APOKALIPSA.

„Gdym się zaczynał zajmować Apokalipsą, powiada sławny komentator Dom Calmet, bynajmniej nie byłem dla niej przychylnie usposobiony. Uważałem ją jako zagadkę, niemożliwą do rozwiązania bez szczegółowego objawienia bożego. Na komentatorów porywających się na jej objaśnianie, patrzyłem jako na czarodziejów, idących po przez ciemności. Atoli badając starannie to dzieło, dostrzegłem w niem piękności, mogące iść w porównanie z tem wszystkiem, co jest największego i najwspanialszego w proroctwach Daniela, Jeremiasza i Ezechiela. Podziwiałem porządek, zestawienie i dobór faktów, światło w niektórych miejscach w miarę rozlane, nieskończone mnóstwo alluzyj do wszystkiego, co najwspanialszego posiadają prorocy, i co się działo najbardziej majestatycznego w świątyni. Opowiadanie w Apokalipsie poważne, zajmujące, pełne życia i rozmaitości. Nigdzie nie widziałem poezyi bardziej uduchownionej. Gdy się raz uchwyciło wątek opowiadania, zdaje się, że się czyta historyę, napisaną w obrazach i przybraną we wszystkie czary poezyi." (Wstęp do koment. na Apokalipsę). Zdanie to najzupełniej prawdziwe. Apokalipsa jest jedną z najpiękniejszych i najpożyteczniejszych ksiąg Pisma św. Mówiono niekiedy, że zbywa jej na oryginalności, że autor jej nie ma prawie żadnego pomysłu, prawie żadnego obrazu, któregoby nie odnajdowano w proroctwach Starego Testamentu, i stąd wyprowadzono zarzuty bądź to przeciw jej autentyczności, bądź też przeciw boskiej inspiracyi tej księgi.

„Widzący" (t. zn. prorok) Apokalipsy ma być tylko zręcznym plagiatorem, który sam nic jakoby nie widział, lecz zapożyczył poprostu i w nowej szacie przedstawił widzenia starych proroków.

Na powyższe wywody, zaczerpnięte z niezaprzeczonego podobieństwa między Apokalipsą a proroctwami izralskiemi, doskonale odpowiedział X. Bacuez: „Nie przypadkowi, powiada on, ani też dobrowolnemu lub rozmyślnemu naśladownictwu przypisać należy to podobieńswo. Św. Jan nie zamierzał nigdy współzawodniczyć z prorokami, ani też odtworzyć ich piśmiennictwa; lecz znalazłszy się w tych samych, co oni okolicznościach, tym samym co oni przemawiał językiem. Będąc natchnionym przez tegoż samego Ducha św., mając zapowiadać też same wypadki i opisywać też same wydarzenia, dla czegóżby nie miał używać tych samych, co tamci wyrażeń? Z drugiej znów strony, nie będąc uczonym, św. Jan pilnie i starannie wczytywał się w ich pisma; umysł jego przepełnił się ich wyrażeniami, przenośniami i obrazami; czyż nie naturalna to rzecz zatem, że Bóg, chcąc mu objawić swe tajemnice, przedstawił mu je pod szatą tych samych obrazów i tych samych, przenośni, jak również, że on sam, chcąc się zastosować do innych proroków, przyswoił sobie właściwy im język, styl i sposób mówienia"? (Manuel biblique t. IV. n. 951). Zresztą i te podobieństwa nie trzeba zbytecznie przeceniać. Przestrogi, dawane biskupom Azyi, stanowią oryginalny ustęp św. Jana, zostający w dalekiej tylko analogii z posłannictwem, jakie otrzymał Jeremijasz do ludów, by im zapowiedział grom gniewu Bożego. (Jer., XXV, 15—38). Nie brak też oryginalności obrazom o siedmiu pieczęciach, o siedmiu trąbach i o siedmiu czarach, a jeśli nazwa baranka bożego pochodzi od Izaijasza (LIII, 7), to opis chwały Jego i czci mu oddawanej jest prawie cały własnością apokaliptycznego widzenia.

