DEKRETAŁY.
DEKRETAŁY (fałszywe). — Wiele wrzawy narobiły w świecie uczonych fałszywe dekretały; nie będzie przeto bez korzyści, gdy i tę kwestyę szczegółowo poznamy. W połowie IX wieku w zachodniej części państwa Frankońskiego, puszczono w obieg nowy zbiór praw kościelnych. Ponieważ na karcie tytułowej tego dzieła znajduje się napis: Isidorus Peccator, przeto błędnie sądzono, że jest to zbiór praw św. Izydora biskupa Sewilskiego. W istocie bowiem istniał zbiór praw, zwany Liber canonum, albo też Collectio Isidoriana, który wówczas powszechnie przypisywano św. Izydorowi, chociaż późniejsza krytyka wykazała, że św. Izydor dał tylko myśl i plan tego dzieła, sam zaś kodeks wykończony został dopiero około r. 732. Dwa te kodeksy, hiszpański i frankoński, na zewnątrz były bardzo do siebie podobne, bo zresztą ten drugi ułożono na wzór pierwszego; różniły się tylko treścią. Kiedy hiszpański przytacza same autentyczne i źródłowo stwierdzone dokumenty, frankoński nagromadza rozmaite materyały niepewnego pochodzenia, niektóre zmyśla sam, a inne po prostu fałszuje. Zamieszcza naprzykład 59 listów rzekomo papieskich; prócz tego fałszywy edykt cesarza Konstantyna na rzecz Kościoła Rzymskiego i wiele zmyślonych dekretów rozmaitych soborów. W krótkim czasie ten pseudo-izydoryański zbiór kanonów, „zalał" całą Francyę, jak się wyraża Hinkmar, następnie w odpisach i kopiach upowszechnił się w Niemczech, w Anglii i we Włoszech. Przez sześć wieków miano go za prawdziwy zbiór kanonów św. Izydora, a chociaż niektóre punkta zdawały się być nowe, nikt nie troszczył się o sprawdzenie autentyczności tekstów, bo w tej epoce więcej się zajmowano prawną interpretacyą tekstu, aniżeli sprawdzaniem jego autentyczności; wszystkim wystarczało ogólne przekonanie, że kodeks przyszedł z Hiszpanii. Dopiero w XV wieku źródłowa krytyka zaczęła odnajdywać stopniowo coraz to nowe błędy. Pierwszy spostrzegł je kardynał Mikołaj z Kuzy, biskup dyec. Brixen, który około 1450 roku, w dziele p. t. De concordantia catholica (1. 3, c. 2, p. 782) dostrzegł w zbiorze Pseudo-Izydora wiele fałszywych dokumentów. Wiele innych fałszerstw odkrył uczony dominikanin, hiszpan, kardynał Kościoła Rzymskiego Jan de Turrecremata († 1468) w dziele Summ. eccl. 1. II, c. 101. Po wydrukowaniu kodeksu, zarówno katoliccy jak protestanccy krytycy odnajdywali w tym zbiorze praw nowe fałszerstwa, tak, iż odtąd nikt już nie wątpił o wyraźnych cechach złej woli autora omawianego zbioru. Od tego też czasu z powodu fałszywych dekretałów rozpoczęła się zawzięta walka przeciw Kościołowi katolickiemu, a zwłaszcza przeciwko papiestwu, w znacznej bowiem części dekretały te sfałszowano na korzyść władzy papieskiej. Stanowczy atak rozpoczęli centuryatorzy magdeburscy w dziele p. t. Ecclesiastica historia etc. Basilae, 1559—1574. Na pociski protestantów odpowiedzieli pisarze katoliccy, między innymi Franciszek Turrianus: Adversus centuriatores magd. 1572. Z pomiędzy protestanckich pisarzy odznaczył się zaciekłością Blondellus w dziele: Pseudo-Isidorus et Turrianus vapulantes, Genev. 