INKWIZYCYA (Historya).

I.

W pierwszych początkach średniowiecza heretycy należeli wyłącznie do sądów kościelnych, a kary kanoniczne były jedynemi karami, jakiemi wówczas tych ludzi ścigano. Chrześcijańscy cesarze rzymscy zaprowadzili surowe kary państwowe przeciw heretykom jako wewnętrznym wrogom państwa. Najazd Franków na dawną Gallię, a Lombardów na Italię położył koniec prawnym pościgom przez prawa cesarskie wymaganym: Feliks Urgel, jeden z twórców adopcjanizmu, wyprzysięga się heretyckich błędów i odzyskuje swą stolicę biskupią. Więcej uderzający jest przykład mnicha Gotteschalka; jakkolwiek uporczywie nie zgadzał się na odwołanie swej herezyi o przeznaczeniu, został jednak skazany poprostu tylko na chłostę i na więzienie, zgodnie z przepisami reguły benedyktyńskiej odnośnie do zakonników niepoprawnych i nieposłusznych; ale ramię świeckie nie wmieszało się w całą tę sprawę i Gotteschalk umarł spokojnie w r. 868 pomimo trwałego swego oporu w pogodzeniu się z Kościołem.

W początkach XI w. zachodzi ogromna zmiana. W r. 1022 wielu Katarów zostaje żywcem spalonych w Orleanie na rozkaz króla Roberta i za przyzwoleniem zgromadzonego ludu. Katarowie była to sekta manichejska, wyznająca w zakresie dogmatu wschodni dualizm, pogardę ciała i metempsychozę, w etyce zaś błąd gnostycki i antyspołeczny o naturze małżeństwa, które ci uważali na równi z cudzołóztwem. Błąd ten otworzył na oścież wrota nieporządkom, których nie zdołał opanować podział wiary na dwa jakoby stany: doskonałych i wierzących. Pierwsi byli obowiązani do zachowania bezwzględnej czystości i surowej wstrzemięźliwości od mięsa. Wierzącym wolno było żyć podług obyczajów ogólnie przyjętych, z jedynym tylko warunkiem przyjęcia w chwili śmierci jedynego sakramentu Katarów t. zw. Consolamentum, który miał zgładzić wszelką zmazę duchową. Modne jest dziś zdanie, że obyczaje Katarów były czyste; niestety, świadectwa współczesne mówią coś wręcz przeciwnego. 1

Rzecz prosta, że herezya Katarów miała daleko większe antyspołeczne znaczenie, aniżeli błędy Feliksa Urgela i Gotteschalka, a to samo już mogłoby wystarczyć na usprawiedliwienie aktu surowości względem nich króla Roberta. Nie mniej jednak surowość ta była wówczas nowością, o czem ani na chwilę nie pozwoliły wątpić współczesne świadectwa. Czemużby nie można przypuścić, że król Francji chciał przeciw tym nowo-manichejczykom (Katarom) używać tych samych środków, jakich przeciw nim używali cesarze bizantyjscy w pierwszych wiekach cesarstwa? Wiadomo, że herezya Katarów, zrodzona w cesarstwie bizantyjskiem, szybko się tam rozwinęła i że cesarskie prawa nakazywały przeciw sekciarzom wymierzać karę ognia; wykonywano też liczne wyroki śmierci, wskutek których wielu Katarów porzuciło Wschód, gdzie życiu ich groziło ciągłe niebezpieczeństwo, i przybyło rozszerzać swe błędy w Europie Zachodniej. W średnich wiekach śmierć na stosie była karą bardzo rozpowszechnioną; mógł przeto król Robert ją zastosować do manichejczyków bez żadnego pogwałcenia pojęć współczesnych. Co zaś w tem było nowego na Zachodzie, to nie kara śmierci na stosie, lecz zastosowanie tej kary do heretyków. Nie działo się to jednak bez pewnego oporu; biskupi nie zgadzali się na oddawanie Katarów w ręce władzy świeckiej. Zwyczaj jednakże powoli się szerzył, przeszedł z Francyi do Flandryi, następnie do Niemiec. Prawodawstwo było jeszcze chwiejne; niekiedy heretyków wieszano, a nawet poprostu tylko więziono; Abailard, chociaż powrotny heretyk, został jednak przez Piotra Czcigodnego litościwie przyjęty i żywiony w opactwie Klunijaceńskiem (+ 1142).

Krainy Włoch i Languedocyi okazywały się dłużej niedostępnemi duchowi rygoryzmu, ogarniającego od pewnego czasu prowincye Europy północnej. Prawda, że już w pierwszych latach XI w. palono heretyków w Medyolanie na rozkaz władzy municypalnej pomimo oporu arcybiskupa Heriberta; ale zaszłe niebawem spory o inwestyturę, walka praw kanonicznych przeciw symonii i zepsuciu duchowieństwa, zamieszania i wojny niepokojące Włochy, dozwoliły Katarom najbezpieczniej rozszerzać się w Lombardyi, w Toskanii, a nawet w Państwie Kościelnem. Szczególnie jednak srodze została nawiedzona przez herezyę południowa Francya, a współcześni kronikarze malują nam opłakany obraz zepsucia, szerzonego przez nowo-manichejczyków w Langwedocyi. Pod koniec XII w. mocno tem zaniepokojeni papieże zaczęli na seryo myśleć o położeniu tamy wzmagającym się bezustannie postępom herezyi. Lucyusz III pp. postanowił w r. 1184 na Synodzie w Weronie oddawać opornych heretyków w ręce władzy świeckiej, ale nie zdaje się, aby te groźby zostały uwieńczone pomyślnym skutkiem. Innocenty III rozkazał, aby „doskonali” w Państwie Kościelnem byli karani konfiskatą majątku i wygnaniem. Jednocześnie wezwał papież świeckich panujących do pójścia za jego przykładem; gdyby się zaś opierali temu wezwaniu, mieli biskupi rozkaz rzucania na nich klątwy kościelnej. W 1198 r. posyła do Langwedocyi dwóch mnichów cysterskich w charakterze swoich legatów. Rokiem wcześniej zaś Piotr II, król Aragonii i hrabia Barcelony rozkazali wszystkim heretyckim swoim poddanym, to znaczy nowomanichejskim „doskonałym,” opuścić granice państwa przed Niedzielą Passionis r. 1198 (23 Marca); po tym terminie mieli być poddawani karom ognia, a majątki ich konfiskacie.

Chciał Innocenty III, aby legaci jego nastawali na panów feudalnych i na zarządy gminne, aby im wytłómaczyli konieczność poparcia przez władzę świecką reformacyjnych usiłowań Stolicy Apostolskiej. Legaci atoli natrafiali ustawicznie na złą wolę i na tajemne sprzyjanie przedniejszych panów sekcie Katarów. W 1207 r. został ekskomunikowany przez legata Piotra de Castelnau Raymund VI, hrabia Tuluzy, prześladowca Kościoła i poplecznik herezyi; w dwa lata później Piotr zginął z ręki mordercy. Innocenty III podał tę zbrodnię do wiadomości całej chrześcijańskiej Europy; w całej północnej Francyi, a nawet w Niemczech zabrzmiał jednogłośny okrzyk: Krucyaty przeciw Albigensom!!

Rozumie się, że północni krzyżowcy przenieśli do południowych prowincyi Francyi tę samą procedurę sądową, jaką prawo zwyczajowe od dwustu lat z górą zaszczepiło było u nich w prowincyach północnych, a więc kara ognia stosowana była do doskonałych, którzy nie chcieli się wyrzec swych błędów; nie mniej jednak, zarówno na południu jak na północy Francyi nie brak było od tej surowości wyjątków. W ogólności wszakże przyznać trzeba, że krzyżowcy srozyli się przeciw „doskonałym” z pożałowania godną gwałtownością i barbarzyńską dzikością; zamiast odosobnić tych nieszczęśliwych zapaleńców i zostawić im czas do namysłu i do żalu, panowie świeccy, zorganizowani w sądy feudalne, sądzili ich i setkami posyłali na stosy. Sądy zaś inkwizycyjne okazały olbrzymią różnicę w łagodnem wymierzaniu sprawiedliwości. W Kwietniu 1226 r. rozporządzenie królewskie Ludwika VII dla południowej części królestwa Francyi zdaje się zatwierdzać karę śmierci na stosie odnośnie do „doskonałych” i do sekty Katarów.

W 1229 r. synod zebrany w Tuluzie, gdzie pp. Grzegorz IX był reprezentowany przez kardynała-legata, polecił prowincyonalnym biskupom podwoić czujność w odnośnych dyecezyach i nakreślił pierwszy zarys postępowania sądowego inkwizycyi. W pierwszym razie inicyatywa do ścigania Katarów i wyrokowanie o prawowierności podsądnych należało wyłącznie do zwierzchników dyecezyi. W dwa lata po synodzie Tuluskim Grzegorz IX wydał postanowienie, na mocy którego każdy przez Kościół potępiony heretyk powinien być wydany w ręce władzy świeckiej; ktoby się nawrócił po swem potępieniu miał być trzymany w więzieniu, ale zwolniony od innych kar prawem przewidzianych, t. j. od konfiskaty majątku i pozbawienia praw stanu. Papież poczynił zabiegi u senatu rzymskiego o określenie kary na opornych heretyków. Jakoż rozporządzenie municypalne, przez prezesa senatu Annibala ogłoszone, postanowiło, że heretycy oporni mają być w ciągu ośmiu dni po wyroku paleni na stosie; został ustanowiony trybunał sądowy, którego członkowie otrzymali po raz pierwszy tytuł Inquisitores ab Ecclesia dati. Grzegorz IX posłał do biskupów włoskich swą bullę obok edyktu senatu, polecając im zastosować zawarte w nich postanowienia w swych dyecezyach.

Fryderyk II wydał w 1224 r. umyślnym cesarskim edyktem rozporządzenie palenia opornych heretyków, którychby wykryto w hrabstwie Romagna. Edykt pozostał w Romagni martwą literą prawa; ale jego postanowienia zostały wpisane w 1230 r. do statutów municypalnych miasta Brescia. W 1231 r. tenże cesarz ogłosił analogiczne rozporządzenie dla królestwa Sycylii; inne znów rozporządzenie (2 Marca 1232 r.) wprowadziło w Niemczech zwyczaj skazywania heretyków na śmierć bez wymieniania rodzaju kary. Dnia 23 Czerwca 1238 r. cesarz orzekł, że kara śmierci na stosie ma być stosowana do heretyków w królestwie Arles i Vienne, a 22 Lutego 1239 r. postanowił, że toż samo prawo ma obowiązywać w północnych Włoszech. 2

II.