Napróżno również szukanoby u starożytnych proroków wzoru walki, wynikłej pomiędzy smokiem i jego aniołami z jednej, a św. Michałem i niebiańskimi duchami z drugiej strony.

Nie więcej też przywiązywać trzeba wagi do zarzutu, zaczerpniętego z niejasności tej księgi prorockiej. Niejasność bowiem jest właściwa wszystkim proroctwom; zwykle dopiero fakta spełnione tłómaczą istotne znaczenie proroctwa. Mamy nawet bardzo ważne proroctwa, których spełnienie się pozostawałoby wątpliwem, gdybyśmy na to nie posiadali dowodu w księgach Nowego Testamentu, lub w podaniu Kościoła. Takie jest między innemi proroctwo o Emmanuelu, synu Dziewicy.

Skądinąd znów w Apokalipsie są tylko przepowiednie wypadków, w przyszłości spełnić się mających. Zawiera ona wstęp, przestrogi dla biskupów siedmiu kościołów, opisy nieba, aniołów, męczenników, etc. Wszystko to jest dostatecznie jasne, chociaż przedstawione w formie prawdziwie poetycznej. To samo dzieje się w części prorockiej. „A nawet trzeba, by w części prorockiej wszystko było niejasne, czyli raczej, aby niejasność była wielka. Prawda, że początkowo nie łatwo było odgadnąć znaczenie przepowiedni w Apokalipsie zawartych, ale wypadki rzuciły na nie światło, a tłómacze wyjaśnili tekst apokalipsy... Co do reszty niespełnionych jeszcze proroctw, to „pozostawiam je, powiada Bossuet, tym, którzy o nich coś więcej wiedzą, niż ja, drżę bowiem cały, gdy przykładam rękę do przyszłości." Nie mniej wszakże ma się pewne pojęcie o przepowiedzianych wypadkach i ich głównych charakterystycznych cechach. Tak naprzykład, nie moglibyśmy powiedzieć dokładnie, jakie wypadki poprzedzą koniec świata, kto będzie Antychrystem, kiedy przyjdzie ten Antychryst, co to jest Gog i Magog, jak zmartwychwstanie ciał odbywać się będzie itp., ale na pewno wiemy, że zmartwychwstanie i sąd położą koniec istnieniu świata, że przedtem będzie straszny ucisk, że przyjdzie wielki uwodziciel i prześladowca: czyż to nie dosyć, by bać się i chwalić Boga, by zaprządz się do służby Jego, by się oderwać od wszystkiego i wzdychać do nieba?" (Bacuez, Manuel biblique, t. IV, n. 920).

Apokalipsa składa się z trzech części. Pierwsza zawiera prolog i przestrogi, posłane z rozkazu Chrystusa biskupom Azyi (roz. I—III). Druga w proroczych widzeniach opisuje wielkie uciski i tryumf Kościoła Chrystusowego (IV—XIX). Trzecia część wreszcie podaje opis wypadków, które sprowadzą koniec świata, oraz obraz chwały Jezusa, tryumfującego ze swymi świętymi na wieki. Ta trzecia część, mająca się dopiero całkowicie wypełnić w przyszłości, jest bezsprzecznie najbardziej ciemna. Ale wszyscy tłómacze Pisma św. zgadzają się na to, że ona odnosi się do końca świata.