1628. W ciągu trzech przeszło wieków fałszywe dekretały były jakby młotem, którym protestanci uderzali w Kościół i papiestwo; i zdawało im się, że lada chwila zgruchocą tę dotąd nierozbitą epokę. Wślad za protestantami poszli gallikanie, febronianie i w ogóle ludzie wrogo usposobieni dla Stolicy Apostolskiej. Głosili oni, że zbiór praw Pseudo-Izydora ułożony był wyłącznie tylko w celu powiększenia władzy i powagi Stolicy Rzymskiej; że papieże sami przyłożyli rękę do tego dzieła, że fałszywe dekretały skaziły naukę Kościoła katolickiego, wywróciły karność kościelną i w praktykę wprowadziły zupełnie nowe prawo. W walce tej brali udział: Denzenger, Knust, Rosshirt, Wasserschleben etc., którzy drogą krytyki doszli do wniosków nieco przychylniejszych papiestwu. Atoli i katolicy nie próżnowali. Ostatecznie kwestyę wyjaśnił Paweł Hinsch, protestant, który w ciągu dwóch lat odbywał podróże po Europie, zwiedzając prawie wszystkie biblioteki i badając sporną kwestyę ze stanowiska ścisłej krytyki, bez uprzedzenia religijnego, choć zawsze ze słów jego wieje duch protestancki. Otóż, owocem tej jego pracy jest najlepsze i najgruntowniejsze wydanie zbioru praw Pseudo-Izydora p. t. Decretales Pseudo-Isidori et capitula Angilramni, w Lipsku 1863—1866, opatrzone sumiennym kommentarzem.
Po gruntownem zbadaniu kwestyi co do czasu i miejsca powstania fałszywych dekretałów, tudzież co do celu, w jakim je zmyślono, i co do wpływu ich na ustawodawstwo Kościoła katolickiego, nawet protestanccy krytycy przyszli do wniosku, że zbiór praw Pseudo-Izydora nie kompromituje ani Kościoła katolickiego ani papiestwa.
Co się tyczy okoliczności miejsca, nie można nawet powątpiewać, że wzmiankowany zbiór praw nie powstał w Hiszpanii, gdyż tam nawet śladów jego odszukać nie zdołano i żadna biblioteka hiszpańska nie posiada ani jednej jego kopii rękopiśmiennej. Może więc w Rzymie dopuszczono się fałszerstwa? Theiner i Eichorn usiłowali dowieść tego, opierając się na dwóch argumentach: 1) że zbiór praw, zwany: Capitula Angilramni, który służył za podstawę zbioru Pseudo-Izydora, ułożony został przez papieża Adryana I, i że Liber Pontificalis, z którego czerpał Pseudo-Izydor, w IX w. po za granicami Włoch był nieznany. Tymczasem krytyka wykazała, że Capitula Angilramni, biskupa Metzu, które czasami nazywano: Hadriani Papae capitula, powstały we Francyi,—nieco wcześniej tylko, i prawdopodobnie ułożone zostały przez tegoż samego autora, co i zbiór Pseudo-Izydoryański. Jednocześnie też stwierdzono, że Liber Pontificalis znany był i upowszechniony w IX w. we Francyi i w Niemczech. Przekonywa nas o tern list Rabana Maura o chorepiskopach i rozdział 20 dzieła Hinkmara z Reims przeciwko Hinkmarowi z Laon. Skądinąd wiemy, że pierwsze wzmianki o zbiorze praw Pseudo-Izydora spotykamy nie w listach papieskich, i nie w autorach włoskich. Pierwszy raz powołano się na nie w następujących okolicznościach: Arcybiskup remeński, Ebbo w r. 845 pozbawiony został swojej stolicy, a na prośbę duchowieństwa i ludu synod w Beauvais, na jego miejsce naznaczył Hinkmara. Wkrótce po objęciu swej stolicy Hinkmar usunął od obowiązków kilku kapłanów, wyświęconych przez Ebbona. Wówczas jeden z odsuniętych kapłanów, Wulfald, w obronie własnej i kolegów ogłosił w r. 853 memoryał, dowodzący ważności święceń i legalności postępowania Ebbona, przytaczając dekret ze zbioru Pseudo-Izydora, że „biskup nie może być złożony przez synod." Sprawa oparła się o Rzym; wielokrotnie była rozbierana, aż wreszcie Hinkmar został potwierdzony na arcybiskupstwie; Wulfald, protegowany przez Karola Łysego, został arcybiskupem w Bourges, a inni księża deponowani dopuszczeni zostali do sprawowania obowiązków kapłańskich.