Ten pobieżny historyczny rzut oka wystarczy do rozproszenia choć w części uprzedzeń, nagromadzonych przeciw trybunałom inkwizycyjnym. Jak widać, Kościół w średnich wiekach, chociaż miał niezaprzeczone prawo, jako societas perfecta, do ścigania swych buntowniczych członków, nie dawał jednak inicjatywy do stosowania kar doczesnych względem heretyków opornych. Pierwsze kroki na tej drodze postawili ludzie świeccy, królowie, cesarze, podczas gdy biskupi, przeciwnie, wielokrotnie okazywali swą niechęć względem tak krwawego postępowania. Tymczasem niebezpieczeństwo zwiększało się ustawicznie; na północy Francyi rozwijający się przez organa władzy rygoryzm nie dozwolił szerzyć się Katarom; ale południowa Francya, gdzie działanie ramienia świeckiego było żadne albo prawie żadne, stawała się powoli łupem herezyi. Słowem, społeczeństwo chrześcijańskie było zagrożone zgniłym rozkładem; koniecznym się stawał energiczny i trwały wysiłek dla zażegnania niebezpieczeństwa. Należało albo okazać się surowym względem Katarów, albo dopuścić, żeby na trzy wieki przed protestantyzmem herezya oderwała całe narody od Kościoła. Praktyczne wnioski herezyi Katarów były zanadto wygodne, iżby ludzie ówcześni nie mieli się ku nim zwrócić. Długo czekali papieże i nie stosowali przeciw heretykom kar, używanych przeciw nim w krajach północnych. I jakiż był skutek tego wyczekiwania? Oto kraje, gdzie surowo postępowano z nowo-manichejczykami, pozostały wolne od herezji, podczas gdy Włochy i południowa Francya zostały przez nią zalane. Duchowni zwierzchnicy społeczeństwa chrześcijańskiego, rzymscy papieże, powinni byli pod karą sprzeniewierzenia się swemu powołaniu ostrzegać przed niebezpieczeństwem i wskazywać środki ochronne.

Innocenty III, jako ziemski monarcha, spotkanych na terytoryum papieskiem „doskonałych” karze wygnaniem i konfiskatą majątku; zachęca książąt chrześcijańskich do zastosowania tych samych środków w swych posiadłościach. Pomimo to Raymund VI, hrabia Tuluzy, i jego wassale zachowują względem Katarów dawną przychylną postawę. Wyższe duchowieństwo okazuje się biernem, albo nawet sprzyja heretykom. Posłani do Langwedocyi legaci papiescy przyjmują do swego współpracownictwa biskupa Diego z Osma oraz św. Dominika, i kazaniami dokonywają licznych nawróceń pomiędzy miejską i wiejską, przez sekciarzy raczej zbałamuconą niż zepsutą ludnością. Ale przedstawiciele władzy tak kościelnej jak i państwowej nie zmieniają drogi postępowania, dopóki zamach na Piotra Castelnau nie skłania prawowiernych katolików północnych do chwycenia za oręż. Gdzie zawiodły oczekiwania środki łagodności, tam pomogły środki rygoryzmu; heretycy na działanie ewangeliczne odpowiedzieli mordem, krzyżowcy na mord odpowiedzieli wojną. Lecz represalya zaprowadzona przez wojnę, przybrała cechę sprawiedliwości doraźnej i barbarzyńskiej; wtedy się przekonano, co zyskała południowa Francya na długotrwałem tolerowaniu herezyi. Prowincye północne wstrzymały od początku szerzenie się Kataryzmu, skazując na śmierć nieznaczną tylko ilość „doskonałych;” a tymczasem któż zliczy zabójstwa, kalectwa, okropności wszelkiego rodzaju, spełnione w czasie wojen Albigensów?

„Możnaby zarzucić, co prawda, że to samo właśnie dowodzi niegodziwości krucyaty. Ponieważ południowa ludność podobała sobie w nauce nowo-manichejskiej, należało utrzymać dawniej przedsięwzięte środki łagodności i zostawić ludność tę w spokoju. Jakiem prawem północne prowincye narzucały swą wiarę ludności, która jej wcale nie chciała?”

Zarzut ten jest więcej pozorny, aniżeli rzeczywisty. Naprzód, nie trzeba zapominać, że początek krucyacie dało morderstwo legata apostolskiego; wojna zatem nosiła cechę kary publicznej. Następnie trzeba wziąść na uwagę obyczaje i pojęcia epoki. Przyznajemy, że nowożytne społeczeństwo, oparte na prawie własności, posiada niezaprzeczone prawo obrony swego ustroju; ono ma prawo bronienia doktryn socyalistycznych i anarchicznych, niszczenia popierających je pism i książek, bezwzględnego tamowania wszelkich dróg, któremiby źli ludzie usiłowali te zasady wprowadzić w życie. Pamiętamy już surowe środki ostrożności, przedsiębrane po wypadkach czerwcowych 1848 r. przeciw zwycięzonym socyalistom we Francyi i indziej, a przecież nikt chyba przeczyć nie będzie, że zagrożone społeczeństwa miały prawo i obowiązek własnej obrony? Otóż w XII i w XIII w. społeczeństwa opierały się na wierze katolickiej; wszelki gwałtowny i długotrwały zamach na ich wierzenia zagrażał samym podstawom społecznego ustroju. Cóż dziwnego, że społeczeństwo gwałtem odepchnęło od siebie szerzycieli tych przewrotnych zasad, i że ustanowiło przeciw nim trybunały sądowe, przeznaczone do ich tępienia? Tem bardziej, że zasady Katarów były nietylko antyreligijne, ale także antyspołeczne. Każdy człowiek o zdrowych zmysłach, jeśli jeszcze pozostał wierny prawom choćby tylko przyrodzonej etyki, powinien się czuć szczęśliwym, że tego rodzaju zasady zapanować nie zdołały.

W kilka lat po krucyacie przeciw albigensom Grzegorz IX potwierdził zwyczaj stosowania kary śmierci do „doskonałych,” a trybunały inkwizycyjne zaczęły działać prawidłowo. Trzeba wszakże tu zauważyć, że nie papieże zapoczątkowali we Włoszech stosowanie kary śmierci na heretyków. Zaprowadził ją w hrabstwie Romagni nie kto inny tylko Fryderyk II, którego protestanci chętnie uznają za typ klerykalnego liberalizmu; stąd karę śmierci przyjęło miasto. Co do kary ognia, to ona została spomiędzy innych sposobów śmierci wybrana nie przez papieży, lecz przez senat rzymski zgodnie z edyktem cesarskim i z odwiecznym już zwyczajem w północnej Francyi i w Niemczech.

Słowem, instytucya sądów inkwizycyjnych była przygotowywana z dawien dawna, była ona naturalnym, powolnym wytworem potrzeb i pojęć czasu. Nonsensem byłoby wymagać od społeczeństwa XIII w., aby ono dobrowolnie pozwalało herezyi na podkopywanie podstaw, na których samo było osadzone; zupełnie tak samo, jak gdyby ktoś zażądał od synów XIX w. złożenia wszystkich kapitałów w jedną masę na to, aby socyalistyczni reformatorowie mogli przystąpić do sprawiedliwszego podziału między ogół obywateli dóbr narodowych. Nie wystarcza jednak dowieść, że instytucya inkwizycyi miała podstawę swego istnienia w naturze rzeczy, jak również, że jej działalność była bardzo pożyteczna tak pod względem politycznym jak religijnym. Samo też postępowanie sądów inkwizycyjnych bywało żywo krytykowane; nieodzowna rzecz zatem zbadać je tutaj, i rozróżnić to, co jest słuszne w wywołanych przez inkwizycyę skargach, od tego, co trąci złą wolą, lub niewiadomością.

Jakoż tedy rzecz pewna, że tortury były stosowane w sądach inkwizycyjnych we Włoszech zarówno jak indziej. Oskarżony, którego podały w pewne podejrzenie liczne i poważne świadectwa, a który pomimo to trwał w przeczeniu swej winy, zostawał skazywany na torturę; skoro nie można zeń było wydobyć żadnego zeznania, bywał puszczany na wolność. Zapewne, system taki jest przeciwny naszym obyczajom, i wielu zdaje się nawet przeciwny prawu przyrodzonemu, gdyż każdy oskarżony aż do chwili udowodnienia mu winy powinien być uważany za niewinnego, sędzia zaś, który poddaje torturom osobę podejrzaną, już tem samem wymierza jej surową karę. Stosowanie zatem tortury z trudnością da się usprawiedliwić samo w sobie; ale doskonale się tłumaczy ono względami na czas i na miejsca.

Wiadomo, że w początkach średniowiecza tortury były nieznane w krajach północnych, aczkolwiek germański system ordaliów (sądów bożych), o ile był procesem sądowym, niewiele się różnił od inkwizycyjnej tortury. W południowych zaś krajach, przeciwnie, system ten przechował się razem z wielu innymi zabytkami prawa rzymskiego. Uniwersytety boloński i paryski w XII w. przyznały studyom tego prawa zaszczytne miejsce między naukami; umysły współczesnych, nawykłe do nieskończonej różnorodności i mieszaniny praw zwyczajowych, były naraz olśnione tym nieoczekiwanym widokiem prawa rzymskiego. Podziwiano w niem metodę, siłę logiki, i wszelkie wreszcie przymioty, wyróżniające obszerną całość rzymskich kodeksów. Jak pojęcie o sztuce chrześcijańskiej w XV i w XVI w. zostało zakłócone badaniem arcydzieł sztuki starożytnej, tak samo w epoce, o której mówimy, prawa zwyczajowe, współczesne wytwory ducha germańskiego i cywilizacyi chrześcijańskiej, wydały się legistom nienawistnemi pozostałościami starego barbarzyństwa, starali się też wszystkimi sposobami, jakimi rozporządzać mogli, pomału prawa te usuwać, a w ich miejsce wprowadzać zasady, w miarę możności zaś i literę, prawa rzymskiego. W tej radykalnej reformie, bezwątpienia, wszystko nie mogło być złe, ale też wszystko nie mogłoby być chwalone, jak naprzykład choćby takie uogólnienie w stosowaniu tortury. Niestety, nowemu sposobowi badania, proponowanemu przez prawników, mieszkańcy północy nie mogli nie więcej przeciwstawić, prócz tylko śmiesznych ordaliów; ordalia znikły, a tortury zajęły ich miejsce. Zaiste, nietrudna zamiana! Sądy zatem inkwizycyjne, przyjmując torturę, poddawały się tylko istniejącemu, a co najmniej przywróconemu do życia zwyczajowi; uległy błędom swego czasu, który upatrywał w tem krwawem postępowaniu poważny i właściwy sposób odkrywania prawdy. Dodajmy, że tortura w sądach inkwizycyjnych trwała daleko krócej, aniżeli w sądach świeckich. Inkwizycya hiszpańska dopiero w ciągu XVIII stulecia zarzuciła powoli zwyczaj stosowania tortury do podsądnych, a we Francyi dopiero Ludwik XVI zniósł torturę w sądach świeckich, za co jak mu się odwdzięczyli jego poddani, każdy wie dobrze. Taż sama inkwizycya hiszpańska wprowadziła oddawna do swej procedury sądowej takie rękojmie i ulgi, o jakich sądy świeckie wcale nie myślały: oskarżony poddawany bywał torturze tylko wtedy, gdy ciążyły na nim zarzuty ciężkie, a on pomimo to upierał się przy swej niewinności. Nawet i w tym jeszcze wypadku na użycie tortury potrzeba było, aby wszyscy sędziowie uznali jej pożyteczność i aby biskup dyecezyi udzielił koniecznego na nią pozwolenia. Wreszcie, nawet przy zbiegu wszystkich tych warunków oskarżony mógł być raz tylko poddawany torturze, a nadto wolno mu było po dwudziestu czterech godzinach odwołać złożone podczas tortury zeznania. Nie trzeba sądzić o postępowaniu inkwizycyi z rozmaitych romansów historycznych i historyjek romantycznych. Przedstawiane tam sceny są wytworem wyobraźni ich autorów, których jedynym celem jest wywołanie w czytelniku nerwowych wstrząśnień i waryackiego strachu na widok wszystkiego, co dotyczy inkwizycyi. Rzeczą jest najpewniejszą, że mnóstwo procesów kończyło się pomyślnie dla oskarżonych bez uciekania się choćby raz tylko do torturowych męczarni.