Niezgodność egzegetów w tłómaczeniu Apokalipsy dotyczy przeważnie drugiej jej części. Wszyscy tłómacze widzą w tych proroczych wizyach przepowiednię tryumfu Chrystusa nad nieprzyjaciółmi Jego Kościoła, lecz nie wszyscy odnoszą ten tryumf do jednej i tej samej epoki czasu. Jedni, przeważnie starożytni, w tym apokaliptycznym tryumfie widzą ostateczny tryumf Kościoła przy końcu świata i, co zatem idzie, nie stawiają zbyt znacznego przedziału między wypadkami drugiej a wypadkami trzeciej części Apokalipsy. (Primase, Beda). Inni w apokaliptycznym tryumfie upatrują rozwój następujących po sobie walk i zwycięstw Jezusa Chrystusa w Kościele w ciągu wielowiekowego jego istnienia na ziemi. (Holzhauzer i in.). Inni wreszcie twierdzą, że ta druga część Apokalipsy ma za przedmiot tryumf Kościoła nad judaizmem i nad prześladowczą monarchią Rzymską, upadek zaś bałwochwalczego Rzymu jest kresem walki apokaliptycznej. (Bossuet, Kalmet i in.).

Najlepsi egzegeci nowocześni przyjmują ten trzeci sposób tłómaczenia. Komentarz Bossueta pozostanie wiecznietrwałym pomnikiem w tym przedmiocie. Można się z nim nie zgadzać w pewnych szczegółach, lecz co do głównych rysów, Bossuet ustalił znaczenie tej części Apokalipsy. Według niego, bestya apokaliptyczna oznacza bałwochwalcze rzymskie imperium, wszetecznica siedząca na bestyi i upojona krwią męczenników—to Rzym pogański, prześladujący chrześcijan. Siedm głów bestyi oznaczają siedm pagórków Rzymu (Apok. XVII, 9), a także siedmiu cesarzy, którzy prawie jednocześnie nad nim panowali. W ich to imieniu, mówi Bossuet, wszczynano prześladowania przeciw chrześcijanom. Głównym między nimi był Dyoklecyan, przedstawiony pod symbolem liczby 666. Liczbę tę rzeczywiście można otrzymać z obrachowania liter w wyrazach Diocles Augustus. Inni tłómacze w siedmiu królach widzą siedmiu pierwszych prawych cesarzy: Augusta, Tyberyusza, Kaligulę, Klaudyusza, Nerona, Wespazyana, Titusa. Bestya śmiertelnie raniona, a następnie na czas jakiś do życia przywołana, jest bałwochwalcze cesarstwo przez Konstantyna powalone, a przez Juliana Apostotę napowrót do życia przywiedzione. Druga bestya oddająca cześć pierwszej,—to, według Bossuet'a, czarnoksięska filozofia, tak gorliwa w podtrzymywaniu kultu fałszywych bogów. Tenże autor kładzie wielki nacisk na tłómaczenie plagi szarańczy: uważa on, że w szarańczy apokaliptycznej znajdują się wszystkie cechy herezyj, jakie w początkach trapiły Kościół Boży. W tem tłómaczeniu Bossuet'a może jest za dużo drobiazgowości i subtelności; odrzuca je też wielu dobrych egzegetów.

W widzeniach Apokaliptycznych ukazują się kolejno trzy grupy symbolów: siedm pieczęci, siedm trąb i siedm czasz. Wszystkie te symbole odnoszą się do tegoż samego przedmiotu, do stopniowego upadku bałwochwalczego cesarstwa. „Pozostaje jeszcze, powiada Bacuez, trudność w nadaniu osobnego znaczenia każdemu znakowi, albo w dokładnem oznaczeniu wypadku, do którego się dany znak odnosi. Sądzę, że jest pewna miara, którą zachować trzeba przy takiem orzekaniu: że nie należy chcieć wszystko roztrząsać, ani też zbytecznie w szczegóły wnikać; że przedmiotem różnych znaków mogą być fakta zaszłe w jednym i tym samym czasie, a niekiedy nawet jedne i też same fakta, pod rozmaitym względem uważane. Widocznie, że nie tyle dla zgodności z historycznymi faktami, ile raczej dla zwyczaju mowy symbolicznej, rzeczone znaki następują prawidłowo po sobie w siedmiokrotnej ilości." (Manuel biblique, t. II, n. 934).

