanaście.

We wszystkiem tem nie ma ani cienia prawa, analogicznego z „prawem feudalnego pana.” Marchetta niewiast zarówno dotyczy córek szlachty, hrabiów i thanów, jak córek ludzi służebnych. Niepodobna dopatrzyć w niej kompensaty za prawo, które miało dotykać wszystkie córy Szkocji.

Łatwo pojąć, ze Boéthius przez nieświadomość tłómaczył prawo Regiam Majestatem w znaczeniu pospolitego przesądu, ale w oczach rozsądnej i poważnej krytyki prawa tego zadaniem było zwalczenie złych i zepsutych obyczajów. Takie też jest zdanie lepszych angielskich prawników.

Co się tyczy świadectw, któremi usiłowano poprzeć przypuszczalne praktykowanie „prawa feudalnego pana,” to przedewszystkiem trzeba usunąć na bok wiele bardzo takich świadectw, które nic wspólnego nie mają z omawianem „prawem pana,” w jakiemkolwiekby je kto chciał rozumieć znaczeniu, jak również i takich świadectw, które niesłusznie przypisywano poważnym uczonym. Ludwik Veuillot zręcznie ośmieszył tendencye przeciwników katolicyzmu, wykazując im, jak się nieprawnie podszywają pod poważne nazwiska uczonych. W przytaczaniu świadectw odsyłają oni do Du Cange'a, uczonego i sumiennego pisarza. Otwieram Du Cange'a i widzę, że on odsyła do Brodeau, biorę do rąk Brodeau i cóż tam znajduję? Oto, że ten zamiast mówić o „prawie pana feudalnego” w rozumieniu naszych przeciwników, sprowadza rzecz całą do obrzydliwego i wstrętnego zwyczaju, który istniał u ludów północnych, a który został usunięty przez chrystyanizm.

Rzecz to szczególna, że wszystkie świadectwa, więcej przychylne istnieniu mniemanego „prawa feudalnego pana,” pochodzą z czasów nowszych i są bardzo wątpliwej autentyczności. Taki np. suzeren z Louvie oświadcza w r. 1538 w swem wyznaniu (Aveu), przechow anem do dziśdnia w archiwum m. Pau, „że on miał prawo pozostawania prima nocte post nuptias cum maritata.” To jego Aveu jest zredagowane w narzeczu bearnais, podczas gdy wiadomo, ze tej natury dokument, żeby mógł przybrać formę prawną, powinien był być napisany po łacinie lub po francusku. Inny znów suzeren z Bizanos w tymże roku 1538, tak samo jak tamten, szlachcic gaskoński, pod niebiosa wynosi starożytne prawo swych antenatów do świeżo zamężnych. oraz wymianę tegoż prawa na ćwiartkę baraniny lub na jednego kapłona: całość poparta opinią publiczną i wielkim rozgłosem. Wszystko to jednak nie dosyć poważne i mało przekonywające.

Jeszcze jeden wypadek, przytoczony przez jednego z najnowszych prelibaryuszów, Delpita. W r. 1507, w miejscowości Drucat, okręgu Amiens miał istnieć zwyczaj, że „gdy kto z poddanych lub z poddanek rzeczonej miejscowości wstępował w związki małżeńskie... małżonkowie nie mogli żyć po małżeńsku bez pozwolenia swego zwierzchniczego pana, aut nisi prius dominus iste cum dicta femina dormiret, o które to pozwolenie obowiązani byli prosić rzeczonego pana albo jego urzędników; za co byli obowiązani złożyć porcyę mięsa... a prawo rzeczone zowie się prawem de cullage.” Oczywiście, alternatywa niekorzystna dla nowożeńca w Drucat, jest warunkiem groźnym, niemądrym, bezwstydnym nawet, jeśli o to idzie, ale zawsze tylko warunkiem, niezdolnym do ustanowienia własną mocą takiego prawa, jak „Prawo feudalnego pana”, a zwłaszcza niezdolnym do utrwalenia takiego prawa; porcya mięsa zanadto jest zwykłym artykułem żywności, żeby nie mogła przeszkodzić wykonaniu tego drakońskiego „prawa pana.” A przecież Louvie i Drucat są to najpoważniejsze fakta, które się w danym przedmiocie przytaczają; historyk francuski Henryk Martin 10 na podstawie tych dwóch tylko przez się przytoczonych faktów skromnie wnioskuje— o możliwości istnienia tego haniebnego prawa.

Inne fakta, przytaczane na poparcie tego prawa, znajdują bardzo naturalne wyjaśnienie w okupie, wymaganym przez zwierzchniczych panów przy sposobności małżeństwa zawieranego przez ich poddanych.

Wystarcza główniejsze z nich przytoczyć bez wszelkich komentarzy.