III.

Niejaki Gagnière w ciekawej pracy historycznej Cagliostro et les francs-maçons devant l'Inquisition 3, podaje następujące streszczenie procedury inkwizycyjnej, które to streszczenie umyślnie przytaczamy, jako wierny pierwowzór pojęć o inkwizycyi, tułających się po naszych książkach i liberalnych głowach. „Zwyczaje sądowe inkwizycyi, mówi on, nie dopuszczały żadnych rozpraw. Nie, był to proces, któryby się rozgrywał pomiędzy oskarżycielem i oskarżonym. Postępowanie sądowe było zawsze tajemne i oparte na dowodach, których oskarżony nigdy nie widział. Nie dopuszczano żadnego obrońcy. Świadków nigdy nie stawiano naocznie. Denuncyacye przyjmowano jako zeznania, których oskarżony nie mógł roztrząsać. Nie wymawiano nigdy imienia donosiciela. Oskarżycieli opłacano. Wreszcie, oskarżony, jeśli chciał zasłużyć sobie na łaskawość sędziów, winien się był sam przyznać do winy. Wyciągnięty pierwszego lepszego pięknego poranku z ponurego swego więzienia, spostrzegał się odrazu na sali sądowej, oblany jasnością dziennego światła: odurzony, świeżem powietrzem owiany, słuchał, ogłupiały wyroku sędziego-komisarza, nie mając nawet prawa do odpowiedzi. Ukazywał się tam tylko po to, by wysłuchać wydanego nań wyroku.”

Przykro, że do poważnego historycznego studyum wcisnął się taki obrazek. Cóż bo mają oznaczać takie frazesy jak ten: „Denuncyacye przyjmowano jako zeznania, których oskarżony nie mógł roztrząsać.” Jeśli dokładne jest zdanie autora, to trzebaby wierzyć, że oskarżony bywał już z góry skazywany na karę. A cóż jest bardziej przeciwnego prawdzie historycznej? Iluż to oskarżonych było uwolnionych od odpowiedzialności w średniowiekowym okresie istnienia inkwizycyi kościelnej!!! A czy przynajmniej to jest prawdą, że dowody nie były przedstawiane oskarżonemu? Niech Bóg broni! Wszystkie przeciw podsądnemu zebrane zarzuty były mu czytane, a na żądanie nawet opisywane. W rzucanych mu szczegółach służyło mu prawo tłumaczenia się, wskazywania znaczenia, jakie należało dawać temu lub innemu źle pojmowanemu wyrażeniu, temu lub innemu czynowi podejrzanemu; co więcej, w razie gdy który z sędziów był osobistym jego wrogiem, lub gdy się pragnął podsądny żalić na jego postępowanie, mógł sędziego odrzucić i apelować do Stolicy Apostolskiej, a dowody i przykłady, że prawo to nie było czysto teoretyczne, są liczne. W pierwszych latach inkwizycyi hiszpańskiej nic nie wywoływało większego niezadowolenia Ferdynanda i Izabelli, jak nieustanne odwoływanie się ze strony oskarżonych do Stolicy Apostolskiej. Co się zaś tyczy opłacanych rzekomo przez inkwizycyę donosicieli, rozumieć to trzeba o tajnych agentach trybunału; inkwizycya podobnie jak wszystkie sądy, miała swą tajną policyę, którą własnym utrzymywała kosztem.

Nie możemy pojąć, dlaczego autor przytoczonych powodów zdaje się czynić zarzut inkwizycyi z tego, że okazywała się łagodną względem tych, którzy dobrowolnie się do winy przyznających. A czy inaczej postępują wszystkie inne trybunały sądowe? Wszak wszędzie dobrowolne przyznanie się do winy ze strony podsądnego uważane bywa za oznakę szczerego żalu, a sędziowie zwykli się z tem liczyć w swoich wyrokach.

Czyż potrzeba zaznaczać, że wyrok sędziego komisarza, któremu oskarżony nie miał prawa odpowiadać, był podobny do wyroku prezesa państwowego sądu przysięgłych, który ledwie niedawno zniesiono we Francyi? Tak samo sędzia komisarz jak rzeczony prezes opierał swój wyrok nietylko na samem zeznaniu świadków, ale nadto na odpowiedziach i na wyjaśnieniach samego oskarżonego, którego uprzednio przesłuchiwano. Zresztą, każdy człowiek dobrej woli, który chce sobie wyrobić prawdziwe pojęcie o procesach inkwizycyjnych, może łatwo tego dokazać dziś, kiedy posiadamy drukiem ogłoszone liczne akta procesów inkwizycyjnych; niech czyta zwłaszcza akta procesu Galileusza, ogłoszone przez Dra I Epinois'a, a przekona się wtedy, co należy sądzić o tych zwyczajach inkwizycyi. (Ob. art. Galileusz). Gdy w 1765 r. filozof Morellet, w celu szkodzenia Kościołowi przełożył na język francuzki Directorium inquisitorum inkwizytora Mikołaja Eymerich'a, rzekł mu Malesherbes: „Myślisz, żeś zebrał wypadki nadzwyczajne i niesłychaną procedurę sądową. Otóż wiedz, że to sądownictwo Eymericha i św. inkwizycyi jest prawie co do joty podobne do nowego sądownictwa.” Zmieszało mnie zrazu takie oświadczenie, powiada pamiętnikarz, później się przekonałem, że Malesherbes miał słuszność 4.

Cóż tedy wynika z faktów przytoczonych przez Gagniéra? Trzy punkty: 1-o oskarżonym nie dawano wcale obrońców; 2-o że świadkowie nie byli stawiani naocznie; 3-o że nazwisko donosicieli pozostawało nieznane oskarżonemu. Na zarzucaną w pierwszym punkcie nieobecność obrońcy, przyzwoleń na to udzielił pp. Bonifacy 2 5; ale po zniesieniu adwokackiego urzędu w sądach inkwizycyi, urząd oskarżyciela publicznego był zarazem urzędem obrońcy oskarżonego. Zresztą inkwizycya hiszpańska nie przyjęła tego naruszenia zwyczajów, zachowywanych przez sądy świeckie; każdy trybunał sądowy w Hiszpanii miał fiskalisa czyli prokuratora, a wszyscy oskarżeni wybierali sobie lub otrzymywali obrońcę, któremu przedstawiano akta procesu. Inkwizycya kościelna nie znała wcale oskarżycieli publicznych i nie dawała obrońcy oskarżonemu.

Doszliśmy teraz do bardzo ważnego punktu rozprawy, do systemu tajemniczości. Wiadomo, że w sądach inkwizycyjnych ukrywano przed oskarżonymi nazwisko donosicieli, jak również okoliczności, któreby mogły ich zdradzić; dla tego samego prawdopodobnie powodu nie stawiano świadków naocznie, albowiem świadek, przemawiający za oskarżonym mógłby mu wykryć nazwisko świadka, występującego przeciw oskarżonemu.

Naprzód trzeba zaznaczyć, że tajemniczość w sądach nie zawsze bywała w użyciu; w XIII w. spotykamy procesy, w których nazwisko świadków było ogłaszane ze wszystkiemi zgłoskami. Począwszy od r. 1298, tajemniczość stała się względną. Bonifacy VIII wymógł dozwolić stosować system tajemniczości w razach, kiedy ogłoszenie nazwiska świadków mogłoby ich wystawić na jakieś poważne niebezpieczeństwo; w innych razach trzeba je było ogłaszać. Skądże się więc wzięła po tem rozporządzeniu papieskiem bezwzględna tajemniczość w sądach inkwizycyi? Cezar Cantu 6 ważną tę zmianę przypisuje Innocentemu VI pp., nie podaje wszakże źródła, z którego tę wiadomość zaczerpnął; Innocenty VI (1362) miał jakoby oświadczyć, że zawsze można było przypuszczać niebezpieczeństwo dla świadka, i dla tego sankcyonował zasadę bezwzględnej tajemniczości. Jedna z uwag w rozprawie księdza Douais o źródłach do historyi inkwizycyi 7 wspomina konstytucyę Piusa IV (1559-1565) jako początek tej zmiany; ale w najlepszym razie konstytucya ta mogła tylko stwierdzić i potwierdzić zwyczaj poprzednio zaprowadzony; inkwizycya bowiem hiszpańska już dawno przed konstytucyą Piusową działała według systemu bezwzględnej tajemniczości. Jakkolwiek jest zresztą, wolno nam było wymagać przestrzegania, zakreślonego przez Bonifacego VIII; dobrze jest, jeśli oskarżony może poznać swych oskarżycieli, ażeby przez takie unaocznienie zbić z tropu bezczelnych oszczerców, a odeprzeć oświadczenia przeciw sobie swych osobistych nieprzyjaciół. W Hiszpanii, co prawda, oskarżonemu służyło prawo wskazania osób, którym on nie ufał; jeśli trafił przypadkowo, donosiciel bywał wyłączany z pomiędzy świadków. Ale ta ostrożność nie zawsze wystarczała, o czem przekonać się można z aktów procesu Maryi Casalla.