Dziesięć rogów bestyi, według ogólnego zdania, oznacza królów barbarzyńskich, z których niektórzy z Rzymem początkowo sprzymierzeni, następnie opanowują go i królują nad nim. Będąc sami jeszcze bałwochwalcami, walczą przeciw Barankowi, ale niebawem dają się mu zwyciężyć i przyjmują chrystyanizm.

Ograniczymy się na tych ogólnych uwagach, gdyż nie tu miejsce na komentarz, choćby tylko ogólnikowy, Apokalipsy. Nie możemy wszakże milczeniem pominąć podjętego za dni naszych racyonalistowskiego sposobu tłómaczenia naszej proroczej księgi Nowego Testamentu. Te są oto główne rysy rzeczonej racyonalistowskiej teoryi.

Ponieważ, według świadectwa samego autora księgi Apokalipsy, siedm głów bestyi apokaliptycznej oznacza siedmiu królów, przeto trzeba w nich widzieć siedmiu pierwszych mocarzy, którzy panowali w Rzymie, to jest: Juliusza Cezara, Augusta, Tyberyusza, Kaligulę, Klaudyusza, Nerona, Galbę. Neron zginął przy wyniesieniu Galby, lecz krążyły kłamliwe wieści, że Cezar żyje i że niebawem ma się ponownie ukazać na czele państwa. Otóż autor Apokalipsy jest echem tych pogłosek, gdy pisze: „Pięć ich upadło, jeden jest (który panuje) a drugi jeszcze nie przyszedł: a gdy przyjdzie na mały czas ma trwać." (Apok. XVII, 10). Zagadkowymi tymi wyrazami ma być oznaczony Neron. Wnioskują też stąd racyonaliści, że Apokalipsa została napisana za czasów Galby, wkrótce po śmierci Nerona między rokiem 68 a 69, a tem samem odmawiają jej cech księgi prorockiej i boskiej. Wszystkie te myśli z ich konsekwencyami wypowiada i rozwija Renan w swej książce L'Antéchrist.

Teorya Renana jest najczystszą fantazyą. Przywiązuje ona nadmierne znaczenie do wieści ludowych, o których zaledwie wspominają dzieje. Między cesarzami Rzymu dowolnie umieszcza Juliusza Cezara, który tylko drogę przygotował dla cesarstwa. Wcale nie wyjaśnia, jakimby sposobem pismo, całkowicie na grubej mistyfikacyi oparte, począwszy od drugiego wieku, zostało przez wszystkich uznane za dzieło natchnione i prorockie. Początek księgi Apokalipsy odnosi Renan do czasu, kiedy Kościoły Azyi zaledwie powstały i nie miały jeszcze męczenników, gdy tymczasem Apokalipsa przedstawia je już dobrze zorganizowane, a w części nawet rozluźnione i krwią świadków prawdy zroszone (Prw. Apok. I, II; II, 4—6: 13—15; 9 i 10; VI. 9, 10). Wreszcie rzeczona teorya Renana stoi w sprzeczności z tradycyą, która odnosi początek Apokalipsy do panowania Domicyana. Wyznajemy wszakże, że znakomici katoliccy egzegeci (Beelen i in.) dokładność tej tradycyi podają w wątpliwość i widzenia apokaliptyczne odnoszą do panowania Nerona. Pisarzom tym się zdaje, że św. Jan podaje zburzenie Jerozolimy jako wypadek w przyszłości nastąpić mający, a który zaszedł za Wespazyana, wkrótce po śmierci Nerona (Prw. Apok. XI, 1, 2, 8).