Nie skończyła się jeszcze powyższa sprawa, a już nowa wynikła. Rothard, biskup z Soissons, zasuspendowany został przez Hinkmara, na synodzie prowincyonalnym w Soissons 861 r., za niesprawiedliwe degradowanie jednego z kapłanów. Czując się pokrzywdzonym, Rothard odwołał się do Rzymu, lecz mimo appellacyi we dwa lata potem został złożony z godności przez tegoż Hinkmara. Papież wysłał natychmiast upomnienie Hinkmarowi, że nielegalnie postąpił, bo należało mu czekać decyzyi Rzymu, a następnie zagroził mu nawet suspensą, jeżeli w ciągu 30 dni nie odda biskupstwa Rothardowi, albo jeśli w celu udowodnienia prawomocności swego postępowania nie stawi się osobiście albo przez posłanników przed Stolicą Apostolską. Jakoż w r. 864 sprawa rozpoznawana była w Rzymie; Rothardowi przywrócono jego stolicę biskupią, a ustawy synodu w Soissons uznano za nieważne. W liście do biskupów francuskich (r. 865) pisze papież, że żaden synod nie może się odbywać bez zgody papieża, że synod nie ma prawa degradować biskupa bez zgody Rzymu, że odnośne prawa oddawna przechowują się w archiwum Kościoła rzymskiego. Hinkmar i biskupi francuscy zaprotestowali przeciwko temu wyrokowi. Nie mówiąc nic przeciwko autentyczności dekretów, na które powoływał się papież, oświadczyli, że w Kodeksie Kanonów, przyjętym wówczas we Francyi, niema wzmianki o takowych dekretach. Z tego powodu papież wystosował nową odezwę do biskupów. Dziwi się, iż protestują przeciwko powyższym dekretom i udają, że ich nie znają. Przecież sam Hinkmar na podstawie tych dekretów w r. 853 prosił papieża o potwierdzenie dekretów synodu w Soissons; przecież synod w Crecy-sur-Serre w r. 857 w sprawie o dobra kościelne powoływał się na ustawy papieżów: Anakleta, Urbana i Lucyusza, (znajdujące się we wzmiankowanym zbiorze Izydora).
Powyższe dwie sprawy wykazują, że w roku 853 na Synodzie w Soissons spotykamy się z pierwszą wzmianką o zbiorze praw Pseudo-Izydora; następnie powołuje się na nie w r. 857 synod w Crecy-sur Serre i w r. 859 sam Hinkmar. Rzym zaś odwołuje się do tego zbioru po raz pierwszy w sprawie Rotharda z Soissons, a zatem w kilka lat później. Z tego przekonaliśmy się, że ojczyzną zbioru Pseudo-Izydora jest Francya, a mianowicie prowincya remeńska, albo która z sąsiednich jej prowincyi. (Prw. Hinsch, „Decretales Pseudo - Isidori et capitula Angilramni. De patria falsarum decretalium").
Kiedy fałszywe dekretały ułożono, napewno dotąd nie zostało stwierdzonem; podług wszelkiego prawdopodobieństwa pomiędzy rokiem 847 a 853. Maassen, „Pseudoisidor. Studien," Wien, 1885. Niepodobna też napewno wykazać, kto jest ich autorem. Walter, Richter, Vering, Bouix, Ballerini, Hinsch i inni przypuszczają Benedykta Lewitę Mogunckiego. Wasserschleben podejrzywa Otgara biskupa Mogunckiego, który miał je ułożyć dla zabezpieczenia się od ucisku władzy świeckiej.