Smutna to rzecz, co prawda, że celem zaradzenia jednemu nadużyciu, uciekano się do drugiego, do procedury sekretnej. Ale czyż nie sami heretycy spowodowali tę zmianę? Dokumenta oryginalne, przez Bonifacego VIII wydane, statuta inkwizycyi hiszpańskiej z r. 1484 8, list kard. Ximenes'a do Karola V 9, zgadzają się jednogłośnie, że głoszenie nazwisk świadków pociągało za sobą ciężkie krzywdy na majątku a nawet na życiu tych, którzy się odważyli donosić i świadczyć.

Za rządów lipcowych we Francyi, gdy sztucznie nastrojona opinia publiczna oświadczała się za zniesieniem kary śmierci, pisał ktoś bardzo rozważny: „Żądają zniesienia kary śmierci; do dzieła więc panowie mordercy.” Tak samo też inkwizytorowie mogliby odpowiedzieć tym, którzyby żądali ujawnienia nazwisk świadków: „Czy na to ujawniać świadków, aby im zamknąć usta na wieki?” Może nie dość zdajemy sobie dziś sprawę z tego, jak żywe były niezgody religijne w średnich wiekach; bardzo słabe chyba o nich pojęcie dać nam mogą waśnie narodowościowe pomiędzy Czechami a Niemcami, pomiędzy Kroatami a Węgrami w Austro-Węgierskiej monarchii.

W 1518 r. Kortezy w Walladolidzie zaproponowały układ, którego treść w zupełności odpowiadała myśli, jaka ożywiała Bonifacego VIII. Nazwisko świadków miało być ujawniane oskarżonym, z wyjątkiem tylko wypadków, kiedy ci oskarżeni byliby książętami, markizami, hrabiami, biskupami lub prałatami. Niestety, układ ten odrzucono i w dalszym ciągu trzymano się systemu bezwzględnej tajemniczości, który się przyczynił do rozszerzenia w wielu umysłach szkodliwych dla procedury inkwizycyjnej przesądów.

Żywo zarzucano inkwizycyi, że konfiskowała majątki skazanych nawet wtedy, gdy dzieci ich pozostały katolikami. Zapewne, kara to bardzo surowa, ale bynajmniej nie przeciwna prawu przyrodzonemu, które nie wymaga, aby dzieci koniecznie po swych rodzicach dziedziczyły majątki; inaczej bowiem ojciec nie miałby prawa wydziedziczenia syna; nie mógłby on użyć swego majątku na dzieła miłosierdzia i użyteczności publicznej; co więcej, w razie roztrwonienia własnego majątku, byłby z prawa naturalnego obowiązany do restytucyi względem dziecka, niesłusznie pozbawionego prawem doń należącej fortuny. Surowy ten środek konfiskaty majątkowej miał na celu uprzytomnienie heretykom nieszczęścia, jakiem odstępstwo ich groziło nie tylko im samym, ale nadto ich rodzinom, oraz powstrzymanie ich na drodze złej, na którą niebacznie wstąpili. Prawodawstwo angielskie za pewne określone zbrodnie jeszcze dziś przypuszcza olbrzymie kontrybucye, prawdziwe częściowe konfiskaty, pobierane na majątku winowajcy z rzeczywistą szkodą niewinnych jego dzieci. Zresztą regulamin inkwizycyjny na wypadek konfiskaty przypuszczał, że wdowa i dzieci skazanego posiadały inne środki utrzymania; w przeciwnym razie służyło im prawo pobierania z majątku skazanego winowajcy pewnej renty, względnie do stanowiska, jakie pozostałe po nim żona i dzieci zajmowały w społeczeństwie 10. Moriskosy w żadnym razie nie mogli podlegać konfiskacie. Wreszcie, nierzadko się zdarzało, że władza świecka zostawiała wdowie i dzieciom skazańca swobodne rozporządzanie się swoim majątkiem.

Tyle odpowiedzi na zarzuty.

IV.

Lecz czy katolicy nie mają nic więcej nad to do powiedzenia swoim przeciwnikom, i czy zawsze mają ograniczać swą apologię do stanowiska obronnego? Nie, zaprawdę, lepiej może byłoby zupełnie milczeć, aniżeli w swej obronie zawsze tylko wykazywać okoliczności łagodzące. Imperyalistyczni historycy francuscy wskazują potwarcom dawnej monarchii dobrodziejstwa, jakie Francya całkowicie albo częściowo królom zawdzięcza: utrzymanie jedności katolickiej, terytoryalne odbudowanie kraju, wyswobodzenie gmin, zniesienie poddaństwa, posunięty do nadzwyczajnych granic rozwój umysłowy, artystyczny i piśmienniczy, wreszcie hegemonię w Europie. A więc i tym, co przeciw inkwizycyi powtarzają w kółko wiecznie te same żale, oparte zbyt często na wiecznie tej samej nieznajomości wypadków, trzeba również wykazywać praktyczne, namacalne korzyści inkwizycyjnej działalności. Czyż to mało znaczy, że jej udało się przeciw wszystkim herezyom przez trzy wieki zachować jedność w Europie, że się powstrzymało rozwój protestantyzmu, że się zapewniło Kościołowi, a tem samem i cywilizacji chrześcijańskiej, najpiękniejsze prowincye zachodniej Europy, że się zdławiło wybuchy wyuzdanego i błędnego mistycyzmu Fratricellów? A co więcej, te to przysługi oddała inkwizycya Kościołowi i chrześcijaństwu w pierwszym okresie swojego istnienia. Gdy wolnomyślny protestantyzm zagrażał Włochom temi samemi nieszczęściami, jakie sprowadził na Niemcy: wywrotem pierwszych zasad wiary i moralności chrześcijańskiej, obniżeniem wysokiego poziomu nauki przez wyludnienie uniwersytetów, strasznemi wojnami domowemi, upadkiem przemysłu i rolnictwa, któż wtedy, jeśli nie papieże na inkwizycyi oparci stawiali czoło najazdowi nowożytnego prawdziwego barbarzyństwa?

Jeden wypadek dowiódł wymownie, coby się było stało w krajach, gdzie w tym okresie kwitły sztuki piękne, a mianowicie wypadek łupiestwa Rzymu, dokonanego przez teutońskie a protestanckie hordy Fronsberga i konnetabla de Bourbon, oraz wszystkie okropności w Rzymie dokonane, a „przechodzące okrucieństwem samych nawet Wandalów.” Przedsięwzięte w porę środki prewencyjne zbawiły Italię; arcydzieła sztuki chrześcijańskiej kwitły dalej na tej uprzywilejowanej ziemi sztuki i piękna.

Co się rzekło o Włoszech, toż samo powiedzieć można o Hiszpanii. Inkwizycya hiszpańska przeszkodziła protestantyzmowi wkroczyć na półwysep i rozbić tam jedność katolicką; ocalały tym sposobem od niszczącej zajadłości heretyków cudowne dzieła sztuki, które geniusz chrześcijański tak szczodrze rozsiał na tej ziemi; nie mogły więc tam dokonywać zniszczenia ani młot Karlostadyusza i Gezów, ani pochodnie francuskich Hugonotów. Propaganda herezyi z pewnością nie omieszkałaby wywołać domowych wojen w kraju tak bardzo zapalnym jak Hiszpania; toż niedawne przykłady okazały, co to wojny domowe w Hiszpanii, jak one szanują prawa przyrodzone i prawa ludzkości. Religijne i społeczne kataklizmy stłumiłyby niechybnie wspaniały rozkwit nauk i piśmiennictwa, jaki zapanował w Hiszpanii XVI i XVII w. Kraj wzburzony od góry do dołu nie mógłby udzielić spokojnego schronienia rozmyślaniom Suarezów, Molinów, Melchiorów Canusów; olbrzymi dramat, któryby się rozegrał w Hiszpanii, pochłonąłby uwagę wszystkich, a Lope de Vega i Tirso de Molina nie mieliby widzów. Czy myślicie, że Cervantes miałby wówczas umysł na tyle wolny od uprzedzeń, iżby mógł stworzyć swe nieśmiertelne dzieło? Surmy wojenne stłumiłyby były głosy poezyi, a Ludwik z Leonu byłby może pióro na krwawy miecz zamienił. Wreszcie i nadewszystko, bylibyśmy na wieki pozbawieni pocieszającego widoku pokojowej reformy, jaką przeprowadzili w Kościele hiszpańskim pierwszorzędni święci; św. Teresa, św. Jan od Krzyża, św. Piotr z Alcantary, św. Ignacy i inni.

V.

Wszakże, ponieważ inkwizycya hiszpańska była i jest szczególnym celem pocisków niedowiarstwa, nie będzie może bez korzyści dodać kilka szczegółów o początkach i postępowaniu sądów inkwizycyjnych hiszpańskich.

Pod nazwą inkwizycyi hiszpańskiej nie należy rozumieć owej inkwizycyi w XIII w., założonej we Francji, w Hiszpanii i w innych katolickich ziemiach, a prowadzonej przez biskupów, względnie zaś przez zakony dominikanów i franciszkanów, lecz inkwizycyę zupełnie nową, pod wielu względami inaczej urządzoną, zaprowadzoną w Hiszpanii na żądanie władzy państwowej w drugiej połowie XV w. wkrótce po zarzuceniu przez biskupów inkwizycyi kościelnej. Powód założenia tej inkwizycyi był następujący: Pod koniec XV w. Hiszpania a zwłaszcza Andaluzya miała przejść szczególną polityczną i społeczną próbę. W 1391 r. wybuchły w wielu miastach rozruchy ludowe przeciw żydom, skutkiem czego wielkie mnóstwo tych nieszczęśliwych, aby się uwolnić od ślepej nienawiści ludu, przyjęło chrzest święty. W Walencyi św. Wincenty Ferreryusz otoczył swą żarliwą opieką żydów, skupionych w Aljama (żydowska część miasta); miłosierdzie, którego w tych smutnych chwilach dawał im dowody, zjednało mu wdzięczność i sympatyę prześladowanego plemienia. Korzystał z niej ten święty, aby kazaniami, zwróconemi do tego ludu i rozprawami z uczonymi rabinami pociągnąć dusze do chrystyanizmu. Wielka ich ilość nawróciła się szczerze, podczas gdy surowsze od poprzednich przepisy prawa cywilnego zaczęły ścieśniać działanie żydów opornych; między innemi nie wolno im było wykonywać sztuki lekarskiej i chirurgicznej.