Zakończmy ten artykuł pięknemi słowy Bacuez'a o Apokalipsie: „Nigdzie nie masz bardziej przerażająco wypowiedzianych wielkich prawd moralnych, doniosłości zbawienia, znikomości wszelkich wielkości tego świata, najwyższej władzy Boga, surowości sądów Jego, rzeczywistości przyszłego życia, nieuniknionej alternatywy szczęścia lub nieszczęścia bez końca. To też żadne inne czytanie bardziej nad Apokalipsę nie jest zdolne obudzić w duszy pogardy dla rzeczy ziemskich, bojaźni bożej, pragnienia nieba, miłości cnót wielkich, zaparcia siebie, stałości w dobrem, cierpliwości, poświęcenia, żarliwości. Im się kto więcej nią karmi, tem więcej nabiera poszanowania dla majestatu bożego, obrzydzenia dla bezbożności, wdzięczności dla Boga, ufności w Opatrzność Jego, uwielbienia dla męczenników i świętych; tem głębiej przejmuje się on temi prawdami, że dusze wybrane są zawsze w ręku bożem, że utrapienia ich są próbami, powiększającemi ich zasługi, że złość ich nieprzyjaciół sama przez się nie byłaby zdolna szkodzić istotnym ich sprawom, i że wreszcie jednego tylko dusza pragnąć ma dobra, t. j. miłowania Zbawiciela swego tu na ziemi, a królestwa Jego wiecznego po śmierci." (Manuel biblique, t. IV, n. 498).

Prw. dzieła: Bossuet: „L'Apokalipse avec une esplication;" Smith: „Dictionary of the Bible," art. „Revelation:" L'abbé Thomas: „La Parusie," Analecta juris pontificii 1876, vol. 2-o; Calmet: Wstęp do Komentarza na Apokalipsę: Bacuez: „Manuel biblique," t. VI; Lamy: „L'Antéchrist et la critique," str. 5—23; Hengstenberg: „Die Offenbarung des H. Johannes erläutert." J. Corluy. X. F. P.

APOKALIPSA. (Pochodzenie A'y).

Idzie o to, czy Apokalipsa św. Jana jest dziełem objawienia boskiego, czy też naśladownictwem czysto ludzkiem ksiąg podobnych, u niektórych ludów pogańskich w obiegu będących.

Duruy, członek Instytutu Francuskiego, dawny minister Napoleona III i autor nie bez przyczyny cenionej „Historyi Rzymskiej," w IV tomie tego dzieła, broni pogańskiego pochodzenia Apokalipsy, stanowiącej część Nowego Testamentu. Oto jak się w tej sprawie wyraża: — „Żydzi, w prowadzeniu spraw swoich prywatnych i w obrotach handlowych bardzo zręczni, tracili grunt pod nogami, gdy trzeba było się podnieść do pojęć ogólnych. Duch proroczy był duszą tego narodu. Obcą mu była wiedza, wymagająca zimnego rozumowania, obcą mu była sztuka, wymagająca badania natury, poczucia proporcyj i harmonii w proporcyach. Apokalipsy, do których zamiłowania nabrali od Mazdejczyków podczas niewoli, stały się ich wielką formą literacką. Przez nie wypowiadali oni w stanowczych chwilach wszystko, co się czuje, co się kocha i czego się pragnie. Najwymowniejszym wyrazem i wzorem dzieł tego rodzaju jest Apokalipsa św. Jana, w której Widzący opowiada tajemnicę Niepojętego, objawia wyroki Najwyższego i możnym tego świata zwiastuje kary, które ich czekają. Poprzedziło ją wiele takich Apokalips, i nie jedna po niej nastąpiła: jest to rodzaj piśmiennictwa pochodzenia perskiego, szerokie pole przedstawiający dla poety i wierzącego. W Objawieniu, posłanem do siedmiu Kościołów Azyi, Apostoł prowadzi dalej przeciw wrogom nowej Jerozolimy, przeciw wielkiej nierządnicy, która upaja narody winem swego wszeteczeństwa, rewolucyjne dzieło dawnych proroków, prowadzone przeciw bezbożnym królom i prześladowcom Izraela; wstępuje on w ślady proroków, od nich zapożycza najstraszniejsze obrazy; płomiennymi wyrazami, mieszaniną podniosłych wizyj i dziwnych pomysłów, opisami wschodnich bogactw i barbarzyńskich ornamentacyj podobał się chorobliwej wyobraźni plemion południowych."