Znakomity prawnik niemiecki, Philips, przypuszcza, że sam Rothard, biskup z Soissons, jest fałszerzem tej kollekcyi, chociaż i on oświadcza, że spór co do autora ostatecznie wyjaśniony nie został. Jedno tylko jasne i przyjęte przez historyków prawa, że ani Rzym ani papież w fałszerstwie nie brali udziału.
Cel autora fałszywych dekretałów. — Opinie autorów odnośnie do celu, zamierzonego przez fałszerza Dekretałów są bardzo liczne. Kiedy dawniejsi autorowie protestanccy i niektórzy nowsi, jak Jan Antoni Theiner, Ellendorf i inni byli zdania, że fałszerz miał na widoku jedynie wyniesienie władzy papieskiej, to znowu inni, tacy jak Splitter, Knust, Wasserschleben, Hinsch, wprost temu zaprzeczają. Natomiast Splitter przyznaje Pseudo-Izydorowi zamiar ograniczenia władzy metropolitów, ponieważ wiele dekretałów wymierzonych jest przeciwko metropolitom. Knust i Wasserschleben przypisują mu daleko szersze widoki. Według nich, miał on zamiar wydobyć biskupów z pod przewagi władzy świeckiej, uderzając na prerogatywy metropolitów, którzy w ściślejszych stosunkach zostawali z panującymi i niejednokrotnie działali przeciwko biskupom w myśl panujących. Rozerwawszy ten łańcuch hierarchiczny, Pseudo-Izydor chciał przez to mocniej przywiązać biskupów do Rzymu, tak żeby nie potrzebowali się oglądać ani na książąt ani na metropolitów. I dla tego na 80 fałszywych dekretałów w 70-ciu wynosi władzę papieża. Tego zdania są też Walter (Kirchenrecht), Möhler i Hinsch. „Fałszerz dekretałów, pisze ten ostatni, postanowił przeciwstawić pewne dekrety, które uznał za odpowiednie do celu, jako lekarstwa na kompletny przewrót porządku kościelnego, wywróconego wojnami domowemi za Ludwika Pobożnego i jego synów. Miał na myśli reformę Kościoła i państwa, którą synod Paryski w r. 829, synod w Aix-la-Chapelle w r. 836, synod Meldeński i Paryski w r. 845 i 846 bezskutecznie przeprowadzić usiłowały. Rzeczone synody na poparcie swych ustaw przytaczały starożytnych Ojców Kościoła; Benedykt moguncki w fałszywych kapitularyach cytował ustawy cesarzów; Pseudo-Izydor powołał się na pierwszorzędną w Kościele powagę biskupów rzymskich, osobliwie tych, którzy żyli w pierwszych wiekach Kościoła (Op. cit. Pars. VI. de consulio Pseudo-Isidori). Z całego dzieła przebija jedyna myśl autora, którą można streścić w następujących słowach: wyniesienie Kościoła po nad wszelkie polityczne spory.
Wpływ fałszywych Dekretałów na karność kościelną. — Omawiane fałszerstwa i oszukaństwa w gruncie rzeczy nie tyle dotyczą samej materyi praw Kościoła, ile raczej formy ich i chronologii; wogóle fałszywe dekretały nigdzie nie naruszają zasad Kościoła we wzajemnych stosunkach władz kościelnych ku sobie ani nie wprowadzają zmian żadnych do nauki Kościoła o karności kościelnej.
Co się tyczy godności biskupiej, orzekają one, że biskupi są legati Dei, qui Christi vices gerunt. Wkładają w usta Anakleta słowa: „ipsi (Petro) primo pontificatus in Ecclesia Christi datus est, ceteri vero Apostoli cum eodem pari consortio honorem et potestatem acceperunt etc..." Zaiste, nic w tern nowego; tak samo jak nic nowego w tern, co piszą o pierwszeństwie Kościoła Rzymskiego, że on jest centrum, skąd pochodzą wszystkie inne kościoły; matką, której pieczołowitość rozciąga się nad wszystkiemi, etc.; wszak tym samym językiem przemawiali pierwsi papieże i ojcowie Kościoła. Sama tylko etykieta jest w tych ustępach podrobiona.