Z liczby zaś nowonawróconych widziano niektórych dochodzących do najwyższych godności w Kościele i w państwie: Pablo de Santa Maria był Wielkim Kanclerzem państwa i biskupem Burgos; Alfons Aragoński, nieprawy syn króla Nawarry, poślubił jednę z nowonawróconych, a szlachta Kastylii i Aragonii łączyła się przez małżeństwa z bogatemi rodzinami świeżo z żydostwa nawróconych chrześcijan (Maranos).

Na nieszczęście, nawrócenia te, przeważnie więcej pozorne aniżeli rzeczywiste, nie zawsze były trwałe. Od połowy XV wieku obiegały pogłoski pomiędzy chrześcijanami, że większa część nowonawróconych należała tylko pozornie do wiary katolickiej, a tajemnie wyznawała i zachowywała judaizm. Powoli dobre usposobienie Hiszpanów względem ich nowych braci przeszło w niedowierzanie i niechęć.

W 1478 r. wskutek obelgi, wyrządzonej przez żydów kultowi katolickiemu, wybuchły rozruchy w Kordubie, które, ogniem i mieczem mściły krzywdę swej wiary, a przedział między dawnymi a nowymi chrześcijanami rozszerzał się coraz bardziej. Ferdynand katolicki i Izabella kastylska chcieli zażegnać to rozdrażnienie, Izabella drogą perswazyi religijnych, Ferdynand przedewszystkiem drogą polityki.

Aby w miejsce doraźnej, a stąd najczęściej niesprawiedliwej sprawiedliwości ludu postawić dobrze urządzone i sprawiedliwe sądy państwowe 11, Ferdynand i Izabela powołali do życia w 1478 inkwizycye, którą Syxtus IV pp. w tymże roku zatwierdził. Odrębnem breve pozwolił królestwu mianować dwóch inkwizytorów dla Kastylii (1 Listop. 1478); wybór jednak inkwizytorów został opóźniony, aby kardynał Mendoza mógł poczynić nowe a pokojowe starania między nawróconymi.

Położenie chrześcijan żydujących stało się nadzwyczaj niebezpieczne. Wiedzieli oni dobrze o tem i dlatego ogłosili bardzo cierpki pamflet przeciw projektom królewskim i przeciw religii katolickiej. Dnia 17 Września 1480 r. zostali wysłani do Sewilli w charakterze inkwizytorów dwaj dominikanie: Morillo i Juan de San-Martin. Ci tępowali z niesłychanem okrucieństwem przeciw żydującym, a ostre breve, wystosowane do królów hiszpańskich 29 Stycznia 1483 roku przez Syxtusa IV pp., mówi nawet o ofiarach niewinnych. D. 23 Lutego i 2 Sierpnia 1483 r. Syxtus IV pp. protestuje na nowo wobec kr. Ferdynanda przeciw krańcowej surowości nowych sądów, zaleca mu na miłosierdzie Boże łagodność i umiarkowanie, oraz wymaga, aby skruszonym i nawróconym apostatom zostawiono swobodne używanie ich własności.

Zamiary Najwyższego Pasterza zostały tylko w części spełnione.

W 1481 roku, gdy inkwizytorowie ogłosili amnestyę w Sewilli, rozciągniętą następnie do wszystkich dzielnic korony, korzystało z niej w samej Kastylii do dwudziestu tysięcy nawróconych, pragnących się pogodzić z Kościołem.

Pomimo, że Syxtus IV mianował był w 1483 r. Manrique'a, arcybiskupa Sewilli, najwyższym sędzią apelacyjnym w przedmiocie wiary, papieże jednak otrzymywali jeszcze mnóstwo apelacyi, zwłaszcza przeciw sędziom Sewilskim i wydawali wielu oskarżonym dowody prawowierności. Ferdynand i Izabella tak mocno byli rozgniewani tem wdzieraniem się, według ich zdania, w zakres jurysdykcyi sądów hiszpańskich, że umyślnym edyktem królewskim rozkazali karać śmiercią ipso facto wszystkich, przy którychby znaleziono dowody prawowierności, wydane przez Kuryę Rzymską. Alexander VI przyjmował w Rzymie i jednał z Kościołem nieszczęśliwych nawróconych, którzy uciekali z Hiszpanii.

Działalność inkwizycyi urządzono za czasów pierwszego inkwizytora generalnego, Torquemady, jednego z najgłośniejszych teologów swego wieku. Nieszczęściem, rządy jego następcy, Dezy, zostały zniesławione wstrętnym procesem w Kordubie, gdzie zginęło wielu niewinnych oraz bezmyślnem oskarżeniem o judaizm świętego prawdziwie arcybiskupa Grenady, Hernando de Talawera. Po Dezie nastąpił sławny kardynał Ximenes, pod którego ręką nowa instytucya rzeczywiście się udoskonaliła; starał się on dawać pierwszeństwo środkom łagodności, to też z czasów jego zarządu ani jednej nie można przytoczyć zbrodni. Wybuch i nadużycia protestantyzmu w Niemczech przeraziły inkwizycję; stała się ona nadzwyczaj podejrzliwą, i lękającą się zawleczenia tej herezyi do Hiszpanii; dla tego to właśnie wielu ludzi sławnych cnotą lub nauką było przez inkwizycję niepokojonych, jak naprzykład Ludwik z Leonu, św. Ignacy, św. Teresa i in. Co się zaś tyczy arcybiskupa Toledo, Carranza, błądził on, co najmniej, materyalnie, gdyż mianowani przez Piusa V sędziowie znaleźli w jego dziełach siedemnaście punktów doktrynalnych podejrzanej prawowierności, których się był zmuszony wyprzysiądz.

Jakkolwiek byłoby przesadne to postępowanie inkwizycji, miało ono przynajmniej tę korzyść, że ocaliło Hiszpanię. W XVII w., jak świadczą Llorente i niemiecki podróżnik Marcin Zeiller, trybunał inkwizycyjny osłabł w surowości, stosowanie tortury w ciągu tego wieku wyszło ze zwyczaju. Główne procesy w XVII w. były wytaczane chrześcijanom żydującym i illuminatom; w XVIII wieku było kilka procesów przeciw masonom. Lecz wtedy inkwizycya była już złamana na polu walki przez ducha encyklopedystów, póki wreszcie nie została zniesiona przez Kortezy w Kadyxie, jako niezgodna z duchem konstytucyi państwowej. Wznowił ją Ferdynand VII, ale po rewolucyi 1820 r. znikła ostatecznie.

Co sądzić o inkwizycyi hiszpańskiej?

Tendencyjne a niesumienne dziejopisarstwo z umyślnie zniesławia i spotwarza istotę, działalność i skutki inkwizycyi. Między innymi „uczonymi” smutną w tej sprawie sławę zdobył t. zw. „historyk inkwizycyi hiszpańskiej,” odstępca od wiary i zdrajca swego kapłańskiego powołania, Llorente; w oszczerczem swem piśmie 12, które następnie stało się kopalnią absurdów o inkwizycyi, przekształca on tę instytucyę w prawdziwe a straszne widmo. Pominąwszy już tysiączne kłamliwe szczegóły tej pracy, zaznaczyć musimy, że główny pogląd Llorentego na inkwizycyę, jej początki i zadanie, jest wręcz kłamliwy i dowolny. Utrzymuje on mianowicie, że inkwizycya hiszpańska została założona i popierana przez Kuryę Rzymską, a zatwierdzenie państwowe i poparcie królewskie zyskała tylko dla tego, że z zarządzanych przez nią licznych konfiskat majątkowych skarb państwowy odnosił wielkie korzyści.

Tymczasem wszystko działo się wręcz przeciwnie. Ranke, historyk protestancki i chyba nie podejrzany „papista,” tak sądzi o tej inkwizycyi hiszpańskiej: „..stąd wynika, że inkwizycya była trybunałem sądowym królewskim, w duchowną broń wyposażonym. Naprzód, inkwizytorowie byli to urzędnicy królewscy, królom bowiem służyło prawo mianowania ich i odwoływania 13. Na równi z innymi urzędami podlegały sądy inkwizycyjne jurysdykcyi królewskiej. Powtóre, cały zysk z konfiskat majątkowych, przez sądy inkwizycyjne zarządzanych, przypadał w udziale królowi... Potrzecie, przez inkwizycję dopiero całkowicie uzupełniła się władza państwowa, albowiem przez inkwizycję panujący posiadał w swem ręku sąd, któremu żaden grand, żaden arcybiskup oprzeć się nie mógł. Jak zatem sąd inkwizycyi opierał się na pełni królewskiej władzy, tak też i jego działalność obracała się na korzyść tejże władzy królewskiej.”

Inkwizycya ta była łupem dokonanym na władzy duchownej, tak samo jak np. zarząd majątkami W. Mistrzów Zakonów Rycerskich lub opanowanie majątków biskupich, — duchem swym i przeznaczeniem jest inkwizycya hiszpańska przedewszystkiem instytucyą państwową, mówi protestant Ranke.

Podobnego też zdania jest protestancki historyk Leo: „Izabella umiała ujarzmić szlachtę i duchowieństwo Kastylii za pośrednictwem inkwizycyi, która była instytucyą duchowną, w zupełności od niej zależną, a przeciw duchownym i świeckim zarazem wymierzoną 14.” Toż samo myśli protestant Guizot: „(Inkwizycya) była początkowo raczej polityczną aniżeli religijną instytucyą, przeznaczoną więcej do utrzymania porządku państwowego, aniżeli do obrony wiary.” Tak samo Menzel 15 i wielu innych historyków protestanckich uważa inkwizycyę hiszpańską za instytucyę wyłącznie państwową i świecką.

Podobnego też zdania jest większość uczonych katolickich. Między innymi bp. Hefele powiada: „Inkwizycya hiszpańska nie była kościelną, lecz państwową instytucyą, wyposażoną wprawdzie w przybory kościelne, ale w rzeczywistości założoną, prowadzoną i wyzyskiwaną przez władzę państwową 16.” Podzielają toż samo zdanie uczony kard. Hergenróther 17, Pius Gams, biegły znawca historyi Hiszpanii 18, profesor Knópfler 19 i inni.

Inni wprawdzie znów historycy katoliccy innego są zdania. Hiszpański np. historyk, Rodrigo, zwalcza wprost zdanie Rankego, że inkwizycya hiszpańska była „sądem królewskim, w duchową broń wyposażonym.” Przeciwnie, jego zdaniem, inkwizycya rzeczona była trybunałem duchownym, ale królewską zbroją okrytym, była instytucyą mieszaną, opierającą się zarówno na władzy kościelnej jak na władzy państwowej. Podobnież sądzi O. Grisar 20 i O. Weiss 21.