„W Auxi-le-Chateau, gdy ktoś obcy zawiera małżeństwo z panną lub niewiastą, pochodzącą z ludu auxijskiego albo mieszkającą w tem mieście, nequeunt ipsi nocte post nuptias simul iacere, nie otrzymawszy na to pozwolenia od pana lub jego urzędników pod karą LX solidów grzywny.” (Bonthors).

„Szymon de Pierrecourt uczynił wassalom swoim darowiznę pewnego prawa „Quemdam redditum, qui culugium dicebatur, videlicet tres solidos, quos mihi singuli reddebant quando filias suas maritabant.”

„W XII w., pisze Leopold Delisle, w Carpignet, opactwie Caen, żądano trzy sous od wieśniaka, którego córka wychodziła za mąż po za granicami feudalnej majętności (seigneurie). W następnym wieku włościanie z Verson uiszczali się z podobnego prawa na rzecz zakonników z Mont-Saint-Michel.

W przyznawaniu lenności w Trop w r. 1455 widzimy jeszcze, że wassalowie obowiązani są płacić „cullugium” (cullage) od małżeństwa. Jak w jednym tak w drugim wypadku idzie oczywiście o czynsze w pieniądzach, co upoważnia do nadawania podobnegoż znaczenia prawu de cullage (gdy się kto żeni), które to prawo miał hrabia d' Eu nad swymi poddanymi (wassalami) z Saint-Martin-le-Guillard” 11.

Zbyteczną byłoby rzeczą przedłużać ten szereg świadectw, gdyby się to nawet w ogóle dało uczynić bez powtarzania anegdot i dokumentów podejrzanej wartości. „Prawo feudalnego pana” jest zagadnieniem poważnie zbadanem we Francyi przez Ludw. Veuillot'a i A. de Foras, a w Niemczech przez Karola Schmidta 12. Nam zaś nie pozostaje nic więcej, jak do szeregu dowodów przeciw tej śmiesznej legendzie przez tych pisarzy zebranych, a przez nas tu w krótkiej analizie streszczonych, dorzucić przytoczony przez jednego z powyższych pisarzy (Foras. Ibid. str. 272) jako najwyższy stopień widoczności sprawy, następujący ustęp średniowiecznego prawa zwyczajowego we Francyi, który to ustęp opisuje wzajemne prawa suzerenów i ich wassalów w omawianym przedmiocie:

„Item na zasadzie tego, co wyżej powiedziano, możesz i powinieneś wiedzieć i rozumieć, iż na wypadek, gdyby pan zwierzchniczy jaceret cum uxore sui feudatarii aut cum filia ipsius, quae fuerit virgo, aut cum consanguinea ipsius, wiedz że wtedy poddany powinien być na zawsze wyjęty z pod władzy pana.” To znaczy, że staje sie zupełnie wolny.

„W przeciwnym razie, jeśliby poddany jaceret cum uxore domini sui aut cum filia eius, etiamsi haec fuerit virgo, wiedz, że poddany, czyniąc to, traci swe lenno i powinien postradać to, co otrzymuje od rzeczonego pana. A gdyby to był człowiók jego dworu, cała jego własność powinna przejść w posiadanie pana.”

Ob. Louis Veuillot, Droit du Seigneur... — A. de Foras, Le droit du Seigneur, 1897. — Karl Schmidt, Jus primae noctis, Freiburg 1881. ,Revue des questions historiques,” t. I, str. 95; t. VI, str. 304; t. XIV. str. 702. (Guilleux).

(X. W. Ś.)

Przypisy

Footnotes

  1. A. de Foras. „Le Droit du Seigneur.”

  2. Droit du Seigneur, str, 187.

  3. Znaczenie tego prawa ob. w ,Du Cange'a;” Glossarium, t. I, Forismaritagium.

  4. Sąd przysięgłych.

  5. Opłata pieniężna.

  6. solid równa się 1/20 funta.

  7. Srebrny denar równa się 1/12 wartości solida.

  8. Thanus, thainus, thatnus — godność państwową w prawodawstwie anglosaskiem. Dwojacy byli thanowie: thanus Regis, czyli godność nieco wyższa od hrabiowskiej (dimidia relevatio comitis) i królowi najbliżsi, i thanus mediocris — nazwa duchownym niekiedy nadawana w znaczeniu presbyterorum, canonicorum (Du Cange, Glossar. Thainus).

  9. Ogetharius, w prawie Regiam Majestatem lib. IV. c. 31, §3 oznacza szkocką nazwę godności, po szkocku Ochiern zwaną, a w cytowanem miejscu prawa równoznaczną z Thanem. (Du Cange, Glossar. wyr. Ogetharius).

  10. Histoire de France t. V. str: 568.

  11. Delisle. Etudes.

  12. Jus primae noctis. Freiburg 1881.