Dawny minister Napoleona III i autor bardzo rozpowszechnionego dzieła historycznego, powyższych zdań napisać nie mógł, nie zaczerpnąwszy gdziekolwiek do nich podstawy. Nie będąc sam eranistą, ślepo zaufał jakiemuś pisarzowi, mało o prawdę dbałemu, albowiem widział w jego słowach potwierdzenie swoich przekonań i zasad religijnych. Skądinąd znów, modą jest dzisiaj przedstawiać żydów jako plagiatorów uczniów Zoroastra, a święte księgi izraelskie jako naśladownictwo mniej lub więcej dokładne ksiąg mazdejskich. Łatwo zrozumieć, co myśl ta w sobie ukrywa, a mianowicie, że raz stwierdzony taki plagiat nie pozostawia nadal miejsca natchnieniu ksiąg biblijnych, jest to współczesne delenda Carthago. Oto dlaczego Mazdejczycy są tu przedstawieni jako twórcy tego rodzaju piśmiennictwa apokaliptycznego, żydzi zaś jako służalczy naśladowcy wyznawców Mazdy, niezdolni do wzniesienia się ku pojęciom ogólnym.

Otóż we wszystkich tych twierdzeniach same tylko grube znajdujemy błędy. Wyrażenie to może trochę twarde, ale jakież znaleść stosowniejsze? Gdyby kto Karola Wielkiego wziął za współczesnego Brutusowi, i utrzymywał, że republikańska konstytucya pierwotnego Rzymu jest naśladownictwem kapitularzy sławnego cesarza, to na cóż zasługiwałaby jego pomyłka? Nie mniej zadziwiająca jest pomyłka tych uczonych, od których Duruy zapożyczył swe wiadomości. I rzeczywiście, boć mazdejskie apokalipsy sięgają najwcześniej X w. naszej ery. Za czasów Cyrusa Mazdejczycy, co najwyżej, posiadali najdawniejsze księgi Awesty. Jakoż w całej świętej księdze Eranu zaledwie kilka znajdujemy wierszy, które słabo przypominają apokaliptyczny rodzaj pisania, a i te nawet wiersze spotykamy w Yesht, t. zn. w hymnie, napisanym względnie późno, bo według wszelkiego prawdopodobieństwa, już po nastaniu ery chrześcijańskiej. Mówimy tu o końcowym ustępie hymnu Yesht XIX, zupełnie odosobnionym w Aweście. W rzeczonym ustępie jest mowa o proroku Soshyant, który ma się ukazać przy końcu wieków, by wydać ostatnią walkę złym duchom i takowych zwyciężyć, by wskrzesić umarłych i świat odnowić w stanie sprawiedliwości i doskonałego szczęścia.

Tak zaś brzmi oryginalny tekst Awesty Yesht XIX, 96: „Oto zbliżają się towarzysze Soshyant'a, nie mówią oni ani jednego kłamliwego słowa, język ich panem jest siebie. W obec nich z szaloną gwałtownością pochyla się Aeshnu (duch gniewu). Dla niego bije on Druze'go (ducha kłamstwa), z natury przewrotnego, ponurego, bije Akomano (złośliwość); bije z kolei Vohumano (ducha dobrotliwości i pobożności); Kłamstwo bije, Prawdę z kolei bije; Haurvatat i Ameretat (duchy nienaruszalności i nieśmiertelności) biją zły głód i pragnienie. Twórca dzieł złych Aryman (duch złego), stawszy się bezsilnym, pochyla się zwyciężony."