Jakkolwiek się różnią co do szczegółów wzmiankowani uczeni, na to wszakże się zgadzają, że inkwizycya hiszpańska wywołała zupełnie odrębne tradycje hiszpańskie, że zaprowadziła ją władza państwowa i w wolniejszy sposób popierała, że wszystkie jej postanowienia były wykonywane przez „ramię państwowe,” i że wreszcie inkwizycya rzeczona służyła przedewszystkiem celom państwowym 22.

I rzeczywiście, czyż to Kościół—i czy dla swej korzyści — zobowiązywał sądy inkwizycyjne do wytaczania procesów kontrabandzistom, którzy w czasie wojny przeprowadzali na stronę francuską konie i zapasy amunicyi, czy też przeciwnie, były to usługi świadczone przez inkwizycję Filipowi II? Czyż to Kościół nakazywał trybunałom inkwizycyjnym ściganie takiego np. Antoniego Pereca, którego sprawa nie miała nic wspólnego z wiarą, czyż to raczej nie Filip II prosił inkwizycję o wydobycie go z tak niegodziwej sprawy? Czy to papież czy też Filip IV żądał od inkwizycji ścigania podrabiaczy monety państwowej?

Hefele wykazuje 23, że przed kratki sądów inkwizycyjnych byli pociągani nie sami tylko kacerze za ich przestępstwa antyreligijne, ale także całe szeregi innych winowajców, jak bluźnierców, sodomitów, zabójców, ludowych wichrzycieli, lichwiarzy, czarowników i t. p. pospolitych kryminalnych i politycznych przestępców. Papieże zaś przeciwnie, robili wszystko co mogli, by utrzymać inkwizycję w granicach właściwych. Sam Llorente przytacza liczne wypadki, w których papieże kazali tajemnie absolwować heretyków i nie nakładali im żadnej kary świeckiej. Szczególnie Leon X, ten rozumny i uczony papież, nie wahał się rozpocząć walki z inkwizytorami Toledo (1519 r.), którzy uporczywie ścigali Hiszpanów, odwołujących się do papieża; ekskomuniki nie szczędziły inkwizytorów. Tenże papież przedsięwziął zupełną reformę trybunałów inkwizycyjnych hiszpańskich, ale opór Karola V przeszkodził urzeczywistnieniu tego zamiaru. Gdy poruszono myśl wprowadzenia inkwizycji hiszpańskiej do Neapolu, Paweł III połączył swe protesty z protestami Neapolitańczyków, i zamiary cesarza spełzły na niczem. Pius IV i św. Karol Boromeusz bardzo skutecznie oparli się wprowadzeniu inkwizycji do Medyolanu.

Gdy zaś inkwizycja w roku 1695 wciągnęła na Indeks czternaście tomów zbioru Bollandystów, najuczeńsi kardynałowie: Noris, Albani, Aguirre, Sfondrati i in. zaprotestowali przeciw temu jej dekretowi, a wobec powszechnego niezadowolnienia, jakie ten dekret wzbudził między uczonymi, wielki inkwizytor zmuszony był go cofnąć.

Zanadto często pozwalała inkwizycja przeciągać sprawy, jej sądowi poddane; ale to była cecha wspólna wszystkim sądom świeckim w Hiszpanii. Wiadomo, że Hiszpanie mieli niegdyś zasłużoną sławę, iż nie lubili się śpieszyć. „Rzecz to dla nas Włochów potworna, pisze pewien autor XVI w. w ten sposób, w jaki Hiszpanie załatwiają sprawy; pozwalają ci powiedzieć wszystko, co chcesz, i ani słowa ci na to nie odpowiedzą; a w końcu bąkną tylko: „będziemy mieli staranie o tej sprawie, zajmiemy się tą sprawą etc.” 24. Filip V, pierwszy z Bourbonów hiszpańskich, starał się zaradzić temu brakowi w narodowym charakterze, a Torquemada zalecił już w roku 1484 trybunałom, aby nie przeciągały nadmiernie procesów inkwizycyjnych; ale nie łatwa to rzecz walczyć z hiszpańską powolnością.

Ganiono instytucyę Rady Najwyższej, która się przyczyniła, jak mówią, do nadania Inkwizycyi formy i zwyczajów jednej z gałęzi administracyi publicznej. Jest może nieco prawdy w tym zarzucie, ale ogólnie biorąc, widzę w tem raczej pewną rękojmię bezpieczeństwa dla oskarżonego. Istotnie bowiem, sądy prowincyonalne nie mogły wydawać oskarżonego w ręce władzy świeckiej, zanim Rada Najwyższa nie przejrzała akt procesu; ta zaś rewizya zmniejszała niebezpieczeństwo omyłki. Co więcej, trybunały drugorzędne nie miały prawa stosować tortury bez upoważnienia Rady.

Co do czynionego inkwizytorom zarzutu chciwości, nie zdaje się on być uzasadnionym. Skonfiskowane dobra przekazywane były skarbowi królewskiemu, a władze państwowe same obowiązane były myśleć o potrzebach inkwizytorów.

Melgares Marin wywodzi na ten temat gwałtowne pamflety, które nie dowodzą nic więcej prócz sekciarskiej nienawiści, jaką się ten pisarz przeciw inkwizycji odznacza.

Czyż zarzuca się władzom państwowym chciwość dlatego, że te nakładają na winowajców kontrybucye, idące do kasy państwowej? Możliwa rzecz, że bywały nadużycia przypadkowe, ale one nie mogłyby obalić instytucyi.

Ożywioną krytykę wywoływała uroczystość, z jaką Inkwizycya otaczała swe wyroki, zwane Auto-da-fé. To Auto-da-fé wielu pisarzy brało za jedno z egzekucyą wyroku śmierci na upartych i powrotnych heretyków, oddawanych w ręce władzy świeckiej.

Niesumienne a Kościołowi wrogie dziejopisarstwo zdołało przyczepić do wyrazu auto-da-fé pojęcie strasznego, krwawego widma ognia, olbrzymiego kotła, wokrąg którego obsiedli Hiszpanie, jakoby jacy ludojadzi Kannibalowie, napawający się widokiem pieczystego z kilku setek nieszczęśliwych kacerzy! W rzeczywistości zaś hiszpańskie Auto-da-fé nie ma nic wspólnego z francuskim feu (ogień), lecz etymologicznem swem pochodzeniem (od actus fidei) oznacza czyn wiary, który nie zasadzał się przedewszystkiem na paleniu i mordowaniu, ale na uwalnianiu niesłusznie oskarżonych i na jednaniu z Kościołem żałujących i do pokuty skłonnych. Wyrok śmierci nie był tam zasadą ale wyjątkiem i mówi Hefele 25, w bardzo licznych ceremoniach auto-da-fé nie gorzało nic więcej prócz świec woskowych, które pokutnicy na znak ponownie ożywionej w nich wiary dzierżyli w swych rękach.

Słowem, Auto-da-fé było tylko uroczystem ogłoszeniem wyroku inkwizycyi; niewinnych uznawano niewinnymi i tych puszczano na wolność; ci zaś co zostali skazani na abjuracyę swych błędów, składali ją natychmiast, a sami tylko uparci i powrotni heretycy byli oddawani w ręce władzy świeckiej. Po takiem ogłoszeniu wyroku usuwali się z pośród zebranego tłumu sędziowie kościelni. Nadzwyczajna ta okazałość, towarzysząca odbywanemu Auto-da-fé, była jedną z osobliwości Hiszpanii i stanowiła nawet jednę z cech charakteru mieszkańców, którzy lubią okazałości zewnętrzne i widowiska dramatyczne.

Przyznaję, że inkwizycya polecała wyjmować z grobu i palić śmiertelne szczątki tych, którzy już po swej śmierci zostali uznani za heretyków. Taką wszakże ekshumacyę zwłok przewiduje prawo kościelne, albowiem ci, co zmarli w rozłące z Kościołem, nie mają prawa spoczywania w ziemi, którą on poświęcił i przeznaczył na wyłączny użytek swych dzieci. Co zaś do palenia kości umarłych, to był to po prostu zwyczaj hiszpański, który tylko nam katolikom mógłby się wydawać krańcowym jakimś rygoryzmem, i nas tylko oburzać, ale nie owych bezwzględnych przeciwników inkwizycyi, którzy jednocześnie bywają najczęściej liberalnymi zwolennikami dzisiejszej kremacji.

Musimy tu jeszcze podnieść zarzut okrucieństwa, objawiającego się w liczbie ofiar inkwizycyi, i w krwiożerczości charakteru inkwizytorów.

Naprzód co do liczby ofiar inkwizycyi z góry powiedzieć musimy, że podawane przez akatolickich historyków cyfry już samym swym ogromem budzą podejrzenie w umyśle nieuprzedzonym i są rzeczywiście kłamliwe.

Tak np. bardzo rozpowszechniona protestancka encyklopedya kościelna Herzoga 26 i pisarze, na których się ona opiera, rozpowiadają, że sam tylko Wielki Inkwizytor Torquemada skazał 114,401 ofiar na spalenie żywcem lub pozbawienie praw stanu, i zapewnia, że po „dokładnem obliczeniu,” ogólna ilość nieszczęśliwych ofiar „przerażającego okrucieństwa inkwizycyi” i jej „okropnej krwawej roboty” najmniej 341,021 osób płci obojga. Praca Herzoga opiera się na analizie rachunkowej p. Nussbaum, podając w swojej „Historyi Żydów” 27, ogólną ilość skazanych na 341,214 osób, z takim odsetkowym a zjadliwym rachunkiem: „przez co więcej jak milion ludzi pośrednio było boleśnie dotkniętych.” Też same w przybliżeniu liczby podaje L. 28 ΛΠ ΠΥ art. „Inkwizycya” w „Encykl. Orgelbranda,” jako też i inni polscy pisarze na zagranicznych, przeważnie protestanckich autorach oparci.

Główne źródło dla cudzoziemskich oskarżycieli inkwizycyi stanowi książka hiszpana Llorente: „Histoire critique de l’inquisition d'Espagne.” Paris 1816—18, t. IV 29.