Co się tyczy stosunku papieża do biskupów, fałszywe dekretały przypisują Wirgiliuszowi to co napisał Leon I, t. j. „że papież powołany do pełności władzy, a biskupi powołani do części, a nie do pełności władzy." Temi słowy zarówno Pseudo-Izydor, jak i Leon I nie mieli zamiaru ująć władzy właściwej biskupom i uczynić ich delegatami apostolskimi.
W sprawie odbywania synodów prowincyonalnych fałszywe dekretały wymagają uprzedniej zgody albo przynajmniej potwierdzenia papieża. To prawo zdaje się być nowem i dla tego też pewnie nie weszło w zwyczaj. Jedyna innowacya Pseudo-Izydora, której potem pozostały ślady w życiu kościelnem, jest-to depozycya biskupów. Według prawa dawniejszego sprawa powinna była się toczyć przed metropolitą i soborem prowincyonalnym; oskarżony zaś mógł zanieść apellacyę do Stolicy Apostolskiej. Fałszywe dekretały zaliczyły wypadek depozycyi biskupa do rzędu spraw większych, zarezerwowanych Stolicy Apostolskiej, to też już w r. 865 papież Mikołaj I odwołał się do ich powagi w sprawie Rotharda z Soissons, deponowanego biskupa.
Hinsch porównał list Mikołaja do biskupów Gallii w sprawie Rotharda z innym listem, pisanym do króla Bretonów przed trzema laty w r. 862 w zupełnie podobnej sprawie, i z tego porównania wywodzi wniosek o wprowadzeniu w życie zbioru Pseudo-Izydora i ustala datę przywiezienia go do Rzymu.
W tym ostatnim liście pisze papież do Salomona, króla bretońskiego, jakie ma być postępowanie względem deponowanych biskupów. „Nie sądzimy, pisze papież, ażeby biskup mógł być inaczej prawnie potępiony, jak tylko przez 12-tu biskupów, albo przynajmniej na mocy świadectwa 70-ciu świadków. Taką jest zasada świętego Kościoła Rzymskiego ..."
W liście zaś do biskupów Gallii pisze zupełnie inaczej: „Żadną miarą nie mogliście bez naszego zezwolenia deponować, pozbawić biskupstwa i osadzić w klasztorze Rotharda, biskupa z Soissons. Bo czy nie gwałcicie wszystkich praw, skoro przywłaszczacie sobie sądy nad biskupami, które to sądy należą słusznie do spraw większej wagi? Zdaje-ż się wam, że jest to mała rzecz deponować swego brata w biskupstwie bez zgody Stolicy Apostolskiej? A skoro spraw biskupów nie macie za sprawy większe, co będzie się u was nazywało sprawą większą?... Nawet gdyby Rothard nie apelował do Stolicy Apostolskiej, nie mogliście tak postąpić wbrew tylu i tak uroczystym dekretałom (contra tot tamen et tanta decretalia efferri solita) i deponować biskupa bez zasięgnięcia rady naszej (et episcopum, inconsultis nobis, deponere nullo modo debuistis)... Obojętną jest rzeczą, że dekretały te nie znajdują się w zbiorze Kanonów. Św. Gelazy, orzekając, że trzeba przyjmować z szacunkiem dekrety papieży wszystkich wieków, rozumiał przez to nawet owe czasy, w których liczne prześladowania pogan utrudniały wnoszenie spraw biskupów przed Stolicę Apostolską..."
A zatem fałszywe dekretały dopiero w przeciągu owego trzechlecia (r. 862—865), które przedziela te dwa listy, ukazały się w Rzymie; papieże przyjęli je bez wielkiego zapału i patrzyli na ich upadek obojętnie. W zbiorze praw kanonicznych były one zupełnie zbyteczne, bo ci, co ich błędnie używali, mogliby byli gdzieindziej znaleść broń daleko pewniejszą i skuteczniejszą. X. A. K.