Zaiste, jakże stąd daleko do wielkich objawień Izaijasza i Jeremijasza. Apokaliptyczny rodzaj pisania, naprawdę nie ma nic wspólnego z tym suchym obrazem ostatecznej walki, podług rozumienia Awesty. Walka ta zresztą niema żadnej łączności z proroctwami biblijnemi; zwykłe to następstwo dualistycznego systemu; walka pierwiastku złego z pierwiastkiem dobrym, z konieczności zakończyć się musi zwycięstwem tego ostatniego. Jedyny to ustęp z całej Awesty, który zawiera rodzaj apokaliptycznego proroctwa.

Nie znajdujemy tu nigdzie owych strasznych obrazów, owych słów płomiennych, owej mieszaniny podniosłych wizyj i dziwnych pomysłów, w które, zdaniem Duruy'a tak bardzo obfituje żydowska Apokalipsa, a tem mniej jeszcze znajdujemy tu rewolucyjnych nawoływań, którym oddawać się mieli dawni prorocy.

W obec tego zaś, prawdziwe to zuchwalstwo mówić o zamiłowaniu Mazdejczyków do Apokalips, przekazanem jakoby żydom w czasie ich niewoli, podczas gdy wiadomo, że wszystkie utwory religii Zoroastra (nie mówię: apokaliptyczne, bo żadnego podobnego nie było), ale poprostu utwory prorockie, zamykają się w tym jednym ustępie, napisanym z pewnością na wiele wieków po powrocie ludu bożego z niewoli do ojczyzny!

A ten zupełny brak wizyj i objawień w religijnych księgach mazdejskich, trwa aż do siódmego wieku naszej ery. Bundehesz, ukończony już po arabskim podboju, gdyż o nim wspomina, w zapowiedzi ostatnich dni świata, zna tylko powyższy epizod, krótko przytoczony w Yesht XIX.

By znaleść apokaliptyczne opowiadania i wizye, uciec się trzeba do najnowszych ksiąg religii mazdejskiej, do ksiąg napisanych przez Persów, to jest do Bahman Yesht i do Yamasz nameh. Chcąc się zaś dowiedzieć, kiedy ułożona została pierwsza z tych dwóch ksiąg i najdawniejsza, poradzić się trzeba mistrza w tych rzeczach Dr. E. West'a z Monachium, którego wszyscy uznają za pierwszego pehlwistę naszych czasów. Ten zaś West w przedmowie do angielskiego przekładu księgi Bahman Yesht, wyraża się w ten sposób: „Istniejącą obecnie księgę ułożył jakiś pisarz, żyjący tak dawno po arabskim podboju, że pamięć tego podboju zatarta już została przez późniejsze najazdy i zwycięstwa Turków, wówczas panów kraju, takich jak Gaznewidzi i Seldżucy siódmego i dwunastego wieku." Pierwszej z dwóch dat powyższych przyjąć nie można, albowiem oznaczałaby ona, że zapomnienie o podboju arabskim nastąpiło już w tym samym wieku, w którym sam podbój został dokonany, czego żadną miarą przypuścić niepodobna.

A przeto Bahman Yesht sięga najdalej dwunastego wieku ery chrześcijańskiej!

I to ma być księga, którą żydzi naśladowali i którą się ożywiali na ośmnaście wieków przedtem, zanim została napisana!

Kto się więc chce szanować, niech już nie mówi o mazdejskich apokalipsach, a zwłaszcza o zamiłowaniu, jakiego żydzi mieli nabrać u Mazdejczyków do apokaliptycznego rodzaju piśmiennictwa.

„Co się zaś tyczy „rewolucyjnej" postawy proroków izraelskich, ograniczymy się na uwadze następującej: Gdy prorocy podnoszą głos w obronie uciśnionych i narażają się na wszelkie niebezpieczeństwa, byle uśmierzyć ciemiężycieli, są rewolucyonistami.

Gdyby zaś tego przez roztropność nie czynili, byliby okrzyczani za wspólników ciemięstwa.

Oto rozumowanie, jakiem racyonalistowscy krytycy znaczą swe sądy o Biblii. (Harlez). X. F. P.