Dla dokładnej oceny tego głównego źródła anty-inkwizycyjnych deklamatorów, jak również podnoszonych przez nich zarzutów, trzeba wiedzieć, co zacz był ów Llorente? Jan Antoni Llorente, potomek szlacheckiego rodu Aragonii (urodz. 1756 + 1823 r.), następnie ksiądz „oświecony” (illuminata) i żądny sławy karyerowicz, przez wolnomularzy obałamucony i szybko przez liberalny massoński rząd Hiszpanii do najważniejszych kościelnych i państwowych godności posunięty, zapomniawszy o czci należnej swemu duchownemu stanowi, rodzinie swej i swemu ludowi, pracował zawzięcie nad kościelnem i politycznem przekształceniem swej ojczyzny w duchu ówczesnego liberalizmu, słowem i piórem pomagał do obalenia swobód narodowych swej ojczystej prowincyi baskijskiej, następnie zdradził swój kraj i zaprzedał się francuskim jego najeźdźcom, wprowadził w wykonanie dekret zniesienia klasztorów w Hiszpanii, brał czynny udział w powszechnej kradzieży sekularyzowanych majątków duchownych, przyczem oskarżony o roztrwonienie jedenastu milionów realów, został pozbawiony piastowanych godności i urzędów. Niezadługo (1814 r.) pod zarzutem zbrodni zdrady stanu z ojczyzny wygnany, uszedł z wojskiem francuskiem do Paryża, gdzie za swe pisma i czyny przez władze kościelne od czynności duchownych zasuspendowany, a przez wolnomularską lożę paryską wspierany, pisał niemoralne romanse i obok swej „Krytycznej historyi inkwizycyi hiszpańskiej,” wydawał pamflet historyczny Portraits politiques des papes, w którym takiego np. Grzegorza W. pp. nazywa „sprzedajnym pochlebcą, Grzegorza VII —„największym potworem, jakiego tylko mogła pycha, sprawcą tysiąca wojen i największego krwi ludzkiej rozlewu, —największym wreszcie złoczyńcą ludzkości.” Za to został przez rząd neapolitański wydalony z Francji i, na skutek ogólnej amnestyi wróciwszy do Madrytu, zmarł tamże w 1823 r. 30.

Taki to człowiek, o bezbożnych zasadach i o wysoce skalanym charakterze moralnym, kościelny i polityczny zdrajca, stał się wyrocznią dla tych, co porwani duchem nienawiści i uprzedzenia względem Kościoła, mówią i piszą o „osławionej inkwizycyi hiszpańskiej.” Otóż rzeczony Llorente kłamliwie i złośliwie przesadza liczbę ofiar inkwizycyi hiszpańskiej. Tak np. grube kłamstwo popełnia, gdy mówi, że założony r. 1481 trybunał inkwizycyjny w Sewilli już w pierwszym roku swej działalności skazał na śmierć 2000 ofiar. Powołuje się wprawdzie na Marianę, ten jednak historyk świadczy tylko, że podczas całego urzędowania Torquemady było na śmierć skazanych 2000 osób. Nadto trzeba wiedzieć, że w r. 1481 Torquemada jeszcze wcale nie należał do inkwizycyi. Weźmy inny przykład. Na dowód wielkiej żarliwości inkwizycyi opowiada Llorente, że w Auto-da-fé, odbytem w Toledo 12 Lutego 1486 roku, aż do 750 osób naraz zostało skaranych. Toż samo słowo w słowo powtarza prawdopodobnie za nim nasz p. Nussbaum (loc. cit.). Ale ani jeden ani drugi z tych panów nie dodaje, co dodać należało, że z całej tej liczby „skaranych” ani jeden nawet nie został na śmierć skazany, a cała kara polegała na pokucie kościelnej. Drugie wielkie Auto-da-fé odbyło się 2 kwietnia tegoż roku również w Toledo, na którem było „900 ofiar zabójstwa,” a jak p. Nussbaum powiada „spalono 900;” ale przytem obaj ci panowie starannie ukrywają historyczną prawdę, że żaden z tych dziewięciuset nie został zabity ani ukarany.

Prawdziwa i zdrowa krytyka historyczna odsłoniła szalbierstwa Llorentego, i żaden rozumny umysł wierzyć mu ślepo nie będzie. Obok innych pisarzy 31, nawet protestanckich 32, dał mu źródłową odprawę znakomity historyk i uczony niemiecki Hefele 33. Wykazuje on mianowicie przeciw wywodom Llorentego, że inkwizycja hiszpańska postępowała podług ówczesnej przez protestantów wprowadzonej metody: „Cuius regio eius religio,” że stosowanie tej zasady w stokroć gorszy sposób zdarzało się we wszystkich krajach protestanckich; stwierdza następnie, że ówczesne państwowe prawo karne było daleko twardsze i bardziej krwawe, aniżeli prawo dzisiejsze; że wówczas kara śmierci była na heretykach wykonywana we wszystkich krajach i we wszystkich wyznaniach—a w każdym razie nie najmniej w rządach i wyznaniach protestanckich, jak łatwo się przekonać z art. tego Słownika „Tolerancya protestancka”. Następnie Hefele wykazuje szczegółowo (str. 288 nst.), że łagodniejsze i oględniejsze było postępowanie sądowe inkwizycji, aniżeli innych sądów ówczesnych, że więzienia inkwizycyjne nie były znów takie straszliwe lochy i podziemia, za jakie je podają wrogowie, ale daleko bardziej ludzkie i milsze, aniżeli w innych krajach, że tortury w sądach inkwizycyjnych raz tylko mogły prawnie być stosowane, a nie powtarzane często, jak się to działo w sądach państwowych, że dalej, owo Sanbenito (saccus benedictus, wór błogosławiony), noszone przez podejrzanych i podsądnych w kształcie żółtego mniszego habitu, wcale nie było okropnym znakiem i piętnem niezmazalnej hańby, lecz uważane było jako znak pokuty i smutku, jako znak wewnętrznego żalu i skruchy serdecznej, — znak, używany od niepamiętnych czasów przez ludzi rozmaitych stanów i stanowisk społecznych. To, co dziś-by raziło, wówczas było w powszechnym katolickim zwyczaju. Sam Llorente przytacza liczne przykłady, że skazywani przez inkwizycję na taką pokutę kościelną nic nie tracili na opinii i na stanowisku społecznem.

Co zaś do drugiej połowy zarzutu okrucieństwa inkwizycji, t. j. co do krwiożerczości charakteru inkwizytorów, pokrótce zauważymy ze znakomitym i przez akatolików Zachodu wysoko cenionym, niedawno zmarłym historykiem Hergenrótherem, że „inkwizytorowie byli to przeważnie mężowie nieskazitelni i obowiązkom swym wierni” 34. Nawet najzawziętsi nieprzyjaciele inkwizycji z uznaniem odzywają się o wielkiej czystości zamiarów i nieposzlakówanej uczciwości inkwizytorów hiszpańskich. Buckle, w tym względzie wcale niepodejrzany świadek 35, oraz Llorente, historyk inkwizycji i najzagorzalszy jej nieprzyjaciel, jako były jej sekretarz, mający przystęp do jej archiwów, stwierdzają niezłomną i nieposzlakówaną uczciwość inkwizytorów. Nawet Towesend 36, duchowny anglikańskiego wyznania, nie może się zdobyć na potępienie inkwizytorów, i owszem nawet, mówiąc o inkwizycji w Barcelonie, wyznaje, że wszyscy jej członkowie byli ludźmi czci i najwyższego poważania godnymi, a w swej większości byli mężami, pełnymi wyjątkowej miłości bliźniego 37.

To też wobec historyi najzupełniej jest bezpodstawny zarzut, że inkwizycja, jakby jaka ponura i ciemna noc, jakby ciężka niewola duchowa zawisła wówczas nad Hiszpanią, aby obrzydzić nieszczęśliwemu ludowi każdy ruch swobodniejszy, każdy niewymuszony objaw narodowego życia.

Kłamią historycznej prawdzie ci, co utrzymują, że inkwizycja hiszpańska była dzikim wezbranym strumieniem, niszczącym napotykany na swej drodze kwiat wiedzy i wszelki rozwój duchowy. Przedewszystkiem wyznaje sam wróg inkwizycji, Llorente 38, że lud hiszpański w okrzyczanem Auto-da-fé widział raczej akt łaski, aniżeli okrucieństwa, dla czego też w spełnianem Auto-da-fé brały uroczysty udział wszystkie stany płci obojga, najszlachetniejsi mężowie narodu i kobiety najwyższych sfer społeczeństwa. A nawet, jak utrzymuje hiszpan Balmes 39, inkwizycja była instytucyą dobrze widzianą w niższych warstwach ludowych, albowiem trzymała w karbach szlachtę i wyższe duchowieństwo, z którymi to stanami lud prosty miewał najczęściej niezałatwione rachunki. Hołd też i należne uznanie składają inkwizycji tacy wybitni uczeni hiszpańscy, jak mądry Hieronim Blancas, humanistyczny Piotr Martyr, wolnomyślny Zurita, święty Ludwik z Granady 40.

Stąd też pojmujemy, dlaczego najznakomitsi ówcześni mężowie hiszpańscy brali udział i stawali po stronie inkwizycji, dlaczego tak rzadko daje się słyszeć przeciw niej skarga ze strony ludu, dla czego wreszcie owa tak doskonale podchwytująca życie hiszpańskie, a w pewnem znaczeniu bardzo wolnomyślna i dowcipna historya bohaterskich czynów kawalera Don-Kiszota de la Mancha, choć z całą „swobodą słowa,” krytykuje osoby i stosunki „nieszczęśliwego” hiszpańskiego ludu, nie znajduje przecież ani jednego szyderczego wyrazu dla inkwizycji.

Historya przeczy także temu gołosłownemu zarzutowi, jakoby inkwizycja hiszpańska tamowała rozwój nauki i sztuki, swobodę ducha i piśmiennictwa Hiszpanii. Przeciwnie, fakt to historyczny godzien zaznaczenia, że właśnie na czas pełnego rozkwitu inkwizycji przypada rozkwit, złoty wiek politycznej i społecznej potęgi Hiszpanii, jej nauki, sztuki i piśmiennictwa. Język hiszpański, jak później francuski, był wówczas językiem warstw wykształconych, potocznym językiem europejskich dworów i dyplomatów. Hiszpania przodowała wówczas innym oświeconym narodom w ubiorach, w grzeczności, w literaturze. Podróż do Hiszpanii dla ukończenia wychowania zdawała się prawie nieodzowną każdemu, kto rościł sobie prawo do wykształcenia. W pierwszych czasach istnienia inkwizycji i później wznoszono w wielkiej ilości szkoły i uniwersytety, wprowadzono do kraju sztukę drukarską, sprowadzono z dalekich krajów znakomitych uczonych dla uświetnienia szkół wyższych, z zapałem uprawiano nauki, zwłaszcza studya klasyczne, a dla literatury nadobnej takiem uwielbieniem pałały umysły ludu i uczącej się młodzieży, że musiano wydać umyślne prawo, aby uczącym się nie było wolno więcej nad pięć lat poświęcać filozofii, a zwracać natychmiast do szczegółowych studyów w kierunku swego powołania. Życie umysłowe w Hiszpanii było nierównie żywsze podówczas niż dzisiaj. Wszyscy znakomitsi pisarze, co literaturę i myśl Hiszpańską wsławili w Europie, żyli właśnie podówczas w okresie inkwizycji. Tacy wielcy historycy hiszpańscy jak: Pulgar, Zurita i inni, tacy poeci jak Cervantes, Lope de Vega i Calderon, a dzieła ich jak innych ówczesnych pisarzy drukowano z pozwoleniem inkwizycji 41.

Nie mówimy bynajmniej, aby to inkwizycja wytworzyła ten złoty wiek duchowego rozwoju Hiszpanii, ale tylko chcemy wykazać, że błędem historycznym jest zdanie, jakoby inkwizycja hiszpańska stłumiła wszelkie błyski cywilizacji, jakoby była dzikim huraganem, jadowitym Samumem, niszczącym wszelkie objawy umysłowego i duchowego życia narodu.

Prostując błędne i złośliwe pojęcia o inkwizycji hiszpańskiej, nie chcemy wcale się podawać za jej bezwzględnych obrońców i chwalców. Potępiamy wszelkie nadużycia, wszelki państwowy przymus w zakresie wiary, czy się on objawia przez inkwizycję, czy innymi jakimikolwiek środkami, pamiętamy wszakże, iż nie należy nadużyć osób prywatnych, choćby nawet inkwizytorów, przenosić na pole wiary i kościelnego nauczycielstwa. Nadużycia inkwizytorów zarówno są wstrętne katolikom, jak akatolikom, czego najlepszym dowodem są kary kościelne przez różnych papieży na nieumiarkowanych inkwizytorów nakładane. Katolicyzm nie może być odpowiedzialny za nadużycia tej lub owej ze swych instytucyi. Nie rozumie istoty inkwizycji, kto o niej sądzi z pojedynczych przypadkowych słabości.

Załączam tu w abecadłowym porządku główniejsze dzieła i rozprawy, dotyczące historyi i postępowania inkwizycji tak kościelnej, jak hiszpańskiej. Bibliografia tego przedmiotu jest tak bogata, że niepodobna całej tu przytoczyć; ograniczę się więc na dziełach, posiadających rzeczywistą wartość naukową lub apologetyczną, nie odpowiadając wszakże za prawowierność ich autorów. Tak naprzykład Limburg i Llorente są to pisarze otwarcie antykatoliccy, których z wielką tylko ostrożnością radzić się powinno,—i to otrzymawszy naprzód pozwolenie władzy kościelnej.

Amador de los Rios. „Historia social, politica y religiosa etc.” Madrid, 1875, 3 tomy. — Bulletin des archives d’Auvers t. VII — XIV; Génard podaje tu listę osób, sądami ściganych za wiarę w Auvers, jak również nazwiska oskarżonych, naturę oskarżenia i wynik procesów. — Cezar Cantu. „Les Heretiques d'Italie,” tłóm. franc. 5 wyd., Paryż, 1869—70. — Douais. „Les sources de l'histoire de l'Inquisition dans le Midi de la France au XIII et au XIV siécle.” Paris, 1880. — Eymerich, „Directorium inquisitorum cum commentar. Roma, 1578. — Ficker; Die gesetzliche Einführung der Todesstrafe für Ketzerei. Innsbruck, 1880.— Gams, „Kirchengesch. v. Spanien.” t. III, 2 Abth. Ratisbonn. 1879 (str. 1-94, najlepsze studyum historyczne o początkach inkwizycyi hiszpańskiej). — Bernard Gui. „Practica inquisitionis haereticae pravitatis,” wyd. p. X. Douais, Paryż, 1885. Prw. piękne studyum o Bernardzie Gui w „Bibliotheque de l’Ecole des Chartes,” t. XXXVIII. — Havet. „L’hérésie et le bras seculier au moyen-âge jusqu'au XIII siècle” w „Biblioth. de l'Ecole des Chartes,” 1880. — Hefele. „Cardinal Ximenes,” 2 Aufl. Tibing, 1851, w przekł. franc. 2 wyd. rozd.XVIII i XIX. — Hurter, „Papst Innocenz III,” 4 t. Hamburg, 1836. Limborch, „Historia inquisitionis.” Amsterd. 1692. — Llorente, „Historia critica de la Inquisicion de Espana. Macanaz, „Defensa critica de la Inquisicion,” 2 t. — T. la Mantia, „Origines et histoire de l'Inquisition en Sicile (1232—1742)” w czasop. „Rivista storica italiana,” 3 rok. De Maistre, „Lettres à un gentil-homme russe sur l'Inquisition espagnole”,Menendes Pelayo, „Historia de los heteroxos espanoles,” Madrid. 3 tomy. — Molinier, L’Inquisition dans le Midi de la France au XIII et au XIV siècle,” Paris, 1880. — W „Colleccion de documentos inćditos para la historia de Espana” znajdują się w t. V akta procesu arcybiskupa Carranza, w t. X i XI akta procesu Ludwika z Leona. — Garcia Iscasbalceta ogłosił niedawno „Bibliografia Mejicana del siglo XVI.” (Mejico Andrade y Morales), w której przytacza wszystkie współczesne wiadomości o auto-da-fé, jakie tylko mógł wyszukać. Oblicza on ilość osób, skazanych na śmierć w ciągu półtrzeciawiekowego istnienia inkwizycyi meksykańskiej do liczby pięćdziesięciu osób. — X. Nowodworski, Enc. Kośc. t. 8, doskonały art. Inkwizycya. — Jul. Souben w Dict. Apol. Jaugey'a.—Geschichtsliigen, art. 23, die Spanische Inquisition). —

(Ks. A. K.)

Przypisy

Footnotes

  1. Prw. O. Danzas. Etudes sur les temps primitifs de l’Ordre de S. Dominique, 2-e serie. S. Raymond de Pennafort et son époque, t. I str. 385, not. 2; str. 7 not. 2, str. 410, not. 2; str. 411, not. 1; str. 412, not. 2; str. 427, not. 8; str. 428, not. 2 i 3.

  2. Prw. Jul. Havet, L'Heresie et le bras seculier au moyen Age jusqu'au XIII siècle, w Bibliotheque de l'Ecole des Chartes, 1880, Ficker. Die gesetzliche Führung der Todesstrafe für Ketzerei, w Mitteilungen des Instituts oesterreichischen Geschichtsforschung, 1880. Winkelmann. Zur Einführung der Todesstrafe für Ketzerei, w Mittteilungen. 1880.

  3. Nouvelle Revue. 7 Listopad, 1886.

  4. Morellet. Memoires, t. I, str. 59.

  5. Sextus I, lib. V, lit. II. De haereticis c, XX.

  6. Les Heretiques d'Italie, t. 1.

  7. Revue des quest. histor. t. XXVII, 5.

  8. Procédimientos de la Inquisicion. t. II str. 106 nst.

  9. Sammlung der Instructionen des spanischen Inquisitionsgericht. str. 23. Hanover. 1788.

  10. Regulamin z r. 1484 w Sammlung. etc. str. 31 i 32.

  11. Gams. Kirchengesch. v. Spanien t. II. 2 Abtheil. str. 68.

  12. „Hist. critique de l'inquisition d'Espagne,” Paris 1818.

  13. Jakoż historya świadkiem, że królowie hiszpańscy złożyli z urzędu dwunastu wielkich inkwizytorów, podczas gdy ze wszystkich papieży jeden tylko Pius V złożył jednego tylko inkwizytora.

  14. Weltgeschichte, II, str. 431.

  15. Neuere Gesch. d. Deutschen. 17, str. 196.

  16. Theol. Quartalschrift. 1830, str. 306.

  17. Kirchengesch. II, str. 137 i 516.

  18. W wydanej przez siebie ze swemi uwagami Kirchengesch. Möhlera. Regensbg 1867, II, str. 242-294, a także w odnośnej rozprawie wydanej oddzielnie p. „Zur Gesch. d. sogen. Staatsinquisition.” Regensbg 878.

  19. W opracowanym przez siebie 23 tomie Rohsbachera Universalgesch. d. Kath. Kirche. Münster, 1883, str. 64 nst, oraz w polemice swej z O. Grisarem i Rodrigo w Hist. pol. Blatter, t. 90, str. 340, 353 i w t. 91, str. 175—172.

  20. Zeitschr. f. kath. Theol. 1879, str. 570 nst.

  21. Apol. d. Christms. Freib. 1884, III, str. 520, n. 3.

  22. Ob. Geschichtsliigen, t. 3.

  23. Der Card. Ximenes, 2 wyd. Tibing 1881. „Encykl. kościel.” X. Nowodworskiego, art. „Inkwizycya.”

  24. Diario di Camillo Borghese w „L'Espagne au XVI et an XVII siècle” przez Morel-Fatio, str. 191, Heilbronn, 1878.

  25. Hefele. Der Card. Ximenes. str. 340.— Knópfler, loc, cit. str. 68.

  26. Realencyklopaedie für protestantische Theologie und Kirche. t. VI, 4 Warszawa, 1879.

  27. Geschichte der Juden.

  28. Zeitalter der Entdeckungen, 1858, str. 504.

  29. „Histoire critique de l'inquisition d'Espagne.” Paris 1816—18, t. IV.

  30. X. Nowodworski. „Enc. kościel.” t. 12, art. Llorente. (Hefelego). — Prw. niem. czasopismo Katolik, r. 1824, str. 1 nst. i r. 1827, str. 200.

  31. Gams. Kirchengesch. v. Spanien. t. III, 2 Abth. str. 68 nst.

  32. Prw. Oscar Leschel. Zeitalter d. Entd. von Amerika und die Zeit der Reformat. 1858, str. 504.

  33. Der Card. Ximenes. 2 wyd. Tibing 1851 i art. „Inkwizycya” w „Kirchenlexicon” Wetzera i Weltego, V. 650—659. Prw. X. Nowodworski, Enc. Kośc. art. „Inkwizycya.”

  34. Kirchengesch. II, 187.

  35. Histor. Cywil. w Anglii, t. I, cz. I, 160.

  36. Pr. Hergenróther. Kath. Kirche u. christ. Staat. Nowe wyd. str. 440.

  37. Dziennik podróży po Hiszpanii. (Journey through Spain in 1786 and 1787, I, 22, London, 1792).

  38. Hefele, w Kirchenler. Wetzer u. Welte, V, 656.

  39. Protest. u. Kathol. t. II, 412 nst.

  40. Prw. Hefele. Der Card. Ximen. str. 355 nst. — Rodrigo. Historia verdadera de la inquisicion. Madrid. 1786—78, t.II, str. 152 nst.

  41. Prw. Hefele, dz. cyt. str.657; Weiss. Apologie, str. 325; Geschichtsligen art. 23, „Die Spanische Inquisition.”